Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okolice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okolice. Pokaż wszystkie posty

7.09.2012

Porozmawiajmy o pieniądzach (na ratowanie zabytków)


(...) Kamień węgielny na budowie jednej z największych inwestycji Gdańska, Muzeum II Wojny Światowej, został w sobotę przed południem wmurowany przez premiera Donalda Tuska i ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego. Był to głaz znaleziony przez archeologów w czasie prac poprzedzających budowę placówki, na terenie działki, na której powstanie muzeum. (...)
Dodajmy, że muzeum warte 358 milionów złotych. 
Ile można za te pieniądze zabezpieczyć lub nawet odbudować zabytków na Dolnym Śląsku ? Przyjmując milion złotych na jeden zrujnowany pałac wychodzi na to, że prawie wszystkie ruiny miałyby zabezpieczone mury, duża część dostałaby nowy dach, przy każdym by wycięto samosiejki i postawiono tablicę informacyjną... 358 zabytkowych pałaców przetrwało by dla następnych pokoleń. W 358 wsiach i miasteczkach mogłyby się pojawić perspektywy dla rozwoju turystyki, być może nawet miejsca pracy.
Pamiętając jednak, że większa część jest w rękach prywatnych można by za te pieniądze wykonać remonty zastępcze i uratować je dla kolejnych pokoleń. 
Gdyby jednak wydać 50 milionów złotych na każdy obiekt i odbudować go całkowicie to odzyskalibyśmy 7 pałaców, a wraz z nimi 7 miejscowości dostałoby szansę na rozwój przez aktywizację turystyczną. Te pieniądze mogły uratować Goszcz, Brzezinkę, Parchów, Siedlce, Gorzanów, Bożków, Piotrkowice, Wilkanów, Dziewin, Gościszów, Słupice, Jędrzychowice lub jeszcze inne cenne obiekty, które dzisiaj niszczeją bo brak pieniędzy nawet na najpilniejsze zabezpieczenia. W jednym i drugim przypadku to by była swego rodzaju rewolucja dla regionu, dająca szansę nie tylko zabytkom, ale i ludziom.
Źródło: Śląskie zabytki - blog o zabytkach i nie tylko

5.09.2012

Wrześniowe ranki rześkie

Zaczęły się mgliste poranki września. Codzienne spacery z Frodą po okolicznych wzgórzach kończą się przemoczonymi butami, nasiąkniętymi skarpetami i... pamięcią niezwykłych światłogier pośród drzew i na polanach.

A gdy wracamy już do domu, gdy słońce rozpędzi mgły, obserwujemy ciągle jeszcze intensywne życie zwierzęce.
Poranki wczesnowrześniowe, z rześką temperaturą nieprzekraczającą 10°C, przypominają, że czas już szykować się do zimy.

Dziesiątki utkanych sieci na osiedlowym boisku
Wędrownik cętkowany
Mocowanie sieci
Sieć z nanizanymi diamencikami
Obwodnica w sieci
Wielokolorowość
Krzyż bez tła
Przystanek w porannej wędrówce
Wejście do lasu

Słoneczne gry świateł pośród drzew
Góry Kaczawskie wynurzają się z mgieł porannych
Orka (codzienna?) na tle Gór Kaczawskich
Dziewięćsił bezłodygowy (Carlina acaulis L.)

Tkacz wielce ambitny, swoje dzieło co świt rozpoczyna od nowa

27.08.2012

Dobków, warsztaty

Dwa dni, dwa festyny (Dobków i Paszowice), dwa zamki w rozsypce (Lipa i Świny), piękniejące miasto (Jawor) z olśniewającym Kościołem Pokoju. I jakże pozytywna, budująca dawka optymizmu: że można, że to potrzebne, że jest na tego typu imprezy zapotrzebowanie. Że nie trzeba zasłaniać swojej bezradności i braku umiejętności w zarządzaniu miastem/gminą tłumaczeniami bezsensownymi: “Nie ma pieniędzy” (burmistrz Wlenia), “Nie ma możliwości” (prezydent miasta Jelenia Góra). Ja w tych tłumaczeniach widzę prostą zasadę osiągania własnego, najwyższego stopnia niekompetencji: “Nie mam ochoty i zdolności, ale stołka – k… wasza mać! – nie oddam!”.

