18.07.2010

Galgenberg, Kavalierberg, Wzgórze Kościuszki - trochę historii


Cieszę się z działań, które w pewnej mierze przywrócą Wzgórzu Kościuszki dawny blask, a o których donosiłem w poprzednim wpisie. A że niełatwe to przedsięwzięcie niech zaświadczy fragment poniższy z "Kroniki" Hensela, w którym autor niezwykle szczegółowo opisuje powstanie założenia parkowo-rozrywkowego na dawnym Kavalierbergu.

Już w roku 1772 ówczesny prokonsul Johann Christoph Schönau założył na południowo-wschodnich zboczach Galgenbergu [Góra Szubieniczna, późniejszy Kavalierberg, obecne Wzgórze Kościuszki; przyp. krkonos] plantację morwy i winogron – na własny koszt i bez wymaganych zezwoleń. 7 listopada 1778 r. nakazano usunięcie szubienicy [stojącej na szczycie wzgórza]. W kolejnych latach Schönau otrzymał zezwolenie Izby Królewskiej na zagospodarowanie tego wzgórza wraz z zapewnieniem, że szubienica już nigdy tu nie powróci. [...]
2 marca 1779 roku Schönau przedłożył u królewskiego ministra, grafa von Hoym swoją propozycję przekształcenia wzgórza w park ludowy i otrzymał zezwolenie. Przydzielono mu także 6 robotników i fundusz w wysokości 30 reichstalarów.
Koszt rekultywacji i nasadzeń na wzgórzu w latach 1772-1780 dyrektor miejski Schönau pokrył z własnej kieszeni; w latach 1781-1783 zarządzający wówczas Śląskiem królewski minister von Hoym przeznaczył na kontynuację prac 1000 reichstalarów rocznie.[...] Dawne szańce zburzono lub wkomponowano w założenie parkowe. W roku 1779 zasadzono 1 ½ kopy śliw, 2 kopy wiśni, ½ kopy jabłoni, kopę lip, kopę dzikich kasztanowców, kopę czerwonych buków i 3 kopy innych drzew [kopa to 60 sztuk]. [...]
16 września 1780 r. Schönau poinformował ministra, że potrzebnych jest jeszcze 100 kop drzew do obsadzenia wzgórza, w tym 1/3 drzew owocowych, kosztujących 165 reichstalarów i 2/3 drzew nieowocowych w cenie 153 reichstalarów; nasadzenia kosztować będą 200 reichstalarów. Niezbędna kwota została przyznana, a zalesienia wznowione.
Wkrótce miejscowe rody kupieckie poczęły nabywać na wzgórzu tereny pod budowę domów letnich i ogrodów. Pierwszymi i najważniejszymi byli: Hänisch, Schneider, Ernst Schäfer, Fritsch i Contessa. [...] W roku 1784 do kasy miejskiej wpłynęło pierwszych 30 reichstalarów zysku ze wzgórza, kolejne lata dawały nadzieję na 40–50 reichstalarów. [...]
Główne nasadzenia na wzgórzu ukończono w roku 1786, jednak ciągle trwały prace przy upiększaniu założenia parkowego. W latach 1794-95 ułożone zostały kamienne schody w przedniej części wzgórza – wiosną mniejsze, a w lipcu duże schody główne, z 33 stopniami, które kosztowały 80 reichstalarów; we wrześniu zaś schody średnie przed ogrodem Schäfera o 15 stopniach, które kosztowały 38 reichstalarów - pieniądze pochodziły z dobrowolnych składek. 

