Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W kotlinie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W kotlinie. Pokaż wszystkie posty

8.09.2015

Z dziejów ulicy Długiej (Langstraße, Lange Straße, Helmut-Brueckner-Strasse)

Ulica Długa (Langstraße) zawsze odgrywała w dziejach jeleniogórskich istotną rolę: wiodła z Rynku prosto do Bramy Ulicy Długiej, o którą podczas licznych oblężeń miasta toczyły się zacięte walki. Jest jedną z najstarszych wytyczonych arterii miejskich, a jej nazwę znajdujemy już w kronikach z XVI w. Jaka jest jednak geneza takiej nazwy dla relatywnie krótkiej przecież uliczki – trudno dziś stwierdzić. Podobnie jak dzisiaj, Langstraße miała charakter ulicy handlowej o zwartej zabudowie. Już w połowie XVIII w. znajdowały się tu 24 budynki, w których prowadzono działalność z najróżniejszych branż. Rezydowało tu m. in. sześciu piekarzy, siedmiu kupców, trzech rzeźników, dwóch szewców i kuśnierz. 




Uliczka kończyła się niegdyś Bramą Ulicy Długiej (Langgassen-Tor) z nietypową wieżą, węższą na dole i szerszą u góry, która z tego właśnie powodu na kilka stuleci stała się symbolem Jeleniej Góry.  Przed bramą, po drugiej stronie murów i fosy miejskiej, rozciągało się spore przedmieście, zwane – jakżeby inaczej – „Przedmieściem przed Bramą Ulicy Długiej” (Vor dem Langgassen-Tor). Nazwy tej używano aż do 1850 r.
Brama oparła się licznym atakom na miasto. Przed ponad pięciuset laty powstrzymała najazd Husytów, którzy – nie mogąc wkroczyć do miasta – wycofali się, podpalając jednak liczne budynki na przedmieściach. Podczas wielkiej pożogi w 1564 r. spłonęły wszystkie domy, stojące wzdłuż ulicy Długiej. Zacięte walki o bramę trwały podczas wojny trzydziestoletniej. W 1633 r. rajtarzy sascy pod dowództwem pułkownika Weißbacha wdarli się tędy do miasta i zagrozili jego spaleniem. Wycofując się, zabrali wszystkie muszkiety, armaty, najlepsze powozy i konie. Z uzbrojenia ostało się wyłącznie to, co zdołał ukryć mieszkający w pobliżu Bramy Ulicy Długiej piekarz Hülse, w tym 50 flint. 





W 1634 r. przed bramą stanął liczący 2000 żołnierzy oddział wojsk cesarskich, żądając wstępu do miasta. Po stanowczej odmowie rozpoczął się ostrzał bramy i próba sforsowania jej przy pomocy drabin. Gdy i to nie przyniosło skutku, cesarscy podpalili położony przed bramą folwark. Rada miasta wydała rozkaz strzelania do najeźdźców. Ci wycofali się w okolice Bramy Zamkowej (Burgtor) i odpowiadając na ostrzał, podłożyli ogień w całym przedmieściu. Spłonęły wówczas niemal wszystkie domy mieszkalne i 51 stodół. 
Ponowne oblężenie Jeleniej Góry miało miejsce pod koniec 1640 r. – wówczas na ulicę Długą spadło wiele granatów, wyrządzając spore szkody. Brama Ulicy Długiej posiadała podówczas dwa mosty zwodzone, a po prawej stronie chroniły ją wysokie szańce. Szczególnie intensywna była bitwa, która miała miejsce w tym samym roku. Na miasto napadł szwedzki pułkownik Thurn na czele 700 konnych i pieszych i zażądał poddania miasta przez stacjonujące w nim wojska cesarskie. Gdy spotkał się ze zdecydowaną odmową, 5 stycznia 1641 r. wydał 400 swoim żołnierzom rozkaz szturmu na bramę. Cesarscy, wspomagani przez mieszkańców, bronili się dzielnie i atak udało się odeprzeć, mimo ciężkiego ostrzału z armat i obrzuceniu granatami ręcznymi. Po bitwie w fosie znaleziono ciała pułkownika Thurna, 10 innych oficerów i 30 zwykłych żołnierzy. Obrońcy stracili w bitwie jednego mieszczanina i dwóch żołnierzy. W kolejnych latach wojny u wrót Bramy Ulicy Długiej na przemian stawały oddziały cesarskie, szwedzkie i maruderzy, aż wreszcie nastał pokój, który uroczyście fetowano w Jeleniej Górze w 1650 r. 

