Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamienna Góra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamienna Góra. Pokaż wszystkie posty

27.08.2011

W Kotlinie Krzeszowskiej, cz. II - Chełmsko Śląskie

(ciąg dalszy)
Kościół p. w. ŚwiętejRodziny poświęcony był pierwotnie świętemu Józefowi, a pierwsze o nim notatki pochodzą z połowy XIV w. Dzisiejszy wygląd zawdzięcza – jakże by inaczej – cystersom, jego wzniesienie nakazał opat krzeszowski. Budynek w stanie surowym wznoszono przez lat dziesięć (10.VIII.1670 r. położono kamień węgielny, w 1680 r. kościół został przykryty dachem). Przez kolejnych dwadzieścia lat trwały prace wykończeniowe (sztukaterie, malowidła, etc.), wniesiona została wieża, do której budowy wykorzystane materiały z rozebranej starej świątyni. Nazwisko mistrza budowlanego nie jest znane; jednak na podstawie porównań z innymi jego dziełami można przyjąć, że architektem (a więc i budowniczym) był Martin Allio, który – co wiadomo – był autorem przebudowy kościoła klasztornego w niedalekich Brumovicach. Chełmski kościół katolicki to wczesnobarokowa, trzynawowa konstrukcja o nawie centralnej i prezbiterium tej samej wysokości, przykrytych jednorodnym sklepieniem. Poza ołtarzem głównym, pochodzącym najpewniej z kościoła przyklasztornego w Krzeszowie, mój zachwyt wzbudziła ambona, wykonana w 1686 r. przez Gregora Schröttera, syna krzeszowskiego stolarza, który kształcił się w Pradze na koszt cystersów. Nie jestem zwolennikiem opisywania tego, co w pełni docenić można wyłącznie wówczas, gdy zobaczy się to na własne oczy (a więc: zajeżdżajcie do Chełmska Śląskiego!).
Dawna plebania, później szkoła

Nowa plebania pocysterska z cmentarzem przykościelnym 


Spoczywa tu Aptekarz...
Przed świątynią zachowane pomniki i nagrobki niemieckie (z jakże typowymi dla nich inskrypcjami, w których na poczesnym miejscu występuje profesja zmarłego). Przed murem cmentarnym – dom parafialny, renesansowy (1575 r., przebudowany w połowie XVII w.), z częściowo zachowanymi na zachodniej fasadzie geometrycznym wzorem. Malowidła natynkowe zostały pieczołowicie zrekonstruowane w 1943 (!) roku, dzisiaj nikną w oczach: polski wymiar konserwacji zabytków prowincjonalnych. W późniejszych czasach w budynku mieściła się szkoła kościelna, a w 1748 r. cystersi wybudowali nową, barokową plebanię (wejście – jak to w cysterskim zwyczaju – od północnej strony). 
Kościół ewangelicki, dzisiaj hurtownia

"Brat adamaszkowy" - jedyny ocalały
Oprócz wymienionych już Dwunastu (czy jedenastu) Apostołów w Chełmsku Śl. istniało jeszcze jedno, podobne osiedle rzemieślnicze, zwane domami Siedmiu Braci. Tym razem w 1763 r. krzeszowski opat wybudował domy, w których osiedlili się bawarscy wytwórcy adamaszku. Osiedle niestety spłonęło, pozostał więc jeden samotny Braciszek przy ulicy Kamiennogórskiej 21.
Zresztą pożary były straszliwą plagą, dotykającą Schömberg z zadziwiającą regularnością: 4 lipca 1567 r. w pierwszym wielkim pożarze spaliła sie cała południowa pierzeja Rynku. 9 września 1829 r. ogień zniszczył zachodnią ścianę Rynku, wraz z ratuszem, oraz 12 domów przy dzisiejszej ul. Lubawskiej. Ostatni wielki pożar z 20 grudnia 1848 r. spustoszył 20 kamienic południowej i wschodniej pierzei Rynku. Za każdym razem na pogorzeliskach odradzały sie domy, a odbudowując miasto zawsze zachowywano pierwotny, średniowieczny układ ulic.
Narożna "kamienica" w Rynku, własność prywatna. Kupiono za 7.000 zł. Nie zrobiono NIC!
Mam wątpliwości, czy Chełmsko Śląskie przeżyje czasy Trzeciej, czy Czwartej (jedna ryba, miasteczkiem zdaje się NIKT się nie interesuje) Rzeczpospolitej Polskiej. Na razie działania władz odpowiedzialnych (w zasadzie BRAK jakichkolwiek działań) wyglądają na celowy sabotaż wymierzony w miejscowość i w jej mieszkańców. Tym razem pożar nie będzie potrzebny...

Najnowsza propozycja sołtysa: sprzedajemy kompleks domów apostolskich za okrągły milion złotych w całości jednemu inwestorowi; albo za 100.000 za sztukę obecnym ich mieszkańcom. Dodam tu, że opłata czynszowa wynosi obecnie 100 zł miesięcznie (przy czym 2 domy nie płacą nic, bo mieszczą się w nich instytucje użytku publicznego, jedna z chałup zdaje się stoi pusta). Czy więc 1000 złotych, które miasteczko uzyskuje miesięcznie z opłat czynszowych to suma, która może pokryć jakiekolwiek koszty, związane z utrzymaniem zabytkowego kompleksu? Proszę mnie nie zrozumieć źle: nie chodzi mi o bezmyślną podwyżkę czynszów: mieszkańcy nie mogliby ich opłacić (tak na marginesie: z rozmowy z jednym z mieszkańców „Domu Apostolskiego” dowiedziałem sie, że zdecydowana większość mieszkańców Chełmska Śl. pracuje w Czechach – od Mlada Boleslav po Liberec, niektórzy dojeżdżają do pracy w Kamiennej Górze i Wałbrzychu, a niemało jest tych, którzy pracują za zachodnią granicą Polski). Zadanie władz lokalnych widzę w uporządkowaniu Chełmska Śląskiego, zainwestowaniu kilku milionów w odnowienie Rynku, uwydatnienie tego, co z miasteczka czyni perełkę turystyczną. Proszę mi wierzyć – będzie to inwestycja o wiele tańsza, niż na przykład rewaloryzacja parku zdrojowego w Cieplicach w połączeniu z odbudową tamtejszego kompleksu pocysterskiego i nieszczęsnym kleceniem tego.., no...: a-Kała-Parku. I mam wrażenie, że byłaby to inwestycja bardzo ciepło przyjęta przez mieszkańców, a i doceniona przez turystów.

