31.12.2009

Śmigus-dyngus sylwestrowo-noworoczny

W Kotlinie Jeleniogórskiej szare niebo: chmury spowiły nawet Górę Szybowcową, zwaną niegdyś Galgenberg (561 m). Nie lepiej w "prawdziwych" górach: w Karkonoszach. Najzimniej oczywiście na Śnieżce (o 9:00 rano: minus 2 stopnie), ale co to za zima? U Braci Czechów także "wszystko płynie", armatki do naśnieżania stoków zamarły, bo temperatury powyżej zera. Wygląda na to, że w Karkonoszach stary rok pożegnamy deszczowo (uwaga! w wyższych partiach może przymrozić nawierzchnie dróg i chodników!), tak samo najpewniej powitamy rok 2010 - i dopiero od niedzieli wróci łagodna zima. 
Kilka grafik pogodowych niechaj udokumentuje to, co gołym okiem widać z okien.

Temperatury w Karkonoszach i po stronie czeskiej (31 grudnia 2009, godzina 14:30): 



Temperatury w Karkonoszach i po stronie czeskiej (31 grudnia 2009, godzina 9:30):



Górna stacja czeskiego wyciągu na Śnieżkę (godz. 9:45):


Widok z pensjonatu Horská chata Portášky, Velká Úpa:

30.12.2009

Zima kulawa

W Karkonosze zjechało się mnóstwo turystów - na Święta i na szaleństwa sylwestrowo-noworoczne. Większość narciarzy jest rozczarowana - śniegu jak na lekarstwo, w Szklarskiej tylko Puchatek (ze sztucznym śniegiem), no może jeszcze ze dwa małe stoki. Jakuszyce odwołują Bieg Sylwestrowy. Karpacz ledwie przybielony... I zmian (na bardziej narciarsko) raczej nie widać. 
Jak przepowiadają najstarsi "Wierzcholcy Karkonoscy", śnieg w większych porcjach pojawi się w drugim tygodniu stycznia. Może to i lepiej?
Póki co możemy się rozkoszować takimi oto wschodami słońca ("zdjęte" 29 grudnia 2009 u podnóża Szybowcowej).


29.12.2009

"Głos Szklarskiej Poręby" prekursorem nowej ortografii.



Zacna i zajmująca (szczególnie społeczność lokalną) gazeta (internetowa) "Głos Szklarskiej Poręby" zdecydowała się publikować na swoich łamach porady komputerowo-internetowe autorstwa pana Michała Ociepki. Zacny zamiar, chociaż nie do końca zgodny z "linią" gazety, która zajmuje się sprawami związanymi z życiem miasta i okolic. 
Szkoda tylko, że zabrakło "fachowcowi" od spraw komputerowych czasu, by wrzucić swój tekst na jakikolwiek program typu "Office" i dokonać zwykłego sprawdzenia ortografii. Może fachman nie słyszał o takiej możliwości?
Skutkiem tego niedopatrzenia jest taki oto piękny kwiatek ortograficzny na głównej stronie internetowej prezencji Gazety:




Niegdyś otrzymałem od Pani Redaktor (Naczelnej?) propozycję współpracy z przedmiotowym medium. Niestety, nie potrafię przełamać się i pisać w zaprezentowanej powyżej konwencji ortograficznej... 
Niezależnie od tej wpadki: warto zaglądać na łamy "Głosu Szklarskiej Poręby"...

25.12.2009

Kolędowanie inaczej


Raz jeszcze - Wesołych Świąt! 



23.12.2009

Grudniowe świętowanie

Niegdyś były Saturnalia - starorzymskie święto pojednania i radości, związane nierozłącznie z wielkimi, publicznymi "bankietami" a także ze wzajemnym obdarowywaniem się drobnymi upominkami. W późniejszych czasach w Rzymie obchodzono w tym okresie święto zwane Sol Invictus (25 grudnia), dedykowane bogu słońca.
Persowie wyznawali kult Mitry, który to narodził się 25 grudnia w jaskini na skutek wniknięcia przez bóstwo w ciało dziewicy. W obrzędzie tym pojawiają się Magowie, którzy przynieśli dary dla nowo narodzonego.

Germanie obchodzili Yule; podczas tego święta rozpalano ognie Coel Coeth oraz przyozdabiano drzewka, które następnie palono. Słowiańską wersją obchodów Yule były "Szczodre Gody", znane także jako Święto Zimowego Staniasłońca: rodzinne święta radości i dobrobytu.Szczodre wieczory sprzyjały pogłębianiu rodzinnych więzi. Spędzano czas na wzajemnych odwiedzinach, przyjmowaniu gości, obdarowywaniu się prezentami i śpiewaniu pieśni związanych z tym okresem, czyli Koladek. 

Chrześcijaństwo wprowadziło (i ujednoliciło) tradycję Bożego Narodzenia - stało się to około końca IV wieku. Z różnymi późniejszymi zmianami obchodzimy te święta do dzisiaj. Nie wnikając w implikacje religijne są to dni poświęcone rodzinie, sprzyjające podsumowaniu minionego roku i snuciu marzeń i planów na kolejny 365-dniowy okres życia.