W 1863 r. na ulicy Długiej znów szalały pożary: spłonęła istniejąca już wówczas na Rynku gospoda „Zum goldenen Löwen” (Pod Złotym Lwem) wraz z dwoma budynkami, a ogień objął również ulicę Długą, niszcząc kilka domów po jej lewej stronie. W czasie wojen śląskich ulica nie ucierpiała: tylko raz, w 1745 r., rabusie z oddziałów Franquiniego rozszabrowali znajdujące się tu sklepy. Brama z czasem utraciła swoje znaczenie obronne, jednak trwała nadal. W 1766 roku wykonano nawet prace remontowe i dobudowano nowe skrzydło, a strażnicę wraz ze szlabanem przeniesiono na zewnątrz. Do 1826 r. bramę zamykano na noc. I dopiero w 1837 r. brama została rozebrana, a wyjazd ze starego miasta poszerzony. 

Tymczasem zabudowano także teren przed bramą, dzisiejszy Warmbrunner Platz [dziś: Plac Niepodległości]. Jeszcze w roku 1855 mieściła się tam kuźnia Weinholda. Zburzenie murów miejskich, zasypanie fosy miejskiej oraz wypełnienie ciągle jeszcze istniejącego podpiwniczenia Bramy Ulicy Długiej nastąpiło w 1856 r. i dzięki temu Warmbrunner Platz uzyskał wąskie dosyć połączenie z ulicą Długą. Okolica zatraciła swój przedmiejski charakter, a i na ulicy Długiej powstały liczne nowe budynki, zaś stare zostały zmodernizowane, co wyraźnie odmieniło jej oblicze. Niezmieniona przez ostatnie 200 lat pozostała długa fasada dzisiejszego domu Wendenburga. 

Ostatni budynek o ostrym szczycie na rogu Langstraße – Promenade (ul. Długa – pl. Wyszyńskiego) musiał ustąpić w latach 90. XIX w. nowej konstrukcji, w której mieści się kawiarnia Lüder. W miejscu niegdysiejszego sklepu papierniczego Kleina na rogu Langstraße i Herrenstraße (róg ul. Długiej i Krótkiej), również w tym czasie, wzniesiono nowoczesny dom handlowy. Narożny budynek stojący na przeciwko, niegdyś wytworny dom mieszczański, zachował swój charakter, z wyjątkiem mieszczących się na parterze powierzchni handlowych. Interesujący jest budynek oznaczony numerem 21, w którym mieści się najstarsza apteka jeleniogórska, Adler-Apotheke (Apteka pod Orłem). Już w 1674 r. „burmistrz i rajcy cesarsko-królewskiego miasta Jelenia Góra” nadali przywilej aptekarski „szacownemu i uzdolnionemu panu Baltzerowi Hübnerowi”. Jego apteka mieściła się pierwotnie w ratuszu, ale prawdopodobnie po zawaleniu się części ratusza w 1739 r. została przeniesiona na ulice Długą. Przywilej powyższy w 1675 r. potwierdził cesarz Leopold I. W 1678 r. Hübner sprzedał aptekę niejakiemu Albertowi Hotzhauserowi, który – by dać odpór wszelkim intrygantom – zwrócił się w 1703 roku do cesarza Leopolda o ponowne potwierdzenie przywileju aptecznego. 
W 1832 r. ówczesny aptekarz Johann Christian Friedrich Tschörtner zbył aptekę przy ul. Długiej na rzecz swojego zięcia, aptekarza Dausela, skoligowanego z jej obecnym właścicielem. W późniejszych latach dwie apteki (pod Orłem i pod Jeleniem) na podstawie wspomnianego przywileju prowadzili Karl Großmann i Hermann Dunkel. Gdy w 1876 władze naciskały na utworzenie drugiej apteki w mieście, prawo do Apteki pod Orłem w wyniku losowania uzyskała rodzina Roehr, a do apteki pod Jeleniem przy ówczesnej Bahnhofstraße (dziś: ul. 1. Maja) – rodzina Dunkel.

I choć w ostatnich 30 latach sporo zmieniło się na ulicy Długiej, to liczne ocalałe wciąż szczyty domów również dzisiaj spoglądają na tętniący życiem pasaż, przypominając minione czasy – i jedynie po Bramie Ulicy Długiej nie pozostał już żaden ślad. 