Dość o Chełmsku Śląskim w tej rundzie wpisów. Wiem, że wrócę tam jeszcze niejednokrotnie, by poszwendać się po najbliższych okolicach, a do nich należą choćby Adršpašské skály, do których z miasteczka jest jakieś siedem kilometrów (może osiem): a więc piesza wycieczka jednodniowa (bo wrócić też trzeba...). Przenocować można choćby w hotelu Zadrna, lub – taniej – w gospodarstwach agro, choćby „Nad Wodospadem”.
No, to co? Do zobaczenia w Chełmsku Śląskim lub w jego okolicach?
Agroturystyka "Nad Wodospadem", 1,5 kilometra od Rynku w Chełmsku Śl.
Uwaga: część pierwsza wpisu poniżej na blogu

Garść internetowych adresów:
Serwis Chełmsko Śląskie
Wiejska Chata u Apostoła
Gmina Lubawka - strona oficjalna
Blog CHEŁMSKO ŚLĄSKIE 


Schematyczny plan  miejscowości

W Kotlinie Krzeszowskiej, cz. I - Chełmsko Śląskie

Chełmsko Śląskie, dawny Schömberg: niegdyś miasto, dzisiaj wieś, za to z zabudową o typowym, miejskim charakterze: z domami bogatych patrycjuszy, z dwoma kościołami (katolickim – o którym więcej poniżej – i ewangelickim, w którym dzisiaj mieści się magazyn/hurtowania materiałów chemicznych), licznymi w przeszłości ważnymi urzędami i fabrykami. W 1905 r. akta miejskie wymieniają: sąd miejski, tkalnię lnu, zakład apretury (czyli impregnowania) płótna lnianego, fabrykę rolet okiennych i żaluzji, własną elektrownię, tartak parowy i – to ważne – wytwórnię słynnych kiełbas. 
Miała miejscowość linię kolejową (Ziederthalbahn, czyli „Kolej Doliny Zadrnej” i dworzec. Wszystko to już niestety historia...
Północna pierzeja Rynku w Chełmsku Śląskim

Widok na Rynek spod podcieni
Miasteczko – będę używał tego terminu, choć formalnie prawa miejskie Chełmsko Śląskie utraciło w 1945 roku (zresztą nie po raz pierwszy w swojej długiej historii) – położone jest na wysokości ok. 530 m nad poziomem morza w Kotlinie Krzeszowskiej, malowniczo wciśnięte między niewysokie Góry Krucze (w tej okolicy sięgające 716 m) od zachodu, a Zawory (cz.: Závora, najwyższy szczyt 715 m) od wschodu. Przez Chełmsko przepływa rzeczka Zadrna (niem: Zieder), wpadająca do Bobru w Kamiennej Górze. Historia Schömbergu sięga XIII wieku: w dokumentach czytamy, że 23 sierpnia 1289 r. książę świdnicki Bolko zawarł z królem czeskim Wacławem II układ, na mocy którego osada Schömberg z całą okolicą włączona została do Księstwa Świdnicko-Jaworskiego. Już niecałe 100 lat później miasto powróciło do korony czeskiej na skutek „układów małżeńskich”. W latach 1526 – 1763 dostało się (z całym królestwem czeskim) pod panowanie Habsburgów, by po wojnach śląskich trafić pod skrzydła Hohenzollernów, a później znaleźć się w Niemczech. W 1945 r. przypadło Polsce.
Założenie Chełmska Śląskiego przypisuje się czeskiemu magnatowi Idziemu z Upy, który w 1275 r. nadał osadzie nazwę „Mons Bellus” (piękna góra, a więc: Schöner Berg, skąd Schönenberg [1275 r.], a później Schömberg). W owych czasach znajdował sie tu zamek obronny z niewielką osadą, zniszczony w 1426 r. przez husytów. Nad wejściem w dawnym budynku poczty widniała data „1214”, odnosząca sie być może do roku wzniesienia zamku obronnego. Początkowo miejscowość rozwijała się głównie dzięki rolnictwu i handlowi: tu znajdował się dom celny na granicy śląsko-czeskiej. Historia związała losy miasteczka z cystersami (z niedalekiego Krzeszowa): w dokumencie z 20 października 1346 r. czytamy: „Bolko II, książę Śląska i Świdnicy, potwierdza, że w jego przytomności, oraz przy obecności opata klasztoru krzeszowskiego Mikołaja i rycerza Konrada z Tschirne w powiecie jaworskim (ród Czirne..., nieźle mieszał na „moim” Dolnym Śląsku) i panów Jeriko de Ysinberg oraz jego kuzyna Prescha de Gutinsteyen podpisano umowę sprzedaży wymienionemu wyżej opatowi oraz rycerzowi Konradowi miasta Schömberg za sumę 280 guldenów”. Od 1360 r. już całe miasto stało się własnością cystersów krzeszowskich – i tak aż do roku 1810, do sekularyzacji w Prusiech przeprowadzonej.
Kościół pocysterski p. w. Świętej Rodziny


Przecudna ambona barkowa
Dokładnej daty nadania praw miejskich Schömbergowi nie znam, wyczytałem jednak, że w 1580 r. cesarz Rudolf II potwierdził istniejące prawa miejskie, a nawet je rozszerzył: Chełmsko Śl. mogło organizować dwa jarmarki w roku na dzień św. Urszuli 21 października i w niedzielę poprzedzającą dzień św. Małgorzaty 13 lipca. Na jarmarkach handlowano głównie przędzą i płótnem lnianym oraz suknem. Miasto posiadało swoją radę, składającą się z dziewięciu osób: sześciu rajców i dwóch radców wyższych oraz burmistrza; kadencja trwała trzy lata. Panowała kościelna wersja demokracji: wszystkich członków rady miejskiej mianował opat krzeszowski, jako właściciel miasta Schömberg. W 1580 r. Rudolf II nadał miastu herb: u dołu zarysowane trzy wzniesienia, po których powyżej skacze ku lewej dziwny twór z gęstą kitą, lwimi łapami i głową wiewiórki. Cesarska fantazja widać była nieograniczona.
Herb w prezencie od Rudolfa
Wojna Trzydziestoletnia to smutny rozdział w historii Chełmska Śląskiego i tragiczny dla całego Śląska. Po brutalnej rekatolizacji doszło do buntu: 29 grudnia 1620 r. na granicy miasta zamordowany został opat krzeszowski, Martin Klave. Czyn ten nie mógł pozostać bezkarny: miastu odebrano prawa miejskie, mnisi spalili dom burmistrza, a zamordowanemu opatowi wystawili pomnik. Jednak już w 1629 r. prawa miejskie zostały Schömbergowi przywrócone. Miasto podźwignęło się z ruin spowodowanych wojną, pożarami i żywiołami przyrody. Dzięki działalności krzeszowskich mnichów żywo rozwinęło się zakorzenione tu już od dawna tkactwo. Już pod koniec XV w. uprawiano tu len: początkowo na własne potrzeby i na sprzedaż. Położone pośród dobrze nasłonecznionych pagórków miasteczko miało dość terenów nadających się na bielarnie płótna lnianego, Zadrna toczyła wystarczające ilości wody, niezbędnej do jego produkcji, w okolicy powstały wytwórnie potażu, używanego do bielenia lnu.

