Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolnośląskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolnośląskie. Pokaż wszystkie posty

10.09.2015

200. rocznica urodzin Fryderyka Wilhelma hrabiego von Reden (Bukowiec)

Wprawdzie nie umieściłem go w swoim »kalendarium nadchodzących wydarzeń« w rubryce: »KONIECZNIE!«, ale całe przedsięwzięcie przezacnie się zapowiada. Kto więc czas znajdzie – niech rusza do Bukowca 19 i 20 września. Bardzo ciekawie zapowiada się bowiem wystawa Nowego Młyna "Czas i przestrzeń". To jednak moja osobista sugestia, bo innych interesujących wydarzeń naprawdę sporo.



29.05.2014

Zbiory Hochbergów powrócą do Książa


- Zamiast trzymać dzieła należące do rodziny Hochberg von Pless w magazynach, wolę je pokazać w ich naturalnym środowisku – mówi Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu. – Wręcz poczuwam się do obowiązku przywrócenia ich do zamku.

Wielki szacunek za te słowa, szanowny Panie Doktorze! Gdy słowa przemienią się w czyny – mój szacunek wzrośnie niepomiernie. 

A jednocześnie nieśmiało napomknę o zbiorach Schaffgotschów z Cieplic i o pocysterskim kompleksie, w którym dzisiaj Muzeum Przyrodnicze, a zupełnie spokojnie znalazłoby się w nim miejsce na eksponaty, niegdyś tu obecne. Odwagi, Panie Doktorze!

Cały tekst na stronie wroclaw.pl.
O dawnych zbiorach cieplickich na stronie Muzeum Przyrodniczego.

13.09.2012

Europejskie Dni Dziedzictwa 2012

Tajemnice codzienności 



Pod takim hasłem spotykamy się w tym roku. Jak zwykle żałuję, że nie mogę wziąć udziału we wszystkich interesujących mnie wydarzeniach. Poniżej wybrane eventy (przepraszam...!) z najbliższych okolic, wszystkich jest bardzo dużo. Wybór na stronie EDD2012.

2012-09-15
BOLKÓW. Tajemnice Zamku Bolków – XVII-wieczny piknik historyczny.
Zamek Bolków, woj. dolnośląskie
Organizator: Zamek Bolków Oddział Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze, 59-420 Bolków, Adam Łaciuk – kierownik, tel. 75 741 32 97, e-mail: kustosz@zamek-bolkow.info.pl

2012-09-15
CHEŁMSKO ŚLĄSKIE. Historia domów tkaczy połączona z warsztatami tkackimi „Od posiania do utkania”. Cykl tkactwa ręcznego z XVIII w. Warsztaty
Domki Tkaczy 12 Apostołów, EKO Muzeum, ul. Sądecka 15, woj. dolnośląskie
Organizator: Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Chełmska Śląskiego „Tkacze Śląscy”, ul. Sądecka 15, 58-407 Chełmsko Śląskie, Teresa Sobala – prezes, tel. 609 169 191, e-mail: teresasobala@tlen.pl

2012-09-15
JELENIA GÓRA. Miodobranie Karkonoskie
Park Norweski w Jeleniej Górze – Cieplicach, posesja Muzeum Przyrodniczego w Jeleniej Górze, ul. Wolności 268, woj. dolnośląskie.
Organizator: Muzeum Przyrodnicze w Jeleniej Górze, Regionalny Związek Pszczelarzy w Jeleniej Górze, ul. Wolności 268, 58-560 Jelenia Góra, Stanisław Firszt – dyrektor, tel. 75 755,15 06, e-mail: muzeum@muzeum-cieplice.pl

2012-09-16
ŚWIERZAWA. Otwarte Drzwi Kościoła – z wystawą fotografii z ważniejszych uroczystości odbywających się w gminie.
Kościół św. Jana i Katarzyny w Świerzawie, ul. Złotoryjska 25, woj. dolnośląskie
Organizator: Centrum Kultury Sportu i Turystyki w Świerzawie, ul. Jeleniogórska 58, 59-540 Świerzawa, Halina Zychowicz–Michoń – dyrektor, tel. 72 706 41 60, e-mail: hzychowicz@gmail.com

2012-09-15 i 16
WLEŃ. Tajemnice Pałacu Książęcego we Wleniu
Pałac Książęcy we Wleniu, ul. Winiogórska 11, woj. dolnośląskie
Organizator: BKS S.C. Pałac Książęcy we Wleniu, ul. Winiogórska 11, 59-610 Wleń, Katarzyna Osiecka–Brzeska, tel. 698 650 764, e-mail info@palacwlen.pl

2012-09-15
WROCŁAW. Obrazy Karkonoszy okiem śląskich pejzażystów
Muzeum Narodowe we Wrocławiu, pl. Powstańców Warszawy 5, woj. dolnośląskie
Organizator: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, pl. Powstańców Warszawy 5, 50-153 Wrocław, Dział Oświatowy, tel. 71 372 51 48.

2012-09-15 i 16
ŁOMNICA. Spotkanie z żywą tradycją dawnej śląskiej posiadłości arystokratycznej.
Pałac i Folwark Łomnica, ul. Karpnicka 3.
Organizator: Dominium Łomnica Fundacja Rozwoju Krajobrazu Kulturowego, ul. Karpnicka 3, Łomnica, 58-508 Jelenia Góra, Aleksandra Kaczmarek, tel. 798 427 655, 75 713 04 60, e-mail: dominium@palac-lomnica.pl
godz. 11.00–17.00 Spotkanie z żywą tradycją dawnej śląskiej posiadłości arystokratycznej. Pragniemy zaoferować nie tylko zwiedzanie Pałacu lecz także, a może przede wszystkim nasz pieczołowicie odtworzony Folwark przy Pałacu. Wizyta na Folwarku, pozwoli dotknąć codziennego życia, jakie toczyło się setki lat temu w posiadłościach Doliny Pałaców i Ogrodów. 