Po kolei jednak. W sobotę pojechaliśmy do Dobkowa, “wsi najpiękniejszej na Dolnym Śląsku” w roku 2011 według jurorów konkursu pod tymże wezwaniem. Tam odbywały się już siódme Kaczawskie Warsztaty Artystyczne. Program imprezy, mojej Połowinki i moje plany z wydarzeniem związane opisywałem w poprzednim poście. Trochę zmodyfikowane wypaliły jednak ku obopólnej satysfakcji w stu (i jednym) procencie. Przyjechaliśmy do Dobkowa nieco wcześniej, by pospacerować po okolicznych wzgórzach. Kilka samochodów już stało na przygotowanych miejscach parkingowych, strażacy pożarni ruchem dyrygowali sprawnie, spory plac przed domem kultury (przewspaniała sala, nota bene) z wolna wypełniał się ludźmi: widzami i wystawcami.
My przeszliśmy się najpierw na Kapliczną, wzgórze nad wsią górujące, z niewielka wotywna kapliczka i krzyżem, skąd widok piękny na Góry Kaczawskie, ale nie na Dobków. Ten leży skryty w głębokim wąwozie Bukownicy, z góry widać jeno część dzwonniczej wieży kościoła św. Idziego. Do góry wchodzi się lipową aleją, choć lipy młode jeszcze, więc od słońca nie chronią.
 Do05_pSpodKaplicznej
Z Kaplicznej zeszliśmy leśną ścieżką z powrotem do Dobkowa, gdzie właśnie zaczynała się oficjalnie Warsztatowa Impreza. Tłum zrobił się spory, przybyło samochodów na parkingach, a wokół straganów gromadziło się coraz więcej ciekawskich, ale i aktywnie w warsztatach uczestniczących, głównie dzieci. Układanie mozaik z kostek graniowych i (chyba) bazaltowych, których “produkcja” odbywała się na miejscu, zgromadziło dobry tuzin wschodzących mistrzów kamieniarstwa artystycznego. I te zafascynowane buzie: już dla tego widoku warto się natrudzić przy organizacji takiej imprezy
DoF10_Mozaiki
Tuż obok – spory budynek, o którym czytamy: W Sudeckiej Zagrodzie Edukacyjnej – bo tak ma się nazywać ośrodek – nie będzie nietykalnych eksponatów, a dzieci będą się uczyć poprzez eksperymentowanie i zabawę. Budynek przyszłego centrum – jeden z bardziej okazałych we wsi – do niedawna był jeszcze zamieszkany. Ma szczęście – jak wiele innych tego typu domów nie popadnie w ruinę, lecz stanie się być może reprezentacyjnym obiektem Dobkowa. Sudecka Zagroda Edukacyjna to bowiem bardzo ambitne przedsięwzięcie”. Wewnątrz trwają prace adaptacyjne, co nie przeszkadza w wykorzystywaniu pomieszczeń na wystawy, zajęcia i prezentacje. Mnie najbardziej ujął najzwyklejszy kredens kuchenny, przywołał wspomnienia dzieciństwa, zupełnie innej krainy i całkiem innych, zapomnianych niemal czasów1. Kredens babciny…
DoF14_Kredens
Na parterze – jak to u Niemców bywało – pod jednym dachem, acz od części mieszkalnej korytarzem oddzielona stajnia. Przypuszczam, że już wkrótce to tutaj będą odbywać się w niepogody spotkania, wystawy, dyskusje, warsztaty przeróżne.
Do18_Stajnia
Wprawdzie z planowanych zajęć ceramicznych Połowinka moja nie skorzystała (żal było zabierać przejętej twórczością glinianą dzieciarni miejsce przy kole garncarskim), ale za to błyskawicznie nauczyła się sztuki nowej: tworzenia z krepiny barwnej… krokusów. Tu także zainteresowanie rękodziełem przemiłej pani było ogromne.
 DoF30_Ceramika
DoF30_KwiatDoF31_Zainteresowanie
Z atrakcji – poza występami artystycznymi śpiewaczych grup z Dobkowa, gmin sąsiednich i odległych – wymienię (ciurkiem): tworzenie ogromnych baniek mydlanych, warsztaty haftu i szydełkowania, malowanie Krtečka na stoisku zaprzyjaźnionej gminy z Czech, wystawę starych fotografii z czasów tuż-powojennych (dziadkowie wnuczętom pokazywali i opowiadali, jak wyglądały te pionierskie lata na Ziemiach Wyzyskanych) oraz mini-zoo, w którym Froda (nasz dzielny Zwiedzaczek) chciała się zaprzyjaźnić z owcą, ale strach stanął przyjaźni na przeszkodzie. Dodam z lekkim zażenowaniem, że bała się Froda; owca dążyła do zawarcia znajomości, choć obie panie dzieliła siatka.  
DoF21_FroiOwca
No i wreszcie: WYBUCH WULKANU! Wybuchy trzy właściwie: o 16.00, 17.00 i 18.00: pełna władza nad geologiczną aktywnością w Krainie Wygasłych Wulkanów! Pokaz (fachowo przygotowany i sprawnie objaśniony) zgromadził spory tłumek żądnych wiedzy wybuchowej…
DoF29_Wulkan2
Długo można byłoby opowiadać o Kaczawskich Warsztatach Artystycznych, jednak najlepiej jest wyrobić sobie własną opinię, bo już za rok odbędą się kolejne. Warto zajrzeć, posiedzieć, wziąć udział w zajęciach. Zobaczyć ładną wieś, uśmiechniętych mieszkańców i gości. I uczyć się od Dobkowian spontaniczności, zaangażowania, chęci do tworzenia czegoś niezwykłego, nowego – a przy tym wszystkim zasłużonej dumy ze swojego miejsca na ziemi, które aktywnie współtworzą i kształtują. Dodam, by do początku niniejszego tekstu nawiązać: Dobków nie ma złotej żyły, i nie finansuje tych przedsięwzięć ze sprzedaży tego złota na rynkach i poprzez ukochany przez PO AmberGold (wraz z OLT). 
Członkowie Partnerstwa Kaczawskiego pukają do wszelkich możliwych okienek, za którymi kryć może się “kasa”,  pukają cierpliwie i skutecznie; a gdy kasę tę wydębią, nie przeznaczają jej na fanaberie sołtysa (czy w przypadku na wstępie wymienionych miast: prezydenta), lecz w tego typu przedsięwzięcia ku pożytkowi ogółu inwestują. Że się nie opłaca? Jeśli panowie zarządzający miastami nie widzą w tym społecznej opłacalności wysokiego stopnia, to naprawdę czas najwyższy, by zmienili profesję. Natychmiast!

Linki ważne:
Dobków
EkoMuzeum w Dobkowie
Partnerstwo Kaczawskie

I na koniec; panoramka skromna pięknych Gór Kaczawskich... Ech, ukochanych pagórków moich!

24.08.2012

Dobków w sobotę, czyli: nie śnięci garnki lepią


Moja artystycznie uzdolniona wielce Połowinka postanowiła wziąć udział w Warsztatach Ceramicznych w przepięknym podkaczawskim Dobkowie.

Dołączam! Mniej może do warsztatu (wolę własny, skromny, niepozorny warsztacik, niż dmuchaną ceramikę), ale do wyjazdu do Najpiękniejszej Wsi Dolnego Śląska (w roku 2011; vide: http://goo.gl/uGev0).