W XVII i XVIII w. Schömberg wybił się na ważny ośrodek produkcji i handlu płótnem lnianym. Przez dziesięciolecia uprawa lnu i tkactwo stanowiły główne, a w zasadzie JEDYNE źródło dochodów dla większości mieszkańców. Produkcja musiała być doprawdy bardzo znacząca, skoro na przełomie wieku XVI i XVII nadano Chełmsku Śl. prawo do kolejnego jarmarku w każdą środę, a od 1689 r. – także w dni świąteczne.
Dwunastu (właściwie: jedenastu) Apostołów

W podcieniach "apostolskich"
Rzut okiem do wnętrza...
By zintensyfikować produkcję lnu i płócien opat krzeszowski nakazał wzniesienie 12 identycznych drewnianych chat, które sprzedano czeskim tkaczom. Kompleks domów nazwano – jakże trafnie – 12 Apostołów, choć z dwunastu szybko zrobiło się jedenaście: stojący w niewielkim oddaleniu „Judasz” padł ofiara pożaru. Domy umiejscowiono przemyślnie: bezpośrednio nad wodonośną Zadrną, vis-a-vis zbocza idealnie nadającego się do suszenia tkanin i w bliskości lasu, z którego pozyskiwano drzewo do produkcji potażu. Od strony szosy (prowadzącej do Łącznej – Raspenau) domy posiadają malownicze podcienia, które pozwalały prowadzić handel na jarmarkach nawet w najbardziej deszczowe dni. Każde z podcieni wsparte jest na trzech słupach. Domy mają wymiary 7,5 x 15 metrów, wąska strona skierowana jest ku ulicy i ku Zadrnej. Niemal we wszystkich zastosowano identyczny rozkład: z podcieni wchodzimy krótkim korytarzykiem do dużego pomieszczenia, stamtąd można dostać się do kuchni, z niej – do pomieszczenia magazynowego. Ów pokój na dole ma powierzchnię ok. 36 m2, z niego wychodzi się do znajdującego się z tyłu ogródka. To właśnie na parterze, w owym zajmującym niemal całą dolną powierzchnię domu pomieszczeniu, stały warsztaty tkackie (z reguły dwa) i wszelkie urządzenia niezbędne do produkcji przędzy lnianej i płócien. Całe górne piętro zajmował ogromny strych, na który wchodziło się po drabinie. Tam magazynowano surowce i składowano gotowe wyroby, Domy są częściowo podpiwniczone. Dzisiaj straciły swój pierwotnych charakter, chociaż – oczywiście – w dalszym ciągu robią niezwykłe wrażenie niezmienioną linią, wyglądem zewnętrznym i oryginalnością.
(będzie kontynuacja, ostrzegam lojalnie!)

14.05.2011

Friederike "Fritze" von Reden: niezwykła kobieta w niezwykłym świata tego zakątku (część II)

