22.12.2012
27.09.2012
"Orzeł" w Mysłakowicach wzbije się do lotu?
O ciężkiej sytuacji, a później bankructwie (kontrolowanym) Z. L. ORZEŁ w Mysłakowicach pisałem tutaj, chociaż było to już dawno (notatki tu i tu, kilka słów o historii fabryki znalazło się tu). Przez ostatnie dwa lata "chodziły słuchy", "fama głosiła", "mówiono, że...". Obawiałem się, że to tylko ploty i nadzieje niczym nieuzasadnione. A jednak; oto czytam dzisiaj w (coraz lepszym; kto wie, czy nie najlepszym obecnie) portalu jeleniogórskim:
Upadłe w 2010 roku zakłady lniarskie „Orzeł”w Mysłakowicach, zaczynają ponownie zatrudniać pracowników. W czerwcu tego roku zakład kupiła grupa kapitałowa z Malborka. Powołano firmę „Orzeł” sp. z o.o. I to ona wzięła się energicznie do uruchomienia zakładu.
Jednym z warunków syndyka masy upadłościowej było przejęcie zakładu w całości, co jednak nie do końca zgadzało się z planami inwestora. – Nie potrzebowaliśmy tak dużego obiektu, dla nas najbardziej interesująca jest tkalnia i wykańczalnia – mówi Maciej Cajdler, prezes zarządu „Orzeł” sp. z o.o. – ale postanowiliśmy przejąć całość, bo „Orzeł” to wielka tradycja i dla nas upadek tej firmy był wielkim szokiem. Produkowane tutaj tkaniny były bardzo cenione w branży i po ich upadku powstała luka na rynku.
Wójt Mysłakowic, Zdzisław Pietrowski cieszy się, że zakład zaczyna zatrudniać ludzi. – Na początek będzie tam praca dla 20 osób. Dla nas każdy zatrudniony to mniej ludzi w urzędzie pracy. Będę zakład wspierał jak się tylko da – zapewnia.
W Orle ruszyła już tkalnia, rusza wykańczalnia i tam będą zatrudniani kolejni pracownicy. – Nie zatrudnimy jednak większości tych, którzy tutaj stracili pracę. Liczę, że nasza załoga nie będzie większa niż ponad sto osób – wyjaśnia Maciej Cajdler – to są plany na najbliższy okres. Jak rozszerzymy produkcję wtedy plany się zmienią.
Zakład, by w pełni uruchomić produkcję, potrzebuje jeszcze źródła pary technologicznej, którym będzie własna kotłownia. Kotłownia powinna być gotowa za miesiąc i w listopadzie produkcja ruszy pełną parą. Mysłakowicki „Orzeł” pod rządami nowych właścicieli będzie produkował między innymi nowe rodzaje tkanin lnianych. W grę wchodzą także lniane opatrunki, o których produkcji w Mysłakowicach mówi się od ubiegłej dekady. Ale jak mówi Maciej Cajdler, opatrunki to dalsza przyszłość. Teraz trzeba uruchomić produkcję zwykłych tkanin.
Mocno ściskam kciuki za powodzenie reanimacji tego pięknego zakładu ze wspaniałymi tradycjami. To także dobra wiadomość dla mysłakowiczan i mieszkańców gminy: szansa na pracę w miejscu zamieszkania. Miejmy nadzieję, że płace będą godziwe, ale temperowałbym oczekiwania, przynajmniej na początku...
13.09.2012
Europejskie Dni Dziedzictwa 2012
Tajemnice codzienności
Pod takim hasłem spotykamy się w tym roku. Jak zwykle żałuję, że nie mogę wziąć udziału we wszystkich interesujących mnie wydarzeniach. Poniżej wybrane eventy (przepraszam...!) z najbliższych okolic, wszystkich jest bardzo dużo. Wybór na stronie EDD2012.
2012-09-15
BOLKÓW. Tajemnice Zamku Bolków – XVII-wieczny piknik
historyczny.
Zamek Bolków, woj. dolnośląskie
Organizator: Zamek Bolków Oddział Muzeum Karkonoskiego w
Jeleniej Górze, 59-420 Bolków, Adam Łaciuk – kierownik, tel. 75 741 32 97,
e-mail: kustosz@zamek-bolkow.info.pl
2012-09-15
CHEŁMSKO ŚLĄSKIE. Historia domów tkaczy połączona z
warsztatami tkackimi „Od posiania do utkania”. Cykl tkactwa ręcznego z XVIII w.
Warsztaty
Domki Tkaczy 12 Apostołów, EKO Muzeum, ul. Sądecka 15,
woj. dolnośląskie
Organizator: Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Chełmska
Śląskiego „Tkacze Śląscy”, ul. Sądecka 15, 58-407 Chełmsko Śląskie, Teresa
Sobala – prezes, tel. 609 169 191, e-mail: teresasobala@tlen.pl
2012-09-15
JELENIA GÓRA. Miodobranie Karkonoskie
Park Norweski w Jeleniej Górze – Cieplicach, posesja
Muzeum Przyrodniczego w Jeleniej Górze, ul. Wolności 268, woj. dolnośląskie.
