Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziwiszów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziwiszów. Pokaż wszystkie posty

24.11.2013

Odnowa Dziwiszowa

Dziwiszów zna każdy, kto od strony Złotoryi wjeżdża do Kotliny Jeleniogórskiej, pokonując liczne zakręty prowadzące na przełęcz Widok (Kapella, 592 m n.p.m.) oraz równie krętą drogą z Kapelli zjeżdżający. Znają Dziwiszów amatorzy narciarstwa, niejednokrotnie przedkładający stoki Łysej Góry nad zatłoczone trasy karkonoskie. Oraz rowerzyści i wędrowcy, których trasy kaczawskie przebiegają właśnie tędy. 
My wybraliśmy się do Dziwiszowa na zaproszenie Stowarzyszenia Nasz Dziwiszów, które zorganizowało imprezę plenerowo-spacerową pod hasłem "Popieram ideę odnowy wsi dolnośląskiej"
Dość skąpe były informacje zamieszczone na plakacie, słowo "wizytacja" kojarzyło mi się nie całkiem miło, a godzina 14.00 w III dekadzie listopada to 2 godziny przed zmierzchem, więc z pewną dozą nieufności ruszaliśmy do tej podjeleniogórskiej wsi. 
Do "Koniadora" przybyliśmy krótko przed drugą, na polance wokół przygotowanego chrustu znalazło się ledwie kilka osób, nasze obawy zdawały się potwierdzać.

Pierwsze wrażenie okazało się nader mylące. Serdecznie powitani zostaliśmy przez panią Lidię Kaczmarczyk-Pałuchę, liderkę Stowarzyszenia i obdarowani żółtymi koszulkami z napisem "Popieram odnowę wsi Dziwiszów". Koszulkę otrzymała także Froda i nosiła ją z wyraźnym ukontentowaniem.
Po krótkim wprowadzeniu ruszyliśmy – całkiem sporą jednak, bo około trzydziestoosobową grupką  na spacer po wsi (w zasadzie tylko po Dziwiszowie Dolnym), odwiedzając kolejno:
Dom Ludowy  znajdujący się w budynku dawnej karczmy, zbudowanym w 1834 r. Mieści on sporą salę, wyposażoną w scenę i niewielki barek z zapleczem gastronomicznym. Dzięki zabiegom Stowarzyszenia Nasz Dziwiszów sala została wyremontowana oraz docieplona i w zamierzeniach ma służyć mieszkańcom Dziwiszowa w jak najszerszym zakresie.
Krzyż pojednania, zwany mylnie pokutnym, przy posesji nr 54.
Kościół p.w. św. Wawrzyńca – z ok. połowy XIV w., inkastelowany. W prezbiterium na ścianie ołtarzowej odsłonięty fragment polichromii figuralnej z pierwszej poł. XV w. (?). Ze wstydem przyznaję, że była to dla mnie premiera: nigdy nie miałem okazji, by zwiedzić wnętrze tego ślicznego kościółka. Ksiądz Krzysztof obdarował nas widokówkami, na odwrocie których zamieszczono krótko historię świątyni oraz życiorys jej patrona. 

Pałac w Dziwiszowie (Dolnym) – weszliśmy do stajni i przystajennej salki myśliwskiej, w której organizowane są niekiedy imprezy (ostatnio: święto Hubertusa). 
Wyremontowane i otwarte w 2009 r. Centrum Kształcenia w byłej szkole podstawowej – fajnie wyposażona świetlica ze stanowiskami komputerowymi, grami zręcznościowymi i kącikiem zabaw dla najmłodszych dzieci oraz całkiem pokaźną biblioteką. 
Stamtąd wróciliśmy do siedliska Koniador, gdzie już płonęło ognisko, a garkuchnia wydawała przepyszną zupę gulaszową, kawę i herbatę, a także kiełbaski, które można było sobie upiec w ogniu. Największą beneficjentką części gastronomicznej imprezy była – oczywiście! – Froda: dostała chyba z 5 porcji kiełbasy (niegrillowanej), a także talerz wspomnianej zupy (pikantnej, jak diabli). Mieliśmy obawy co do efektów żołądkowych takiej "diety", ale pies przetrawił wszystko bez najmniejszych problemów: widać wspaniały nastrój, panujący podczas imprezy, miał dobroczynne działanie. 
Organizatorzy rozlosowali jeszcze nagrody dla uczestników dziwiszowskiego marszu, panie policjantki, które zabezpieczały trasę przemarszu (w dużej części wzdłuż ruchliwej drogi), rozdały gadżety służące bezpieczeństwu pieszych i impreza powoli się kończyła.
My grzecznie podziękowaliśmy organizatorom i ruszyliśmy w drogę do domu. Zaś Dziwiszów, który przecież tak często odwiedzamy podczas spacerów z Frodą, stał się nam jeszcze bliższy i jeszcze lepiej znany...