.
(Zakończenie.  Część I ---> TUTAJ)
.
Z roku 1824 dowiadujemy się, że budowa nowego budynku szkolnego w Bukowcu była w dużej mierze jej dziełem, oraz że opiekowała się ogrodem przyszkolnym i uczyła dzieci ogrodnictwa. Wspomnieć należy również, że każdemu konfirmowanego dziecku dawała w prezencie drzewko wiśniowe, a każdej godnej szacunku młodej parze – gruszę, by w ten sposób popularyzować sadownictwo. „Tyle jest pracy i tyle wydatków, a tak niewiele dochodów”, skarżyła się. Jednak podziwu godna jest jej filozofia życiowa, którą wyraziła w następujący sposób: „Winniśmy dziękować Bogu, który każdemu z nas dał tyle pracy w swoim zawodzie! Jakże znosiłabym to życie, gdyby było inaczej? Z pewnością czasami jest to ponad siły i chciałabym móc więcej odpoczywać, i napawać się pięknem Bukowca. Tak jest jednak z pewnością lepiej dla mnie i z chęcią przeżywam także te dni, które mi się zupełnie nie podobają. Nie na tym polega nasz szczęście, że wszytko układa się tak, jak sobie tego życzymy, lecz, że wszystko jest tak, jak przeznaczyła nam to ręka opatrzności”. 
W październiku tego roku jej głębokie współczucie wzbudził pożar górniczego miasteczka Miedzianka; upamiętniając swojego męża zawsze żywo interesowała się losem górników; gdy w 1825 r. zmarł jej dotychczasowy zarządca gospodarczy, a ona nie zatrudniła na jego miejsce nikogo innego, jej interesy poczęły rozkwitać.
By zapobiec nędzy, którą przyniosła śnieżna i mroźna zima roku 1827, zorganizowała ponownie rozdział ziemniaków i mąki, sprzedawała też len po niskich cenach. W kwietniu musiała udać się do Cieplic na 18-dniowe kąpiele; ale również w tym czasie nie przestała działać. Zabrała ze sobą całą masę rachunków, tabel i omówień biblijnych do opracowania, zaglądała także od czasu do czasu do Bukowca, by przekonać się naocznie o postępach w rolnictwie.
Jej niwa działania stale się poszerzała. Gdy tylko dowiedziała się, że ewangelikom z Hermannsseifen (Heřmanovy Sejfy) koło Johannisbad (Janské Lázně) zabrakło środków na budowę szkoły, zorganizowała zbiórkę pieniędzy, a zebraną kwotę przekazała osobiście. Podobnie skutecznie zareagowała, gdy w 1829 r. umożliwiła utalentowanemu, ale ubogiemu rysownikowi Schwencke z Kowar studia na królewskiej Akademii Rysunku w Berlinie.
Latem tego samego roku ponownie musiała skorzystać z kuracji w Cieplicach, tym razem bez dobrych rezultatów. Cierpiała przez dłuższy czas, co jednak nie ograniczyło jej aktywności i gościnności. Nagłe oberwanie chmury w czerwcu spowodowało w ogrodach, na polach i łąkach szkody oszacowane na 1000 talarów; ona jednak nie załamywała rąk, lecz dziękowała Bogu za to, że żywioł oszczędził ludzi i zwierzęta. Kolejna sroga zima groziła rozprzestrzenieniem się nędzy; od króla uzyskała pomoc przy zakupie lnu i ziemniaków dla biednych mieszkańców górskich wsi. Handlarze żądali 15 fenigów, ona mogła sprzedawać za 9. Jakimi zasadami kierowała się w swoim działaniu wyjaśnia następujący fragment z jednego z jej listów: „Mimo najszczerszych chęci, nie możemy ustrzec wszystkich przed niedostatkiem, jednak musimy powstrzymać ich przed żebractwem; jest ono bowiem niczym toczący rak: raz popróbowawszy nieróbstwa, ciężko jest pozbyć się tego nawyku”. Gdy zaś dowiedziała się, że w powiecie kamiennogórskim chleb rozdawany jest za darmo, napisała: „A dlaczego nie za pół ceny? Poprzez uzyskaną połowę ceny przedłużyć można przecież czas, w którym pomoc taka będzie oferowana. Dawanie za darmo umniejsza wartość człowieka i czyni z niego pewien rodzaj żebraka; płacenie zaś za to, co niezbędne podnosi jego wartość, a przede wszystkim skłania do pracowitości, która chroni przed złem”. 
Dziwną sprawą hrabina zajęła się w roku 1830. Z dokumentów archiwalnych wiadomo było, że około roku 1680 jeden z prawnuków Marcina Lutra w Czechach przeszedł na katolicyzm. Przeprowadzone na zlecenie hrabiny badania wykazały, że daleki krewny tego renegata żył i był ubogim rymarzem w malutkiej wiosce Stöcken (Štoky) koło Deutschbrod (Německý Brod). Posiadał dokumenty fakt ów potwierdzające i był skłonny wychowywać swojego ośmioletniego syna Antona w wierze swojego praprzodka, Marcina Lutra. Hrabina nakazała przywiezienie chłopca do Bukowca, w czym pomogli jej ewangeliccy przyjaciele ze wsi Heřmanovy Sejfy. Podarowała mu nowe ubrania i przez jakiś czas pozostawiła przy sobie, by wreszcie wysłać go – a w jakiś czas później także jego brata Johannesa i ich trzy siostry – do ośrodka świętego Marcina w Erfurcie. 
Czerwcowy przyjazd króla i carycy rosyjskiej do Karpnik spowodował napływ wysoko urodzonych gości i liczne zaproszenia do rewizyt, przyniósł także królewskie zlecenie zdobycia dlań delikatnych tiuli lnianych na prezenty dla rosyjskich gości, dzięki czemu 8000 talarów trafiło poprzez jej ręce do ubogich tkaczy. 
Również w czerwcu udała się na kurację do Karlsbadu (Karlovy Vary). W drodze powrotnej w jednej z czeskich wsi zepsuł się powóz. Podczas, gdy pojazd naprawiano, hrabina trafiła do jednej z chat, gdzie nawiązała rozmowę z biedną, wielodzietną kobietą, która otwarcie przyznała, że jest zbyt uboga, by wysłać swojego syna Franzla na naukę zawodu. Ludzie ci, jak i sam Franzl niezmiernie przypadli hrabinie do gustu, tak więc zabrała chłopca do Bukowca i wyedukowała go tak, że mógł samodzielnie ruszyć w świat.
W 1831 roku niepokój wywołała nadciągająca z Polski epidemia cholery; z tego względu niezwłocznie otworzyła jadłodajnię, by wzmocnić osłabioną odporność niedożywionych mieszkańców pobliskich wsi. 
Z wielkim bólem przyjąć musiała wieść o śmierci dwóch zaprzyjaźnionych mężczyzn, vom Steina i Gneisenaua (Stein zmarł 29 czerwca 1831 r., a Gneisenau 24 sierpnia tego samego roku); rok ten przyniósł także wydarzenia radosne: dwukrotnie gościła u siebie następcę tronu pruskiego i – jak się wydaje – z tego czasu wzięło się owo niezwykłe powinowactwo duchowe, które trwało aż do jej śmierci. 
Wprawdzie dzięki świetnej opiece udało jej się wyjść z ciężkiej choroby, na którą zapadła jesienią i podjęła na nowo obowiązki, jednak do pełni zdrowia już nigdy nie powróciła. 
Ogromną radością zaś był fakt, że w 1832 r. król zakupił majątek w Mysłakowicach, co pozwalało mieć nadzieję na częstsze kontakty z rodziną królewską. Jej ulubienicą w owym okresie była Eliza Radziwiłł, której dobrze znaną historię miłosną śledziła z ogromnym współczuciem. 
W 1833 r. hrabina postanowiła na nowo zredagować Biblię Jeleniogórską. Wprawdzie ukazała się ona – z komentarzami pastora Ehrenfrieda Liebiga z Łomnicy – w 1756 r. w wydawnictwie Krahna w Jeleniej Górze, jednak znalazła tak niewielki oddźwięk, że wiele egzemplarzy przeznaczono na makulaturę. Ponieważ jednak odezwały się głosy domagające się nowego wydania, hrabina zajęła się tą sprawą ze zwykłą u niej energią i podjęła rozmowy z księgarzem Krahnem w Jeleniej Górze. Jednak realizacja tego pomysłu musiała się opóźnić, albowiem wydarzyło się coś, co całkowicie zawładnęło jej sercem i umysłem: przybycie Zillertalczyków. 
Już 17 sierpnia króla napisał do niej: „Kowary i ich najbliższe okolice wybrane zostały na tymczasową siedzibą emigrantów, pan nadprezydent von Merckel zajmuje się przygotowaniami do ich przyjęcia. Będzie chciał w tej sprawie zasięgnąć Pani rady, a Ja – będąc od dawna przekonanym o Pani wielkiej dobroci – pewien jestem, że zajmie się Pani prześladowanymi za wiarę przybyszami i wesprze Pani dzieło, które w równym stopniu wymaga uczucia, jak i religijności. Proszę więc przyjąć moje wstawiennictwo za nimi i liczyć na moją wdzięczność. Fryderyk Wilhelm”. 
Natychmiast stanęła na czele utworzonego na tę okazję Komitetu Powitalnego dla Tyrolczyków i rozpoczęła gorączkowe działania. Odbywające się codziennie w Bukowcu lub w Kowarach narady, rozdział mających przybyć braci w wierze, troska o ich cielesne i duchowe potrzeby, wreszcie definitywne ich osiedlenie, potyczki z Merckelem i niektórymi niezadowolonymi Zillertalczykami oraz inne sprawy z tym związane, zajęły ją bez reszty aż do roku 1839 i przyniosły jej takie oto słowa królewskiej wdzięczności: „Niech będzie Pani przekonana, droga hrabino, że z wielką wdzięcznością dostrzegam, iż zaufanie moje w Pani pokładane było w pełni uzasadnione, a oczekiwania moje spełniła Pani z ogromną rozwagą. Niechaj Bóg zechce to Pani wynagrodzić!”. 
W sierpniu 1839 r. po raz ostatni widziała się i rozmawiała z królem. Jego śmierć w dniu 7 czerwca 1840 r. przeżyła bardzo boleśnie; również Zillertalczycy głęboko odczuli tę stratę i zebrali się w łzach wokół „Matki”, by wspominać ich najwierniejszego sprzymierzeńca. Żałobę hrabiny rozjaśniały spotkania z nowym królem, Fryderykiem Wilhelmem IV, który w sierpniu 1840 r. przybył do Mysłakowic i odwiedził także Bukowiec. O tym spotkaniu tak pisała w swoich listach: „Było to wyborne spotkanie” – „O ile wcześniej drogi król był mi niczym syn, to teraz czuję większe oddanie, ufność i wyrozumiałość” – „Postanowiłam, że 15 października na królewskim biurku znajdzie się mój wyraz hołdu dla niego; nikt inny nie złoży mu bardziej wiernego”.
