27.12.2011

Kościół Łaski "wiosenną" zimą roku 2011


Gdy wczesnym, niemal wiosennym popołudniem dzisiejszego pobożonarodzeniowego dnia wracałem z "Majówki" na Zabobrze, nasz Kościół Garnizonowy ukazał mi się oświetlony promieniami słońca pośród bezlistnych o tej porze roku drzew. Postanowiłem więc przypomnieć raz jeszcze genezę jego powstania, genezę budowy POZA miastem Jelenia Góra ewangelickiego Kościoła Łaski. Teksty - z Kronik Jeleniogórskich.

Zgodnie z paragrafem 10 Konwencji z Altranstädt [Jego Cesarska Wysokość nie sprzeciwi się, gdy Jego Wysokość, król Szwecji i inni władcy i stany wyznania augsburskiego poproszą i ustalą większą wolność religijną dla Ślązaków, jak miało to miejsce w Pokoju Westfalskim] Cesarz zgodził się na budowę sześciu nowych kościołów przy miastach Żagań, Kożuchów, Jelenia Góra, Kamienna Góra, Cieszyn i Milicz, które nazwane zostały Kościołami Łaski (Gnadenkirche).
Łaska ta została sowicie wynagrodzona, albowiem wymienione miasta zapłacić musiały 370.000 talarów, z których spora część pochodziła z dobrowolnych datków. Rozporządzenie wykonawcze do paragrafu 10 brzmiało: Jego Cesarska i Królewska Wysokość w swej bezgranicznej łaskawości pozwoli i dopuści, by wierni wyznania augsburskiego otrzymali – poza zbudowanymi na mocy Pokoju Westfalskiego na przedmieściach Świdnicy, Jawora i Głogowa trzema kościołami – także sześć innych kościołów wraz z odpowiednimi szkołami, na sposób wymienionych wyżej kościołów [...] Wybudowane zostaną w miastach na oznaczonych miejscach bez przeszkód i warunków. Równocześnie [...] Jego Cesarska Wysokość wyznacza następujące miejscowości: w Jego księstwie żagańskim pod miastem Żagań, w Jego księstwie dziedzicznym głogowskim pod miastem Kożuchów, w Jego księstwie dziedzicznym świdnickim i jaworskim pod miastami Jelenia Góra i Kamienna Góra, w wolnym księstwie Milicz przed miastem Milicz i w Jego księstwie dziedzicznym cieszyńskim pod miastem Cieszyn
Zezwolenie na budowę Kościoła Łaski i szkoły przekazał jeleniogórskiemu mieszczaństwu starosta krajowy hrabia Schafgotsch już 13 lutego 1709 r. Spośród wielu zaproponowanych lokalizacji wybrano pole rolne Kämmera, leżące daleko poza Bramą Wojanowską [...]
22 kwietnia 1709 r. cesarscy pełnomocnicy zatknęli na placu budowy Laskę Łaski (tyczkę z cesarskim dwugłowym orłem) [...]
4 czerwca 1709 r. nastąpiło wmurowanie kamienia węgielnego. [...] Po odśpiewaniu pieśni: Ciebie chwalimy! kielnię chwycił starosta von Spiller, trzykrotnie rzucił wapno na kamień węgielny i uderzył weń młotkiem. To samo uczynili członkowie kolegium kościelnego i murarze. Następnie pastor Knorr wygłosił przemówienie (wydane później drukiem), a pastor Gerber udzielił błogosławieństwa. [...]


9 października 1715 roku na wieży osadzona została kula wraz z otoczonym promieniami krzyżem. Kulę tę o średnicy trzech łokci i objętości 18 korców wykonał miejscowy kowal miedziany David Wenzel, natomiast kowal Elias Wenzel był wykonawcą krzyża z żelaza długiego na 9 łokci, szerokiego na 3 łokcie i ważącego 7 cetnarów [...]
W 1718 r., w dziewięć lat po wmurowaniu kamienia węgielnego, budowa osiągnęła taki etap, że można było wyposażyć i poświęcić kościół. Uroczystość odbyła się 9 maja 1718 r. O godzinie 6 nad ranem pastor Müller odmówił modlitwę w kościele tymczasowym. Następnie uczniowie szkół wraz z nauczycielami, duchowieństwem, przewodniczącymi i delegatami oraz przewodniczącymi cechów przeszli z tymczasowego kościoła do nowego, przy czym pierwszy przewodniczący kolegium, Glafey, niósł cesarski Znak Łaski, który został ustawiony przy ołtarzu, gdzie znajduje się do dziś. 