Wzgórze to po ukończeniu prac wyglądało następująco. Szerokie na 4 do 6 łokci schody prowadziły na duży plac, gdzie pośród choin stały 3 ławki, z których rozciąga się widok na miasto i na leżący za nim Helikon i Hausberg [Wzg. Krzywoustego], a w lewo (na południowy zachód) w kierunku Cieplic, Chojnika i Szklarskiej Poręby. Z tego miejsca na wschód, lekko w dół, prowadziła alejka do niewielkiego drewnianego domku letniego, będącego później własnością doktora Thebesiusa. Z dużego placu ku górze prowadziły 2 ciągi węższych schodów, do szerokiej na 10–12 łokci alei brzozowej, która stanowiła początek alei głównej. Po obu stronach rosły stare, wysokie brzozy brodawkowate [...]. Po prawej znajdowały się małe, nieogrodzone ogródki i rabaty, a za nimi małe skupiska drzew wiśniowych. Przed nimi stał najładniejszy na Galgenbergu dom letni kupca Hänischa, z galeryjką i tarasami obsadzonymi drzewami i kwiatami. [...] Po lewej stronie alei stał dom letni Schneidera, oraz [...] dostępna dla wszystkich kuchnia i ławki, z inskrypcją „dla mnie i moich drogich współmieszkańców”. Panorama z obydwu domów letnich, szczególnie od Hänischa jest niezwykły: widok na całe miasto i w kierunku Cieplic, na całą otoczoną górami dolinę, a w prawo na Jeżów Sudecki i jego łąki i wzniesienia. [...]
Powyżej, po lewej, znajdowała się mała altana dla 3-4 osób z ławeczką uformowaną w trawie, po prawej, pod sosną stała ławka drewniana. [...] Szeroka na 6 łokci aleja główna obsadzona była aż do samego dołu brzozami, topolami i bukami, po prawej i po lewej znajdowały się pole uprawne i ogród Schäfera z miłym domkiem letnim oraz ogrodzoną kuchnią i altaną. [...] Przy alei głównej, aż po szczyt, stały gęsto nasadzone jodły i świerki, uformowane  na kształt piramid, na który wchodziło się kamiennymi schodami o 12 stopniach. [...]. Przed nimi, po prawej i lewej, przebiegała wąska ścieżka, na końcach której po każdej stronie znajdowały się altany utworzone z brzóz i buków oraz ławki w trawie i drewniane, a z boku rabata z kwiatami. Za polami uprawnymi po prawej perspektywę zamykał młody zagajnik świerkowy, przez który przebiegała w kierunku południowym wspomniana droga, gdzie w lewo ku górze (lub w prawo od szczytu i dwóch domków letnich) znajdował się dom letni Contessy, otoczony drzewami i ławami trawiastymi.
Po wejściu na szczyt droga, obsadzona po obu stronach brzozami, odbijała lekko w lewo aż do zbocza, po prawej nasadzone były drzewa egzotyczne z platanem. [...] Tu był właściwy punkt widokowy ze wzgórza. W lewo rozciągał się widok na Kunice, Malinnik i Cieplice, a także na Góry Olbrzymie w kierunku Szklarskiej Poręby i cały łańcuch wzgórz aż po Helikon. Na wprost widać miasto w całej okazałości: obraz niezwykle żywy dzięki wyglądającymi jak nowe, pokrytymi dachówką dachom i ogrodom; dalej Hausberg i jej okolice; a ponad nią przez przełęcz i przełom Bobru [...] Na prawo rozciąga się niezwykle romantyczny widok na wspinający się z doliny po stoku góry Jeżów Sudecki i jego łąki, dalej – na lasy dziwiszowskie i wznoszący się na stoku wzniesienia Dziwiszów. [...] Dalej na wschód widoczność zasłaniał gęsty las. [...]
Ze szczytu trzeba było zejść tą samą drogą, którą się wchodziło, albowiem jest tu tylko jedno dojście; gdy jednak ponownie dojdzie się do alei głównej i pawilonu muzycznego, można skręcić w lewo, w gęsty młodnik jodłowy, w którym znajduje się mały, czworokątny placyk z ławkami, z wyjściem z boku, przez które dochodzi się do kolejnego trawnika, osłoniętego z lewej przez pozostałości dawnych szańców. [...]