W niedzielę pojadę sobie do Wlenia, do Pałacu Książęcego. Okrutnie mi to miejsce w duszy gra; trochę rzewnie, trochę marszowo (toporek wojenny wykopany!). 

No to: do zobaczenia się z Państwem podczas Europejskich Dni Dziedzictwa!
.
I jeszcze drogowskazik:
Zbliża się drugi weekend z zamkami i pałacami

7.09.2012

Porozmawiajmy o pieniądzach (na ratowanie zabytków)


(...) Kamień węgielny na budowie jednej z największych inwestycji Gdańska, Muzeum II Wojny Światowej, został w sobotę przed południem wmurowany przez premiera Donalda Tuska i ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego. Był to głaz znaleziony przez archeologów w czasie prac poprzedzających budowę placówki, na terenie działki, na której powstanie muzeum. (...)
Dodajmy, że muzeum warte 358 milionów złotych. 
Ile można za te pieniądze zabezpieczyć lub nawet odbudować zabytków na Dolnym Śląsku ? Przyjmując milion złotych na jeden zrujnowany pałac wychodzi na to, że prawie wszystkie ruiny miałyby zabezpieczone mury, duża część dostałaby nowy dach, przy każdym by wycięto samosiejki i postawiono tablicę informacyjną... 358 zabytkowych pałaców przetrwało by dla następnych pokoleń. W 358 wsiach i miasteczkach mogłyby się pojawić perspektywy dla rozwoju turystyki, być może nawet miejsca pracy.
Pamiętając jednak, że większa część jest w rękach prywatnych można by za te pieniądze wykonać remonty zastępcze i uratować je dla kolejnych pokoleń. 
Gdyby jednak wydać 50 milionów złotych na każdy obiekt i odbudować go całkowicie to odzyskalibyśmy 7 pałaców, a wraz z nimi 7 miejscowości dostałoby szansę na rozwój przez aktywizację turystyczną. Te pieniądze mogły uratować Goszcz, Brzezinkę, Parchów, Siedlce, Gorzanów, Bożków, Piotrkowice, Wilkanów, Dziewin, Gościszów, Słupice, Jędrzychowice lub jeszcze inne cenne obiekty, które dzisiaj niszczeją bo brak pieniędzy nawet na najpilniejsze zabezpieczenia. W jednym i drugim przypadku to by była swego rodzaju rewolucja dla regionu, dająca szansę nie tylko zabytkom, ale i ludziom.
Źródło: Śląskie zabytki - blog o zabytkach i nie tylko

6.09.2012

Porozmawiajmy o Maciejowcu (na przykład)

Tym razem same cytaty i zapożyczenia (bez bulu żadnego te zapożyczenia czynię, Panie Prezydencie Rzeczypospolitej, który nadałeś wokółjeleniogórskiej Dolinie Pałaców i Ogrodów status pomnika historii, ale o jej sąsiedztwie nie pomyślałeś nawet; bo ważniejsze jest chodzone czytanie Pana Tadeusza, niźli dbałość o spuściznę śląską)...

Zapożyczenie pierwsze to adres do wpisu na blogu Najstarsze Drzewa, wpisu o pałacu w Maciejowcu.
Zapożyczenie drugie ze strony JG Fakty  to wywiad z autorem tego blogu (i autorem pomysłu ratowania tego, co jeszcze uchwytne), Marcinem "Mutermilch".

Przypomnijmy: pałac w Maciejowcu to jeden z niemal 800 obiektów na Śląsku, z których większość ginie w oczach... Jest o czym rozmawiać, ale czas najwyższy działać!







Linki? A pewnie:
Na Facebooku:
Polska Dolina Loary
Zabytki Dolnego Śląska
Hannibal Smoke
Czerwona lista

Strony internetowe:
Zabytki Dolnego Śląska
Czerwona lista zabytków Dolnego Śląska