Na podstawie: »Was Straßen erzählen… Ein Streifzug durch Alt-Hirschberg« von Paul Lenich. 1935.
Aus dem Beobachter im Iser- und Riesengebirge Hirschberg i. Rsgb.

O historii ulicy Długiej także w JELONCE

9.10.2014

Barok zasygnalizuję


Szczegóły wkrótce. Dodam tylko, że w tym tygodniu poszło do druku.



7.05.2013

Pałac w Karpnikach po roku - stan prac renowacyjnych, kwiecień 2013 r.


Sporym zainteresowaniem cieszy się wpis z 15.II.2012 na temat stanu prac budowlano-odzyskiwawczych w pałacu w Karpnikach (Fischbach). To cieszy bardzo:  owo zainteresowanie, tzw. "społeczny czynnik kontrolny" oraz świadomość, że powstaje tu coś niezwykłego. 

Udało mi się namówić mojego przyjaciela, Wojtka Grabowskiego, by po roku z okładem zabrał mnie do Karpnik ponownie. Aparat fotograficzny, flaszeczka - i pojechaliśmy. 

O pałacu pisałem na tym blogu wielokrotnie, więc słów dość. Tym razem same zdjęcia. I moje spostrzeżenie: swoich podwoi pałac nie otworzy w 2013 roku. Została jeszcze cała masa roboty. Mam również wrażenie, że tempo prac mocno spadło. Nie jestem budowlańcem, tym bardziej nie jestem konserwatorem zabytków, więc być może jest tak, że obecny etap prac wymaga bardziej dokładności, niż szybkości - nie wiem. Ale przed Inwestorem jeszcze długa droga. 

Zdjęcia z 16.IV.2013 wrzucam bez retuszy, bez fotoszopowania (i tak nie posiadam tego zarąbiście drogiego programu). Oceńcie Państwo sami...
















6.09.2012

Porozmawiajmy o Maciejowcu (na przykład)

Tym razem same cytaty i zapożyczenia (bez bulu żadnego te zapożyczenia czynię, Panie Prezydencie Rzeczypospolitej, który nadałeś wokółjeleniogórskiej Dolinie Pałaców i Ogrodów status pomnika historii, ale o jej sąsiedztwie nie pomyślałeś nawet; bo ważniejsze jest chodzone czytanie Pana Tadeusza, niźli dbałość o spuściznę śląską)...

Zapożyczenie pierwsze to adres do wpisu na blogu Najstarsze Drzewa, wpisu o pałacu w Maciejowcu.
Zapożyczenie drugie ze strony JG Fakty  to wywiad z autorem tego blogu (i autorem pomysłu ratowania tego, co jeszcze uchwytne), Marcinem "Mutermilch".

Przypomnijmy: pałac w Maciejowcu to jeden z niemal 800 obiektów na Śląsku, z których większość ginie w oczach... Jest o czym rozmawiać, ale czas najwyższy działać!







Linki? A pewnie:
Na Facebooku:
Polska Dolina Loary
Zabytki Dolnego Śląska
Hannibal Smoke
Czerwona lista

Strony internetowe:
Zabytki Dolnego Śląska
Czerwona lista zabytków Dolnego Śląska

2.08.2012

Spacer po Helikonie jeleniogórskim

Zaproszenie na spacer krajoznawczy wystosował Tadek Siwek, prezes Towarzystwa Karkonoskiego. Pomysł był taki: zainteresować jak najszerszy krąg “cośmogących” w naszym mieście koncepcją ograniczonej rewitalizacji byłego założenia parkowo-krajobrazowego na wzgórzach Siodło (Rymarz) i Krzyżyna Góra, znanego pod nazwą Helikon. W zaproszeniu zaś: Trasę o średnim stopniu trudności od 1,5-2 godzin marszu poprowadzi pasjonat Jeleniogórskich Archiwaliów Pan Eugeniusz Gronostaj. W spotkaniu uczestniczyć naszym zdaniem powinny osoby od początku zainteresowane i wspierające odbudowę tradycyjnych walorów turystycznych Jeleniej Góry i Powiatu. […] Do wszystkich wysłaliśmy zawiadomienia. Celem wyprawy jest zapoznanie Włodarzy Jeleniej Góry z tradycjami uprawiania turystyki z oczekiwanym efektem w postaci przyciągnięcia ruchu turystycznego.