Kto wolał otwartą przestrzeń, schodził aleją główną na sam dół, do pól, gdzie po lewej na dole biegnie Schmiedebergerstraße [ul. Sudecka].  Przy wylocie tej alei znajdowała się trawiasta ławka, z której podziwiać można panoramę Gór Olbrzymich z Kowarami; w prawo droga prowadziła do domu letniego i winnicy, należących do dyrektora miejskiego Schönaua. [...]
W roku 1796 na małym wzniesieniu dyrektor miejski Schönau wybudował małą, zdobną Świątynię Przyjaźni, a nad nią drewniany pawilon. [...]
Po południowej stronie wzgórza [...] po prawej stronie dochodziło się do ogrodzonego wiejskiego gospodarstwa, które założył senator Carpzow, a po jego śmierci nabył kupiec Friedrich Thomann. Znajdowała się tu mała kuchnia w kształcie obelisku (do użytku publicznego). [...] Stąd wąską ścieżką przez gęstwinę dochodziło się do okrągłej polanki otoczonej gęstwiną, zwaną Rajem. Pośrodku mały kopiec porośnięty trawą, na którym rosły niegdyś kwiaty, teraz ustawiono małą, trójścienną piramidę z kulą na szczycie, którą w roku 1795 wzniósł dyrektor miejski Schönau na pamiątkę swojej małżonki, Fryderyki Heleny z domu Jäger, jednej z pomysłodawczyń zagospodarowania tego wzgórza. [...]
Stąd w kierunku zachodnim kilka ścieżek prowadziło przez gęstwinę pomiędzy skałami, gdzie wzgórze zachowało jeszcze swoje pierwotne, surowe oblicze, stąd ta jego część otrzymała nazwę Pustyni. Dochodziło się tędy do Domu Stowarzyszeń, wzniesionego w stylu holenderskim, o jednej kondygnacji i dwóch skrzydłach bocznych, wybudowanego w roku 1784 przez stowarzyszenie około 30 najbardziej szanowanych i najbogatszych rodów jeleniogórskich. Pośrodku znajdowała się obszerna wspólna sala, po obu stronach w skrzydłach – pokoje: po zachodniej dla pań, po wschodniej dla panów. [...] Dom otaczał wysypany piaskiem plac spacerowy, obsadzony od wschodniej strony lipami. [...] Wysokie, kamienne schody prowadziły na wzniesienie i pusty plac, na którym zatrzymywały się wozy (którymi goście wyruszali na wycieczki). [...]
Droga wiodła dalej przez mały, drewniany mostek przerzucony nad wąwozem. [...] Znajdował się tu niewielki staw. [...] Tędy dochodziło się do atrakcji, jakie dla rozrywki mieszkańców miasta wybudował restaurator Kriegel: drewniany domek letni, kręgielnia i budynek gospodarczy z kuchnią i piwnicą oraz miejsce otoczone trawą, gęsto zastawione drewnianymi stołami i ławami, ocienionymi stojącymi wokół drzewami, [...] gdzie każdy mieszkaniec mógł przysiąść; natomiast powyżej [...] znajduje się mały domek letni, który odwiedzali mieszkańcy wyższych stanów. W obu sprzedawana jest okowita, piwo i zimne posiłki.
To najważniejsze założenia tego wzgórza, które w sumie, po ich ukończeniu w roku 1786 kosztowały około 12.000 reichstalarów, do których od tego czasu doszło jeszcze kilka setek zebranych ze składek na budowę schodów i innych usprawnień. [...] Bywają tu także dla rozrywki kuracjusze z Cieplic.
[J. D. Hensel - Historyczno-topograficzny opis miasta Jelenia Góra]
Johann Christoph Schönau - urodzony 22 maja 1727 r. w Gotha. Po ukończeniu studiów był audytorem w regimencie kirasjerów von Bredowa w Opolu, a od 1764 r. prokonsulem. W 1780 r. został burmistrzem (dyrektorem) miasta Jelenia Góra. Był inicjatorem i w dużej części wykonawcą założeń na Kavalierberg i Helikonie, zasłużył się również jako reformator policji miejskiej i straży pożarnej w Jeleniej Górze. Zmarł tragicznie w 1802 r.