28.08.2012

W rodowym gnieździe Świnków


W drodze powrotnej z Jawora wstąpiliśmy do zamku Świny. To już prawie Bolków, więc do Jeleniej Góry rzut beretem. Dawno tędy nie przejeżdżałem, będzie z 10 lat, a uprzednio, gdym sam, lub w towarzystwie oprowadzanych gości próbował „zamek zdobyć”, zastawałem bramy na głucho zamknięte. Pewnie można by było zakraść się na jego teren drogą odtyłową, ale jakoś nie wypada, szczególnie z turystami w wieku mocno emerytalnym, licząc nawet według nowego prawa emerytalnego ostatnio uchwalonego. 
Tym razem miało być inaczej: Świn brama otwarta, kasztelan z biletami obecny, napaść na zamek to koszy pięciu złotych polskich od sztuki napastnika. Czy warto?
Z góry uprzedzam: tak, jak ciekawa jest zamku historia, tak kiepski jest jego stan. To trwała ruina (i w tym nic jeszcze złego), jednak z pobieżnie, miejscami bardzo nietrwałe zabezpieczonymi murami, stropami, piwnicami i lochami. Ogólnie rzecz biorąc stan taki trwa od 1769 r., kiedy to zamek opuścili ostatni stali mieszkańcy. Ale warto, bo ruina ze wszech miar warta zwiedzenia.
Rzut zamku (wykonany ok. 1930 r.)
W roku 1288 w księgach wymienia się Johanna de Swyn jako lokatora i właściciela tego zamczyska. To po polsku pan Jan Świnka, albo – dokładniej – Jan ze Świnek lub ze Świn. Ród najwyraźniej fantazji pełen być musiał, używający życia, nadużywający trunków mocnych (a i słabszymi gardzić nie zwykł), wesoły, a troszkę rabuśny. Jednak istnieją mocne dowody, że o zamku Świny w Polsce (w brzmieniu: Zuinii lub Castrum Suini in Poloniae) pisano już o wiele wcześniej, bo w Kronikach niejakiego Kosmasa z Pragi, a to w roku 1108. Sam papież Hadrian IV w dokumencie z roku 1155 wymienia nazwę Zipini, a z kontekstu dokumentu wynika, że o „nasz” zamek mu chodzi. W XIII wieku zamek był kasztelania (w dokumentach Comes Jaxa castellanus de Svyne pada tu imię Tadka ze Świn, a w oryginale: Tader de Swyna), a w roku 1248 czytamy o Petrico castellanus de Zuni. Zaś legenda o powstaniu zamku głosi, że oto w 716 roku (sic!) rycerz o przydomku Biwoy (i znów znajoma końcówka „woj”?), spacerując niewinne po okolicy, miał kaprys złapać gołymi rekami dziką świnię (za uszy), którą to złożył u stóp panującej wówczas w Czechach księżniczki Libušy. Za to dzieło spacerowe otrzymał kolejno: złoty pas, rękę Kasi (siostry księżnej), nowy herb rodowy ze „świnką” (zwierzęciem, nie złotą rosyjską monetą; to nie te czasy!) oraz potwierdzenie zasiedzenia zamku w osadzie Świny. W jaki sposób jednak ów dzielny Biwoy zaciągnął żywego dzika za uszy przed tron w Pradze – tego legenda niestety nie wyjawia; jednak morał z tej opowieści jest klarowny: opłaca się spacerować w lasach koło Bolkowa i Świn!

Przyjmując jednak, że jeśli w 1108 r. niejaki Mutina, wódz plemion bohemskich, udał się do zamku „Zuinii w Polsce”, by tam odbyć naradę wojenną ze swoim wujem, to należą Świny do najstarszych instalacji obronno-mieszkalnych na Śląsku. Polscy archeolodzy dokopali się zresztą w najbliższym sąsiedztwie dzisiejszych ruin do drewnianych pozostałości założenia obronnego, starszego jeszcze od murów z kamienia.

W 1155 r. kasztelania Zuini stanowi według dokumentów ośrodek administracyjny dla sąsiednich wsi oraz wysunięty posterunek na granicy śląsko-czeskiej w gęstym lesie, zwanym przesieką. I byłoby pięknie i bogato, gdyby nie lokacja Bolkowa (na prawie niemieckim, czy magdeburskim; ius municipale magdeburgense) w drugiej połowie XIII w. Jednak Świny pozostały gniazdem rodowym Świnków (czy też: Schweinichenów), którzy aż do XVII w. swoją siedzibę rozbudowywali i remontowali (a jak wiadomo: na budowach węgrzyn i okowita są nie mniej ważne, niż zaprawa i budulec...). Koniec końców z surowej gotyckiej twierdzy zamek przekształcił się w przepiękną, a imponującą budowlę renesansową. Jednak i na Świnków przyszedł kres: ostatni z rodu zmarł w 1702 r., a obiekt w 1713 r. stał się własnością zięcia ostatniego ze Świnków, (Sebastiana) Henryka ze Świdnicy. Od roku 1769 zamek przejął (w drodze aukcji upadłościowej) minister państwowy Churschwand, aż wreszcie twierdza znalazła się w posiadaniu rodu hrabiów rzeszy von Hoyos-Spritzenstein. Niestety od 1769 r. w zamku nie prowadzono żadnych prac konserwacyjnych, a dzieła zniszczenia dokonała sama natura: huragan z 1848 roku i wielki pożar z roku 1876. 

Walka o zabezpieczenie ruin rozpoczęła się dopiero około roku 1905, gdy pieczę nad zamkiem przejął bolkowski Związek Małoojczyźniany (Bolkenhainer Heimatverein): wywieziono gruz, splantowano ziemię, zabezpieczono i podparto ściany, a w latach 30. XX wieku na wieży mieszkalnej położono nowy dach. W 1941 r. obiekt przejęła Tysiącletnia Rzesza, by tu magazynować elementy wyposażenia samolotów Messerschmitta, produkowane w podziemnych fabrykach w Bolkowie. "Adolfianie" planowali zresztą odbudowę zamku po wojnie i stworzenie tu ośrodka Hitlerjugend. Nie tylko te plany spaliły na panewce...
Po wojnie ruinami zajęli się kolejno: szabrownicy i złodzieje, a następnie ludowe państwo polskie, które obiekt zabezpieczyło i udostępniło do zwiedzania. A po przemianach roku 1989 obiekt (na fali tanich wyprzedaży) przeszedł za śmieszne pieniądze w ręce prywatne (szwedzkie?), zaś w ostatnich latach (od 2004 r.) znów jest nasz, polski (prawdopodobnie część udziałów we własności posiadają potomkowie rodu Hoyos), acz w dalszym ciągu – zdaje się – bezkoncepcyjna to własność, jeśli chodzi o sposób wykorzystania obiektu. W każdym razie za „piątaka” można sobie ogromne kubaturowo ruiny zwiedzać do woli. 