23.12.2011

20.12.2011

"Ścieralność Kolei Izerskiej"


Siąść i płakać? Zębami zgrzytać? Włosów resztkę z łysej głowy rwać? Sami zresztą Państwo zadecydują, zapraszam do lektury... 
Wyremontowana w ubiegłym roku (tak zwana) kolej izerska, czyli linia ze Szklarskiej Poręby do czeskiego Harrachova po raz kolejny w swej przebogatej historii wzbudza kontrowersje. I nie pomaga tutaj fakt, że od lat kolejowych szlaków w naszym kraju ubywa, więc raczej każdy przypadek tendencji odwrotnej powinien być przyjmowany z radością. Jeśli chodzi o kolej izerską odwrotnie nie jest.  
Najpierw traktowano ją jako zagrożenie dla turystycznego potencjału Szklarskiej Poręby. A polegać ono miało na tym, że turyści ze Szklarskiej wyjadą na czeską stronę... bezpowrotnie. Ten absurd bardzo długo traktowano jako argument, także na rożnych szczeblach samorządowych dyskusji.  
Kiedy w końcu przywrócono ruch na tej trasie, media tuż po wypowiedzi wicemarszałka Jerzego Łużniaka, podniosły krzyk o bezcelowości inwestycji, bo będzie trzeba do niej dopłacać, ze względu na deficytowość. Cóż tak jak bezwzględnie do wszystkich połączeń kolejowych. W świetle tych stawianych także dziś pytań o celowość inwestycji, dochodowość linii i potrzebę sięgania po unijne dotacje trzeba by było odpowiedzieć ni mniej ni więcej tylko: "Głupia Unia dała pieniądze a wcześniej ktoś tak samo głupi opracował i uchwalał Strategię Rozwoju Dolnego Śląska, traktując przejazd kolejowy przez przełęcz w Jakuszycach jako jedną z "bram otwarcia granic". 
Dziś jesteśmy chwilę po kolejnych publikacjach, kolejnej wypowiedzi marszałka Łużniaka. [...] Nie ma już czym po niej jeździć, bowiem za bardzo i za szybko zużywają się tam nowoczesne pociągi a konkretnie... koła się ścierają. Jest taka wyjątkowa zależność w temacie kolei izerskiej, ktoś udzieli absurdalnej wypowiedzi, zaraz jest ona z lubością powtarzana w większych kręgach. I choć brzmi to jak żart, okazuje się, że wiele osób w regionie wierzy w to, jakoby na łukach brakowało prowadnic a promień łuków był zbyt mały co zwiększa ścieralność kół. [...] Łuki, rzeczywiście są małe ale nie jest to jedyna linia obsługiwana przez tak samo nowoczesne szynobusy, o małym promieniu łuków. Wymieńmy chociaż linię przez Gryfów czy Lwówek Śląski i tam pojazdy szynowe serii SA radzą sobie bez zarzutu. [...] O wiele bardziej istotny jest fakt ograniczenia prędkości szlakowej na odcinku Szklarska Poręba - Piechowice do 20km/godz., ze względu na fatalny stan torowiska. To na tym fragmencie należącym do PLK, wracające z Czech szynobusy, jadą z żółwią prędkością a mając na uwadze jego górski charakter sprowadza się do do ciągłego hamowania. Ale czy powołana do zbadania szczególnej awaryjności taboru na izerskim szlaku, specjalna komisja, weźmie to pod uwagę?  
Od 21 grudnia obsługę linii Jelenia Góra- Szklarska Poręba od Przewozów Regionalnych przejmą Koleje Dolnośląskie. 
Natomiast od 11 grudnia z Harrachova do Szklarskiej Poręby zajeżdżają czeskie motoráčky Viamontu, którym nie straszne tory, łuki, prowadnice i... co bardzo istotne: nie ścierają się im koła.
Autor: Robert Kotecki
Źródło: Gazeta Regionów
Powiązane: Kolej w Szklarskiej Porębie.