O Helikonie we wstępie do Kroniki miasta Jelenia Góra pisał J. D. Hensel: “Zarówno w mieście jak i na jego przedmieściach wybudowano wiele nowych domów z dobrym gustem; wokół miasta, na Hausbergu (dzisiejszym Wzgórzu Krzywoustego) i Helikonie powstały nowe urządzenia dla ogólnej, a nawet duchowej rozrywki”. Bardzo dużo o tym, niegdyś najpewniej przepięknym miejscu, pisał w swojej Kronice Johann Karl Herbst, więc poniżej przytoczę długaśny fragment z tej Kroniki, którą miałem honor tłumaczyć. 

Dzisiaj po pięknych, lecz podupadłych zupełnie jeszcze w czasach niemieckich, lub zatartych przez bujną tutaj  florę nie ma w zasadzie śladu: ot drzewo (Dąb Królewski), resztki platformy widokowej (z osią widokową zasłoniętą przez dość młode, 50-letnie drzewa), powykrzywiane granitowe słupki-drogowskazy z wykutymi nazwami ścieżek lub celów, do których prowadzą. 

Rozmowy z Marcinem Zawiłą, z obecną również na wycieczce panią Agnieszką Łętkowską, zastępczynią dyrektora Dolnośląskiego Związku Parków Krajobrazowych, z wszechwiedzącym Eugeniuszem Gronostajem napawają mnie umiarkowanym, realizmem przepojonym optymizmem: wydaje mi się, że odtworzenie w ograniczonym zakresie szlaków spacerowych z dojściami do (wyremontowanych i zabezpieczonych) punktów widokowych, odsłonięcie osi widokowych z nich się rozciągających jest możliwe. Z taką koncepcją zresztą zgadza się prezydent miasta: na rewitalizację założenia w kształcie takim, w jakim burmistrz Schönau zaplanował i zrealizował je w XIX w. nie ma dobrego czasu. Od siebie dodam: nie ma również takiej potrzeby. Mierzmy siły na zamiary, a zamierzenia dostosujmy do rzeczywistości.


Kilka zdjęć ze spaceru, a pod nimi obszerny fragment z “Kroniki Miasta Jelenia Góra na Śląsku – do roku 1847” autorstwa Johanna Karla Herbsta.
Eugeniusz w swoim żywiole: nareszcie pokaże Marcinowi Zawile prawdziwą Jelenią Górę...!
Na resztkach jednej z platform widokowych...
...prezydent musiał odpowiadać na pytania "reżimowej" telewizji.
Pani Agnieszka Łętkowska (dyrektor DZPK) byłaby skłonna zaangażować się
w realizację naszych planów
Jeden z nielicznych "otwartych" widoków z Helikonu
Marcin Biegający... forma fizyczna prezydenta znakomita!
Po spacerze (pies oczywiście był ze mną!) Froda z lubością chłodziła się w Bobrze


Z Kroniki Miasta Jelenia Góra na Śląsku – do roku 1847 autorstwa Johanna Karla Herbsta.
Schönau (burmistrz):
Niestety założenie parkowe w pobliżu Helikonu uległo dewastacji. Większość swoich przedsięwzięć (burmistrz Schönau) realizował na własny koszt, zachęcając innych do inwestowania w nie. Po wspaniałym i spełnionym życiu zmarł zagadkową śmiercią w roku 1802 w topieli Bobru.

Helikon 

Bezpośrednio obok Hausberg (Wzgórza Krzywoustego) prowadzi droga w górę na polanę, na której pośród rzadkich drzew stoi wybudowana w greckim stylu świątynia. Wzgórze to nazywa się Helikon, roztacza się z niego jeszcze piękniejszy widok, niż z Hausberg. Gdy niezmordowany Schönau zakończył prace na Wzgórzu Kościuszki, zbudował prowadzącą tu drogę i – ponownie na własny koszt – rozpoczął przeistaczanie tutejszego lasu w gaj muz. Tu znalazły swoje miejsce wszystkie muzy; był to prawdziwy świat w miniaturze, albowiem znalazło się tu miejsce i dla Elizjum i dla Tartaru ze swoim Cerberem. Niezliczone łacińskie inskrypcje oznaczały każde miejsce, wszystkie jednak znikły, nie ma już śladu po wspaniałych założeniach parkowych. Jeden z tych napisów zasługuje jednak na wspomnienie, nie odnosi się on do mitologicznych fantazji, lecz przypomina mieszkańcom Jeleniej Góry o nich samych i o wielkim dobru, jakim mogą się cieszyć – i czyż nie byłoby to wspaniałym mottem kroniki?! Brzmi on:

O fortunatis nimium, sua si bona norint, 

Hirschbergae cives!