W tym czasie hrabina otrzymywała wielokrotnie oferty kupna dóbr w Bukowcu. Napisała o tym w 1841 r.: „Sama myśl o sprzedaży Bukowca wydaje mi się tak potworna, że nie mogę sobie wyobrazić, jak ktoś, kto mnie zna, choćby przez oka mgnienie mógł o tym pomyśleć. Czyż nie zauważa, że to tu stoi Opactwo, że każde drzewo, każdy krzew jest wspomnieniem lub pomnikiem miłości?”.
Gdy jesienią tego roku król ponownie przybył w Karkonosze, omówił z hrabiną swój zamiar wybudowania w Mysłakowicach szpitala; przekazał jej również 2000 talarów na nowe wydanie Biblii Jeleniogórskiej i 625 talarów na zakup płótna lnianego, którym obdarować chciał osoby mu towarzyszące. 
Tym pilniej rozpoczęto przygotowania do druku Biblii, jednak oto otrzymała hrabina od króla nowe zadanie. Kupiony przez niego w 1841 roku stary, norweski kościółek drewniany miał stanąć na Śląsku i służyć ewangelickim nabożeństwom. Hrabina, której zlecono znalezienie najodpowiedniejszego miejsca, w takich słowach zwracała się do króla: „Musi on stanąć powyżej Mysłakowic i służyć nabożeństwom dla wsi i bud Forst (Budniki), Wolfshau (Wilcza Poręba), Baberhäuser (Borowice), Brückenberg (Mostowa Góra, dzisiaj: Karpacz Górny)”. Jednocześnie zaproponowała wzniesie drewnianego domu w zbliżonym stylu dla pastora i nauczyciela. Król był zachwycony pomysłem i zadecydował, by osada złożona z kościoła, probostwa i szkoły nosiła nazwę Wang, natomiast sam kościół był pod wezwaniem Naszego Zbawiciela. Dwa dzwony, które ufundować chciał król, zawisnąć miały zgodnie z norweskim obyczajem (a także ze względu na to, że sam kościołek by ich nie pomieścił) w odrębnej, wolnostojącej wieży.
Pod koniec kwietnia 1842 r. drewniane elementy kościoła dotarły do Hohenzillerthal (obecnie kolonia domów tyrolskich pomiędzy Miłkowem a Sosnówką – przyp. tłum.), a 2 sierpnia król w towarzystwie hrabiny von Reden wmurował kamień węgielny pod jego budowę. Proboszczem mianował kandydata Werkenthina, który w późniejszych latach jako superintendent kierował diecezją jeleniogórską. Budowa ruszyła żwawo, przysparzała jednak hrabinie licznych zajęć oraz wymuszała intensywną korespondencję z królem, który decydował o najdrobniejszych szczegółach budowlanych; i tak na przykład zarządził, by plebania i szkoła zaimpregnowane zostały substancjami konserwującymi drewno i niepalnymi.
Wreszcie 28 lipca 1844 r., w przepiękną letnią niedzielę, po tym jak przez ręce hrabiny przeszedł niemal każdy element wykończenia kościoła, wszystkie rysunki i szkice, paramenty i naczynia liturgiczne, odbyło się uroczyste otwarcie świątyni, na którym zjawił się król wraz z małżonką i liczni inni czcigodni goście (w chwili wyjazdu pary królewskiej z Berlina były burmistrz stolicy Tschech oddał do króla strzały z pistoletu, nie trafiając go jednak, tak więc podróży nie odwołano).
W tym samym czasie rozpoczęto druk Biblii Jeleniogórskiej. W marcu 1842 r. hrabina otrzymała pierwsze arkusze, komentując to arcyważne wydarzenie takimi słowy: „Nie potrafię opisać, z jakim wzruszeniem i radością rozkładam te karty – efekt dziesięciu lat nadziei, pracy i próśb. Król nakazał rozdać ją wszystkim szkołom na Śląsku, a planuje nawet rozesłanie po jednym egzemplarzu do wszystkich szkół w królestwie, by całkowicie wyeliminować Biblię Dinterscha”. Ukończone dzieło biblijne ujrzała jednak dopiero w 1844 r.
Pomimo intensywnych zajęć i trudów, związanych z przybyciem Zilletralczyków, budową kościoła Wang i drukiem Biblii Jeleniogórskiej – obok stałych obowiązków związanych z prowadzeniem majątku – ciągle znajdowała jeszcze czas na działania na rzecz swoich poddanych.
Aby zapewnić ubogim wieśniakom godziwą pracę, urządziła latem 1843 r. wytwórnię rękawiczek. 19 dziewcząt znalazło pracę natychmiast, dalszych 21 zamierzano zatrudnić później. Nauką zawodu zajęła się kierowniczka szwalni, nad całością pieczę sprawowała sama hrabina. Dzisiaj (t. j. w roku 1913 – przyp. tłum.) po wytwórni nie pozostał jednak najmniejszy nawet ślad. Była też inicjatorką powstania ochronki dla służek, dla którego to pomysłu potrafiła zdobyć poparcie króla. 
Na prośbę hrabiny, której intencją było wspomożenie ubożejących gwałtownie w 1843 roku tkaczy, król zamówił dla pałacu w Mysłakowicach pościele o wartości 1800 talarów. Złożone przez króla oraz przez probostwo Wang zamówienie na meble pozwoliło jej wspomóc rzemieślników z różnych branż. W imieniu powstałego w Berlinie centralnego zrzeszenia, które dokonywało dużych zamówień na śląskie tkaniny lniane, podjęła się zadania wyposażenie okrętu wojennego we wszystkie niezbędne elementy z lnu; również król złożył na jej ręce zamówienie na koszul lnianych, które następnie przekazane zostały sołtysom różnych wsi z przeznaczeniem dla przewodników górskich i tragarzy. W maju 1844 r. hrabina zapłaciła za len 10.000 talarów, w czerwcu nadeszły kolejne zamówienia o wartości 15.000 talarów. 
Jej kolejnymi podopiecznymi stali się małżonkowie Werkenthin. Brała udział we wszystkich uroczystościach, odbywających się w kościele Wang, równocześnie zaopatrując niewielkie domostwo we wszelkie niezbędne produkty: warzywa, winogrona, owoce, wędliny i. t. p. „albowiem musza oni” – pisała – „zaopatrzyć się we wszystko na ten czas, gdy komunikacja z doliną jest niemożliwa”. Pastor z małżonką byli także częstymi gośćmi w Bukowcu, gdzie pani pastorowa pomagała w każdej kwestii, związanej z gospodarką, a Werkenthin organizował dla domowników budujące pogawędki. Troska hrabiny o pastora była tak wielka, że kupiła mu nawet osła, by mógł korzystac z niego podczas odwiedzin u obłożnie chorych.
Ciężka zima przełomu lat 1846/47 ponownie przysporzyła hrabinie zmartwień. By zapanować nad szerzącą się biedą, minister Rother zwiózł do Mysłakowic ryż, kasze i mąkę, które ta dzieliła pomiędzy potrzebujących, sprzedając po niezwykle zaniżonych cenach. „Mogę mieć nadzieję, że nikt nie głoduje”, napisała uszczęśliwiona, a wiosną własnoręcznie wybierała sadzeniaki w piwnicy, by móc liczyć na duże zbiory ziemniaków. 61 rodzin, które płaciły tylko czwartą część rynkowej ceny, zostało dzięki temu uszczęśliwionych.
Tego samego 1847 roku uległa poważnemu wypadkowi. 22 sierpnia w towarzystwie bliskich krewnych udała się na Wang, by wziąć udział w nabożeństwie. Po jego zakończeniu udała się do probostwa, by przywitać się z pastorem. Ponieważ jednak był on zajęty rozmowami z innymi wiernymi, którzy przychodzili do niego z różnymi sprawami, wróciła do kościoła, by pokazać krewnym podarowany przez siebie krucyfiks, dzieło snycerza Jacoba. Na stopniach ołtarza przewróciła się i złamała lewą rękę. Przeniesiono ją na plebanię, ona jednak zachowała spokój i zimną krew, mówiąc: „Upadłam wprawdzie, ale pod krzyżem i przy ołtarzu Pana. Już on wie, czemu miało to służyć”. Jednak lekarz zjawił się dopiero po kilku godzinach. Po opatrzeniu mogła powrócić do Bukowca, ale dopiero we wrześniu starsza już, 73-letnia dama mogła odważyć się na opuszczenie murów pałacu, siedząc wszakże w wózku inwalidzkim. 
Perturbacje roku 1848, które dało się odczuć także w Kotlinie Jeleniogórskiej, zmusiły cierpiącą jeszcze hrabinę do opuszczenia Bukowca. 21 marca wyjechała do krewnych do Jänkendorf na Łużycach, skąd wróciła dopiero w lipcu – załamana i w złym samopoczuciu. Jej zły stan zdrowia zaowocował uderzeniami gorączki, tak więc kolejna zima stała się trudna do zniesienia. Wiosną 1849 r. doszła nieco do siebie, a latem rekonwalescencja postępowała tak błyskawicznie, że we wrześniu mogła wziąć udział w obchodach stulecia kościoła ewangelickiego w Bukowcu. Również w kolejnych latach nie ustawała w działaniach charytatywnych, jednak siły życiowe z wolna ją opuszczały. Zimą 1852/53 roku miewała gwałtowne napady całkowitego wyczerpania i zawroty głowy. Gdy jednak poczuła się nieco lepiej – pisała lub dyktowała; udała się także z wycieczką do ukochanych Mysłakowic, gdzie z przykrością musiała stwierdzić, że ten czy ów z tyrolskich przyjaciół odszedł na zawsze (w styczniu 1853 roku zmarł również przywódca Tyrolczyków, Johannes Fleidl). Nie mogła jednak juz bywać w kościele, więc słuchała kazań i przyjmowała sakrament komunii świętej w domu. 
W sierpniu 1853 r. dane jej było przeżyć wielką radość, gdy jej zmarłemu mężowi postawiono w Königshütte (Chorzów) pomnik w uznaniu jego zasług dla śląskiego górnictwa i hutnictwa. Jego autorem był Theodor Erdmann Kalide, syn inspektora hutniczego Kalide w Königshütte i syn chrzestny hrabiego Redena. Król, który wziął udział w uroczystości odsłonięcia pomnika, przyjechał stamtąd prosto do wdowy, by zdać jej relację z tego wydarzenia, co niezmiernie ją uradowało i wzruszyło. Było to jej ostatnie spotkanie z koronowanym przyjacielem. 14 maja 1854 roku, dwa dni po swoich 80. urodzinach, łagodnie zasnęła na wieki, a 19 maja odbył się jej pochówek w Opactwie, u boku męża.
Dwa lata później Fryderyk Wilhelm IV nakazał wzniesienie wspomnianego na wstępie pomnika, którego inskrypcja stanowi krótki życiorys tej tak niezwykle zasłużonej dla Karkonoszy kobiety. W inskrypcji czytamy: 
„Johanna Juliane Friederike hrabina von Reden, urodzona baronowa von Riedesel zu Eisenach, wdowa od 1815 r. po ministrze państwowym hrabim von Reden, urodzona w Wolfenbüttel 12 maja 1774 r., zmarła w Bukowcu 14 maja 1854 r.