Organizator: Muzeum Przyrodnicze w Jeleniej Górze,
Regionalny Związek Pszczelarzy w Jeleniej Górze, ul. Wolności 268, 58-560
Jelenia Góra, Stanisław Firszt – dyrektor, tel. 75 755,15 06, e-mail: muzeum@muzeum-cieplice.pl
2012-09-16
ŚWIERZAWA. Otwarte Drzwi Kościoła – z wystawą fotografii
z ważniejszych uroczystości odbywających się w gminie.
Kościół św. Jana i Katarzyny w Świerzawie, ul.
Złotoryjska 25, woj. dolnośląskie
Organizator: Centrum Kultury Sportu i Turystyki w
Świerzawie, ul. Jeleniogórska 58, 59-540 Świerzawa, Halina Zychowicz–Michoń –
dyrektor, tel. 72 706 41 60, e-mail: hzychowicz@gmail.com
2012-09-15 i 16
WLEŃ. Tajemnice Pałacu Książęcego we Wleniu
Pałac Książęcy we Wleniu, ul. Winiogórska 11, woj.
dolnośląskie
Organizator: BKS S.C. Pałac Książęcy we Wleniu, ul.
Winiogórska 11, 59-610 Wleń, Katarzyna Osiecka–Brzeska, tel. 698 650 764,
e-mail info@palacwlen.pl
2012-09-15
WROCŁAW. Obrazy Karkonoszy okiem śląskich pejzażystów
Muzeum Narodowe we Wrocławiu, pl. Powstańców Warszawy 5,
woj. dolnośląskie
Organizator: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, pl. Powstańców
Warszawy 5, 50-153 Wrocław, Dział Oświatowy, tel. 71 372 51 48.
2012-09-15 i 16
ŁOMNICA. Spotkanie z żywą tradycją dawnej śląskiej
posiadłości arystokratycznej.
Pałac i Folwark Łomnica, ul. Karpnicka 3.
Organizator: Dominium Łomnica Fundacja Rozwoju Krajobrazu
Kulturowego, ul. Karpnicka 3, Łomnica, 58-508 Jelenia Góra, Aleksandra
Kaczmarek, tel. 798 427 655, 75 713 04 60, e-mail: dominium@palac-lomnica.pl
godz. 11.00–17.00 Spotkanie z żywą tradycją dawnej
śląskiej posiadłości arystokratycznej. Pragniemy zaoferować nie tylko zwiedzanie
Pałacu lecz także, a może przede wszystkim nasz pieczołowicie odtworzony
Folwark przy Pałacu. Wizyta na Folwarku, pozwoli dotknąć codziennego życia,
jakie toczyło się setki lat temu w posiadłościach Doliny Pałaców i Ogrodów.
W niedzielę pojadę sobie do Wlenia, do Pałacu Książęcego. Okrutnie mi to miejsce w duszy gra; trochę rzewnie, trochę marszowo (toporek wojenny wykopany!).
No to: do zobaczenia się z Państwem podczas Europejskich Dni Dziedzictwa!
.
I jeszcze drogowskazik:
Zbliża się drugi weekend z zamkami i pałacami
.
I jeszcze drogowskazik:
Zbliża się drugi weekend z zamkami i pałacami
12.09.2012
Vlastimil Hofmann aka Wlastimil Hofman
Mazana czytać uwielbiam, bo uwielbiam (jak i on) Czechy. A gdy pisze on słowo o Hofmanie, Wlastimilu – to bloguję natychmiast!
W Krakowie przy ulicy Reymonta
mieści się siedziba jednego z najstarszych (1906) polskich klubów,
wielokrotnego mistrza kraju, Towarzystwa Sportowego „Wisła”. Nad wejściem do
hali głównej umieszczone jest wielkie malowidło – alegoryczny portret drużyny
piłkarskiej „TS Wisła”, namalowany tuż po zdobyciu przez nią w roku 1926
Pucharu Polski, po zwycięstwie 2:1 nad lwowską „Spartą”. Autorem alegorii jest
wielki kibic „Wisły”, czeski malarz Vlastimil Hofmann (1881–1970).
Prawdę powiedziawszy, artysta to
trochę czeski, trochę polski. Pan Ferdynand Hofmann, praski kupiec, osiadł w
Krakowie wraz z małżonką Teofilą i ośmioletnim synkiem Vlastimilem. Synek uczył
się w gimnazjum im. Jana III Sobieskiego, a potem studiował pod kierunkiem
sławnych polskich mistrzów malarstwo w
Szkole Sztuk Pięknych w Krakowie, kończąc ją ze złotym medalem. Po
studiach w paryskiej École des Beaux-Arts i trzech latach pobytu w Pradze,
wrócił do Krakowa. Za namową swego mistrza i przyjaciela, wielkiego polskiego
malarza symbolisty, Jacka Malczewskiego w 1922 roku spolszczył nazwisko na
Wlastimil Hofman. Malował wiejskie Madonny, dzieci, żebraków, zjawy na polnych
drogach, autoportrety – wszystko lub prawie wszystko w konwencji późnego
symbolizmu.