12.12.2011

Eisenmängera "Kronika Kowar" wydana!

Rad jestem ogromnie, miałem bowiem zaszczyt niewątpliwy książkę tę tłumaczyć. To kolejna miejska kronika w moim tłumaczeniu (po czterech "Kronikach Jeleniogórskich"), która ujrzała światło dzienne. Po 2 latach od chwili ukończenia pracy translatorskiej...

Burmistrz Miasta Kowary
i Dyrektor Biura Związku Gmin Karkonoskich
zapraszają
na spotkanie promujące książkę pt. 
“Historia Miasta Kowary w Karkonoszach”
spisaną przez Theodora Eisenmängera
i po raz pierwszy, po 111 latach wydaną w całości w języku polskim.

Spotkanie odbędzie się 16 grudnia 2011 r. o godz. 17:00
w DW “Przedwiośnie” w Kowarach (ul. Górnicza 22). 

 Burmistrz Miasta Kowary
Mirosław Górecki
oraz
Dyrektor Biura 
Związku Gmin Karkonoskich
Witold Szczudłowski


09.12.2011

Muzeum Karkonoskie w Jeleniej Górze - nowe szaty (odsłona I)

Consummatum est! - chciałoby się zawołać; i pociągnąć norwidowskie "O! Ty - Doskonałe - wypełnienie, jakikolwiek jest Twój, i gdzie?.. znak...". Lecz nie, to jeszcze nie ten etap.
Dzisiaj otwarto... nie, raczej: uchylone zostały drzwi do zmodernizowanego Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze. Obiekt został zamknięty dla Zwiedzających 12 marca 2011 r., od tego czasu trwały bardzo intensywne prace budowlane, a dla Muzealników był to czas wytężonej pracy "delegacyjnej" (liczne kolekcje wystawiane były w innych miastach, w zaprzyjaźnionych placówkach lub salach wystawienniczych), pracy logistycznej (plany nowego muzeum należało wypełnić treścią) i pracy biurokratycznej, związanej ze zbiorów usystematyzowaniem "na nowo". 
Kilka dni temu zakończył się najważniejszy etap rozbudowy i przebudowy Muzeum Karkonoskiego. Po morderczej walce z pobudowlanym... brakiem ładu (eufemizuję nieco) pani dyrektor Gabriela Zawiła  mogła wreszcie zaprezentować wcale licznej "ekipie" zaproszonych Gości "nowe szaty" tej zacnej instytucji kultury. Pośród przybyłych znaleźli się przedstawiciele Urzędu Marszałkowskiego naszego województwa (a więc instytucji nadrzędnej dla Muzeum), a także: pan Marcin Zawiła, Prezydent Miasta Jelenia Góra (prywatnie: małżon pani Gabrysi), niedawna jego zastępczyni (obecnie posłanka Seymowa), przedstawiciele władz powiatowych ze Starostą na przodku, pracownicy Urzędu Miasta, ludzie kultury, liczni byli i obecni pracownicy muzeum (z niedawnym jego dyrektorem, Stanisławem Firsztem), a także wielce zacne grono lokalno- i ponadlokalno-medialne.
Byli też - co cieszy bardzo - przedstawiciele Riesengebirgsverein z Monachium i Görlitz. To ważne, albowiem przed I Wojną Światową to właśnie Riesengebirgsverein muzeum to wybudowało i prowadziło, aż po kres niemieckiej obecności na Dolnym Śląsku (nie licząc Görlitz). Przytoczę słowa Hugo Seydela, muzeum tego pomysłodawcy i twórcy: "Dziełem, któremu jako członek władz Towarzystwa Karkonoskiego poświęcałem się ze szczególnym oddaniem i miłością przez 34 lata, było utworzenie Muzeum Regionalnego w Jeleniej Górze. [...] 3 czerwca 1912 r. rozpoczęły się prace budowlane. Najpierw należało wykonać prace ziemne. Teren opada tu w kierunku miasta, a więc na północ; wykopana ziemia układana była w taki sposób, by podwyższyć miejsce, w którym stanąć miała chata wiejska, podkreślając jej górski charakter. Kamienica mieszczańska położona miała być wyraźnie niżej. Pofałdowany teren ogrodu otrzymał dzięki temu przyjemny widok".  "Das Museum des Riesengebirgsvereins" otworzono uroczyście w kwietniu 1914 roku.