Dokładny opis tej niegdysiejszej siedziby muz znajduje się w kronice Hensela* na 22 stronach. W miejscu, gdzie niegdyś stał Panteon postanowiono wznieść z śląskiego marmuru pomnik Fryderyka Wielkiego na koniu. Plan ten nie został zrealizowany, jednak ówczesny radca wojenny i rolny Geier wybudował tu wspomnianą świątynię i opatrzył ją na frontonie następującą inskrypcją: 

FRYDERYKOWI NAJWIĘKSZEMU 

Wewnątrz znajduje się sześcian z napisem: Niech mu będą dzięki. Całość została silnie zębem czasu i zniszczona przez wandali. W roku 1840 wdowa po fundatorze przekazała świątynię miastu, które przeprowadziło remont do stanu, w jakim znajduje się ona po dziś dzień. Z pewnością miejsce to zasługuje na wyróżnienie, albowiem widok stąd na kotlinę jest jednym z najpiękniejszych i najpełniejszych.  
Kilkaset kroków dalej za Helikonem na zachód, w niewielkim gaju znajduje się niewielka świątynia poświęconą Apollu, którego imię przypomina jeszcze czasy, gdy okolica ta poświęcona była Apollu i muzom. 


Siodło

Idąc dalej drogą pomiędzy Kapliczną a Wzgórzem Kościuszki dochodzi się do Bobru i Cudownego Źródełka, toczącego świeżą i czystą wodę (Schönau nazwał je Aganippe). Stroma góra po lewej stronie Bobru nazywa się Sattler (Siodło). W tych czasach, gdy Jelenia Góra pozbawiona byłą jakichkolwiek miejsc rozrywek i publicznych promenad, gdy nie myślano nawet o Kavalierberg i Helikonie, okolica ta nawiedzana była przez miłośników natury często, zbudowano tu nawet publicznie dostępne miejsce do gotowania. Sposób, w jaki wówczas się bawiono, opisuje doskonale ówczesny konrektor Daniel Stoppe we wstępie do swoich wierszy pod tytułem „Parnas im Sattler” (Parnas na Siodle), gdzie czytamy: „Przy pięknej pogodzie spotkać można niekiedy trzecią część tutejszych mieszkańców w tym górzystym lesie. Tu rozłożyło się niewielkie towarzystwo dwóch, trzech, może czterech osób, przy niewielkim ognisku podsycanym świeżymi szyszkami; w innym miejscu siedzą inni przy podobnym ognisku. Wszędzie widać unoszący się pomiędzy strzelistymi świerkami dym. Od czasu do czasu spotyka się miłych ludzi i dobrych przyjaciół, z którymi wśród zieleni można wypalić fajkę tytoniu. Obcy, który po raz pierwszy tu przybędzie, winien traktować Siodło jak publiczną kawiarnie, w której wykształceni i niewykształceni spotykają się w łączących się i rozchodzących grupach i już to siedząc pod dającymi cień drzewami, już to spacerując wzdłuż zielonego brzegu rzeki, rozmawiają ze sobą i żartują. Gdy ktoś jednak woli samotność, znajdzie tu dość miejsca, by w spokoju oddać się własnym rozmyślaniom. Ta wesoła okolica ma w sobie niezwykły czar. Szczególne wrażenie robi szum przepływającej w głębi rzeki. Wyżej zasłuchać się można w przepiękny śpiew ptaków leśnych, które niczym latające flety dźwięczą w całym lesie. Tu można zaczerpnąć świeżego powietrza, niezbędnego poezji. Gdy mam oto recytować nowe wiersze, a brak mi ku temu ochoty, mogę jedynie przyjść tu, a wówczas wszystko udaje się jak po maśle”. Owe rozrywki na Siodle musiały ustąpić pola o wiele wygodniejszym miejscom na Hausberg i Kavalierberg. Ciągle jeszcze jednak okolica ta jest licznie odwiedzana, albowiem droga tu prowadzi przez wcięty pomiędzy wysokie wzniesienia wąwóz, którym Bóbr toruje sobie swoją drogę pośród licznych skał. O wiele przyjemniejsza byłaby to ścieżka, gdyby nie wiodła przez większą część lasem, lecz prowadziła bezpośrednio wzdłuż rzeki. Dolinę Bobru zamyka zespół groźnych skał, przez które przepływa Bóbr, by zniknąć po lewej za ostatnią z nich. Miejsce to zwane było w poetyckich czasach Elizjum, jednak teraz powrócono do starej nazwy Weltende [Koniec Świata].