Kościół kasztelański p.w. św. Mikołaja
Poza murami zamku, w niewielkiej jednak odległości znajduje się niegdysiejsza kaplica zamkowa, a dzisiejszy kościołek p. w. św. Mikołaja. z XIV w., jednonawowy, z wieżą dostawioną od zachodu. W środku wyposażenie z XVI w., m.in. malowane stalle, nagrobki rodziny Świnków oraz epitafium Jana Zygmunta Świnki z roku 1664. Zakrystia mieści się w najstarszej, noszącej cechy romańskie, części świątyni. I choć z zewnątrz budynek nie robi wielkiego wrażenia, to wnętrze jest i urokliwe, i historyczno-architektonicznie niezwykle ciekawe. Większość wyposażenia wnętrza pochodzi z XVI w. Niemal wszystkie sprzęty są drewniane, renesansowe, co rzadkie na Śląsku. Kościół był świątynią prywatną, więc dla przedstawicieli rodu von Schweinichen (o ile znaleźli czas, by zajrzeć do kościoła) zbudowano przy lewej ścianie prezbiterium w 1593 r. okazałą piętrową lożę kolatorską. Postawiono ją przy lewej ścianie prezbiterium. Elementy drewniane frontu i sufit stalli pokrywają zacierające się coraz bardziej maureski i inskrypcje. Po drugiej stronie stołu ofiarnego przepiękna, drewniana chrzcielnica, wparta na kurzych łapkach, z całkowicie zachowanym baldachimem. Została ostatnio znakomicie odrestaurowana. 
Godne uwagi są zachowane są nagrobki, m.in. Burgmana Schweinichena (1456-1566) i jego żony Margarety. Szczególną uwagę zwraca nagrobek Ursuli von Zedlitz, niewątpliwie znakomite dzieło śląskiej sztuki sepulkralnej XVI w. na Śląsku. W wieku 17 lat połknęła igłę i to było przyczyną jej śmierci, co zawarto w inskrypcji. Być może było to samobójstwo z powodu nieszczęśliwej miłości do człowieka stanu niegodnego...
No, to zapraszam do foto-galerii, a jeszcze bardziej polecam przyjazd do Świn i spędzenie tu 2–3 godzin; przy ładnej pogodzie to piękny czas!
Z drogi Jawor-Bolków
Wejście





Froda-Zwiedzaczek: o zabytkach wie pewnie więcej, niż niejeden mieszkaniec regionu ;-)
Nadokienne sgraffito (chyba dość współczesne) 
Dziedziniec dolny
Najstarsza część kaplicy (dzisiejsza zakrystia) z wyraźnymi akcentami romańskimi




27.08.2012

Dobków, warsztaty

Dwa dni, dwa festyny (Dobków i Paszowice), dwa zamki w rozsypce (Lipa i Świny), piękniejące miasto (Jawor) z olśniewającym Kościołem Pokoju. I jakże pozytywna, budująca dawka optymizmu: że można, że to potrzebne, że jest na tego typu imprezy zapotrzebowanie. Że nie trzeba zasłaniać swojej bezradności i braku umiejętności w zarządzaniu miastem/gminą tłumaczeniami bezsensownymi: “Nie ma pieniędzy” (burmistrz Wlenia), “Nie ma możliwości” (prezydent miasta Jelenia Góra). Ja w tych tłumaczeniach widzę prostą zasadę osiągania własnego, najwyższego stopnia niekompetencji: “Nie mam ochoty i zdolności, ale stołka – k… wasza mać! – nie oddam!”.