W roku 1939 Wlastimil Hofman,
uciekając przed Niemcami, przemierzył drogę Tarnopol - Stambuł - Hajfa - Tel
Aviv - Kraków. Rok po powrocie do Krakowa wyjechał do Szklarskiej Poręby koło
Jeleniej Góry, gdzie zmarł i został pochowany w 1970 roku.
Dziś uważany jest za jednego z
najwybitniejszych przedstawicieli polskiego malarstwa międzywojennego i powojennego.
Jego obraz z alegorią piłkarskiej drużyny „Wisły Kraków” reprodukowany jest od
osiemdziesięciu lat w niezliczonych ilościach wydawnictw i na kartkach
pocztowych. W Krakowie, w dzielnicy Zwierzyniec znakomity malarz ma swoją ulicę
Vlastimila Hofmana, przy której stoi jego dom i pracownia, wybudowane w roku
1921.
(Leszek
Mazan „Czeska Małopolska”)
Dodam kilka obrazków obrazków Wlastimila (do obejrzenia w Domu Carla i Gerharta Hauptmannów w Szklarskiej Porębie):
![]() |
| "Jako i my odpuszczamy" |
![]() |
| "I nie wódź nas na pokuszenie" |
![]() |
| "Ojcze nasz..." |
7.09.2012
Wykoncypowałem pod Śnieżką
Polazłem byłem na jarmarczną (ale nie: karczemną!) imprezę pod nazwą Wyprodukowano pod Śnieżką. Jahrmarkt odbywa się (jak nazwa niemiecka wskazuje) raz do roku i na jeleniogórskim Rynku (zwanym Placem Ratuszowym).
Bardzo to smakowita impreza, dla ciała i dla ducha; dla ócz komputerem umęczonych. I raduję się, że jest taka impreza, że są i Czesi, i nasi rodzimi wytwórcy; że jest zainteresowanie wcale niemałe (choć nobla za wymyślenie piątku na dzień odbywania się imprezy; piątku już powakacyjnego; pomysłodawcy bym nie dał). Oto nasi rodzimi (regionalni) producenci dóbr wszelakich oraz wystawcy i sprzedawcy z Czech podśnieżkowych zjawili się wcale licznie, z różnorodnością wytworów rąk własnych (niektóre istotnie wytwarzane były ad hoc, jak choćby szkła ozdobne wielce, ceramika fajansowa, bombki choinkowe przy straganie zdobione, naczynka kryształowe na oczach i na zamówienie kupujących szlifowane i rytowane). Na scenie zespoły polskie i czeskie naprzemiennie, z muzyką tematycznie z regionem związaną. Dodam, że gdy pod napisem "Wyprodukowano pod Śnieżką" występuje w roli wokalistki dziewczę o tak znamienitej urodzie to... mogę być wyłącznie dumny z owych podśnieżkowych producentów. Przy okazji pozdrawiam całą załogę stacji paliw Z Muszelką ;-)
Do rzeczy jednak: jak to w naszym wielkim Małym Miasteczku bywa, spotkałem znajomych, lub też znajomych odwiedziłem: z Jackiem Jakubem miło o pewnym bardzo niemiłym temacie pogawędziliśmy, choć pewnie w omawianej materii głębokiego dyskursu prawniczo-urzędowego by trzeba; z Gregorem w Antykwariacie zjedliśmy po ciachu, zapiliśmy herbatą; z innym Jackiem o materiałach turystyczno-promocyjnych miejskich podyskutowaliśmy. Z bartnikami ze Związku Pszczelarzy o pszczołach i miodach, z Tomkiem Łuszpińskim o braku chemii w Likierze Karkonoskim organoleptycznie się nawzajem przekonywaliśmy. Z Reginą Chrześcijańską o... książce kucharskiej (regionalnej, a jakże!) słów kilka. Z Braćmi Czechami z mini-browaru szklaneczkę piwa wysączyliśmy; z Agatą z Kowalowych Skał nie pogadałem, bo zbyt blisko sceny jej stoisko... Z Marcinem Zielińskim tym razem tylko skinięcie głową: zbyt dużo widzów i (miejmy nadzieję) nabywców się zeszło.Z rozmów wielu (nie wszystkich wszakże!) z ludźmi na własnych barkach doświadczających teraz właśnie ciężaru swojego małego biznesu, prowadzonego pod rządami nominalnie liberalnej Partii, wyłania się obraz smutny. Gdy dodam, że nieobojętne mi są perypetie Jacka Jakubca w zamieszaniu wokół Dworu Czarne, a nad moim ulubionym magicznym miejscem na Rynku jeleniogórskim zawisła groźba likwidacji (bo Mag główny tego miejsca z wolna zatraca ekonomiczny sęs kontynuowania swojej działalności), to w drogę na Zabobrze ruszałem mimo wszystko w nienajlepszym nastroju.