17.07.2010

Kavalierberg zalśni dawnym blaskiem?

Blisko dwa kilometry ścieżek o nowej nawierzchni, zmodernizowane schodki prowadzące do punktu widokowego Szubienica, lepsze oświetlenie, kilkanaście kolejnych ławek i tablic informacyjnych tak jesienią przyszłego roku ma wyglądać jeleniogórski Park Wzgórze Kościuszki. Realizacja projektu wartego niemal 2 mln. złotych rozpocznie się w marcu 2011r.
Modernizacja żwirowej i bitumicznej nawierzchni w jeleniogórskim Parku Wzgórze Kościuszki to tylko jeden z wielu punktów gotowego do rozpoczęcia projektu rewitalizacji tego zaniedbanego terenu. Istniejące już ścieżki wzbogaci jeszcze jedna nowa trasa z dwoma przystankami edukacyjnymi, a mianowicie 10 – Aleja Modrzewiowa i 11 – Pnącza.
- Udostępnimy także wejścia do parku z trzech stron tj. od strony ulicy Chełmońskiego, Mickiewicza oraz Sudeckiej – mówił na czwartkowej konferencji prasowej Marek Obrębalski, Prezydent Miasta.

Poza nowymi ścieżkami remont przejdą także kamienne schodki, które prowadzą do popularnej Szubienicy, punktu widokowego parku. Plan projektu zakłada także postawienie ławek dla spacerowiczów. Teren parku zapełni więc trzydzieści nowych żeliwnych ławek z drewnianym wykończeniem oraz tyle samo koszy na śmieci. Poprawie bezpieczeństwa będzie natomiast służyć nowe oświetlenie. Stare, często niedziałające słupy zastąpi setka sprawnych lamp ulicznych.

Z 2 milionów złotych przeznaczonych na odnowę parku 85% kwoty pochodzi z Unii. [Nowiny Jeleniogórskie]


Pamiętam, jak przed prawie 4 laty, na promocji właśnie wydanej pierwszej części Kronik Jeleniogórskich w Muzeum Karkonoskim, w krótkim przemówieniu, które jako tłumacz owej kroniki wygłosiłem, życzyłem świeżo wówczas upieczonemu prezydentowi miasta, panu Markowi Obrębalskiemu, by był nam i miastu "jak ów Johann Christoph Schönau, Dyrektor Miasta z końca XVIII w., który na własny koszt Kavalierberg zmieniał i upiększał, by upiększał nam naszą Jelenią Górę". Dyrektor Firszt dodał zgrabnie: "nie życzymy (nowo wybranemu) Prezydentowi Miasta takiego końca, jaki miał Schönau" (który  w nieznanych okolicznościach utopił się w Bobrze).
I oto dawny Kavalierberg odzyskać ma część swego blasku. Pod tym względem więc moje życzenia mogą się spełnić. Jesienią zaś bieżącego roku odbędą się wybory samorządowe, a więc również wybór prezydenta Jeleniej Góry. Czy polityczno-wyborcza fala zatopi miłościwie nam panującego Prezydenta Obrębajkę?

Nadzieja na nowym torowisku

 


 Z Maciejem Sonikiem (i z Dolnośląskim) od kilkunastu dni prowadziliśmy na Twitterze wymianę poglądów nt. Kolei rzeki Kamiennej (zwanej mylnie Koleją Izerską) i niewątpliwym skandalu, jakim było uroczyste "otwarcie" tej linii przez "możnych panów" z Urzędu Marszałkowskiego, burmistrzów i innych oficjeli. Tylko ze strony czeskiej jakoś żadnemu z działaczy samorządowych nie przyszło nawet do głowy, by brać udział w tym cyrku rodem z epoki gierkowskiej (ukochanej zresztą przez niedoszłego prezydenta Jarosława Wściekliznę Kaczyńskiego). Oto Maciej napisał wczoraj, że ma nieoficjalne informacje, jakoby połączenie z Czechami miało ruszyć od dzisiaj, od soboty, 17 lipca 2010 r. Człowiek to zacny, a przede wszystkim dobrze poinformowany i - co ważne i rzadko spotykane u urzędnika samorządowego - nie rzucający słów na wiatr. Nie mam możliwości sprawdzenia stanu faktycznego na kolejowym szlaku numer 311, ale zaciskam kciuki i cieszę się, że po perturbacjach może wreszcie pojedziemy Zackenbahn do Czech.