Po kolei jednak. W sobotę pojechaliśmy do Dobkowa, “wsi najpiękniejszej na Dolnym Śląsku” w roku 2011 według jurorów konkursu pod tymże wezwaniem. Tam odbywały się już siódme Kaczawskie Warsztaty Artystyczne. Program imprezy, mojej Połowinki i moje plany z wydarzeniem związane opisywałem w poprzednim poście. Trochę zmodyfikowane wypaliły jednak ku obopólnej satysfakcji w stu (i jednym) procencie. Przyjechaliśmy do Dobkowa nieco wcześniej, by pospacerować po okolicznych wzgórzach. Kilka samochodów już stało na przygotowanych miejscach parkingowych, strażacy pożarni ruchem dyrygowali sprawnie, spory plac przed domem kultury (przewspaniała sala, nota bene) z wolna wypełniał się ludźmi: widzami i wystawcami.
My przeszliśmy się najpierw na Kapliczną, wzgórze nad wsią górujące, z niewielka wotywna kapliczka i krzyżem, skąd widok piękny na Góry Kaczawskie, ale nie na Dobków. Ten leży skryty w głębokim wąwozie Bukownicy, z góry widać jeno część dzwonniczej wieży kościoła św. Idziego. Do góry wchodzi się lipową aleją, choć lipy młode jeszcze, więc od słońca nie chronią.
 Do05_pSpodKaplicznej
Z Kaplicznej zeszliśmy leśną ścieżką z powrotem do Dobkowa, gdzie właśnie zaczynała się oficjalnie Warsztatowa Impreza. Tłum zrobił się spory, przybyło samochodów na parkingach, a wokół straganów gromadziło się coraz więcej ciekawskich, ale i aktywnie w warsztatach uczestniczących, głównie dzieci. Układanie mozaik z kostek graniowych i (chyba) bazaltowych, których “produkcja” odbywała się na miejscu, zgromadziło dobry tuzin wschodzących mistrzów kamieniarstwa artystycznego. I te zafascynowane buzie: już dla tego widoku warto się natrudzić przy organizacji takiej imprezy
DoF10_Mozaiki
Tuż obok – spory budynek, o którym czytamy: W Sudeckiej Zagrodzie Edukacyjnej – bo tak ma się nazywać ośrodek – nie będzie nietykalnych eksponatów, a dzieci będą się uczyć poprzez eksperymentowanie i zabawę. Budynek przyszłego centrum – jeden z bardziej okazałych we wsi – do niedawna był jeszcze zamieszkany. Ma szczęście – jak wiele innych tego typu domów nie popadnie w ruinę, lecz stanie się być może reprezentacyjnym obiektem Dobkowa. Sudecka Zagroda Edukacyjna to bowiem bardzo ambitne przedsięwzięcie”. Wewnątrz trwają prace adaptacyjne, co nie przeszkadza w wykorzystywaniu pomieszczeń na wystawy, zajęcia i prezentacje. Mnie najbardziej ujął najzwyklejszy kredens kuchenny, przywołał wspomnienia dzieciństwa, zupełnie innej krainy i całkiem innych, zapomnianych niemal czasów1. Kredens babciny…
DoF14_Kredens
Na parterze – jak to u Niemców bywało – pod jednym dachem, acz od części mieszkalnej korytarzem oddzielona stajnia. Przypuszczam, że już wkrótce to tutaj będą odbywać się w niepogody spotkania, wystawy, dyskusje, warsztaty przeróżne.
Do18_Stajnia
Wprawdzie z planowanych zajęć ceramicznych Połowinka moja nie skorzystała (żal było zabierać przejętej twórczością glinianą dzieciarni miejsce przy kole garncarskim), ale za to błyskawicznie nauczyła się sztuki nowej: tworzenia z krepiny barwnej… krokusów. Tu także zainteresowanie rękodziełem przemiłej pani było ogromne.
 DoF30_Ceramika
DoF30_KwiatDoF31_Zainteresowanie
Z atrakcji – poza występami artystycznymi śpiewaczych grup z Dobkowa, gmin sąsiednich i odległych – wymienię (ciurkiem): tworzenie ogromnych baniek mydlanych, warsztaty haftu i szydełkowania, malowanie Krtečka na stoisku zaprzyjaźnionej gminy z Czech, wystawę starych fotografii z czasów tuż-powojennych (dziadkowie wnuczętom pokazywali i opowiadali, jak wyglądały te pionierskie lata na Ziemiach Wyzyskanych) oraz mini-zoo, w którym Froda (nasz dzielny Zwiedzaczek) chciała się zaprzyjaźnić z owcą, ale strach stanął przyjaźni na przeszkodzie. Dodam z lekkim zażenowaniem, że bała się Froda; owca dążyła do zawarcia znajomości, choć obie panie dzieliła siatka.  
DoF21_FroiOwca
No i wreszcie: WYBUCH WULKANU! Wybuchy trzy właściwie: o 16.00, 17.00 i 18.00: pełna władza nad geologiczną aktywnością w Krainie Wygasłych Wulkanów! Pokaz (fachowo przygotowany i sprawnie objaśniony) zgromadził spory tłumek żądnych wiedzy wybuchowej…
DoF29_Wulkan2
Długo można byłoby opowiadać o Kaczawskich Warsztatach Artystycznych, jednak najlepiej jest wyrobić sobie własną opinię, bo już za rok odbędą się kolejne. Warto zajrzeć, posiedzieć, wziąć udział w zajęciach. Zobaczyć ładną wieś, uśmiechniętych mieszkańców i gości. I uczyć się od Dobkowian spontaniczności, zaangażowania, chęci do tworzenia czegoś niezwykłego, nowego – a przy tym wszystkim zasłużonej dumy ze swojego miejsca na ziemi, które aktywnie współtworzą i kształtują. Dodam, by do początku niniejszego tekstu nawiązać: Dobków nie ma złotej żyły, i nie finansuje tych przedsięwzięć ze sprzedaży tego złota na rynkach i poprzez ukochany przez PO AmberGold (wraz z OLT). 
Członkowie Partnerstwa Kaczawskiego pukają do wszelkich możliwych okienek, za którymi kryć może się “kasa”,  pukają cierpliwie i skutecznie; a gdy kasę tę wydębią, nie przeznaczają jej na fanaberie sołtysa (czy w przypadku na wstępie wymienionych miast: prezydenta), lecz w tego typu przedsięwzięcia ku pożytkowi ogółu inwestują. Że się nie opłaca? Jeśli panowie zarządzający miastami nie widzą w tym społecznej opłacalności wysokiego stopnia, to naprawdę czas najwyższy, by zmienili profesję. Natychmiast!

Linki ważne:
Dobków
EkoMuzeum w Dobkowie
Partnerstwo Kaczawskie

I na koniec; panoramka skromna pięknych Gór Kaczawskich... Ech, ukochanych pagórków moich!

20.08.2012

W Górach Kaczawskich: spacer zaczyna się we Wleniu...