Chcę sobie połazić po tym regionie Kaczawskiego Pogórza, przejść Szlakiem Kapliczek we wsi, udać się na Górę Kapliczną (cytatcik: "Wyjątkowy katolicyzm mieszkańców w dawnych wiekach pozostawił wiele pamiątek. Można tu zobaczyć licznie występujące kapliczki i figurki przydrożne. Kościół, pierwotnie gotycki z 1399 roku, nosi cechy barokowe po przebudowie w 1735 r. i jest pod wezwaniem św. Idziego. We wsi są bardzo liczne, stare, bo ponad stuletnie domy"), a jeśli starczy czasu: na Mokrą Łąkę (przez Jodłową Łąkę), zajrzeć do Ekomuzeum Rzemiosła, przyjąć do siebie poczęstunek w Villi Greta.

Społeczność Dobkowa to niezwykłe zjawisko na mapie polskich; dolnośląskich wsi: potrafili się zjednoczyć wokół nośnej i fajnej idei, rozwijają ją wspólnymi staraniami, znaleźli - jak to napisano - "pomysł na siebie". I to działa, przynosi efekty reklamowe, ale i bardzo wymierne finansowe. 

Da się? Da się! "Trzeba ino kcieć".

http://goo.gl/rrgMp
http://www.villagreta.pl/
http://art-el.prv.pl/

13.02.2012

O rząśnickim domu modlitw kolejnych słów kilka

Cały świat zna i sławi trzy śląskie Kościoły Pokoju i sześć Kościołów Łaski, jednak mało kto mówi o dwustu śląskich kościołach-domach modlitewnych. Być może nie są aż tak ważne...

Kilka słów o domu modlitwy z Rząśnika, którego niemiecka nazwa brzmi Schönwaldau. W 1268 r. ta wieś niemieckich osadźców funkcjonowała pod nazwą „Sonnenwalde”, od 1368 r. posiadała swój kościół. Mieszkańcy szybko zwrócili sie ku kościołowi reformowanemu, a pierwszym znanym z nazwiska duchownych ewangelickim w Schönwaldau był delegowany z Jeleniej Góry (gdzie był kantorem), a urodzony w Lwówku Śląskim, Johannes Heuptmann, który swój urząd objął 17 października 1548 r.
W wyniku kontrreformacji kościół ponownie trafił we władanie katolików, pomimo że większość mieszkańców czuła się związana z religią protestancką. Kościołem zarządzał w tym czasie katolicki proboszcz z Wlenia. Po wkroczeniu na Śląsk wojsk Fryderyka II, zwanego Wielkim ewangelicy z Rząśnika stawili się w królewskim namiocie polowym w Rauschwitz (dzisiaj: Ruszowice, pow. głogowski) i poprosili o zwrot kościoła i nadanie im pastora ewangelickiego. Pozwolenie takie otrzymali rok później, 31 marca 1742 r., a obejmowało ono pozwolenie na stworzenie parafii ewangelickiej, wzniesienie „domu modlitw” i szkoły, zatrudnienie pastora i nauczyciela. Właściciel wsi urządził w górnej części zamku (nota bene projektowanego przez słynnego architekta Martina Frantza) salę kościelną. 6 kwietnia 1742 r., po 88 latach, we wsiach Schönwaldau i Johnsdorf (Rząśnik i Janówek) znów pojawił się ewangelicki duchowny: Georg Gottfried Schwolcke. W 1748 r. na skutek uderzenia pioruna spłonęła górna część zamku, tak więc nabożeństwa odbywać musiały się pod gołym niebem. W tym czasie gotowe były jednak plebania i szkoła ewangelicka. Wierni zadecydowali o budowie domu modlitwy i 3 listopada 1748 poświęcono nowy szachulcowy budynek, wzniesiony według projektu Jermiasa Maiwalda z Wojcieszyc. Dom modlitwy przetrwał w świetnym stanie kolejne stulecie, choć już w 50 lat po jego wybudowaniu w okazjonalnym piśmie rocznicowym przeczytać można: „Szkoda, że kościół nasz nie jest murowany; że jest ciemny i o wiele za mały dla tej liczby parafian; a rozbudowa nie jest możliwa”.
Dom modlitwy służył wiernym aż do 1919 roku. 4 września owego roku Parafialna Rada Kościelna wystosowała do Wrocławia pismo z następującą informacją: „...nasz tutejszy kościół ewangelicki (dom modlitwy) padł wczoraj ofiarą płomieni, po tym, gdy w sąsiedni dom uderzył piorun. Udało się uratować część wyposażenia ołtarza, tablice pamiątkowe i inne ruchomości”.
Wierni ponownie trafili do zamku, gdzie urządzono salę modlitwy. Było to rozwiązanie tymczasowe, niesatysfakcjonujące parafian, więc 14 maja 1922 roku zwrócono się z prośba o pozwolenie „na odbudowę zniszczonego przez pożar domu modlitwy”. Załączony kosztorys, sporządzony przez miejscowego cieślę Wilhelma Hoffmanna opiewał na sumę prawie 1,3 miliona marek. Pamiętać należy, że był to czas kryzysu światowego i galopującej inflacji. Tym bardziej zdumiewa, że w kwietniu 1923 r. wierni zadecydowali o zakupie nowych organów. Koszt: 15,5 miliona marek. 14 czerwca 1923 roku nowy kościół zostaje poświęcony. Budowla odwołuje się w swojej architekturze do dawnego domu modlitw, choć nie została posadowiona na jego fundamentach (o ile takie w ogóle istniały). Poza przyczynami finansowymi (szachulcowa konstrukcja była tania, prace budowlane prowadzić można było przy pomocy miejscowej siły roboczej), istniał jeszcze jeden ważki powód, by dokonać takiej rekonstrukcji. Oto pewien młody człowiek, historyk sztuki, wydał wówczas studium pod tytułem „Kościoły - Domy modlitwy w powiecie jeleniogórskim”, a także podjął się nadzoru historyczno-architektonicznego nowej budowli, Człowiekiem tym był Günther Grundmann. Zastosowano podczas budowy konstrukcję wiązaną: z zewnątrz konstrukcja szachulcowa, wewnątrz – ceglana. Grundmann podjął się również zaprojektowania nowego ołtarza z amboną.
Przez następne 20 lat nowy dom modlitwy służył wiernym wsi Schönwaldau i Johnsdorf. Po II wojnie światowej i wysiedleniu Niemców budynek stał pusty, przynajmniej od 1954 r. W tym bowiem roku ostatni niemiecki pastor, Helmut Steckel, udzielił tu ślubu; nabożeństwa po 1945 r. w Rząśniku nie odbywały się.