Wierna i skromna uczennica Boga, swojego Zbawiciela, wierna w każdym szczególe, wytrwała w przeciwnościach losu, zawsze pozostająca sobą wobec wielkich i małych, matka ubogich, źródło dobrych rad i pomocy, była opoką domu pomocy w Szklarskiej porębie, opiekunką osiedlonych tu, wypędzonych z ojczyzny za wierność Ewangelii Zillertalczyków. W 1815 r. wraz z małżonkiem założyła Towarzystwo Biblijne na Śląsku i przewodniczyła mu aż do swojej śmierci; uratowała Biblię Jeleniogórską przed całkowitym zapomnieniem, propagując ją; uchroniła prastary kościół z Wangu w Norwegii przed zniszczeniem, za jej radą stanął on tutaj, stanowiąc kościół parafialny dla mieszkańców. W 1848 r., w wieku 74 lat, zmuszona do ucieczki przed tymi, którzy winni byli jej wdzięczność za dobroczynność cielesną i duchową; odpłaciła im podwójną miłością; nawróciła liczne serca, będąc dla gór i doliny lśniącym światłem wiary ewangelickiej.

Pan spełnił wszelkie przeznaczone dla niej obietnice: walki i smutku oraz zwycięstwa i zbawienia, danego tym, którzy Go kochają.