![]() |
| Pierogi ruskie spod Śnieżki. Niedawno jeszcze znane jako... legnickie? |
A jednak to właśnie na tej drodze ukazał mi się obraz inspirujący: że można, że się da, że wbrew wszystkiemu... Oto w ciągu pawiloników tuż za pieszym mostkiem nad Bobrem, pośród istniejących od dawna, dość przaśnych siedzibek czy to firmy komputerowej, czy cukierni, czy też biura turystycznego (a i banku jakiegoś filię dojrzałem) wyrosła nadbudowa ("na bazie..." to chyba z nauk ekonomii marksistowskiej mi pozostało) firmy, której prosperity wydaje się niepohamowane. Nie wiem, czy to zasługa wspomnianej wyżej Partii i jej rządów (by choć taką zasługę jej przypisać - zakładam, że tak), ale ZAKŁAD POGRZEBOWY zdaje się przeżywać... ekhm... drugą młodość ekonomiczną. Chałupa strzelista, szyld złotem lśniący, samochód "dostawczy" konkretny. I zawołałbym - gdyby to nie psuło im interesu: żyć, nie umierać!
![]() |
| Halma to wprawdzie nie szachy, ale też niezły gambit biznesowy mi wyszedł... |
Więc jednak można w tym państwie wściekle zwalczającym wszelką (i znów posłużę się pojęciem ze słusznie minionej epoki) prywatną inicjatywę drobną (szanse mają tylko więksi, choćby ambergoldyści, póki nie skrzywdzą syna premiera). I tu tak mię naszło: w Dworze Czarne urządzić ekologiczny zakład utylizacji Tych Co Odeszli (skrót może zostać; FKE: Fundacja Kremacji Ekologicznej); natomiast w Antykwariacie otworzyć sprzedaż tablic nagrobnych na zabytkowe robionych! Rynek jest! I się poszerzy znacznie od roku 2013, gdy to nie emeryci będą umierać, lecz ludzie w wieku produkcyjnym (bo przez przesunięcie wieku emerytalnego emerytury im uciekły). Tacy mają nierzadko zakładowe ubezpieczenie na wypadek śmierci, więc będzie z czego czerpać.
I już, już miałem dzwonić i planem moim zarażać zainteresowanych, a celu poszukujących, gdym przypomniał sobie, że na Rynku widziałem radnego Mroza.
I zmroziło mnie, i uświadomiło: jeśli to jego partyjni pobratymcy dojdą do władzy, to patent mój będzie jedynym logicznym wyjściem z sytuacji dla mnie! Bo wówczas narodu część spora dobrowolnie ustawi się w kolejce do Zakładów Pogrzebowych. I wtedy to ja będę kręcił zmrzlinę... lody... (ech, jakoś znowu trupi chłód się wkradł w tekst)...
A zresztą: sprzedam im ten pomysł, bo wówczas na trupach wyżywi się i Dwór (nomen omen) Czarny, i Antykwariat pod Aniołami... Co mi tam, będę raz nieasertywnym społecznikiem! Z Biurem Usług Pogrzebanych...
Porozmawiajmy o pieniądzach (na ratowanie zabytków)
(...) Kamień węgielny na budowie jednej z największych inwestycji Gdańska, Muzeum II Wojny Światowej, został w sobotę przed południem wmurowany przez premiera Donalda Tuska i ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego. Był to głaz znaleziony przez archeologów w czasie prac poprzedzających budowę placówki, na terenie działki, na której powstanie muzeum. (...)
Dodajmy, że muzeum warte 358 milionów złotych.Ile można za te pieniądze zabezpieczyć lub nawet odbudować zabytków na Dolnym Śląsku ? Przyjmując milion złotych na jeden zrujnowany pałac wychodzi na to, że prawie wszystkie ruiny miałyby zabezpieczone mury, duża część dostałaby nowy dach, przy każdym by wycięto samosiejki i postawiono tablicę informacyjną... 358 zabytkowych pałaców przetrwało by dla następnych pokoleń. W 358 wsiach i miasteczkach mogłyby się pojawić perspektywy dla rozwoju turystyki, być może nawet miejsca pracy.Pamiętając jednak, że większa część jest w rękach prywatnych można by za te pieniądze wykonać remonty zastępcze i uratować je dla kolejnych pokoleń.Gdyby jednak wydać 50 milionów złotych na każdy obiekt i odbudować go całkowicie to odzyskalibyśmy 7 pałaców, a wraz z nimi 7 miejscowości dostałoby szansę na rozwój przez aktywizację turystyczną. Te pieniądze mogły uratować Goszcz, Brzezinkę, Parchów, Siedlce, Gorzanów, Bożków, Piotrkowice, Wilkanów, Dziewin, Gościszów, Słupice, Jędrzychowice lub jeszcze inne cenne obiekty, które dzisiaj niszczeją bo brak pieniędzy nawet na najpilniejsze zabezpieczenia. W jednym i drugim przypadku to by była swego rodzaju rewolucja dla regionu, dająca szansę nie tylko zabytkom, ale i ludziom.