15.07.2010

Cesarska Wieża "Grzybkiem" zwana

Opodal ujścia rzeki Kamiennej do Bobru wznosi się wzgórze o wysokości 375 m, zwane Wzgórzem Krzywoustego, a w przeszłości "Hausbergiem". W 1911 roku na wzgórzu wzniesiono ku czci miłościwie panującego wówczas cesarza Wilhelma II Hohenzollerna wieżę widokową, tzw. Kaiserturm, o wysokości 22 metrów, przypominającą kształtem latarnię morską. Charakterystyczna kopuła sprawiła, że polscy osadnicy zaczęli nazywać ją "Grzybkiem" i ta nazwa znana jest wszystkim jeleniogórzanom.
Zgodnie z zapowiedziami miłościwie panującego nam obecnie pRezydenta Miasta, Wieża Cesarska poddana została solidnemu remontowi i 19 maja 2010 r. oddana do dyspozycji mieszkańców. Obiekt wyremontowany został z pieniędzy Unii Europejskiej (plus wkład własny), a przepis rzecze, iż w takim wypadku "gestor czyli miasto przez pięć lat nie może czerpać z niego korzyści i musi pokrywać koszty obsługi". Dura lex sed lex. I tak marnieje w oczach dopiero co wyremontowana wieża, której pilnuje ponoć jakaś firma ochroniarska. Tej zaś nie stać na zwykłą miotłę, by wymieść gromadzące się na dolnym pokładzie wieży śmieci. Zresztą pewnie nikt w mieście nie pomyślał, by takie zadanie zlecić firmie, która z pewnością ma w swoim profilu działalności także sprzątanie (większość firm ochroniarskich tak ma...).
Przypomnę jeszcze słowa pana doktora Obrębalskiego z marca ubiegłego roku: "Co zostanie zrobione? Remont wieży, iluminacja jej. Wokół teren zostanie oczyszczony, wycięte zostaną też drzewa, które przysłaniają wieżę. Dzięki temu, obiekt będzie się rzucał w oczy z centrum miasta. - Obok „Grzybka” powstanie też kamienna makieta z panoramą Karkonoszy – mówi Obrębalski. Ona także ma być widoczna. Wydany zostanie też folder promujący wieżę" (vide: "Dziwne meandry finansowania").
Od otwarcia wieży minęły 2 miesiące. Istotnie, wieża jest wyremontowana i oświetlona: zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Kilka drzew wycięto, kilka koron przetrzebiono. Natomiast jej otoczenie przypomina nieogrodzony plac budowlany: wprawdzie płot zdjęto, pozostawiono tablicę o udziale unijnych pieniędzy w remoncie - i to wszystko. Wokół wala się pełno śmieci, a kamienna makieta Karkonoszy pozostała w sferze zamysłów. Folder zdaje się również.
Ale cieszmy się tym, co jest i zaglądajmy czasem na Cesarską Wieżę, zwaną Grzybkiem.

"Grzybek" na Wzgórzu Krzywoustego (dawnym Hausbergu)
Kaiserturm w całej okazałości, miłym akcentem są stylizowane lampy
Zakręcone schody na platformę widokową

Widok na Karkonosze i Jelenią Górę
Froda - strażniczka wieży
Porównanie panoram: z lewej malowana z drugiej dekady XX w. i z 15 lipca 2010 r.
Dawna restauracja mieszcząca się u stóp Wieży Cesarza Wilhelma

12.07.2010

Czas na wielkie imprezy letnie! Po pierwsze: Orle

17 lipca, w sobotę, o godz 11.00 rozpocznie się w Stacji Turystycznej ORLE jubileuszowe spotkanie Partnerów i Przyjaciół Towarzystwa Izerskiego. Przez 10 lat wielu spośród zaproszonych Gości wspierało Towarzystwo, brało udział w kolorowych imprezach. Nie sposób zliczyć Turystów, którzy docierali na ORLE… i związali swoje wyprawy w Góry Izerskie ze Stacją Turystyczną.
O tym, ile wydarzyło się w Górach Izerskich przez te lata za sprawą Towarzystwa i jego Partnerów, wszyscy będą mogli się przekonać. Jeśli zechcą dotrzeć.
Stowarzyszenie Promocji i Rozwoju Pogórza i Gór Izerskich ZAKWISIE z Rębiszowa wręczy doroczne Izerskie Róże za cudne fotografie.
Z okazji 5-ej rocznicy otwarcia mostku na Izerze namówiliśmy się z Czechami z Jizerki, Korzeniowa, Harrachowa i Liberca na spotkanie wspominkowe przy dźwiękach czeskiej kapeli folkowej.
Warsztat szklarski rokrocznie jest pięknym widowiskiem hutników-artystów szkła i w tym roku będzie podsumowaniem międzynarodowego EKOGLASS Festiwalu 2010. Studenci mają oferować swoje prace warsztatowe.
A biesiada na ORLU? Kto bywał – ten wie. Kto nie dotarł nigdy wcześniej – niech się czuje zaproszony!

Ramowy program spotkania:

11.00 - 11.15 Otwarcie obchodów Jubileuszu – mowy okolicznościowe
11.15 - 11.20 Wręczenie certyfikatów Członka Honorowego Towarzystwa
11.20 - 11.40 Otwarcie wystawy Jubileuszowej 10 lat Towarzystwa
11.40 –12.00 Otwarcie wystawy foto „Skarby Izerów” – wręczenie nagród - Stowarzyszenie ZAKWISIE
12.30 -16.00 Polsko – Czeskie Spotkanie na Mostku na Izerze – rocznicowe wspominki i biesiadowanie, kapela
16.30 -18.00 Warsztat szklarski w ramach EKOGLASS Festiwal 2010
18.00 - …Biesiadowanie (kapela: tańce, ognisko, prezentacje multimedialne - LKP Sudety Zach.)