Król Fryderyk Wilhelm IV, od zarania tego stulecia obdarzony przyjaźnią tej Niezapomnianej, nakazał wznieść ten pomnik w nieustającej miłości, uznaniu i wdzięczności, w roku 1856”.
Prawa autorskie do tłumaczenia (©krkonos) na warunkach Creative Commons BY-SA 3.0

11.04.2011

Mistrzostwa w Kajakarstwie Górskim 2011

"AMP KAMIENNA" odbędą się w najbliższą sobotę (16.04.2011), w godzinach od 12:00 do około 17:00. Dzień wcześniej, w piątek, obejrzeć będzie można treningi i spływy próbne (w godzinach 12:00-18:00).

Zawody mają charakter zjazdu, co oznacza, że kajakarz ma do przepłynięcia na czas określony odcinek rzeki. Na rzece nie ma żadnych bramek, wybór drogi płynięcia zależy wyłącznie od kajakarza. Zawodnicy startują pojedynczo, co 2 minuty (poniżej ujścia Szklarki do Kamiennej) i mają do przepłynięcia ok. 800 metrowy odcinek rzeki (do okolic Hotelu "Las"). Na odcinku zawodów rzeka ma trudność WW III-IV
Najlepsi zawodnicy mierzą swe siły w finale. W zależności od stanu wody, jest on rozgrywany na odcinku wyższym (od Dworca PKS w Szklarskiej Porębie do Muzeum Energetyki), dużo trudniejszym, lub powtarzany jest odcinek eliminacyjny (w przypadku niskiego stanu wody).

Filmik z roku ubiegłego: 

Strona internetowa zawodów: http://amp.bystrze.org/


Aktualizacja:
Ponieważ na plakacie imprezy podane są inne daty, niż w harmonogramie na stronie organizatorów, pozwoliłem sobie wysłać prośbę o wyjaśnienie. Oto odpowiedź, jaką otrzymałem:
Witam,
Zawody rozgrywane są w sobotę 16.04. Tradycyjnie oficjalny termin
podajemy od soboty do niedzieli (16-17.04), gdyż po wieczornym
rozdaniu nagród i imprezie, większość uczestników śpi w schronisku
"Wojtek". W harmonogramie umieściliśmy również informację o atrakcji
dodatkowej, pokazie filmów kajakowych z Kajak Jamboree, który będzie
miał miejsce w piątek.
Pozdrawiam
Pani Dorocie serdecznie dziękuję za wyjaśnienia!

3.06.2009

Otwarcie Kościoła Łaski w Kamiennej Górze

W nawiązaniu do tej notatki jeszcze kilka słów o kamiennogórskim Kościele Łaski - z książki "Historia parafii ewangelickiej w Kamiennej Górze".
8 października 1720 r.
Był to wielki dzień uroczystego przekazania wiernym naszego kościoła, w którym nie było jeszcze znajdujących się w nim obecnie pięknych organów, ołtarza, ambony, ozdób na emporach i innych ozdób. Jednak wszyscy, młodzi i starzy, wyczekiwali tego uroczystego dnia z radością w sercach i z nieopisanym uczuciem przekraczali progi nowej świątyni, by po raz pierwszy wspólnie modlić się i dziękować Bogu. Cała społeczność wiernych zebrała się raz jeszcze wczesnym rankiem, piętnaście minut przed godziną szóstą, w drewnianym kościele tymczasowym, gdzie pan diakon Ullber wygłosił ostatnie kazanie na temat z Księgi Izajasza 2, 3. Pośród śpiewanej pieśni „Nun danket alle Gott” panowie przewodniczący i członkowie Kolegium Kościelnego dołączyli do duchownych i uczniów w zakrystii. Po udzielonym błogosławieństwie cały orszak przy dźwiękach pieśni „Herr segne meinen Tritt” i „Gott der Vater wohn uns bey” wyruszył ze starego do nowego kościoła w następującym porządku: przodem młodzież szkolna z nauczycielami. Następnie duchowni. Przed nimi obaj dzwonnicy niosący jeden - w prawej dłoni Biblię, w lewej chrzcielnicę, drugi – w prawej dłoni szkatułę z hostiami i kielich, w lewej zaś srebrny dzban. Po nich maszerowali przewodniczący kolegium, niosąc nadany w dniu 25 kwietnia 1709 r. przez komisję cesarską znak łaski. Kolejno szli członkowie kolegium i ławnicy, za nimi mieszczanie i wszyscy chętni, którzy chcieli się przyłączyć. Gdy pierwsi uczniowie stanęli u drzwi, które do tej chwili były zamknięte, rozległy się dźwięki trąb i werbli. Gdy cała ta procesja znalazła się w kościele, otwarto pozostałe drzwi i rozpoczęło się nabożeństwo. W kazaniu przywołane zostały słowa z I Księgi Mojżeszowej 28, wersy od 16 do 19, po kazaniu odśpiewano Te Deum laudamus, a nabożeństwo zakończyła komunia dla panów nauczycieli i uczniów. Na kolejne nabożeństwa dzwoniono o godzinie 12:45 i 14:45. Kazania przywoływały słowa z Ewangelii św. Jana wersy 14, 25 i I Księgi Królewskiej wersy 8, 29 - 33. Dokładny opis uroczystości został również wydany drukiem. Dwóch wielce zasłużonych dla naszego kościoła mężów, obaj przewodniczący kolegium, pan Hohann Liebenwald i Jeremias Ludewig nie mogli wziąć udziału w ceremonii ze względu na chorobę. Wkrótce później zmarli – pan Ludewig 10, a pan Liebenwald 11 października. Jednak obaj doczekali tego wspaniałego dnia i z pewnością w godzinie swojej śmierci rzekli: Panie, oto pozwalasz odejść nam w pokoju! 12 grudnia przywieziono nową ambonę, dar od pana von Krause na Treschen (Trestno) koło Wrocławia. Wykonano ją we Wrocławiu. Nie wiadomo, ile kosztowała. Wprawdzie wykonana była z drewna, jednak sposób mocowania jej zadaszenia był niezwykły. Została ustawiona w kościele 20 grudnia. Jako wynagrodzenie rzeźbiarz otrzymał 50 florenów, malarz 9 florenów, a czeladnicy stolarscy 5 florenów. 22 grudnia, w 4 niedzielę adwentu pastor prymariusz po raz pierwszy wygłosił kazanie z tej ambony. Również i ono ukazało się drukiem. Pod datą 13 marca 1721 r. znajdujemy w naszych księgach następujące rozliczenie sprzedaży miejsc w kościele: 1) Miejsca dla mężczyzn na parterze 2207 tal. 00 gr. srebrnych 2) Miejsca dla mężczyzn na dolnej emporze 3685 tal. 10 gr. srebrnych 3) Miejsca dla mężczyzn na górnej emporze 681 tal. 10 gr. srebrnych 4) Miejsca kobiet na górnej emporze 6607 tal. 00 gr. srebrnych 5) Miejsca na dostawianych ławkach 320 tal. 00 gr. srebrnych W kościele naszym bowiem jest, nie licząc empory organowej i empory za ołtarzem, razem 2410 numerowanych miejsc, z tego na parterze 1297, a na emporach 1113.