*Tekst wspomnianego Hensela zamieszczę w osobnym wpisie - przyp. aut. 

25.04.2012

Breaking News: Monografia Fritza Heckerta autorstwa Stefanii Żelasko

.
Mail nadszedł dzisiaj, niespodziewanie. Krótki, lakoniczny, ale radosny:
.
Tomek, nie mogę uwierzyć. Możesz reklamę robić. Promocja książki 11 maja.
Do zobaczenia i dzięki. Stefania

.
O co kaman, zapytają Państwo? Niech mówią obrazki z załączonej do maila ulotki; a właściwie arkusza drukarskiego:




.
Kolejny już tom z cyklu szklarskiego autorstwa doktor Stefanii Żelasko lada dzień ukaże się na rynku, jak podejrzewam - na razie wyłącznie niemieckim. Chełpić się mogę tym, że dorzuciłem do publikacji jakąś tam cegiełkę, w postaci tłumaczenia kilku passusów na język niemiecki (lub dokonując korekty napisanych po niemiecku tekstów). 
Mam nadzieję, że promocja książki odbędzie się także w Muzeum Karkonoskim w Jeleniej Górze, choć po prawdzie - to dość zawiłe zagadnienie...
Krótki fragment z książki, wycinek z życiorysu Friedricha Wilhelma Heckerta - po polsku - pozwalam sobie zamieścić poniżej.

Do takich światłych i ambitnych menadżerów należał Fritz Heckert, założyciel w r. 1866, początkowo w Szklarskiej Porąbie, następnie w Piechowicach malarni i rafinerii wyrobów szklanych, którą spadkobiercy, wierni jego artystycznej idei rozbudowują i przekształcają z czasem w hutę z towarzyszącymi jej warsztatami zdobniczymi. W r. 1862, gdy po raz pierwszy przyjechał ze swoim teściem w Karkonosze, wynajmując pokój w słynnym pensjonacie Prenzelbaude w Michałowicach, z pewnością jako letni młody człowiek nie dysponował kapitałem. Należy wysunąć hipotezę, że na zakup pierwszej szlifierni pieniądze wyłożył majętny teść. Zaznaczyć trzeba, ze Fr. Heckert był bardzo przedsiębiorczy, umiał sobie zjednywać i pozyskiwać ludzi, dlatego też nie należy się dziwić, ze największa śląska firma spedycyjna von Loesch wyłożyła kapitał, udzielając mu pożyczki pod budowę późniejszej huty szkła.

Fr. Heckert rozpoczął działalność w środowisku o ustalonej już europejskiej renomie, w zakresie kreowania i zdobienia artystycznych wyrobów ze szkła.

Począwszy od średniowiecza, w oparciu o naturalne bogactwa, takie jak złoża kwarcu i lasy oraz woda, na tych terenach ciągle kwitła, trwała tutaj sztuka szklarska, istniała bogata tradycja, kontynuowana nieprzerwanie, pomimo burzliwych losów tej ziemi. Zmieniali sie władcy, nie zawsze sprzyjający tego typu działalności, ale mimo to dominowała ona w życiu artystycznym i ekonomicznym Kotliny Jeleniogórskiej.

23.04.2012

No, to co? Pomożecie?! Niech się zawiosni!

Froda ruszyła dzisiaj rano na poszukiwania tej prawdziwej wiosny. Poniżej to, co znalazła.




 

2.04.2012

Wernersdorf - Pałacu Pakoszów drzwi otwieranie (cz. 2)

Tę część rozpocznę cytatem z folderu pałacowego: Otwarty przez cały rok Pałac z unikalnym połączeniem historii, dziedzictwa, pięknego ogrodu, atrakcji oraz znakomitą restauracją jest świetnym wyborem przez cały rok. Najwyraźniej Inwestorom bardzo na sercu leży "całoroczność" pałacu, bo to stwierdzenie powtórzyli dwa razy w dość krótkim przecież zdaniu. I dalej: Ten zabytkowy obiekt dysponuje 19 pokojami i Apartamentami, których wystrój stanowi idealne połączenie nowoczesnego designu i historii. Zaznaczę, że tekst widnieje w dwóch dalszych językach (niemieckim i angielskim), a łopatologicznych powtórzeń - przynajmniej w wersji niemieckiej - nie ma. Mówi ona: ...barokowa posiadłość wiejska z XVIII w. przemieniona w luksusowy dom gościnny, tchnie atmosferą klasycznego Śląska (zamkniętą) w bryle budynki i w ogrodzie. Wspomniałem już wcześniej, że owego magicznego ogrodu nie znalazłem, przed pałacem rozciąga się 3-hektarowy pusty plac otoczony kamiennym murem, a do powstania "tchnącego założenia parkowego" droga daleka.