Poniżej spotkanie w 2008 r. na zdjęciach

06.07.2010

Ucieczka w Rudawy Janowickie

Wczoraj, gdy media, internauci i politycy gorączkowali się procentami (bezalkoholowymi) różnicy pomiędzy dwoma panami K., my postanowiliśmy przewędrować Rudawy Janowickie od Wieściszowic przez Kolorowej Jeziorka, Czartak do Kowar.
Upał był nieznośny, nawet trochę wyżej w górach (najwyższy wczoraj osiągnięty punkt był na Wielkiej Kopie, na wysokości 871 m npm.), powietrze gęste, że trudno było oddychać. Ale wycieczka przepiękna, chociaż spotkała nas niemiła niespodzianka: "Czartak" - w którym planowaliśmy dłuższy odpoczynek z wyżerką - już nie jest "publicznym" (PTTK-owskim) schroniskiem, lecz prywatnym założeniem agroturystycznym. Uzupełniliśmy tam jednak wodę w bukłakach, co w gorączce tego dnia miało spore znaczenie. Drugą niespodziankę sprawiła nam... pogoda, i to właściwie u celu wędrówki. Gdy już wchodziliśmy do Kowar, szliśmy ulicą Bukową ku obwodnicy - rozpętało się pandemonium: nad Kowarami "oberwała się" chmura, a deszcz zastał nas pod drzewem dużym, ale wobec tego żywiołu bezbronnym. Dotarliśmy do stacji benzynowej, gdzie przesuszyliśmy się trochę i przeczekaliśmy nawałnicę. Poniżej kilka zdjęć z trasy. 

 











04.07.2010

Nudne niebo nad Jelenią Górą

Wyborczy upał i nieznośny błękit nieba. Już o 7:30 było plus 23°C (w cieniu!). 
Życzę dobrych wyborów! 



03.07.2010

DOT = Dużo Ogranych Truizmów?


W piątek we wrocławskich Sukiennicach szef Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej otworzył pierwszy punkt informacji turystycznej o Dolnym Śląsku. Turyści znajdą tu mapy najatrakcyjniejszych części regionu, kalendarz imprez i regionalne produkty: od bolesławieckiej ceramiki po marynowane kurki.

Rozmowa z Rajmundem Papiernikiem, [kolejnym] dyrektorem DOT.
W "Gazecie Wyborczej - Wrocław"

Aneta Augustyn: Po pierwsze - Wrocław, po drugie - kopalnie i hałdy, po trzecie - góry, a potem już nic. Tak widzą Dolny Śląsk Polacy, którzy nie tylko niewiele o nim wiedzą, ale jeszcze mylą z Górnym Śląskiem. Pokazują to badania agencji, która w ubiegłym roku przygotowywała strategię promocyjną regionu. Przepytano wówczas ponad 2 tysiące osób i okazało się, że ciąży na nas mylny obraz regionu przemysłowego.

Rajmund Papiernik: - Rzeczywiście Dolny Śląsk ma problem z wizerunkiem i wiele jeszcze jest tu do zrobienia. Wielu turystów przyjeżdżających do Wrocławia wciąż nie ma świadomości, jak bardzo atrakcyjne tereny rozciągają się wokół.

To przecież wy, sztab specjalistów od turystyki, pracujecie nad tym wizerunkiem od dziesięciu lat. Głównym zadaniem DOT jest właśnie promocja regionu.

- Robimy różne badania, wydajemy foldery, wystawiamy się na targach.

Foldery trudno uświadczyć, a targi stają się przestarzałą formą promocji.

- To prawda, że na targach podpisujemy coraz mniej umów, bo internet zabiera nam kontrahentów. Prawdą jest również, że foldery nie były zbyt rozpowszechnianie, ale teraz już będzie można je znaleźć właśnie w nowym punkcie IT.

Internetową stronę DOT wypełniają zadania statutowe i sprawozdania roczne. A ja bym chciała po prostu dowiedzieć się, dlaczego Dolny Śląsk fajny jest.

- Ta strona nie jest zbyt fortunna, ale pracujemy już nad nową www.dolnyslask.info.pl która ruszy w najbliższych miesiącach. Gwarantuję, że to będzie pełen serwis turystyczny regionu: gdzie zjeść i przenocować, gdzie wyskoczyć na weekend. Opiszemy szczegółowo kilkanaście szlaków, np. cysterski czy św. Jakuba albo po Borach Dolnośląskich.