Wkrótce budynek – przewieziony po rozbiórce z Rząśnika do Łomnicy – zostanie zrekonstruowany i stanie u stóp Dużego Pałacu łomnickiego. Koncepcja ta napotkała początkowo na opór ze strony radnych gminy Mysłakowice (w zasadzie: jednego radnego), jednak dzisiaj właściciele pałacu i dominium w Łomnicy posiadają wszelkie zezwolenia, wmurowany został również kamień węgielny w miejscu, w którym dom modlitw ma stanąć.



Linki:
O domu modlitwy na stronie Pałacu Łomnica

7.09.2011

Maciejowa: wspomnienie o pałacu. Wieża widokowa i kaplica grobowa.


Majątek rycerski Maiwaldau (dzisiaj: Maciejowa), zwany w najstarszych dokumentach „Meyenwald”, położony był przy drodze z Jeleniej Góry do Bolkowa. Około roku 1200 jako jego właściciel występuje Wittich von Czirn. Z zachowanych dokumentów najstarszy nosi datę 1319 r. i stanowi potwierdzenie sprzedaży majątku Maiwaldau przez Albertusa Bavarusa na rzecz Otto von Zedlitza. 
W rękach Zedlitzów majątek pozostawał aż do wojny trzydziestoletniej, podczas której był wielokrotnie grabiony i niszczony. Po wojnie wielokrotnie zmieniał właścicieli. W 1672 stał sie własnością rotmistrza Jego Cesarskiej Wysokości, Ferdinanda hrabiego von Karwatha z Węgier. W rękach rodziny Karwath Maciejowa pozostawała aż do 1765 r., kiedy to sprzedana została księżnej Sapiesze, a w 1790 r. majątek nabył Johannes Nepomuk Gotthard hrabia von Schaffgotsch. Kolejnymi właścicielami majątku do 1851 r. byli: Leopold Gotthard v. Schaffgotsch (do 1820 r.), Christian Leopold v. Schaffgotsch (do 1832 r.), aż wreszcie Emmo hrabia v. Schaffgotsch (do 1851 r.). Ten ostatni sprzedał pałac z majątkiem Udo von Alvenslebenowi (do 1858 r.); kolejnymi właścicielami byli:  kupiec i fabrykant Friedrich August Kuhn (do 1862 r.), książę Elimar von Oldenburg (do 1871 r.), właściciel dóbr rycerskich Walter, który po kilku miesiącach odsprzedał majątek z pałacem Radcy Komercjalnemu i fabrykantowi dywanów Emilowi Beckerowi z Berlina. 
Pałac w Maciejowej w swoich najlepszych czasach.
Po prawej stronie, na wzniesieniu, widoczna wieża widokowa, o której poniżej.
Sam pałac powstał w latach 1686-1688 z inicjatywy J. Ferdinanda von Karwatha, a w latach 1710-1720 został zmodernizowany: architekt Johann Blasius Peintner z Karyntii nadał mu czysto barokową formę. W roku 1873 dokonano gruntownej jego renowacji, przekształcając w niezwykle luksusową rezydencję. W tym czasie na wzgórzach leżących za pałacem powstał przepiękny park krajobrazowy z drzewostanem bukowo-dębowym i licznymi ocienionymi alejami, z których rozciągał się widok na widoczny Grzbiet Południowy Gór Kaczawskich. Radca Komercjalny Emil Becker wyremontował podupadającą budowle i umieścił w niej swoją przebogata kolekcję sztuki i broni. W końcu lat 20 XX w. ostatni spadkobierca Beckerów przekazał obiekt miastu Jelenia Góra, które z kolei sprzedało posiadłość miejscowemu handlarzowi win. Od 1943 r. pałac był własnością Poczty Rzeszy, przebywały tutaj także ofiary bombardowań z różnych miast wschodnioniemieckich. 
W 1875 r. na szczycie wzgórza rozpoczęto budowę niezwykle kunsztownej wieży widokowej z granitu i mocno wypalanej cegły (niemal klinkierowej, aczkolwiek „niemal” robi sporą różnicę...).
Po wojnie pałac został rozszabrowany i do połowy lat 60-tych stał pusty, aż wreszcie w 1965 r. został rozebrany. Günther Grundmann uważał pałac w Maciejowej za najlepszy barokowy obiekt architektoniczny w Kotlinie Jeleniogórskiej. Opinię tę wyraził między innymi w odpowiedzi na zamiar władz miejskich Jeleniej Góry wyburzenia pałacu w 1941 r. Jak widać – co się odwlekło...

Po pałacu nie ma dzisiaj śladu. Wkrótce też znikną ślady założenia parkowego: dzisiaj świadczą o nim przewspaniałe, niemal dwustuletnie buki i ledwie rozpoznawalne pozostałości po alejach spacerowych. W byłym parku stoi (jeszcze, ale - pewnie już niedługo) przepiękna wieża widokowa i niezwykła kaplica grobowa rodziny Becher. Zdjęcia poniżej, komentarza nie będzie, bo mi się serducho kraje...

Wieża widokowa w Maciejowej


We wnętrzu wieży

Kaplica grobowa rodziny Beckerów
 

Zdewastowane wnętrze kaplicy
Wejście do grobowca
Dębowa, bogato rzeźbiona trumna - nadpalona, zbezczeszczona...
Spód tablicy epitafijnej, której lico znajduje się w górnej części kaplicy
Elementy konstrukcyjno-architektoniczne w grobowcu
Widok od frontu: u wejścia dwie kolumny z czerwonego marmuru
Widok na Góry Kaczawskie z okolic wieży widokowej

17.08.2011

Nie-tubylca spojrzenie na tubylcze miasteczka: jak nas widzą, tak nas piszą.