W okolicach Wlenia (podczas sobotnich obchodów stulecia zapory zwanej kiedyś Mauer, a Pilchowicką - dzisiaj; oraz w niedzielę, gdyśmy stamtąd na naszą wędrówkę z Wlenia do Jeleniej wyruszali) bywam ostatnio jakoś bardzo często. Bo przecież całkiem niedawno, w maju tego roku, byłem tam na spotkaniu z panem burmistrzem i niejako przy okazji na spacerze "zwiedzającym". Pisałem tutaj, że miasteczko to jest mi ważne nie tylko dlatego, że właśnie tu swoje najmłodsze dzieciństwo spędziła Sabina, moja Połowinka. Nie mniej istotne są rożne (zupełnie niewykorzystane) potencjały tego miejsca: historyczne, geograficzne, turystyczne, krajobrazowe, urlopowe... Strach wyliczać, bo możliwości Wleń ma niemal nieograniczone, i tylko jedno zdaje się być bezwarunkowo i mocno w tym mieście ograniczone: stosunki na linii władza - inwestorzy. Władza samorządowa, w wyborach demokratycznych wyłoniona; dwaj zupełnie różni, acz poprzez rodzaj realizacji swoich życiowych wyborów - podobni do siebie inwestorzy: pan Luk Vanhauwaert oraz państwo Osieccy. Jeden na górze, drudzy na dole; w swoich pałacach, niczym... Paweł i Gaweł, co "w jednym stali domu, Paweł na górze, a Gaweł na dole...". Zupełnie przypadkiem (czego w swoim wierszu Aleksander hr. Fredro przewidzieć nie mógł) niemal pośrodku drogi między oboma pałacami i pośrodku przepięknego Rynku (zwanego Placem Bohaterów Nysy) stoi trzeci pałac. Pałac Władzy, obecnie zajmowany przez Bogdana Mościckiego (a uprzednio przez Bogusława Szeffsa). 

Złożyło się przypadkiem, że oto w sobotę przy zaporze dosyć długo rozmawiałem z burmistrzem Wlenia: o Wleniu, o planach i pieniądzach. Tego samego dnia zajrzeliśmy do Luka na górkę, a zaraz potem - do Kleppelsldorfu (dzisiejszego Pałacu Książęcego nad Bobrem). Na górze: kawa i ciacho; na dole wystawa związana z obchodami stulecia istnienia Zapory Pilchowickiej. Podczas zwiedzania wystawy i pałacu (które z gracją i wiedzą prowadziła pani Katarzyna, Właścicielka Pałacu) wywiązała się ciekawa rozmowa z rodowitym Wlenianinem, rozmowa o meandrach samorządowej władzy. [Uwaga, plama. Moja! Dostałem taką oto wiadomość (tu fragment): »Piszę właściwie tylko, żeby wyjaśnić drobną kwestię - właścicielami są Bożena i Sławek Osieccy. Ja jestem tylko córką "mości państwa", bądź jak wolą odwiedzający nas goście "kustoszem"«. To ja bardzo wszystkie zainteresowane osoby chciałem przeprosić! Należy się cieszyć, że nie uczyniłem właścicielem pałacu na ten przykład jakieś dyrektora. Sowchozu chociażby...]

Pałac Lenno, gospodarz: Luc Vanhauwaert
Pałac Książęcy, gospodarze: państwo B. i S. Osieccy
Ze względu na późna porę ograniczyliśmy naszą sobotnią wizytę w Pałacu Książęcym do zwiedzenia wystawy, ale miło było ujrzeć zaskoczenie (pozytywne, mam nadzieję) na twarzach Gospodarzy, gdy w niedzielę, rozpoczynając "kaczawską wędrówkę", ponownie zasiedliśmy w pałacowym ogrodzie, grzecznie, acz stanowczo "żądając" kawy na śniadanie. Po chwili przysiadł się do nas pan Sławomir, Gospodarz obiektu, i wywiązała się bardzo pouczająca (dla mnie) i ciekawa rozmowa. Temat niejako nawiązujący do wspomnianej wyżej mojej rozmowy z burmistrzem Mościckim: żyć, sprawować władzę i nie dać się dobić (jako inwestor) we Wleniu. Mam wrażenie, że o przepięknym Wleniu należy pisać jak najwięcej, mówić i o Wleń się spierać (nie na temat piękna i atrakcyjności miasta, lecz o tym, jak te walory wreszcie uwydatnić, urynkowić i w dźwięczącą monetę dla dobra całej wleńskiej społeczności przemienić). 

Powtórzyć trzeba te spotkania, brakuje mi do kolekcji "odbrązowionej" rozmowy z Lukiem oraz - nazwijmy to - "śledczej" (lub jak kto woli: "wydobywczej") dyskusji z Bogdanem Mościckim. Świetnym źródłem informacji (dla odpornych na anonimowe chamstwo w internecie oraz umiejących czytać między wierszami) i bazą do tych rozmów są artykuły, a w szczególności dyskusje pod nimi, zamieszczane na interesującym wielce portalu Wleń-Info

Ale miało być o wycieczce pieszej, a zrobiło się niemal "politycznie". To ja do obu tematów wrócę: tutaj i wkrótce. Wycieczkę muszę opracować merytorycznie, a "Temat Wleński" jest niezwykle trudny, a delikatny: racji i prawd w nim wiele, a rzecz nie w tym, by wykazać, że (tu posłużę się świetnym "Dniem Świra"): "Moja jest tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza. Że właśnie moja racja jest racja najmojsza!", lecz chodzi tu PO PROSTU o... Wleń. 

Po prostu?
Zdaje się, że to zadanie trudne, że i pewien kardynał francuski, mistrz intrygi, miałby niezłe kłopoty...

15.08.2012

Grodiuice – Gradice – Gröditzburg – Grodziec


W pół drogi pomiędzy Lwówkiem Śląskim a Złotoryją (jakieś 45 km na północ od Jeleniej Góry), na niewysokim, acz górującym nad płaską okolicą wzgórzu (389 m), widać zarys budowli ciekawej: to Godiuice, albo Gradice (tak w XII wieku), Guerquin (na przełomie XII i XIV w.), czy też Gröditzburg, albo swojsko-powojennie: Grodziec lub Zamek Grodziec.