O których również się nie mówi. Dlaczego nie potrafimy skutecznie pochwalić się największym kompleksem leśnym w kraju?

- No tak, Bory nie były dotąd eksponowane, ale teraz będziemy mocniej promować tamtejsze szlaki rowerowe, unikatowy cmentarz koni oraz ekoturystykę, czyli wyprawy na bezkrwawe łowy, z przewodnikami, którzy poprowadzą m.in. do siedlisk ptaków.

Mamy cały panteon postaci związanych z regionem, które można by znakomicie wykorzystać marketingowo, choćby Maria Kunitz ze Świdnicy, najsłynniejsza kobieta-astronom XVII wieku. Amerykanie nazwali jej imieniem krater na Wenus, ale w świadomości Dolnoślązaków nie istnieje. Podobnie jak królewna niderlandzka Marianna Orańska czy Manfred von Richthofen, o którym Norman Davies napisał, że był najsłynniejszym asem lotnictwa w pierwszej wojnie światowej. Powstały nawet gry komputerowe i klocki Red Baron, ale kto wie, że pochodził z Dolnego Śląska?

- Do Richthofena nie jestem przekonany, bo w końcu był to człowiek z drugiej strony barykady. To tak jakby w Niemczech chwalić się Grunwaldem. Zgadzam się natomiast co do Marianny Orańskiej i właśnie w tym roku rusza oznakowany szlak jej imienia, m.in. w okolicach Ząbkowic i Międzygórza, z ulotkami i opisami obiektów.

W ubiegłym roku na Dolny Śląsk przyjechały dwa miliony turystów. Co wybierali poza Wrocławiem?

- Uzdrowiska i góry - Karpacz, Szklarską Porębę, Kotlinę Kłodzką.

Dlaczego nie można ich poprowadzić także po obiektach UNESCO, zabytkach techniki, nawiązać do powieści Sapkowskiego, pokazać niespotykane zagłębie pałacowo-zamkowe pod Jelenią Górą? Mamy niemal wszystko, oprócz morza i jeszcze świetne, przygraniczne położenie.

- Przyznaję, że promocja regionu jest niedostateczna. Przykro mi to mówić, ale to efekt m.in. wieloletnich zaniedbań. Jestem dyrektorem dopiero od niedawna, będę próbował zmienić tę sytuację.

"Uśpiony tygrys", mówią o naszym regionie spece od reklamy. Tygrys śpi, a miś ślężański, wymyślony przed trzema laty na logo regionu, zupełnie sczezł.

- Faktycznie nie przebił się i nie rozumiem dlaczego.

Wedle speców od reklamy był zanadto przaśny. Z badań wynika także, że mylono go ze słoniem oraz niedźwiedziem bez głowy.

- Mnie się miś podoba, ale trudno wszystkim dogodzić. W każdym razie na przełomie lipca i sierpnia ogłosimy konkurs na nowe logo. Poprosimy Dolnoślązaków, m.in. poprzez media i internet, o zgłaszanie swoich propozycji. Z sześciu finalistów jury wybierze zwycięzcę. Musi być bardziej uniwersalny niż miś ze Ślęży, z którym nie identyfikowały się np. Karkonosze. Z kolei Stawy Milickie nie czują się tożsame z karkonoskim Duchem Gór. Trzeba będzie znaleźć jakiś wspólny symbol.

Moim zdaniem: 
Jeżeli szef DOT odpowiada na merytoryczne pytania "nie rozumiem, dlaczego", foldery (niezbyt udane) uważa za najważniejszy czynnik promocji regionu, a w sumie - umywa ręce, "bo jest nowy, a w ogóle to wszystko wina [jak zwykle] jego poprzedników", to zastanawiam się, po jakim "układzie" został tymże szefem...? I kiedy (wobec indolencji obecnego szefa  - mam nadzieję, że szybko) jego następca będzie mógł z ulgą powiedzieć: "to nie ja, to mój poprzednik spieprzył..."? 
Był już taki jeden "młody" z nadania partyjnego, Andrzej Pawluszek się nazywał: gówno zrobił, a jak zaczęło się palić - zwinął żagle i "po układzie" wyjechał do USA. Dokąd wybiera się za kilkanaście miesięcy pan Papiernik...?

01.07.2010

Kolej Kamiennej (zwana Izerską) nie ruszy...???

Nawet nie chce mi się tego tłumaczyć, bo mi łapki odpadają od klawiatury z bezsilności...