Niemal w stulecie tego wydarzenia muzeum otwarte zostało - w roboczej jeszcze postaci - po raz wtóry (nnnno, po raz trzeci: tuż po II WŚ również była przerwa, ale to całkiem inna historia...).

A więc: Consummatum est! Jednak na realizację dalszej części norwidowskiego cytatu [O! Ty doskonałe wypełnienie] przyjdzie nam jeszcze poczekać.
Pierwszą zapowiedzianą wystawą jest "czasówka" - ale jaka! Otóż niemal we wszystkich salach muzealnych zapanuje SZKŁO. Sól tego Muzeum, jego duma największa i chluba (wszystkich znajomych i przyjaciół z muzealnych działów pozaszklanych o wybaczenie proszę; takim widzę to nasze muzeum).
Data wernisażu tej wystawy to 14 stycznia 2012. 
I dopiero później, równolegle z jej trwaniem; z wolna i z nieśpiesznym namysłem powstawać będą wystawy stałe, do których byliśmy przecież przyzwyczajeni. Jednak nic już nie będzie, jak niegdyś - no, może poza eksponatami. Ale i one - w nowych szatach, w nowych gablotach i w świetle świeżym; we wspaniałym blasku Nowego Muzeum - wywrą na nas zupełnie inne, wielkie wrażenie. 
Jestem tego pewien, gdyż w głosach tych Pracowników muzeum, z którymi dzisiaj rozmawiałem, słyszę i zapał, i wielką chęć do pracy TWÓRCZEJ muzealniczej, i... odrobinę niepewności. Bo wszystko, co nowe - nawet jeśli piękne, jeśli lepsze - napawa nas odrobinką obawy...

Pani Gabrieli Zawiłowej, wszystkim Kustoszom, Kierownikom i Pracownikom muzeum życzę tego, czego życzyłbym sobie: wspaniałych ekspozycji, ciekawych aranżacji i genialnych pomysłów. I jeszcze jednego Wam wszystkim życzę, bo ważne to nad wyraz: by Urząd Zwierzchni, Marszałkowski, nie skąpił środków finansowych, by nie zatrzymał się w pół drogi.

Panie Marszałku Województwa! Kto dom, przybytek kultury wybudował; ten MUSI znaleźć wystarczające i obfite (acz na miarę szyte) fundusze, by ów dom, ów przybytek wypełnić GODNĄ TREŚCIĄ. Ludzi w jeleniogórskim Muzeum Karkonoskim masz Pan najlepszych (o dotychczasowych wydatkach można przeczytać tutaj)

No i kilka zdjęć, za których jakość nie najlepszą przepraszam - i śpieszę   wytłumaczyć: zupełnie nie miałem koncepcji na plany i ujęcia; tak oszołomiony byłem tym, co widziały moje oczy, że nie potrafiłem zmieścić tego widoku w obiektywie. Lepsze będą, obiecuję, przy najbliższej nadążającej się okazji. Na razie więc to, co jest...
Popiersie Hugo Seydela, Praojca Muzeum Karkonoskiego
Chata Karkonoska - osłonięta szkłem, zadaszona szkłem. Jak zniesie niewolę zamknięcia po ponad stuletnim przebywaniem na świeżym powietrzu...?