5.09.2012

Wrześniowe ranki rześkie

Zaczęły się mgliste poranki września. Codzienne spacery z Frodą po okolicznych wzgórzach kończą się przemoczonymi butami, nasiąkniętymi skarpetami i... pamięcią niezwykłych światłogier pośród drzew i na polanach.

A gdy wracamy już do domu, gdy słońce rozpędzi mgły, obserwujemy ciągle jeszcze intensywne życie zwierzęce.
Poranki wczesnowrześniowe, z rześką temperaturą nieprzekraczającą 10°C, przypominają, że czas już szykować się do zimy.

Dziesiątki utkanych sieci na osiedlowym boisku
Wędrownik cętkowany
Mocowanie sieci
Sieć z nanizanymi diamencikami
Obwodnica w sieci
Wielokolorowość
Krzyż bez tła
Przystanek w porannej wędrówce
Wejście do lasu

Słoneczne gry świateł pośród drzew
Góry Kaczawskie wynurzają się z mgieł porannych
Orka (codzienna?) na tle Gór Kaczawskich
Dziewięćsił bezłodygowy (Carlina acaulis L.)

Tkacz wielce ambitny, swoje dzieło co świt rozpoczyna od nowa

19.11.2011

Wędrowanie w Górach Kaczawskich

Nie pamiętam takiego listopada, jak ten tegoroczny. Przez ostatnie 19 dni niemal codziennie  świeci słońce, a poranne mgły i przymrozki znikają grubo przed południem.

Wybraliśmy się więc w Góry Kaczawskie, te najbliższe: na Górę Szybowcową, na Skibę, Łysą Górę, do Dziwiszowa. Było prześwietnie: pogodowo, wędrówkowo, krajobrazowo i - przepięknie widokowo. Ani przez chwilę nie zbrukaliśmy się wędrowaniem wyznaczonymi szlakami: aż do Dziwiszowa szliśmy "na szagę", przez opustoszałe już przecież pola i łąki, przez gęste zarośla, głogowe gaje i pyszne lasy bukowe, brzozowe i świerkowe. A cośmy pooglądali - to poniżej. Warto było, mimo mojego nadwyrężonego kolana.





Strona internetowa panny Frody: https://frodka.wordpress.com/




Strona internetowa Dziwiszowa: http://www.dziwiszow.pl/ 


Strona Mikrostacji na Łysej Górze: http://www.aesculap.com.pl/lysa_gora.html 




I jeszcze odnośnik z tematem związany:
Michała Rażniewskiego relacja filmowa z Łysej Góry, nagrana tego samego dnia
 .

5.09.2011

Kaczawskie wędrowanie, cz. II

Z Podgórek, spod pałacu, uciekliśmy w góry, w kierunku kamieniołomu Silesia na północnych stokach Skopca. Trasa wiedzie przepiękną klonową aleją, wysypaną i utwardzoną - a jakże by inaczej w tym miejscu - kruszywem dolomitowym.
Idą dziewczyny, a leją
Przy zachodniej hałdzie Silesii - ławeczka, wiata i tablica (niestety, brak pojemnika na odpadki, choć my nie mieliśmy ich wiele, a i tak targamy wszystko ze sobą, póki nie natkniemy się na opróżniane kosze na śmieci). Znaleźliśmy się o rzut beretem od Wojcieszowa.
Hałda dolomitowo-wapienna kamieniołomu "Silesia"
Popas w kamieniołomie "Silesia"
Pamiątka z "Silesii"
Stąd powolutku zaczęliśmy nasz powrót do Jeleniej Góry: północnymi zboczami Maślaka na zachód, do niebieskiego szlaku, z którego jednak zaraz za Przełęczą pod Kobyłą zeszliśmy, by skierować się ku południu, w kierunku Maciejowej. Tam przeszliśmy przez groblę między stawami (łabędzie, nenufary, frodowe kąpiele i te sprawy...) i przez dziwiszowskie osiedle willowe "Leśne Zacisze" doszliśmy w nasze rejony, niedaleko Krzyża Milenijnego. Nie ma co opisywać - to trzeba na własne oczy...!
Na apetycik zostawiam Państwu kilka zdjęć. 
Trocinowe kąpiele pod Maślakiem
Widok na Rudawy Janowickie - znad Maciejowej
Grajek łąkowy, ogromny
Stawy w Maciejowej z widokiem na Sokoliki
Sokoliki i Rudawy Janowickie przedwieczorne
Karkonosze Gigantyczne, Olbrzymie - z okolic "Leśnego Zacisza"
Zachód słońca nad Strupicami - wędrowaliśmy niemal 13 godzin