Źródło: Śląskie zabytki - blog o zabytkach i nie tylko
6.09.2012
Porozmawiajmy o Maciejowcu (na przykład)
Tym razem same cytaty i zapożyczenia (bez bulu żadnego te zapożyczenia czynię, Panie Prezydencie Rzeczypospolitej, który nadałeś wokółjeleniogórskiej Dolinie Pałaców i Ogrodów status pomnika historii, ale o jej sąsiedztwie nie pomyślałeś nawet; bo ważniejsze jest chodzone czytanie Pana Tadeusza, niźli dbałość o spuściznę śląską)...
Zapożyczenie pierwsze to adres do wpisu na blogu Najstarsze Drzewa, wpisu o pałacu w Maciejowcu.
Zapożyczenie drugie ze strony JG Fakty to wywiad z autorem tego blogu (i autorem pomysłu ratowania tego, co jeszcze uchwytne), Marcinem "Mutermilch".
Przypomnijmy: pałac w Maciejowcu to jeden z niemal 800 obiektów na Śląsku, z których większość ginie w oczach... Jest o czym rozmawiać, ale czas najwyższy działać!
Linki? A pewnie:
Na Facebooku:
Polska Dolina Loary
Zabytki Dolnego Śląska
Hannibal Smoke
Czerwona lista
Strony internetowe:
Zabytki Dolnego Śląska
Czerwona lista zabytków Dolnego Śląska
Godz.:
11:17
Tagi:
Dolina Pałaców,
Dolnośląskie,
Góry Izerskie,
Góry Kaczawskie,
historia,
Jelenia Góra,
Karkonosze,
W kotlinie,
zabytki
5.09.2012
Wrześniowe ranki rześkie
Zaczęły się mgliste poranki września. Codzienne spacery z Frodą po okolicznych wzgórzach kończą się przemoczonymi butami, nasiąkniętymi skarpetami i... pamięcią niezwykłych światłogier pośród drzew i na polanach.
A gdy wracamy już do domu, gdy słońce rozpędzi mgły, obserwujemy ciągle jeszcze intensywne życie zwierzęce.
Poranki wczesnowrześniowe, z rześką temperaturą nieprzekraczającą 10°C, przypominają, że czas już szykować się do zimy.
![]() |
| Dziesiątki utkanych sieci na osiedlowym boisku |
![]() |
| Wędrownik cętkowany |
![]() |
| Mocowanie sieci |
![]() |
| Sieć z nanizanymi diamencikami |
![]() |
| Obwodnica w sieci |
![]() |
| Wielokolorowość |
![]() |
| Krzyż bez tła |
![]() |
| Przystanek w porannej wędrówce |
![]() |
| Wejście do lasu |
![]() |
| Słoneczne gry świateł pośród drzew |
![]() |
| Góry Kaczawskie wynurzają się z mgieł porannych |
![]() |
| Orka (codzienna?) na tle Gór Kaczawskich |
![]() |
| Dziewięćsił bezłodygowy (Carlina acaulis L.) |
![]() |
| Tkacz wielce ambitny, swoje dzieło co świt rozpoczyna od nowa |
2.09.2012
Szkło Artystyczne (na nowo) w Muzeum Karkonoskim
Nie będę wymyślał tekstów niezliczonych na ten sam temat, więc wkleję tu to, co po dzisiejszym oprowadzaniu przedpołudniowym napisałem na Facebooku. I zdjęcia dodam. Bo w zasadzie ów wpis fejsbukowy temat wyczerpuje.
Bardzo wielkie gratulacje dla Justyny Wierzchuckiej oraz wszystkich Pań i Panów, którzy do ukształtowania tej nowej szklanej wystawy się przyczynili: pierwszorzędna robota, olśniewający efekt!
Ja sobie zdaję sprawę, że mogą się pojawiać głosy krytyki; że nie wszyscy taki dobór, taką formę ekspozycji zaakceptują. Winni jednak krytycy potencjalni mieć na uwadze jedno: Sztuką są nie tylko przewspaniałe eksponaty na wystawie lśniące kształtem, barwą, szlifem i grawurą; równie wielką Sztuką jest aranżacja, myśl przewodnia i logika wystawy. Dodam: Sztuką Autorską. W przypadku tej wystawy całą artystyczną odpowiedzialność ponosi właśnie Justyna, a w moim osądzie z odpowiedzialnością tą poradziła sobie znakomicie.
Przybywajcie, Goście, bo ze wszech miar warto!
Szkło Mietka i Stefy w rękach Justyny - młodzi muzealnicy u steru
Wielkie Oficjalne Otwarcie (WOO) miało miejsce wczoraj. Przygotowania trwały niemal 9 miesięcy: od początku grudnia 2011, gdy swoje podwoje otworzyło Muzeum Karkonoskie w Nowych Szatach aż po ostatnie dni sierpnia bieżącego roku. Nowe sale wystawiennicze; nowiutkie, świetne regały; nowa myśl przewodnia całej wystawy i - last but not least - całkiem nowa pani Kierownik Działu Szkła Artystycznego, Justyna Wierzchucka.