W X i XI wieku stała tu niewątpliwe słowiańska twierdza drewniano-ziemna, jedna z wielu wzdłuż ówczesnej zachodniej granicy Śląska. Wzmiankowano zamek natomiast w roku 1155, w pewnym dokumencie papieskim. O Gradicach pisano na dworze księcia Bolesława I Wysokiego (który to w zamian za wierną służbę cesarzowi Niemiec otrzymał wreszcie w nagrodę utraconą przez ojca dziedzinę śląską). To tutaj, na Grodźcu, książę w obliczu licznych świadków wystawił i podpisał akt założycielski słynnego klasztoru cysterskiego w Lubiążu (mnisi oczywiście przypałętali się z Niemiec, z Pforty w dzisiejszej Saksonii-Anhalcie). 

Od tego czasu sprawy własnościowe obronnego założenia na górze Grodziec przypominają zabawę kalejdoskopem: zmieniają się formy własności, przewijają się różne postaci, często nie całkiem wobec Grodźca nastawione łaskawie. Najpierw w skutek zlicytowania posiadłości, zamek objął szlachecki ród von Busewoy (czyżbym w końcówce nazwiska dostrzegał pogłos swojskiego pojęcia „woj”?), następnie około 1473 r. stał się własnością starosty śląskiego, Fryderyka I, a później jego następcy, Fryderyk II. Z ich czasów zachowały się liczne dokumenty, plany i rysunki, które świadczą o intensywności prac budowlanych przez obu panów nakazanych. Niewykluczone, że mistrzem budowlanym (a więc głównym architektem) był niejaki Wendelin Roßkopf z Görlitz. Roboty trwały do 1522 roku, a w ich skutek powstało założenie obronno-mieszkalne o długości ok. 270 m i szerokości 140 m, przy czym sam Zamek Wysoki był o wiele mniejszy, za to otoczony podwójnym murem obronnym. Na dziedzińcu głównym po jego północno-zachodniej stronie stanęła część mieszkalna założenia zamkowego. 

Na liczne i ekscesywne balangi poczęli przyjeżdżać tu możni Księstwa Legnickiego: opisywał je w drugiej połowie XVI w. niejaki Januszek ze Świnków (czy raczej Hans von Schweinichen), pan na zamku Świny (koło Bolkowa), który tu pełnił funkcję Hauptmanna. Nader często w opisach tych występuje książę Henryk XI. Polecam tę ciekawą lekturę: „Pamiętnik Hansa Schweinichena do dziejów Szlązka i Polski 1552-1602” w tłumaczeniu Hieronima Feldmanowskiego.

Nastał czas wojny trzydziestoletniej, na zamku rezydowali raz to wallensteinczycy, raz to Szwedzi, przyczyniając się wydatnie do zniszczenia obiektu, a próba jego odbudowy w późnych latach XVII w. upadła wskutek śmierci jej inicjatora, księcia Jerzego Wilhelma.
von Benecke z rodziną
Po zwinięciu się legnickiej odnogi Piastów śląskich (kłopoty z prokreacją?) cesarz Leopold I podarował Grodziec synowi hrabiego rzeszy, Gallasa. Ten sprzedał go hrabiemu von Frankneberg, który w 1708 r. we wsi Grodziec wystawił barokowy pałac. Kolejnymi właścicielami zamku Grodziec byli: hrabia von Geßler (czyżby – kojarzę nazwisko – także parał się gastronomią i uciekaniem przed wierzycielami?), kamerdyner cesarski Karol von Schellendorf, a w 1801 r. Jan Henryk von Hochberg, rezydujący w Książu. Chwilę później zjawili się na zamku żołnierze napoleońscy i splądrowali obiekt do imentu. Wreszcie zamek nabył pruski bankier Wilhelm Christian Benecke, który w sposób istotny obiekt wyremontował, choć każdy konserwator zabytków załamałby się dokumentnie, gdyby ową samowolę budowlaną zobaczył. Nowy właściciel, Leonard Amadeusz Maksymilian hrabia Henckel von Donnersmarck, adiutant Jego Wysokości wielkiego księcia Sachsen-Weimar, zrobił na zamku niezły biznes, sprzedając za 80.000 marek dwa witraże z Sali Rycerskiej. Gdy jednak w roku 1899 Grodziec stał się własnością tajnego radcy Willego von Dirksena, nastały dla obiektu czasy lepsze. Von Dirksen zaangażował do prac słynnego znawcę architektury zamkowej Bodo Ebhardta, który na podstawie zachowanych dokumentów i rysunków ukończył daleko posuniętą rekonstrukcję zamku w 1908 r. W ciągu trzech lat naprawiono front palatium, podniesiono jego mury oraz pokryto je dachem, podwyższono także wieże, odtworzono ich szczyty wraz z blankami, postawiono też bramę na podzamcze oraz mosty. Od nowa urządzono wnętrza, organizując w nich pokoje gościnne, restaurację i sale wystawowe z wielką ilością cennych zabytków sztuki oraz historycznej broni. W rezultacie tej dość luźno poprowadzonej rekonstrukcji obiekt otrzymał bardzo interesującą bajkową formę, stracił jednak przy tym wiele ze swojego autentycznego charakteru, nawiązującego do wcześniejszej historii i tradycji. Ebhardt nie odbudował zamku w całości. Zaniechał odtworzenia donżonu, muru północno-wschodniego i części elementów. Po uroczystym otwarciu z udziałem cesarza Wilhelma II 9 maja 1908, warownia oddana została w użytkowanie narodowi niemieckiemu, a symboliczną pieczę nad nią sprawować miało jedno ze śląskich towarzystw historycznych. 