27.05.2009

Gnadenkirche - Kościół Łaski w Kamiennej Górze

W tym roku przypada 300- lecie budowy Kościoła Łaski w Kamiennej Górze.
Jubileusz przypada w czerwcu, ale w tym okresie jest dużo kościelnych uroczystości i początek obchodów 300-lecia kościoła przesunięto na 2 sierpnia. Tego dnia o godzinie 12.00 odprawione zostanie nabożeństwo ekumeniczne z udziałem duchownych kościoła ewangelickiego i prawosławnego. Po uroczystościach kościelnych odbędzie się krótki koncert. Wieczorem przed kościołem odbędzie się koncert muzyki filmowej w wykonaniu kwartetu smyczkowego. Wystawę i publikację na temat historii kościoła przygotowuje Muzeum Tkactwa Dolnośląskiego. Kolejny koncert zaplanowany jest na 25 sierpnia. Wystąpią muzycy filharmonii jeleniogórskiej. We wrześniu planowana jest sesja naukowa poświęcona ekumenizmowi. Pierwsza niedziela października to tradycyjnie odpust w parafii Matki Bożej Różańcowej. W tym roku uroczystości trwać będą 3 dni. 2 października wieczorem sztukę poświęconą Kościołowi Łaski wystawi zespół teatralny "My". 10 października do kościoła przybędzie pielgrzymka byłych mieszkańców Kamiennej Góry. Odprawione zostanie nabożeństwo ewangelickie w języku niemieckim. Kolejne uroczystości nie są jeszcze dokładnie zaplanowane. Obchody jubileuszu trwać mają nawet 15 miesięcy. Logo obchodów 300- lecia Kościoła Łaski: koło symbolizuje Boga. Zostało rozbite przez grzech. Krzyż to również symbol kościoła zbudowanego na planie krzyża greckiego. Krzyż łączy rozbite koło m.in. poprzez barwę. Zieleń powstaje z połączenie żółtego i niebieskiego, a więc barw półkul. Koło to również rozbite chrześcijaństwo. Podczas obchodów 300-lecia duży nacisk położony będzie na ekumenizm uroczystości. Celowo nie jest podkreślana przywiązanie świątyni do żadnej religii. Pojawia się tylko nazwa Kościoła Łaski. (za: powiatowa.info)
Przed kilku laty zdarzyło mi się tłumaczyć jubileuszowe dziełko pt. "Historia ewangelickiej parafii w Kamiennej Górze przed i od wzniesienia obecnego kościoła i szkoły, spisana z okazji stuletniego jubileuszu ich istnienia". Drugiego maja 1809 r. Kamienna Góra, wydrukowano w drukarni Neumann i Jahn. Nie będzie chyba nadużyciem, jeżeli w związku z opisywanymi wyżej obchodami zacytuję kilka fragmentów z tego wydawnictwa...
5 czerwca (1709 r.) był dniem położenia kamienia węgielnego pod budowę kościoła. Uroczystości miały następujący przebieg: w pochodzie przodem szli uczniowie szkół z trzema obecnymi kaznodziejami, magistrami Sommerem, Wiederianem i Sturmem. Za nimi od strony namiotu ku miejscu uroczystości szli członkowie Kolegium Kościelnego i delegaci, śpiewając „Allein Gott in der Höh’ się Ehr”. Gdy pochód dotarł do wykonanego już wykopu, księża wraz z uczniami pozostali na górze, a przewodniczący Kolegium zeszli na dół. Zaintonowano „Es woll’ uns Gott genädig seyn”, a następnie pan mgr Sommer wygłosił wydane później drukiem przemówienie Gloria Dei et Casaris gratia. Jednym z jego wątków było:
"Wem Gott genädig ist im Himmel und auf Erden des Kaisers Majestät, der kann erfreut werden." („Kto dozna łaski bożej w niebie, a na ziemi jego cesarskiej mości, ten będzie radosny”)
Zakończył wyrażając życzenie:
Gott fördere diesen Bau mit Gnaden, Heil und Segen, in dessen Namen wir den ersten Grundstein legen. Gott Vater, Sohn und Geist, wohn’ uns mit Hülfe bey daß dieser Kirchenbau von dir gesegnet sey. Bóg niech wesprze budowę tę łaską, zdrowiem i błogosławieństwem, Albowiem w Jego imieniu ten kamień węgielny kładziemy. Bóg Ojciec, Syn i Duch, przyjdą nam z pomocą, By budowa tego kościoła błogosławioną była.
Przyniesiony tu przez dzieci poprzedniego wieczoru kamień węgielny został położony w imię Świętej Trójcy, stąd też kościół jest pod wezwaniem Trójcy Świętej. Przewodniczący i członkowie kolegium, obecni przedstawiciele arystokracji, sam mistrz budowlany Franz i wszyscy zatrudnieni przy budowie mężczyźni ujęli po kolei kielnię i każdy z nich rzucił na kamień trzykrotną porcję wapna, a następnie po trzykroć uderzył weń młotkiem. Następnie zgromadzony tłum ze łzami radości w oczach zaintonował „Herr Gott dich loben wir”, pan mgr Sommer ogłosił kolektę, wierni padli na kolana odmawiając Ojcze nasz, i otrzymali błogosławieństwo, na koniec zaś odśpiewano „Nun danket alle Gott”. Przewodniczący kolegium udali się ponownie do namiotu, wyjęli z ziemi cesarski Znak Łaski i wręczyli go dzwonnikowi, który niósł przed nimi ową laskę aż do domu pana von Beuchela, dokąd udali się członkowie kolegium.
Laska Łaski (bez dwuznaczności proszę!) w Muzeum Tkactwa Dolnośląskiego
Kolejne fragmenty owej publikacji, wydanej staraniem Muzeum Tkactwa Dolonośląskiego w Kamiennej Górze zamieszczę później - jeżeli nie będzie to zbyt nudne. Pożyjemy... zamieścimy?
Wnętrze ewangelickiego Kościoła Łaski w Kamiennej Górze (obecnie: kościół rzymsko-katolicki pw. Matki Bożej Różańcowej).

Flagi

free counters