My, Tubylcy i Zasiedleńcy naszej części Dolnego Śląska, naszej Kotliny Jeleniogórskiej i ziem dookoła niej położonych, postrzegamy naszą Małą Ojczyznę oczyma nawykłymi: niewiele nas dziwi, jeszcze mniej zaskakuje, chociaż oczywiście dostrzegamy dziesiątki (setki? tysiące?) spraw drobnych i wielkich, zaniedbań niewielkich i ogromnych, których naprawienia byśmy oczekiwali, lub za których naprawę - nie bacząc na tzw. "czynniki" zabieramy się sami. Wielu z nas zdaje sobie doskonale sprawę z licznych ułomności, o które ocieramy się w każdym miasteczku, w każdej gminie. A jednak - tu wyrażam przypuszczenie i stosuję uogólnienie, wychodząc od własnych doświadczeń - dumni jesteśmy z wielu wspaniałości, pośród których przyszło nam żyć. Dostrzegamy zmiany na lepsze, wkurzamy się, gdy postępują zbyt wolno lub w kierunku, który niekoniecznie odpowiada naszym wyobrażeniom.
Coraz lepiej poznajemy wszelkie - zaprawdę niebywałe - atrakcje, jakie zgotowały nam pospołu Natura, Historia i Inwencja Ludzka. I przecież nie jest istotne, czy powstały w tej, czy innej epoce; w takiej, a nie innej konfiguracji politycznej; na skutek działań tego, czy innego narodu: nasz (z)DOLNY ŚLĄSK jest niewątpliwie kulturowym, architektonicznym i obyczajowym zwierciadłem historii (przynajmniej) CZWORGA narodów: Czechów, Austriaków, Prusaków i Niemców (tu dla uproszczenia stawiam znak równości) i nas, Polaków.
A wszystkim żyjącym tu na przestrzeni stuleci ludziom niezmiennie przyglądała się Śnieżka, wszystkich wabiły tajemnicze Karkonosze, dzikiej Góry Izerskie i strzegące Kotliny od południowego wschodu Rudawy Janowickie (ich niemiecka nazwa: Landeshuter Kamm, pochodząca od dawnej nazwy miasta Kamienna Góra, da się przetłumaczyć jako "Grzbiet Strzegący Krainę".
Tym ciekawiej się zrobiło, gdy przeczytałem zamieszczony poniżej tekst Artura, faceta, którego nauczyłem się na podstawie jego wspaniałych wpisów na Buzz'zie, a teraz na G+ cenić i szanować, i z którego opiniami się liczę. Bo oto opisał Artur w krótkich słowach inną percepcję tego, co my widujemy na co dzień, do czego - być może - przywykliśmy. Nie w pełni zgadzam się z Jego "wnioskami", które z krótkiego "oglądu" Mirska, Gryfowa Śląskiego i Lwówka Śląskiego wysnuł, jednak warto poczytać, co "dostrzegają" nie-tubylcy. Jego zdjęcia na G+ wydają się obiektywne, chociaż oczywiście - jak przypuszczam - zostały dobrane pod niektóre tezy zamieszczonej tam notatki.


Może podyskutujemy na ten temat w gronie "Tubylców"?
Wracając z Świeradowa Zdroju obraliśmy drogę przez Mirsk, Gryfów, Lwówek Śląski i Złotoryję do autostrady A4. W Mirsku i Lwówku zatrzymaliśmy się na chwilę. Dla mnie i mojej żony to tereny trochę egzotyczne. I przyznam, że to co tam zobaczyłem poruszyło mnie.
Cała ta zamieć II Wojny Światowej, z frontem który przetoczył się przez tamte okolice, z późniejszymi przesiedleniami: Niemców na do Niemiec, Polaków z kresów wschodnich na ich miejsce, w obcy opuszczony świat w którym na nowo trzeba było organizować sobie życie, jest aż nadto dobrze widoczna. Nie był to chirurg kto zszywał poranione miasta, raczej felczer i nie było to prawdziwe szycie a raczej fastryga. Szczególnie dobrze widać to w Lwówku, w którym aż bije w oczy zmieszanie pozostałości dawnej świetności, średniowiecznych murów i fragmentów historycznej zabudowy z brzydkimi budynkami dostawionymi po wojnie, z blokami mieszkalnymi. Niezwykły, ale i na swój sposób turpistycznie poetycki widok.

Ma się nieodparte wrażenie, że tak jak w naprędce połatano miasta tak naskórkowa i na chybcika odtworzona jest tkanka społeczna. Sporo pijaczków, zbijających się w grupki wyrostków. Tablice przy zabytkach starannie omijają stare nazwy miejscowości...

Nie wiem, czy napisano jakąś uczciwą monografię epopei (?) “Ziem Odzyskanych”. Byłaby chyba ciekawa.

Pozwolę sobie na małe wspomnienie. Końcem lat 80-tych w moim liceum odgrzebaliśmy stare tableu bodaj z 1947 roku. Utrzymany w realistycznym plakatowym stylu rysunek, przedstawiający, o ile pamiętam, robotnika lub żołnierza, fragment mapy ziem zachodnich w tle, jakiś slogan o Ziemiach Zachodnich, zdjęcia uczniów. Autorem tableau, narysowanego dla swojej klasy był absolwent mojego liceum, nieżyjący już artysta Zbigniew Beksiński. W tym momencie na moment dotknąłem tamtych czasów: propaganda, mit, ziemie utracone, ziemie odzyskane, nadzieja na nowe życie.

Potrzeba dobrego fotografa by oddać nastrój tych miasteczek. Ja nie potrafię. Ale wrzucam mimo wszystko zdjęcia by, być może, trochę przybliżyć atmosferę miejsc.
 [Tekst z: http://plus.google.com/107542963091048214466/posts/btMQj6pfoc8 ]


Powyższa notatka ukazała się także na Facebooku 

6.03.2011

Copywriterzy do dzieła! Dolina Pałaców i Ogrodów czeka.

.