Zajrzyjmy więc do pokojów i apartamentów pałacowych. Oto kilka obrazków.
Pokój dwuosobowy. Pomysł na łazienkę z wanną niemal na środku pokoju - ciekawy. Dobrze, że choć kibelek jest oddzielony matową szybą.
Część sanitarna innego pokoju (kibelek przywodzi mi na myśl szafę, a w związku z tym pewną anegdotę związaną z moim Ojcem, alkoholem, porannym poszukiwaniem toalety po omacku i uwolnieniem nadmiaru płynów do... szafy trzydrzwiowej, stojącej w pokoju).
Połączenie luster, nowoczesnych lamo, starych (lub na stare robionych) elementów wyposażenia robi wrażenie.
Największy z udostępnionych do zwiedzania apartamentów
To musi działać na wyobraźnię: kibelek i bidecik "zawieszone" nad widocznym i ciekawie podświetlonym starym stropem niższej kondygnacji. Kłopoty z załatwianiem potrzeb fizjologicznych mogą mieś osoby cierpiące na lęk wysokości.
Komunikację między kondygnacjami zapewniają takie oto schody: połączenie szkła, drewna i marmuru sprawia wrażenie lekkości, ale także klinicznej czystości. Do dyspozycji gości jest jednak również winda.
Pokoje są niezwykle jasne, świetlne, gustownie i skromnie urządzone (chociaż gustowność ta nie całkiem trafia do mnie). Niewątpliwie przebija tu filozofia połączenia nowoczesności z zaakcentowaniem ledwie delikatnym zabytkowego charakteru obiektu. A ponieważ ostatnia historyczna przebudowa wnętrz pałacowych nastąpiła na początku XX w. (o późniejszej planowej dewastacji nie wspominam), to pewnie taka koncepcja chłodnego luksusu nie powinna szokować. Mnie wyłącznie dziwi.
O dwóch miejscach wspomnieć należy jeszcze niewątpliwie: basen w przybudówce i Sala Barokowa. Prezentują się one tak:






Niewątpliwie jest przepięknie odrestaurowana Sala Barokowa perełką tego obiektu. Sięgnę tu po tekst ze strony internetowej pałacu: Na szczególną uwagę zasługuje ponad 100 metrowa sala, której strop został ozdobiony freskami przez jednego z uczniów Willmanna. 
Alegoryczny obraz prezentuje góry lodowe pokryte śniegiem, pejzaże morskie z łodzi udających z towarem do wspaniałych wybrzeży południowych, krajobraz z chmurami, z których wyłania się męska postać z kosą - Kronos oraz dwie postaci wsparte o kulę ziemską, które dzięki swoim atrybutom - wadze i mieczowi uważane są za Justitię i Marsa. 
Sala ta została w dużej mierze zniszczona. Zachowało się jedynie kilka fragmentów fresków. Plafon odtworzył jeden z bardziej znanych niemieckich artystów - Christoph Wetzel, którego dziełem było również odrestaurowanie kopuły kościoła Frauenkirche w Dreźnie. Istotnie poziom prac renowacyjnych jest imponujący. Sama sala również.

Jeżeli mogę sobie na koniec pozwolić na króciutkie podsumowanie: tłum zwiedzających przewijał się wczoraj przez wszystkie udostępnione do zwiedzania pomieszczenia pałacowe, w restauracji przesiadywało kilka osób z otoczenia Właścicieli, popijając z pięknych kielichów białe wino, w barze kominkowym przecudnie pachniało kawą. Jednak trudno w takim "dworcowym" klimacie wyczuć atmosferę domu: za duży ruch, żadnej możliwości na zagłębienie się w siebie przy kawie lub kieliszku wina, na próbę nawiązania metafizycznej bliskości z duchem pałacu. Mimo tego odniosłem wrażenie, że w tych wnętrzach nie czułbym się dobrze: to trochę nie moja bajka, choć niewątpliwie bajecznie w pałacu jest. Może się mylę, może ten tłum zwiedzających, trwające (nie tego dnia wprawdzie) ciągle jeszcze prace budowlane nie pozwoliły mi "poczuć" pałacu. Koniecznie trzeba będzie zawitać tu ponownie, gdy zapanuje spokój, gdy będzie okazja do rozmowy z Właścicielami. A jednak radość ogromna - o czym już pisałem - że jest, że lśni nowością, że będzie funkcjonował i rósł. Najszczerzej życzę tego Inwestorom i Właścicielom!