Po śmierci Willibalda w 1926 roku majątek przejął jego syn Herbert von Dirksen, nazistowski polityk i zaufany współpracownik Hitlera. W latach 1939-45 często przebywał on na Grodźcu, gdzie pod koniec wojny został najpierw złapany przez Sowietów (bardzo przydały mu się wówczas stare fotografie z placówki w Moskwie, wykonane w towarzystwie wysokich rangą radzieckich oficerów), a następnie potajemnie wywieziony przez niemieckich agentów w głąb Rzeszy.

A po wojnie... Najpierw zamek spalili Rosjanie. Następnie (w latach 60-tych XX w.) podjęto prace renowacyjne i zamek częściowo odzyskał swój wygląd, a także turystyczną użytkowość. W XXI wieku służył jako sceneria licznych produkcji filmowych, w tym także rosyjskich (miejmy nadzieje, że nie będą kręcić filmu realistycznego o spaleniu zamku przez Armię Czerwoną...). Jest niewątpliwą atrakcją turystyczną, odbywają się tu liczne imprezy rycersko-winno-miodowo-kolonijne, te ostatnie pod znakiem Szkoły Magii... 


No to kilka zdjęć i linków kilka:




Za halabardnikiem: alkowa, w alkowie Froda lekko zdziwiona.

Z psem na zamek? Tak, ale najlepiej z takim co się schodów stromych a ciemnych nie boi.

The Chapel

Reklama Windowsa?




Szkoła Magii pod wezwaniem nie całkiem świętego Harry Pottera?

Złotoryjskie wiatraki prądotwórcze. Widok z platformy donżonu.

Pozostałości po fosie

Strona Zamku Grodziec
Zamki Polskie - strona świetna (skorzystałem z tekstów)
Kulturwerk Schlesien - strona po niemiecku (skorzystałem z tekstów)

25.07.2012

Plakatowo - Festiwalowo - Rozdwojeniowo

Oczywiście o skoordynowaniu terminów nie pomyślał nikt. Tak więc 11.i 12. VIII trzeba będzie z ciężkim sercem wybierać. Banda debili organizacyjnych...

Strona z programem (nie linkuję do miasta za debilizm wyżej wspomniany):

Strona z programem (debilizm koordynacyjny wyżej wspomniany wcale nie mniejszy): Cygańska Wyspa

7.07.2012

Szklarska Poręba: szklane sny i rocznica linii kolejowej


Niemal cały dzień wczorajszy spędziłem w Szklarskiej Porębie (w Średniej i Górnej). Bazę główną zainstalowałem w najukochańszym muzeum świata (mi znanego, muzealnego), w Domu Carla i Gerharta Hauptmannów. Wizyta wcale nie była czysto towarzyska, a wszyscy merytoryczni pracownicy (tłum ich: sztuk dwie!) w obliczu nawału pracy (to naprawdę nie kpina) związanej z wernisażem, wielkimi projektami realizowanymi wspólnie z miastem i partnerami zagranicznymi i mniejszymi, acz nie mniej istotnymi wydarzeniami wokółmuzealnymi (o których niebawem) Bożena i Przemek nie mieli nawet czasu, by przysiąść...
Przed wernisażem wybrałem się więc na dworzec kolejowy w Szklarskiej Porębie Górnej: tam pierwszy dzień uroczystych obchodów 110-lecia Kolei Izerskiej (skręca mnie, gdy tą nazwą określać muszę linię kolejową oznaczoną numerem 311). Wprawdzie najważniejsze wydarzenia odbędą się w sobotę i niedzielę, ja niestety muszę ograniczyć się do krótkiej fotorelacji z piątku (6.VII.2012). 

Nie tylko święto szlaku 311, ale także Święto Kolei Dolnośląskiej
Dworzec kolejowy Szklarska Poręba Górna i plac, na którym odbywać się będzie festyn
Piękna wystawa warszawskiego Muzeum Kolejnictwa w budynku dworca
Od strony peronów
Widok w kierunku jazdy do Jakuszyc i Harrachova
[aktualizacja: warto przeczytać także: 110 lat Kolei Izerskiej]


No, a później powlokłem się pieszo z powrotem do Hauptmannów. Niełatwy to spacer z ciągle dającą o sobie znać dolegliwością nerwu kulszowego, w każdym razie po przyjściu do muzeum miałem troszkę dość.

Ale warto było!
Na wernisażu zjawili się artyści, miejscy rajcowie z burmistrzem Grzegorzem Sokolińskim; zabraknąć nie mogło kuratora festiwalu E-Glass 2012 i sztukmistrza szklanego, dra Mariusza Łabińskiego; słowem wstępnym uraczyła nas także małżonka prezydenta miasta Jelenia Góra, pełniąca funkcję dyrektora Muzeum Karkonoskiego.
No i te cuda szklane... Okrutnie trudno je fotografować, szczególnie amatorowi takiemu, jak ja. Starałem się z całych sił, proszę mi wierzyć. Jednak prawdziwą urodę tych szkieł trzeba poznać "na żywo", więc namawiam do wizyty w Domu Carla i Gerharta Hauptmannów.
Przed wernisażem: ostatnie intensywne przygotowania (Bożena Danielska i Przemysław Wiater)
Część oficjalna: otwarcie wernisażu
Przed Muzeum - Domem Carla i Gerharta Hauptmannów: artyści czescy i polscy









Poczęstunek dla Gości wernisażu

Flagi

free counters