3. července se do Polska jezdit nezačne
Jak praví titulek, v sobotu 3. července plánované vlaky z Harrachova do Polska s největší pravděpodobností nevyjedou. Příčinou je nesouhlas polského provozovatele infrastruktury PLK s navrženým řešením komunikace mezi výpravčími v Tanvaldě a Szklarskiej Porębě Górnej pomocí veřejných telefonních linek.

Připravujeme podrobnosti.
Související články

Tomáš Hádek
1. července 2010

Zakłady Lniarskie Orzeł w Mysłakowicach: definitywny koniec, czy nowy początek?

2010-07-01 13:31:00 
ORZEŁ SA postanowienie sądu o ogłoszeniu upadłości ZL ORZEŁ SA obejmującą likwidację majątku 01.07. 
Raport bieżący 32/2010 
Syndyk masy upadłości ZL ORZEŁ S.A. informuje, że w dniu dzisiejszym, tj. 01 lipca 2010r. Sąd Rejonowy w Jeleniej Górze Wydział VIII Gospodarczy d.s. upadłościowych i naprawczych, po rozpoznaniu na posiedzeniu niejawnym sprawy wniosku wierzyciela Barbary Przybysz o ogłoszenie upadłości dłużnika, postanowił ogłosić upadłość obejmującą likwidację majątku dłużnika ZL ORZEŁ S.A. w Mysłakowicach. Sąd wyznaczył sędziego komisarza Panią Ewę Byik oraz syndyka masy upadłości w osobie Pani Aliny Musiałowskiej.
Sąd wezwał wierzycieli upadłego, aby w terminie 2 miesięcy od daty obwieszczenia w Monitorze Sądowym i Gospodarczym zgłosili swoje wierzytelności sędziemu komisarzowi. Sąd wezwał osoby, którym przysługują prawa oraz prawa i roszczenia osobiste ciążące na nieruchomościach należących do upadłego, jeśli nie zostały ujawnione przez wpis w księdze wieczystej, do ich zgłoszenia sędziemu komisarzowi w terminie 2 miesięcy od dnia obwieszczenia, pod rygorem utraty prawa powoływania się na nie w postępowaniu upadłościowym. 
Sąd oznaczył godzinę wydania postanowienia - 9:00

Uzupełnienie: Alina Musiałowska wyznaczona przez sąd na syndyka masy upadłościowej przyznaje, że zobowiązania przedsiębiorstwa sięgają kilkunastu milionów złotych. Na koniec marca tego roku kapitały własne Orła wynosiły 7,7 mln zł.
Zdaniem syndyka dług lniarskiej spółki narastał od 2008 r., od kiedy przedsiębiorstwo nie regulowało swoich zobowiązań publicznoprawnych, w tym przede wszystkim należności względem ZUS. Zaległości dotyczą również kontrahentów biznesowych oraz pracowników. Od początku tego roku Orzeł nie płacił im wynagrodzeń. Produkcja w zakładzie została wstrzymana w marcu.
Musiałowska przyznaje, że w najbliższym czasie zamierza opublikować zaproszenie do potencjalnych inwestorów dotyczące zakupu likwidowanego przedsiębiorstwa w części lub całości. Dotychczas nie spotkała się jednak z zainteresowaniem w tym zakresie. Wczoraj nie udało nam się skontaktować z prezesem Orła.
W I kwartale spółka miała ponad 2,7 mln zł straty netto, przy 826 tys. zł przychodów. W całym 2009 r. była 9,7 mln zł na minusie, a jej obroty wyniosły wówczas 8,4 mln zł. Po informacji o ogłoszeniu upadłości kurs akcji Orła spadł wczoraj o 9,7 proc. do 56 groszy. Firma jest teraz wyceniana przez rynek na około 3,5 mln zł. [PARKIET]


Uzupełnienie II: Spółka poinformowała w komunikacie, że postanowienie Sądu o ogłoszeniu upadłości Zakładów Lniarskich uprawomocniło się.
Upadłość spółki obejmuje likwidację jej majątku.  Postanowienie wydał Sąd Rejonowy w Jeleniej Górze Wydział VIII Gospodarczy d.s. upadłościowych i naprawczych 1 lipca 2010 Syg. Akt VIII GU 13/10. Uprawomocniło się 14 lipca 2010. 

Polska prowincjonalno-kupiecka, czyli "Zgoda buduje, ale ryneczek jest najważniejszy"

Flagi

free counters