REGULAMIN KONKURSU


I. Organizator


Organizatorem konkursu jest Wydawnictwo Poligrafia "AD REM" z siedzibą przy ul. Okrzei 12 w Jeleniej Górze na zlecenie Fundacji Doliny Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej z siedzibą przy ul. Świdnickiej 31 we Wrocławiu.


II. Cel konkursu


Główny celem konkursu jest wyłonienie hasła promocyjnego dla „Doliny Pałaców i Ogrodów”. Celem pośrednim jest promocja zabytków Doliny Pałaców i Ogrodów oraz rozbudzenie zainteresowania wśród dzieci dziedzictwem kulturowym Kotliny Jeleniogórskiej


III. Warunki uczestnictwa 


1. Uczestnikami konkursu mogą być dzieci szkół podstawowych i gimnazjalnych. 
2. Z udziału w Konkursie wyłączeni są osoby związane bezpośrednio z Organizatorem 
3. Uczestnik Konkursu zobowiązany jest do zapoznania się z Regulaminem Konkursu. 
4. Organizator nie ponosi odpowiedzialności za zgłoszenia, które nie dotarły w terminie oraz zastrzega iż nie będą one rozpatrywane.
5. Organizator nie ponosi odpowiedzialności za podanie nieprawdziwych danych lub danych osoby trzeciej przez Uczestników. Podanie nieprawdziwych danych skutkuje odebraniem prawa do nagrody.
6. Udział w Konkursie jest bezpłatny.
7. Uczestnik konkursu ma obowiązek zapoznać się z informacjami i zdjęciami dotyczącymi „Doliny Pałaców i Ogrodów” Kotliny Jeleniogórskiej dostępnymi na stronie www.dolinapalacow.pl. 


IV. Zasady konkursu


1. Hasło konkursowe należy wpisać na kartkę pocztową i przesłać do dnia 14.03.2011 na adres: Oddziału Fundacji Doliny Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej w Pałacu Wojanów, Wojanów 9, 58-508 Jelenia Góra.
2. Jeden uczestnik konkursu ma prawo przesłać jedno zgłoszenie.
3. Zgłoszenie hasła do Konkursu jest równoznaczne z oświadczeniem Uczestnika, że przysługują mu nieograniczone autorskie prawa osobiste i majątkowe do przedmiotu konkursu i że ponosi on wszelką odpowiedzialność za złamanie tych praw.
4. Zgłoszenie hasła do Konkursu jest równoznaczne z udzieleniem przez Uczestnika zgody na prezentowanie zgłoszonych haseł na stronach internetowych należących do Organizatora.
5. Konkurs jest moderowany przez Organizatora. Moderacja w Konkursie polega na prawie Organizatora do niedopuszczeniu do konkursu, bez konieczności poinformowania o tym Uczestnika, haseł, które:
a) narusza prawo obowiązujące w Polsce,
b) narusza prawa i uczucia osób trzecich,
c) zawiera treści powszechnie uznane za społecznie niewłaściwe i naganne moralnie (np. hasła zawierające treści obraźliwe, wulgarne, obsceniczne, nawołujące do nienawiści i przemocy)
d) zawiera treści o charakterze komercyjnym (reklamy)
e) narusza inne postanowienia zawarte w Regulaminie Konkursu.
6. Uczestnik ma prawo wycofać zgłoszone hasło wyłącznie w czasie trwania Konkursu.
7. Na kartce pocztowej należy umieścić także dane teleadresowe twórcy hasła. 


V. Rozstrzygnięcie konkursu i nagrody 


1. Ocena nadesłanych haseł dokonywana będzie przez Jury powołane przez Organizatora. W Skład jury wejdą przedstawiciele Organizatora ADREM i Fundacji Doliny Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej
2. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi do dnia: 21.03.2011 roku, przekazanie nagród nastąpi do dnia: 31.03.20111
3. Szkoły oraz placówki, których uczniami będą laureaci konkursu, zostaną zawiadomione pisemnie o przyznanych nagrodach i wyróżnieniach. Rozstrzygnięcie konkursu zostanie także ogłoszone na stronie internetowej Organizatora.
4. W konkursie zostaną przyznane 3 nagrody:
1 miejsce: pobyt w Pałacu Wojanów (pobyt dziecka-laureata konkursu w opiekunami) + wycieczka do Dolinie Pałaców i Ogrodów
2 miejsce: pobyt w Pałacu Paulinum (pobyt dziecka-laureata konkursu w opiekunami) w Jeleniej Górze
3 miejsce: nagrody rzeczowe
5. Nagrody w Konkursie nie można zamienić na inną nagrodę, ani na ekwiwalent pieniężny. 
6. Zwycięzcy Konkursu nie mogą przenieść prawa do otrzymania nagrody na osoby trzecie.


VI. Postanowienia końcowe 


1. Organizatorzy zastrzegają sobie prawo do nieodpłatnego wykorzystania prac w prasie, telewizji, katalogach, informatorach i na plakatach w celach promocji konkursu.
2. Regulamin znajduje się do wglądu w siedzibie Fundacji we Wrocławiu i Wojanowie, Organizatora konkursu firmy AD-REM w Jeleniej Górze oraz na ich stronach internetowych: www.dolinapalacow.pl, www.www.adrem.jgora.pl 
3. W sprawach dotyczących zagadnienia Doliny Pałaców i Ogrodów należy kontaktować się z Grażyną Kolarzyk, tel. 75 74 28 501, g.kolarzyk@dolinapalacow.pl  lub Katarzyną Smorek 71 782 22 32, k.smorek@dolinapalacow.pl
4. Złamanie ustaleń regulaminu Konkursu przez Uczestnika będzie oznaczało jego wykluczenie z uczestnictwa w Konkursie.
5. W sprawach nie uregulowanych niniejszym Regulaminem zastosowanie znajdą odpowiednie przepisy Kodeksu Cywilnego.
6. Nadesłane na Konkurs dane osobowe uczestników mogą być przetwarzane przez Organizatora wyłącznie w celu wykonania ich obowiązków związanych z Konkursem oraz w celach informacyjno-marketingowych Organizatora. Dane będą chronione zgodnie z Ustawą o Ochronie Danych Osobowych (Dz. U. Nr 133/97, poz. 883). Uczestnikom Konkursu przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania




Organizatorzy:
Wydawnictwo- Poligrafia 
AD-REM
ul. Okrzei 12
58-500 Jelenia Góra

Fundacja Doliny Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej
ul. Świdnicka 31
50-066 Wrocław
Oddział Fundacji w Pałacu Wojanów
Wojanów 9
58-508 Jelenia Góra

1.03.2011

100 kilometrów piechotą, czyli wędrówka po obrzeżach Kotliny Jeleniogórskiej

.
Do startu zostało 122 dni


1. lipca 2011 o godzinie 18:00 z jeleniogórskiego Rynku (zwanego Placem Ratuszowym) wystartuje pierwsza wyprawa dookoła Kotliny Jeleniogórskiej, lecz tym razem nie po okalających ją łańcuchach górskich, a u ich podnóża. Wędrówka trwać będzie bez przerwy, do 3. lipca - i skończy się również na Rynku w Jeleniej Górze. Oto trasa: 


Wszelkie informacje na stronie Gildii Przewodników Sudeckich, tam także zapisy drogą mailową lub telefoniczną.

4.01.2011

Johannes Maximilian Avenarius - artysta śląski

Za 3 dni, 7 stycznia, przypada 124 rocznica urodzin Johannesa Maximiliana Avenariusa, w naszych okolicach znanego głównie jako autora fresków w Hali Rajskiej w domu Gerharta Hauptmanna w Jagniątkowie.
Pozwolę sobie zamieścić tutaj wspomnieniowo tłumaczenie (z niewielkimi skrótami) artykułu z "Der Wanderer im Riesengebirge" z lutego 1940 r. Czytając tekst proszę mieć przed oczami tę datę...
Opowiemy o Wędrowcu po śląskiej krainie, o Wędrowcu, który w swojej drodze życia przez 53 lata związany był ze śląskim krajobrazem górskim, jak mało kto. Oto stanie przed nami Ślązak z gór, w pełnej krasie swojej osobowości i swojego dorobku artystycznego. Jednak i osobowość, i dorobek są u Johannesa M. Avenariusa tak różnorodne i barwne, jak piękny krajobraz Kotliny Jeleniogórskiej, a równocześnie tak jednoznaczne i wyraziste, jak znaczone ostrą linią szczyty Karkonoszy. Ów Ślązak, Johannes M. Avenarius, jest jak jasne zwierciadło dla swoich krajan i krainy, w której żyją, a z której sam się wywodzi i którą zawarł trwale w swoim wielkim sercu człowieka obdarzonego artystycznym talentem.
Gryfów Śląski niechaj będzie pierwszym przystankiem. To tu 7 stycznia 1887 r. na świat przyszedł Johannes Maximilian Avenarius. Jego ojciec, doktor Ludwig Avenarius był podówczas sędzią w tym pięknym miasteczku nad Kwisą. Ród Avenariusów zajmuje w życiu duchowym Niemiec przełomu XIX i XX wieku poczesną pozycję. Brat ojca, Ferdinand Avenarius, to propagator nauk humanistycznych, który przybliżał rodakom staroniemieckie dzieła sztuki, który wcielał w życie idee obrony ojczyzny i propagował wszystko to, co dzisiaj stanowi o duchowej niemieckości. Drugi jego brat to filozof Richard Avenarius, u stóp którego bawili się niegdyś bracia Carl i Gerhart Hauptmannowie. Matką tych trzech braci, a babką Johannesa M. Avenariusa, była siostra Ryszarda Wagnera. Ich ojcem zaś - Eduard Avenarius, księgarz i wydawca, współwłaściciel słynnej oficyny Brockhaus, założyciel tygodnika „Literarisches Zentralblatt”. Gdy sięgniemy ku odleglejszej historii rodu Avenariusów, natkniemy się tam również na wnuczkę Marcina Lutra, z którą ożenił się jeden z przodków. 
Johannes M. Avenarius jeszcze jako 53-latek mógł radować się z obecności swojej stareńkiej już wówczas matki, której niewątpliwie zawdzięczał tak wiele swoich sił twórczych. Możemy pokusić się o stwierdzenie, że dzięki szczęśliwemu związkowi ojca z tą kobietą, wywodzącą się z chłopskiej rodziny z Turyngii, Johannes M. Avenarius stał się tym, kim był: silnie związanym ze swoją śląską małą ojczyzną, stanowczym i pracowitym człowiekiem.
Życie nie szczędziło mu wyzwań. Niejednokrotnie musiał toczyć prawdziwe wojny, wielokrotnie na  jego drodze pojawiały się czarne chmury. Jednak za każdym razem - dzięki niezwykłej pilności i niewyczerpanej młodzieńczej sile oraz niekłamanemu talentowi - potrafił pokonać przeciwności. 
Nim zajmiemy się jego dokonaniami artystycznymi, prześledźmy krótko jego życiową drogę: do szkoły uczęszcza w Jeleniej Górze, dorasta w Zachełmiu, pośród synów chłopów i rzemieślników - jak sam opisywał. W domu rodzinnym pobiera nauki od Karla Hantscha - jedynego prawdziwego nauczyciela, jak sam twierdził - który odsłaniał przed nim tajniki wszystkich sztuk pięknych, wprowadził w świat rysunku i to z tak dobrym skutkiem, że po dziś dzień w dziełach Avenariusa widać silne ślady edukacji rysowniczej.