4.09.2011

Kaczawskie wędrowanie: Dziwiszów - Podgórki - Silesia - Maciejowa

Powędrowaliśmy w Góry Kaczawskie, we wschodnią część Grzbietu Południowego; do Podgórek, na Maślak, do Przełęczy pod Kobyłą i - wreszcie do Maciejowej i na Zabobrze. Przepiękna (za piękna?) pogoda, niezwykle wyciszające i pocieszające widoki, kawał historii w pigułce wszystko to sprawiło, że 25-kilometrowa trasa w żadnym wypadku nie była katorgą: do domu wróciliśmy wprawdzie o zmierzchu, ale szczęśliwi i zadowoleni. Na mapie oznaczyłem trasę, a tutaj kilka wrażeń i zdjęć.



Pokaż 3.IX.2011 Dziwiszów-Podgórki-Zabobrze na większej mapie
Etap I  do Podgórek
W Dziwiszowie ku górze, aż do Przełęczy Widok (Kapelli). Kilka wrażeń z tego fragmentu I etapu:
Dwa potężne domy w bogatym niegdyś Dziwiszowie Górnym (Berbisdorf). Przepięknie zadbane obejścia, odremontowane fasady. Aż się oczy cieszą!
Na Przełęczy Kapella - po przekroczeniu DK 365 widok na Łysą Górę z Mikrostacją
Z Kapelli w kierunku Karkonoszy i widocznej również Jeleniej Góry
Wrześniowe "śniadanie na trawie" (godzina 9:00) na Kapellańskich łąkach
Z Kapelli drogą polną w dół, do Podgórek... o wsi słów kilka(naście):

Niemiecka nazwa wsi – Tiefhartmannsdorf – pochodzić ma od nazwiska Hartmann: na wleńskim zamku, pośród najzacniejszych rycerzy Henryka I zwanego Brodatym, znajdował się się niejaki Hartmann, który sprowadził w głęboką dolinę potoku Świerzawa niemieckich osadników i założył tam „Hartmannsdorf”, wieś Hartmanna. A ponieważ koło Lwówka Śląskiego znajdowała sie wieś Groß-Hartmannsdorf (Raciborowice), wkrótce ówczesną nazwę Podgórek przemianowano na Tiefhartmannsdorf, co przełożyć można jako „Nisko położona wieś Hartmanna”. Przybywać w te piękne okolice raczyli książęta i rycerze z Wlenia, by oddać się rozrywkom polowania, wkrótce więc powstał książęcy dom myśliwski, Jagdhaus, który nabył niejaki Tietze von Zedlitz, uważany za protoplastę rodu Zedlitzów na Śląsku.
W 1600 r. w Podgórkach zmarł kolejny z dziedzicznych właścicieli, George Heinrich von Zedlitz, i to jego tablica nagrobna eksponowana jest na ścianie kaplicy, obok zaś – tablica nagrobna jego małżonki, Hedwigi z domu Reder (zmarła 30 listopada 1619 r.).
W 1635 r. Tiefhartmannsdorf staje się własnością Kaspara Zedlitza z Pilchowic. Jego syn, 1679 - Kaspar von Zedlitz, pan na Tiefhartmannsdorf i Hohenliebenthal (Lubiechowa) zakłada niewielką wioskę Ratschin (dzisiaj: kolonia Radzyń) u stóp wzniesienia Freudenberg (Radostka, 532 m), nazwaną tak ku czci jego małżonki, z domu von Ratschin właśnie.
Ich najstarszy syn Konrad Gottlieb von Zedlitz und Neukirch wznosi w 1731 r. w Podgórkach nowy pałac, który zyska sławę jako jeden z najpiękniejszych na Dolnym Śląsku.

O pałacu kilka słów później, albowiem na zachodnim skraju Podgórek znajduje się instytucja, która do niedawna słynna była na całą Kotlinę Jeleniogórską: Rozlewnia Wody Źródlanej. Któż nie pamięta tysięcy skrzynek z różnego koloru szklanymi butelkami o pojemności 0,3 l z wodą gaszącą pragnienie w letnie upały? Od 1990 r. rozlewnia jest w rekach prywatnych i w dobie różnistych napitków b/a niewiadomego składu nie jest już monopolistą na lokalnym rynku. Ale działa i - miejmy nadzieję - ma się dobrze! 