To trudna rola i scheda niełatwa, pomimo niewątpliwego piękna obiektów, które wchodzą w skład Kolekcji im. Mieczysława Buczyńskiego. Niełatwą kromką chleba było również wymyślenie wystawy na nowo, zintegrowanie jej z prezentacjami multimedialnymi, dopięcie wszystkiego w terminie. Ale jest, stoi i kusi pięknem nadzwyczajnym: nowa ekspozycja. Na WOO nie poszedłem, choć pewnie warto było: dzięki wsparciu Samorządu Województwa, środków europejskich; ciężkiej pracy muzealników i uporowi Pani Dyrektor Muzeum WOO w ogóle mogło dojść do skutku. Bo choć większość z nas na nadmiar pieniędzy nie narzekać nie może, to skąpość środków finansowych chyba najbardziej doskwiera instytucjom kultury. Dzisiaj jednak pognałem do Muzeum bezwarunkowo: Justyna prowadzić miała pierwsze niedzielne oprowadzanie. Jak na jeleniogórskie warunki oraz fakt, że główne media lokalne (a i ponadlokalne) przybyły na WOO, co spowodowało, iż wszelkiej maści samorządowcy, działacze oraz zwykli ludzie z niezwykłym "parciem na szkło" (i nie o szkło artystyczne mi chodzi) pojawili się wczoraj, dzisiaj w foyer muzeum zebrało się całkiem sporo Zwiedzających. Chodzony wykład Justyny trwał ponad godzinę, a przecież nakreśliła tylko główne wątki z historii i technologii szkła artystycznego, obrazując je przykładami wybranymi spośród tysiąca wystawionych w gablotach dzieł szklarzy śląskich, czeskich i europejskich. Gdy dodać, że w magazynach skrywa się kolejnych 7000 szklanych piękności, które w tym "rozdaniu" nie trafiły do gablot wystawienniczych, to będziemy mieli wyobrażenie o zasobności Muzeum Karkonoskiego oraz roli tej kolekcji w zbiorach polskich i europejskich. Dobrym jest opowiadaczem Justyna: miło słuchać i słyszeć wiedzę, znawstwo i fachowość, acz nie przesadnie eksponowaną. Bo nie wszyscy Oprowadzani uzbrojeni są w wiedzę o szkle głęboką, a zbyt intensywne zagłębianie się w meandry i szczególiki technologiczne w zasadzie odstrasza, a laików po prostu nudzi. Uchwyciła Justyna świetnie proporcje między pięknem a techniką, więc i słuchać było łacno.
To była dobra prezentacja, polecam kolegom przewodnikom sudeckim, by prowadzili tu wycieczki swoje: jest co oglądać, jest czego posłuchać, a multimedia stanowią całości ciekawe dopełnienie. Zdjęcia szkła to wyższa szkoła jazdy, a robienie zdjęć szkieł stojących w szklanych gablotach na szklanych półkach to już maestria, więc proszę się nie dziwić, że kiepskie te moje. Ale też nie zdjęcia mają Państwo oglądać i nie na mojej relacji z wykładu justynowego się opierać, lecz pójść na ulicę Matejki i na własne oczy i uszy się przekonać, jak pięknie jest pośród szkieł fachowo a przystępnie objaśnionych.
![]() |
| Szklana Pani, Szklany Pan w szklanej witrynie na szklane półce |
![]() |
| Multimedia - edukacja przez zabawę... |
![]() |
| Pani Małgorzata Sztabińska, mistrz szklanej (i nie tylko!) grawury |
![]() |
| Lustro Mietka Buczyńskiego (proszę spojrzeć na zdjęcie ostatnie, nie dzisiaj niestety wykonane i nie mojego autorstwa) |
![]() |
| Wykład |
![]() |
| Mieczysław Buczyński, patron Kolekcji Szkła Artystycznego przed lustrem, zajmującym dzisiaj poczesne miejsce w gablocie |
30.08.2012
Piękne szkła w pięknych szatach: nowe życie Kolekcji Szkła im. M. Buczyńskiego
1 września uroczyste otwarcie wystawy szkła w Muzeum Karkonoskim. Nowy budynek, nowe sale, świetne regały, dużo miejsca; do tego multimedia i inne cuda na patyku. Nie można tego nie zobaczyć, tym bardziej, że dnia następnego po poukładanej przez siebie wystawie oprowadzać będzie Justyna Wierzchucka, szefowa Szklanego Działu Muzealnego.
Tymczasem jednak wspomnienie: oto film, dostępny na Jeleniogórskiej Bibliotece Cyfrowej. W zasadzie powinienem zalinkować, ale na stronie oryginalnej film się zacina, albo w ogóle nie chce wystartować. Więc bez oficjalnego pozwolenia JBC pozwalam sobie wsadzić go tutaj. Bo postać Mieczysława Buczyńskiego z wystawą Szkła Artystycznego w MK związana jest na zawsze.
Film znajduje się pod adresem: http://jbc.jelenia-gora.pl/dlibra/docmetadata?id=8667
28.08.2012
W rodowym gnieździe Świnków
W drodze powrotnej z Jawora wstąpiliśmy do zamku Świny. To już prawie Bolków, więc do Jeleniej Góry rzut beretem. Dawno tędy nie przejeżdżałem, będzie z 10 lat, a uprzednio, gdym sam, lub w towarzystwie oprowadzanych gości próbował „zamek zdobyć”, zastawałem bramy na głucho zamknięte. Pewnie można by było zakraść się na jego teren drogą odtyłową, ale jakoś nie wypada, szczególnie z turystami w wieku mocno emerytalnym, licząc nawet według nowego prawa emerytalnego ostatnio uchwalonego.