25.03.2012

Wiosną wokół Gór Sokolich

Pierwszy wypadzik półdzienny tej wiosny: rozpoczęliśmy w Łomnicy w pałacu, skończyliśmy w Karpnikach (w pałacu), po drodze spoglądając przez Bóbr na pałac Wojanów mijając pałac Bobrów, Sokoliki i "Szwajcarkę". Gdzieś w oddali zamigotał pośród drzew także pałac Dębowy, znany niegdyś pod nazwą "Willa Pani Aichinger". Przepiękny, letni dzień u progu wiosny... I pięć pałaców podczas 5-godzinnego spaceru. Takie rzeczy to tylko w Dolinie Pałaców i Ogrodów! 
Z wykopalisk piwnicznych w Pałacu Łomnica:  drzwiczki do pieca wielkiej kuchni pałacowej. W podziemiach Dużego Pałacu prowadzone są intensywne prace "odkrywkowe" i rekonstrukcyjne. Pewien fragment piwnic świadczy o istnieniu w tym miejscu drewnianej budowli na długo przed powstaniem obecnego obiektu.
Spinning w Bobrze, pomiędzy dwoma pałacami. Po przeciwnej stronie park przy pałacu Wojanów. Jego projektantem był znakomity architekt krajobrazu, dyrektor pruskich ogrodów królewskich, Peter Joseph Lenné
Pałac Wojanów wiosną 2012.
Z Łomnicy widok ku Sokolikom z kościołem w Wojanowie - z przewspaniałymi (lekko niszczejącymi) płytami nagrobnymi członków rodów Schaffgotsch i Zedlitz. 
Pałac w Bobrowie (Boberstein), ostoja G. Artmanna. Z powodu krojącego się mojego serca i jego słabości, nawet nie zajrzeliśmy na dziedziniec. Jeżeli nie stanie się tutaj cud inwestorski, podobny temu w Karpnikach - to wkrótce "...ostanie nam się ino mur".
Froda liściokopna, wiosenna: to również dla niej pierwsza tegoroczna dalsza wyprawa. Wyraźnie widać było braki kondycyjne, spowodowane przebytą kontuzją łapy i 3-tygodniową karencją cieczkową. Dzielnie jednak przemaszerowała całą trasę, w domu jednak padła "żywym trupem".
Husyckie Skały, albo w gościnie u feldmarszałka Blüchera (Blücherstein, znane również pod nazwą Kutschenstein). To pomiędzy dwoma wyniesieniami Gór Sokolich: Krzyżną i Sokolikiem. 
Kościół ewangelicki w Karpnikach: wzniesiony w latach 1748-1752, powiększony o wieżę w 1903 r., opuszczony w 1945 r. Murowany, założony na prostokącie, o salowym wnętrzu z piętrowymi kondygnacjami empor. Dzisiaj - poza wieżą, z której niewątpliwie dałoby się "zrobić" wieżę widokową (podobnie, jak to ma miejsce w Radomierzu) - nie ma tu czego zbierać. W pobliskiej pastorówce mieszka kilka rodzin, budynek jest dobrze zachowany. Wspaniałe organy z tego kościoła zostały w 1949 r. najprawdopodobniej przeniesione (po demontażu) do kościoła św. Benedyktyna w Płock-Radziwiu.
Wieża kościoła ewangelickiego w Karpnikach
We wnętrzu wieży
Większy plan na to, co z karpnickiego kościoła ewangelickiego pozostało
Pałac książęcy w Karpnikach. W lutym napisałem o pracach remontowych w nim trwających.  Do pałacu, do parku ściągają tłumnie ciekawscy: wieść o rewaloryzacji pałacu i założeń ogrodowych już się rozniosła. Kciuki ściskam za powodzenie przedsięwzięcia.

Takie tam dwa obrazki z "wykorzystaniem" fosy pałacu karpnickiego.

Flagi

free counters