Marcin Zawiła - Prezydent Miasta, tu: niemal "Gromowładny" z rękawa...
Kilka "przypadkowych" ujęć wnętrz nowych - nie sposób ogarnąć ich na jednej panoramie
Tu będzie królestwo Stefanii Żelasko - królestwo szkła artystycznego
Gabriela Zawiłowa między kamerą a makietą (Kościoła Łaski w Jeleniej Górze)


19.11.2011

Wędrowanie w Górach Kaczawskich

Nie pamiętam takiego listopada, jak ten tegoroczny. Przez ostatnie 19 dni niemal codziennie  świeci słońce, a poranne mgły i przymrozki znikają grubo przed południem.

Wybraliśmy się więc w Góry Kaczawskie, te najbliższe: na Górę Szybowcową, na Skibę, Łysą Górę, do Dziwiszowa. Było prześwietnie: pogodowo, wędrówkowo, krajobrazowo i - przepięknie widokowo. Ani przez chwilę nie zbrukaliśmy się wędrowaniem wyznaczonymi szlakami: aż do Dziwiszowa szliśmy "na szagę", przez opustoszałe już przecież pola i łąki, przez gęste zarośla, głogowe gaje i pyszne lasy bukowe, brzozowe i świerkowe. A cośmy pooglądali - to poniżej. Warto było, mimo mojego nadwyrężonego kolana.





Strona internetowa panny Frody: https://frodka.wordpress.com/




Strona internetowa Dziwiszowa: http://www.dziwiszow.pl/ 


Strona Mikrostacji na Łysej Górze: http://www.aesculap.com.pl/lysa_gora.html 




I jeszcze odnośnik z tematem związany:
Michała Rażniewskiego relacja filmowa z Łysej Góry, nagrana tego samego dnia
 .

09.11.2011

Poranek bardzo listopadowy

Dzisiejszy ranek długo otulał się mgłą: gęstą, początkowo szarą, w miarę upływu czasu różowiejącą od wschodzącego, niewidocznego niemal słońca. Dużo melancholii, dużo baśniowych klimatów stało się Frody i moim udziałem na porannym spacerze. Za 2 dni Święto Niepodległości - z założenia radosne i w taki sposób  obchodzone są podobne święta w innych krajach. U nas jednak jest inaczej: nadęcie lub zapowiedzi bijatyk ulicznych; politykowania zamiast uśmiechu. Oczywiście nie zabraknie Smoleńska, bo kolejna miesięcznica już jutro, w wigilię Jedenastego Listopada.
Kocham jesień nierozmazaną, taką polską: złotą. Ale i takie poranki jak ten dzisiejszy potrafi zachwycić. 




 

06.11.2011

Przeminęła Konferencja n/t mijających krajobrazów


W archiwach znajdzie się niechybnie notka: „W dniu 5 listopada 2011 r. w Jeleniej Górze odbyła sie Konferencja...”. Liczne są: i archiwa, i notatki... i konferencje; a jednak ta sobotnia  warta jest notki nie tylko „ad acta”. Wcale nie najważniejszą przyczyną „godności uwagi” są jeleniogórskie (i pozajeleniogórskie) tuzy, które podczas sympatycznego sympozjum głosiły ex cathedra rzeczy zajmujące, acz dość pospolite: w końcu słuchacze licznie zgromadzeni nie spod sroczego ogona byli; z tematyką obeznani i – co widać było – sednem sprawy zainteresowani.
Pozwolą Państwo, że wprzódy kilka słów bardzo subiektywnych, a później dopiero relacja. Najsampierw więc przypomnę wezwanie tej konferencji, bo czytając moje wywody pomyślą Państwo jeszcze, że na zupełnie innej konferencji byłem, niż wspominana juz w poprzednim poście:

MIJAJĄCE KRAJOBRAZY ZIEMI JELENIOGÓRSKIEJ

Jest to jedno z dość pokaźnego cyklu spotkań regionalnych w ramach odbywających się w okresach dziesięcioletnich Kongresów Krajoznawstwa, których niejako pożywką są właśnie takie, jak wczorajsze spotkania regionalne. Tu wielki „szacun” (wiem, słowo niekoszerne) dla ZG PTTK i przewodniczącego jego Komisji Krajoznawczej doktora Józefa Partyki (nb. z-cy dyrektora Ojcowskiego Parku Narodowego)  za działania na tym polu (polu wielce krajobrazowym) podejmowane. No, ale do rzeczy (by Regince „Ad Rem” nie wypominać):

Krzysztof Tęcza spotkanie moderował i z wdziękiem wrodzonym prowadził.