Wstępuje do Akademii Drezdeńskiej, w której jednak nie zagrzewa miejsca na dłużej. W Monachium uczęszcza na wykłady z patologii i psychologii u Theodora Lipsa i Spechta. Te studia wykształciły w nim tę wielką znajomość ludzi, która uwidacznia się w późniejszych dziełach malarskich i poetyckich. Dzięki uniwersyteckiemu stypendium wyjeżdża do Włoch. Po powrocie podejmuje działalność artystyczną, malarską, przymuszony wewnętrznym pragnieniem. Po raz pierwszy zostaje dostrzeżony podczas Wystawy Stulecia w 1913 r. dzięki serii rysunków przedstawiających sławnych Ślązaków. Z tego czasu pochodzą także realistyczne portrety Gerharta i Carla Hauptmannów, Wilhelma Bölsche, Hermanna Stehra i innych. Już przygotowywał się do wyjazdu na studia w uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku, gdy wybucha wojna światowa, i artysta trafia na front. W śląskim korpusie armii jest trzecim odznaczonym Żelaznym Krzyżem, pod koniec 1914 r. zostaje ciężko ranny.
Czasy powojenne, kryzys i galopująca inflacja doprowadzają artystę do nędzy, poznaje gorzki smak  ludzkich losów. W tych trudnych czasach pomocną dłoń wyciąga ku niemu inny sławny Ślązak, wybawiając go z beznadziejnej sytuacji życiowej. Niegdyś to Wilhelm Bölsche skorzystał z zaproszenia Gerharta Hauptmanna, by przybyć na Śląsk, gdzie znalazł gościnny dom i schronienie; tym razem z pomocy Hauptmanna korzysta Johannes M. Avenarius. Hauptmann zleca mu stworzenie malowideł naściennych w swoim domu w Jagniątkowie.  W ten sposób powstaje Hala Rajska w willi Wiesenstein.
Jest to pierwsze wielkie dzieło z kategorii malowideł naściennych, która to dziedzina stała się jedną z domen twórczości profesora Avenariusa. W tej kompozycji po raz pierwszy dostrzegamy bogactwo i głębię jego osobowości. Wydaje się, że znajomość, a później także przyjaźń z Gerhartem Hauptmannem odcisnęła wyraźne piętno na twórczości artysty Johannesa M. Avenariusa. Ów malarz i grafik pozostał wiernym sobie również w owych niespokojnych czasach, gdy sztuka niejednokrotnie błądziła opłotkami. Jego przywiązanie do wszystkiego, co prawdziwe i naturalne było dlań drogowskazem w tej rozedrganej epoce. Jego zdrowe postrzegania świata nagrodzone zostało licznymi dyplomami, w tym wyróżnieniem przywódcy Rzeszy, marszałka Hindenburga.  
Fuchswinkel koło Sokołowca
W roku 1930 w jego życiu pojawia się kolejna postać, dzięki której powstają nowe, wielkie dzieła. Dyrektor Bertram z Görbersdorf (Sokołowsko), Ślązak z wyboru, twórca wspaniałej, starośląskiej Izby Chłopskiej w Fuchswinkel (przysiółek; dziś ul. Malinowa w Kowalowej), zlecił Avenariusowi wymalowanie ewangelickiej kaplicy w Sokołowsku (obecnie kościół katolicki MB Królowej Świata). I o ile w Wiesenstein w Jagniątkowie Avenarius stworzył wielkie dzieło świeckie, o tyle tutaj był autorem malowidła o tematyce sakralnej, choć nazywał je czasami „modlitwą człowieka świeckiego”. Malowidło inspirowane było do pewnego stopnia wojennymi przeżyciami Avenariusa; przewija się tu tematyka walki, śmierci i spełnienia; nadziei i pocieszenia. 
Malowidło z kaplicy ewangelickiej w Sokołowsku
Kolejne zadanie, tym razem z dziedziny metaloplastyki, czekało już w niedalekim Sandbergu (Piaskowa Góra, dzisiaj dzielnica Wałbrzycha): w wybudowanym w XX wieku kościele o niezwykle wysokim sklepieniu, wzmocnionym mało ozdobną kotwą żelazną. Avenarius został poproszony o artystyczne „ukrycie” tego niezbędnego, choć wielce szpecącego elementu konstrukcyjnego. Z miedzi, mosiądzu i tombaku artysta stworzył oplatające tę żelazną kotwę Drzewo Życia i postaci pierwszych ludzi na Ziemi, otoczonych wianuszkiem aniołów. Z krzyża wyrastającego z Drzewa Życia rozchodzą się wykonane z metalu promienie, tworzące kunsztowną kratownicę.  U stóp Adama i Ewy rozciąga się szarfa z napisem: O Adame, O Eve vita somnium brave, pochodzącym ze starych ksiąg rodzinnych Avenariusa.
Metaloplastyka w kościele na Piaskowej Górze
Metaloplastykę Avenariusa podziwiać można również w Szczawnie Zdroju, w Domu Zdrojowym. 
Był Johannes M. Avenarius także pisarzem. Gdy przez 8 miesięcy z okładem pracował nad wystrojem Hali Rajskiej w domu Hauptmanna w Jagniątkowie, gospodarz niejednokrotnie zapraszał go - po skończonej pracy - na pogawędkę i szczerze podziwiał jego umiejętności narratorskie. Liczne opowiadania Avenariusa ukazały się drukiem w tomiku „Himmel auf Erden”. W końcu lat 20. XX w. ukazała się napisana gwarą śląską powieść „Schoepse Christel”.
W 1936 r. Avenarius kupuje dom w Unisławiu Śląskim i osiedla się tam.
Po wojnie, w 1946 r. opuszcza Śląsk i przenosi się do Berlina, gdzie powstają liczne obrazy na zamówienie parafii, maluje także portrety i grafiki. 
Umiera  21 sierpnia 1954 r., w 1959 r. urna z jego prochami powraca na Śląsk: tym razem do Görlitz, gdzie spoczywa na cmentarzu mikołajowym (Nikolaifriedhof).
W latach 20. XX wieku stworzył malowidło ścienne w jeleniogórskim Marienkirche (obecna cerkiew prawosławna). To dzieło nie zachowało się do naszych czasów.
Na ten temat:
Avenarius Johannes Maximilian [Johma] - biogram autorstwa Eli Ratajczak 
Hala Rajska - Muzeum Miejskie Dom Gerharta Hauptmanna

Flagi

free counters