Tym razem miało być inaczej: Świn brama otwarta, kasztelan z biletami obecny, napaść na zamek to koszy pięciu złotych polskich od sztuki napastnika. Czy warto?
Z góry uprzedzam: tak, jak ciekawa jest zamku historia, tak kiepski jest jego stan. To trwała ruina (i w tym nic jeszcze złego), jednak z pobieżnie, miejscami bardzo nietrwałe zabezpieczonymi murami, stropami, piwnicami i lochami. Ogólnie rzecz biorąc stan taki trwa od 1769 r., kiedy to zamek opuścili ostatni stali mieszkańcy. Ale warto, bo ruina ze wszech miar warta zwiedzenia.
![]() |
| Rzut zamku (wykonany ok. 1930 r.) |
W roku 1288 w księgach wymienia się Johanna de Swyn jako lokatora i właściciela tego zamczyska. To po polsku pan Jan Świnka, albo – dokładniej – Jan ze Świnek lub ze Świn. Ród najwyraźniej fantazji pełen być musiał, używający życia, nadużywający trunków mocnych (a i słabszymi gardzić nie zwykł), wesoły, a troszkę rabuśny. Jednak istnieją mocne dowody, że o zamku Świny w Polsce (w brzmieniu: Zuinii lub Castrum Suini in Poloniae) pisano już o wiele wcześniej, bo w Kronikach niejakiego Kosmasa z Pragi, a to w roku 1108. Sam papież Hadrian IV w dokumencie z roku 1155 wymienia nazwę Zipini, a z kontekstu dokumentu wynika, że o „nasz” zamek mu chodzi. W XIII wieku zamek był kasztelania (w dokumentach Comes Jaxa castellanus de Svyne pada tu imię Tadka ze Świn, a w oryginale: Tader de Swyna), a w roku 1248 czytamy o Petrico castellanus de Zuni. Zaś legenda o powstaniu zamku głosi, że oto w 716 roku (sic!) rycerz o przydomku Biwoy (i znów znajoma końcówka „woj”?), spacerując niewinne po okolicy, miał kaprys złapać gołymi rekami dziką świnię (za uszy), którą to złożył u stóp panującej wówczas w Czechach księżniczki Libušy. Za to dzieło spacerowe otrzymał kolejno: złoty pas, rękę Kasi (siostry księżnej), nowy herb rodowy ze „świnką” (zwierzęciem, nie złotą rosyjską monetą; to nie te czasy!) oraz potwierdzenie zasiedzenia zamku w osadzie Świny. W jaki sposób jednak ów dzielny Biwoy zaciągnął żywego dzika za uszy przed tron w Pradze – tego legenda niestety nie wyjawia; jednak morał z tej opowieści jest klarowny: opłaca się spacerować w lasach koło Bolkowa i Świn!
Przyjmując jednak, że jeśli w 1108 r. niejaki Mutina, wódz plemion bohemskich, udał się do zamku „Zuinii w Polsce”, by tam odbyć naradę wojenną ze swoim wujem, to należą Świny do najstarszych instalacji obronno-mieszkalnych na Śląsku. Polscy archeolodzy dokopali się zresztą w najbliższym sąsiedztwie dzisiejszych ruin do drewnianych pozostałości założenia obronnego, starszego jeszcze od murów z kamienia.
W 1155 r. kasztelania Zuini stanowi według dokumentów ośrodek administracyjny dla sąsiednich wsi oraz wysunięty posterunek na granicy śląsko-czeskiej w gęstym lesie, zwanym przesieką. I byłoby pięknie i bogato, gdyby nie lokacja Bolkowa (na prawie niemieckim, czy magdeburskim; ius municipale magdeburgense) w drugiej połowie XIII w. Jednak Świny pozostały gniazdem rodowym Świnków (czy też: Schweinichenów), którzy aż do XVII w. swoją siedzibę rozbudowywali i remontowali (a jak wiadomo: na budowach węgrzyn i okowita są nie mniej ważne, niż zaprawa i budulec...). Koniec końców z surowej gotyckiej twierdzy zamek przekształcił się w przepiękną, a imponującą budowlę renesansową. Jednak i na Świnków przyszedł kres: ostatni z rodu zmarł w 1702 r., a obiekt w 1713 r. stał się własnością zięcia ostatniego ze Świnków, (Sebastiana) Henryka ze Świdnicy. Od roku 1769 zamek przejął (w drodze aukcji upadłościowej) minister państwowy Churschwand, aż wreszcie twierdza znalazła się w posiadaniu rodu hrabiów rzeszy von Hoyos-Spritzenstein. Niestety od 1769 r. w zamku nie prowadzono żadnych prac konserwacyjnych, a dzieła zniszczenia dokonała sama natura: huragan z 1848 roku i wielki pożar z roku 1876.