Pierwszym mówcą (od razu z grubej rury!) był zaś Marcin Z., znany również pod pseudonimem „Prezydent Jeleniej Góry”. Ciekawie było, albowiem zapodał Marcin w programie, że wystąpi z referatem-niespodzianką. Była ona, istotnie, tyle że Prelegent (pleno titulo) w ferworze udanej niezwykle walki z językiem mówionym niemal o niej zapomniał.
A mówił o ludziach. O Ludziach mówił. Podkreślał, jak wielkie znaczenie dla kształtowania krajobrazu społecznego mają osoby ten krajobraz moderujący, opisujący, dokumentujący. Mówił o ewolucji świadomości mieszkańców Ziem Zachodnich (zabolało mnie, gdy całkiem serio – nie w przenośni – użył terminu „Odzyskanych”), o lękach i niepewności pierwszych osadników (kolonistów?) powojennych, o sile i – jednak – mądrości komunistycznej propagandy, wybijającej wielkimi literami pojęcie „piastowskości” naszych ziem. Wspomniał o Sekulskim, wielkim utrwalaczu piastowskiej legendy Śląska, wymienił (co oczywiste) Tadeusza Stecia i jego, napisaną wspólnie z Wojciechem Walczakiem, „Monografię krajoznawczą” Karkonoszy, która była pierwszą (wielce udaną) próbą odejścia od obowiązującego po 1945 r. sposobu opisywania historii tych ziem. Poszedł następnie Marcin tropem swoich pasji historycznych: wspominał ludzi wielkich, których los wojenny i powojenny w te strony rzucił, a o których zdarza sie nam zapominać. Padły więc nazwiska Bolesława Tomaszewskiego (ps. Ostroga), Jana Ładosia czy Jana Koprowskiego. Nie kojarzą Państwo? Odsyłam więc do Słownika Biograficznego Ziemi Jeleniogórskiej. I jako niedawny jeszcze dyrektor Książnicy Karkonoskiej zwrócił się Marcin z prośbą do Słuchaczy (ale również – jak sądzę – do wszystkich innych) o czynny udział w Słownika tego redagowaniu. Mówił Wielce Szanowny Prezydent długo. Limit czasowy przekroczył po wielokroć.