Napojowa legenda okołokarkonoska
Naszym celem była wieża widokowa w Podgórkach, odrestaurowana w latach 2006-2009, niegdyś wieża kościoła. Dotarliśmy tam migiem i zabawiliśmy dość długo. Bo warto:
Wieża, kaplica, pozostałości kościoła. Widoczne tablice nagrobne Georga Zedlitza
i jego małżowinki, Hedwigi
Wejście na wieżę z miejsca, w którym niegdyś stał kościół
Spotkani wycieczkowicze z Kartuz: nie wytrzymałem, zrobiłem im krótki wykład przewodnicki
Z kościoła pozostały tylko ściany, ale wszystko pięknie zadbane i zakonserwowane
Nagrobek Bernharda v. Zedlitza
Odczytywanie (i spisywanie) inskrypcji
Schody prowadzące na platformę widokową - bez Frody ani rusz!
Podgórki widziane z wieży
Wszystkie pomieszczenia są wprawdzie dostępne, ale (na szczęście) zamykane na kłódki. Klucze można otrzymać w położonym na przeciwko ładnym domu szachulcowym o numerze 33.
U miłej gospodyni tego domu można odebrać klucze do wieży i innych pomieszczeń
Kolejny podetap to "droga krzyżowa" na Krzyżową (567 m). Warto, bo widoki z góry śliczne, a i miejsce fajne na popas numer 2.
Krzyż na Krzyżowej - z szerokim podestem, na którym ławeczki
Widok na Łysą z Krzyżowej
Góry Kaczawskie - przepiękne
Popas dla wszystkich - w cieniu wierzchołka z krzyżem
Dalej poniosło nas przez wieś aż do "centralnego skrzyżowania" koło byłego parku przypałacowego i niedaleko samego pałacu. A po drodze wiele ślicznych, zadbanych chałup i domów, a także niegdysiejsza szkoła podstawowa, która szkołą nie jest już od 20 lat...
Budynek b. szkoły, dzisiaj własność prywatna (z lokatorami)

Domy remontowane i (pięknie) wyremontowane
Pozostałości pałacu widziane z pozostałości parku...
O pałacu słów kilka (jak zwykle - długich)
W 1874 r. wieś zostaje sprzedana i przestaje być rodową posiadłością rodu von Zedlitz-Neukirch. Nowym właścicielem zostaje malarz historyczny, profesor Ferdinand von Harrach, członek Królewskiej Akademii Sztuk w Berlinie. Wzorując sie na poznanych podczas wojny prusko-francuskiej pałacach znad Loary nakazuje przebudowę pałacu w Podgórkach, zlecając jej realizację Gropiusowi i Schmiedenowi.
Po śmierci Harracha w 1915 r. pałac przechodzi poprzez układy małżeńskie w ręce rodziny Vitzthum von Eckstädt: hrabia Christoph Johann Friedrich, królewski saski minister państwa żeni się z córką Harracha, Elisabeth. Do pałacu kilkukrotnie przyjeżdża król saski Friedrich August. W 1944 r. Christoph Johann Friedrich hrabia Vitzthum von Eckstädt umiera; jego syn ginie na froncie wschodnim w 1941 r. Rządy w dobrach rycerskich przejmuje wdowa po Wolfgangu, Ursula, i sprawuje je do 1945 r., kiedy zostaje przymusowo wysiedlona z pałacu. Do 1947 r., do ostatecznego wypędzenia, mieszka jednak we wsi Podgórki.
Powojenne losy pałacu są dość typowe dla miejsca i czasu: zostaje doszczętnie splądrowany. Po owym zwyczajowym na Ziemiach Zachodnich po wojnie akcie zemsty, umieszono w pałacu dom dziecka, a następnie szkołę rolniczą. 2 października 1961 r. w obiekcie wybuchł pożar (niewykluczone, że na skutek popalenia). Podjęto odbudowę, która trwała do 1966 r., po czym przekształcono go w ośrodek kolonijno-wczasowy łódzkich zakładów włókienniczych. W latach dziewięćdziesiątych zespół pałacowy został sprzedany i do dzisiejszego dnia pozostaje własnością prywatną (pana Marka Fechnera). Obiekt jest niedostępny, choć najpewniej można go zwiedzić po skontaktowaniu się z właścicielem, który nie podołał wymogom konserwatorskim i podobno chce posiadłość, wraz z 200 ha ziemi sprzedać.

Tu kończy się etap I wędrówki. O dalszych perypetyjach w następnych "odcinkach" - już bez opisów obiektów, albowiem poruszaliśmy się w drodze powrotnej wyłącznie pośród natury nieskalanej działaniem człowieka, a przynajmniej nie w sensie budowlanym. 

Flagi

free counters