Walka o zabezpieczenie ruin rozpoczęła się dopiero około roku 1905, gdy pieczę nad zamkiem przejął bolkowski Związek Małoojczyźniany (Bolkenhainer Heimatverein): wywieziono gruz, splantowano ziemię, zabezpieczono i podparto ściany, a w latach 30. XX wieku na wieży mieszkalnej położono nowy dach. W 1941 r. obiekt przejęła Tysiącletnia Rzesza, by tu magazynować elementy wyposażenia samolotów Messerschmitta, produkowane w podziemnych fabrykach w Bolkowie. "Adolfianie" planowali zresztą odbudowę zamku po wojnie i stworzenie tu ośrodka Hitlerjugend. Nie tylko te plany spaliły na panewce...
Po wojnie ruinami zajęli się kolejno: szabrownicy i złodzieje, a następnie ludowe państwo polskie, które obiekt zabezpieczyło i udostępniło do zwiedzania. A po przemianach roku 1989 obiekt (na fali tanich wyprzedaży) przeszedł za śmieszne pieniądze w ręce prywatne (szwedzkie?), zaś w ostatnich latach (od 2004 r.) znów jest nasz, polski (prawdopodobnie część udziałów we własności posiadają potomkowie rodu Hoyos), acz w dalszym ciągu – zdaje się – bezkoncepcyjna to własność, jeśli chodzi o sposób wykorzystania obiektu. W każdym razie za „piątaka” można sobie ogromne kubaturowo ruiny zwiedzać do woli.
Kościół kasztelański p.w. św. Mikołaja
Poza murami zamku, w niewielkiej jednak odległości znajduje się niegdysiejsza kaplica zamkowa, a dzisiejszy kościołek p. w. św. Mikołaja. z XIV w., jednonawowy, z wieżą dostawioną od zachodu. W środku wyposażenie z XVI w., m.in. malowane stalle, nagrobki rodziny Świnków oraz epitafium Jana Zygmunta Świnki z roku 1664. Zakrystia mieści się w najstarszej, noszącej cechy romańskie, części świątyni. I choć z zewnątrz budynek nie robi wielkiego wrażenia, to wnętrze jest i urokliwe, i historyczno-architektonicznie niezwykle ciekawe. Większość wyposażenia wnętrza pochodzi z XVI w. Niemal wszystkie sprzęty są drewniane, renesansowe, co rzadkie na Śląsku. Kościół był świątynią prywatną, więc dla przedstawicieli rodu von Schweinichen (o ile znaleźli czas, by zajrzeć do kościoła) zbudowano przy lewej ścianie prezbiterium w 1593 r. okazałą piętrową lożę kolatorską. Postawiono ją przy lewej ścianie prezbiterium. Elementy drewniane frontu i sufit stalli pokrywają zacierające się coraz bardziej maureski i inskrypcje. Po drugiej stronie stołu ofiarnego przepiękna, drewniana chrzcielnica, wparta na kurzych łapkach, z całkowicie zachowanym baldachimem. Została ostatnio znakomicie odrestaurowana.
Godne uwagi są zachowane są nagrobki, m.in. Burgmana Schweinichena (1456-1566) i jego żony Margarety. Szczególną uwagę zwraca nagrobek Ursuli von Zedlitz, niewątpliwie znakomite dzieło śląskiej sztuki sepulkralnej XVI w. na Śląsku. W wieku 17 lat połknęła igłę i to było przyczyną jej śmierci, co zawarto w inskrypcji. Być może było to samobójstwo z powodu nieszczęśliwej miłości do człowieka stanu niegodnego...
No, to zapraszam do foto-galerii, a jeszcze bardziej polecam przyjazd do Świn i spędzenie tu 2–3 godzin; przy ładnej pogodzie to piękny czas!
![]() |
| Z drogi Jawor-Bolków |
![]() |
| Wejście |
![]() |
| Froda-Zwiedzaczek: o zabytkach wie pewnie więcej, niż niejeden mieszkaniec regionu ;-) |
![]() |
| Nadokienne sgraffito (chyba dość współczesne) |
![]() |
| Dziedziniec dolny |
![]() |
| Najstarsza część kaplicy (dzisiejsza zakrystia) z wyraźnymi akcentami romańskimi |
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Tagi
informacje
Jelenia Góra
z innej beczki
historia
W kotlinie
Szklarska Poręba
turystyka
w górach
kultura
okolice
Góry Izerskie
muzeum
Karkonosze
politycznie
Dolnośląskie
Dolina Pałaców
satyra i sarkazm
meteo
wystawa
Góry Kaczawskie
jesień
zabytki
zima
Karpacz
Kowary
wiosna
Cieplice
Śnieżka
Rudawy Janowickie
Orle
powódź
Odeszli
Wleń
Siedlęcin
Jagniątków
Kamienna Góra
Sobieszów
Świeradów Zdrój
Zackenbahn
Zgorzelec
Łużyce
Bolczów
Jizerka

















