A gdy skończył, rozległ się pomruk: „A gdzie niespodzianka?”. Była ci i ona, niezbyt wprawdzie imponującą, ale ciekawą: otóż wygrzebał Zawiła księgę wklejkową z artykułami prasowymi dotyczącymi Cieplic, utworzoną na zlecenie dyrekcji uzdrowiska w latach pięćdziesiątych. I z księgi tej zacytował krótko, bardzo krótko, albowiem – jak wspomniałem – czas jego wystąpienia minął dawno.
Kolejnym mówcą był doktor Józef Partyka, który przedstawił ideę odbywających się co 10 lat Kongresów Krajoznawczych i organizowanych w trakcie owych dziesięcioletnich interwałów Konferencji Krajoznawczych. Dobrze mówił pan doktor, zajmująco.
Dr Józef Partyka
Na scenę zaproszono naszego dyrektora od lokalnych założeń parkowo-narodowych: Andrzej Raj o ingerencji człowieczej architektury w krajobraz karkonoski. Nie mogło zabraknąć sztandarowego przykładu: „hotelu na Gie” w Karpaczu, wspomniał Andrzej o niebieskim pudle Polcoloritu w Piechowicach. Niezwykłe w jego referacie (dla mnie niezwykłe) było podanie Sobieszowa jako przykładu harmonijnego, nieingerencyjnego rozwoju siedliska ludzkiego (u stóp enklawy KPN-u). Sporo ciekawych zdjęć i materiałów „rzuconych” na ekran.
Andrzej Raj, też dr
Była też mowa o szlakach turystycznych, o ich roli w krajobrazu obrazie... pikczerze, znaczy: „Układanie kostki, kamieni to nie tylko kwestia komfortu dla turystów. Po tak ułożonej drodze (bo juz nie ‘ścieżce’) turyści chodzą, nie zbaczając na boki, nie wydeptując ścieżek równoległych. Przed ułożeniem kostki na odcinku górna stacja wyciągu na Kopę – Dom Śląski ciąg szlaku był obniżony o 1,5 metra w stosunku do sąsiedztwa kosodrzewinowego: poprzez „wydeptanie”, wypłukanie i rozmycie gleby”. Aż niewiarygodne!
Polecę teraz hurtem bardziej, bom nie wszystkich referatów wysłuchiwał: kolejnym mówcą był Staszek Firszt, dyrektor Muzeum Przyrodniczego w Jeleniej Górze, następnie o archiwaliach turystycznych opowiadał Ivo Łaborewicz. Przemek Wiater – a jakże – o Walonach, a Jaro Szczyżowski o Willu-Erichu Peuckercie. Niezwykle ciekawie o Chojniku mówił vice-szefu naszego PTTK-u, Andrzej Mateusiak. Przepiękne ukuł też (przejęzyczając się) określenie: „ochrońcy przyrody”. O tramwajach jeleniogórskich, malowniczych i pięknie wpisanych w krajobraz wykładał Czarek Wiklik.
Stanisław Firszt
Od lewej: Przemek Wiater, Jaro Szczyżowski, Jędrzej Hałatek
Andrzej ("Ochrońcy Przyrody") Mateusiak
Walon Naczelny (ale nie: Główny)
W przerwie pięknie zagrali „Szyszaki” w składzie: Aleksandra Jurczenko, Zbigniew Jurczenko, Maciej Gałęski, Witold Stambulski, Marek Piwowarski. No i bufet... był, bogaty.
Warto było poświęcić tych kilka godzin na posłuchanie niezwykle ciekawych przemówień
Mimo wszystko: było bardzo ciekawie
Zresztą samych organizatorów zaskoczyła liczba konferencjobiorców: niewielka sala w Książnicy wypełniona była ponad brzegi. I dużo „czerwonych”, bardzo dużo. Chwała przewodnikom sudeckim za to, że nie ustają w samokształceniu. Szkoda tylko, że pośród nich tak mało było przewodników „nowej generacji”. Młodzieży, wierzcie mi, internet to nie wszystko; a bycie Przewodnikiem Sudeckim, to coś więcej, niż trzy paczki dniówki. 
A propos "dniówki przewodnickiej": bufet konferencyjny

04.11.2011

Konferencja warta sobotniego przedpołudnia

Nasze zachodniosudeckie PTTK organizuje w sobotę, 5 listopada 2011 r., bardzo ciekawy cykl wykładów pod tytułem
MIJAJĄCE KRAJOBRAZY ZIEMI JELENIOGÓRSKIEJ
Wykłady wygłaszane będą w Książnicy Karkonoskiej, przy ulicy Bankowej 27
Poniżej program Konferencji
mijajace_krajobrazy_2


Smaczek nieoczekiwany: jeden z prelegentów zupełnie przypadkowo dowiedział się wczoraj ode mnie, że ma wygłosić na tej konferencji wykład. PTTK "żondzi"...

02.11.2011

Zaduszkowy poranek - obiektywem

Nad Kotliną zawisł ciężki całun mgły; gdy wychodziłem z domu przed godz. 7.00, nie sądziłem, że uda mi się zrobić jakieś godne zapamiętania zdjęcie. A jednak...
Godzina 7.12 - przez gęstą mgłę usiłuje przebić się słońce
W tym krajobrazie zabrakło mi tylko Hobbitów... czy na pewno ich nie było?
Możliwe jest wszystko, nawet słupy unoszące się w powietrzu
Złota kula
Froda w kolorach jesieni
Sepia brzóz
Babiego lata wspomnienie przymarznięte
Brama ku słońcu, pod czerwonymi dębami
Baśń

Flagi

free counters