Ładowanie...

20.12.2011

"Ścieralność Kolei Izerskiej"


Siąść i płakać? Zębami zgrzytać? Włosów resztkę z łysej głowy rwać? Sami zresztą Państwo zadecydują, zapraszam do lektury... 
Wyremontowana w ubiegłym roku (tak zwana) kolej izerska, czyli linia ze Szklarskiej Poręby do czeskiego Harrachova po raz kolejny w swej przebogatej historii wzbudza kontrowersje. I nie pomaga tutaj fakt, że od lat kolejowych szlaków w naszym kraju ubywa, więc raczej każdy przypadek tendencji odwrotnej powinien być przyjmowany z radością. Jeśli chodzi o kolej izerską odwrotnie nie jest.  
Najpierw traktowano ją jako zagrożenie dla turystycznego potencjału Szklarskiej Poręby. A polegać ono miało na tym, że turyści ze Szklarskiej wyjadą na czeską stronę... bezpowrotnie. Ten absurd bardzo długo traktowano jako argument, także na rożnych szczeblach samorządowych dyskusji.  
Kiedy w końcu przywrócono ruch na tej trasie, media tuż po wypowiedzi wicemarszałka Jerzego Łużniaka, podniosły krzyk o bezcelowości inwestycji, bo będzie trzeba do niej dopłacać, ze względu na deficytowość. Cóż tak jak bezwzględnie do wszystkich połączeń kolejowych. W świetle tych stawianych także dziś pytań o celowość inwestycji, dochodowość linii i potrzebę sięgania po unijne dotacje trzeba by było odpowiedzieć ni mniej ni więcej tylko: "Głupia Unia dała pieniądze a wcześniej ktoś tak samo głupi opracował i uchwalał Strategię Rozwoju Dolnego Śląska, traktując przejazd kolejowy przez przełęcz w Jakuszycach jako jedną z "bram otwarcia granic". 
Dziś jesteśmy chwilę po kolejnych publikacjach, kolejnej wypowiedzi marszałka Łużniaka. [...] Nie ma już czym po niej jeździć, bowiem za bardzo i za szybko zużywają się tam nowoczesne pociągi a konkretnie... koła się ścierają. Jest taka wyjątkowa zależność w temacie kolei izerskiej, ktoś udzieli absurdalnej wypowiedzi, zaraz jest ona z lubością powtarzana w większych kręgach. I choć brzmi to jak żart, okazuje się, że wiele osób w regionie wierzy w to, jakoby na łukach brakowało prowadnic a promień łuków był zbyt mały co zwiększa ścieralność kół. [...] Łuki, rzeczywiście są małe ale nie jest to jedyna linia obsługiwana przez tak samo nowoczesne szynobusy, o małym promieniu łuków. Wymieńmy chociaż linię przez Gryfów czy Lwówek Śląski i tam pojazdy szynowe serii SA radzą sobie bez zarzutu. [...] O wiele bardziej istotny jest fakt ograniczenia prędkości szlakowej na odcinku Szklarska Poręba - Piechowice do 20km/godz., ze względu na fatalny stan torowiska. To na tym fragmencie należącym do PLK, wracające z Czech szynobusy, jadą z żółwią prędkością a mając na uwadze jego górski charakter sprowadza się do do ciągłego hamowania. Ale czy powołana do zbadania szczególnej awaryjności taboru na izerskim szlaku, specjalna komisja, weźmie to pod uwagę?  
Od 21 grudnia obsługę linii Jelenia Góra- Szklarska Poręba od Przewozów Regionalnych przejmą Koleje Dolnośląskie. 
Natomiast od 11 grudnia z Harrachova do Szklarskiej Poręby zajeżdżają czeskie motoráčky Viamontu, którym nie straszne tory, łuki, prowadnice i... co bardzo istotne: nie ścierają się im koła.
Autor: Robert Kotecki
Źródło: Gazeta Regionów
Powiązane: Kolej w Szklarskiej Porębie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Flagi

free counters