05.02.2010

Mysłakowicki "Orzeł" pikuje

O zakładzie pisałem już niegdyś: dawna "Spinnerei und Weberei AG Erdmannsdorf" to fabryka z bogatą historią i wielkimi osiągnięciami. Czyżby teraz historia ta miała dobiec końca?
"Orzeł ma problemy nie tylko z wypłatą pensji, ale też z zakupem podstawowych surowców. Brakuje przędzy, ale nawet węgla. Bez niego nie ma technicznej pary i maszyny stoją, a temperatura na halach spada do kilku stopni Celsjusza. - Przychodząc do pracy sprawdzamy, czy dowieziono węgiel, dopiero wtedy wiemy, czy będzie praca - tłumaczy Paweł Trachta.
Według Antoniego Zakrzewskiego, szefa zakładowej Solidarności, Orzeł ma kilkanaście milionów złotych długu. Wśród wierzycieli są ZUS i urząd skarbowy. - Prezes przedstawia nam piękną wizję zakładu. Chce wypuścić akcje za 7 mln zł, żeby spłacić wierzycieli - relacjonuje związkowiec.
Problemem Orła jest brak jednego gospodarza. Akcjonariat tej spółki jest bardzo rozdrobniony. Bank Gospodarstwa Krajowego ma ok. 7 proc. akcji, kolejne 7 proc. jest w posiadaniu jednego z funduszy inwestycyjnych. Pozostałe akcje są w rękach drobnych akcjonariuszy" - opisuje fatalną sytuację fabryki Gazeta Wrocławska.
Pensji zakład nie płaci od 2 miesięcy, pracownicy otrzymali pomoc finansową od związków zawodowych z innych przedsiębiorstw. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, co dalej z "Orłem". Tłumaczenia prezesa Rafała Czupryńskiego brzmią słabo, by nie powiedzieć: niewiarygodnie. Nie ma "Orzeł" w ostatnich latach szczęścia do dobrych zarządców i menedżerów, a przecież jeszcze 5 lat temu kupowano nowe maszyny tkackie... Szkoda tego pięknego, chociaż mocno przestarzałego i niedoinwestowanego zakładu, bardzo żal ludzi, którzy w większości wypadków nie mają zawodowej alternatywy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Flagi

free counters