Wszystkim więc - niezależnie od sposobu obchodzenia Grudniowych Świąt - życzę, by bilans minionych dni był "nad kreską", a zamiary, postanowienia i plany na kolejny rok ziściły się w możliwie najpełniejszy sposób.


Świąt radosnych, spokojnych i zdrowych Wam życzę.



20.12.2009

Liga Sań Rogatych - Okraj-Kowary (Podgórze)

Wraz z nadejściem zimy rusza w Kowarach Liga Sań Rogatych.
Poza kondycją godną karkonoskiego drwala, umiejętnością sterowania saniami, uczestnicy zjazdów sprawdzają się w kilku konkurencjach takich jak rzut śnieżką do dzwonka, piłowanie pnia, wiązanie knebla. Uwadze sędziów nie umknie żaden szczegół, dlatego też dobrą zabawę podkreślają ciekawe stroje zawodników. Przychylność sędziów można zyskać szczególnie strojem z epoki nawiązując tym do XIX wiecznej mody na tego typu rozrywkę.
Te cotygodniowe rozgrywki Ligi Sań Rogatych są jedyną w takim wydaniu zimową atrakcją w regionie. Gdy tylko warunki śnieżne na to pozwolą, chętni zjadą saniami rogatymi po wcześniejszej rejestracji przez internet. Dobry start w Lidze zapewnia udział w finałowym Międzynarodowym Zjeździe Saniami Rogatymi, który zamyka kowarski sezon zimowy.


Liga Sań Rogatych to cotygodniowe zjazdy saniami. Impreza potrwa od grudnia do marca w każdą śnieżna sobotę. 


Przybliżona mapka przejazdu (oraz trasa Międzynarodowego Zjazdu Saniami Rogatymi):



Warunki uczestnictwa i regulamin - na stronie imprezy

13.12.2009

Amerykańska ulica Grodzka (Jelenia Góra)

Gdzieś w bezmiarze internetowego oceanu wpadło mi w oko poniższe zdjęcie:



Moim zdaniem ta uliczka z jakiegoś niezidentyfikowanego amerykańskiego miasteczka (sądząc po autach - z końca lat 60./początku 70. dwudziestego wieku) łudząco przypomina jeleniogórską ulicę Grodzką (w mniejszym stopniu Jasną) sprzed budowy galerii... A może mam omamy...???

12.12.2009

Tłumy mieszkańców Jeleniej Góry przybędą powitać pociąg z Warszawy


Oto na portalu JG24 czytam:
W niedzielę mieszkańcy Jeleniej Góry zamierzają uroczyście przywitać pociąg "Karkonosze", jedyny bezpośredni pociąg z Warszawy. Powrócił on na trasę po 3 miesiącach przerwy dzięki mieszkańcom oraz członkom Komitetu Obrony Dolnośląskich Linii Kolejowych. Udało się.

Łza się w oku kręci, gdy przypomnę sobie tłumaczenie "Kroniki" Moritza Vogta. Napisał on tam między innymi: 
14 sierpnia 1867 r. o godzinie 4 po południu przybył do nas specjalnym pociągiem Jego Ekscelencja Minister Handlu i Robót Publicznych, hrabia Itzenpiltz w towarzystwie członków Dyrekcji Kolei i wysokich urzędników rządowych, by dokonać odbioru i otwarcia linii kolejowej do Wałbrzycha. Gości powitał starosta powiatowy Grävenitz, przedstawiciele władz miejskich i królewskich oraz kierownictwo budowy kolei. Pobyt trwał około kwadransa, Jego Ekscelencja zwiedził dworzec.
Lokomotywa ciągnąca pociąg specjalny ozdobiona była odświętnie wieńcami i flagami. Odjazd nastąpił około godziny 4.15. Zgodnie z programem, pociąg poza stacjami zatrzymywać się lub zwalniać miał w miejscach szczególnie godnych zobaczenia (tunele, mosty itd.) lub tam, skąd rozciągały się najpiękniejsze widoki na nasze górskie okolice. Witający Jego Ekscelencję delegaci zostali zaproszeni na przejażdżkę. Powrót pociągu nastąpił wieczorem, o godzinie 10, jednak bez pana ministra, który powrócił przez Legnicę.
15 sierpnia linia została oddana do użytku publicznego.


I komu to przeszkadzało...??? 


Aktualizacja:



Balony, chorągiewki, cukierki dla pasażerów - żaden pociąg nie był tak radośnie witany, jak skład, który dziś o 10 rano przyjechał bezpośrednio z Warszawy do Jeleniej Góry.
Na peronie drugim czekali na niego miłośnicy kolei, samorządowcy, członkowie Komitetu Obrony Linii Dolnośląskich, a także bracia Mieczysław i Bolesław Osipikowie, znani jeleniogórscy rowerzyści.
- Jesteśmy związani z koleją od dzieciństwa - tłumaczył swoją obecność na dworcu Bolesław Osipik. - Nasz ojciec był kolejarzem - dodaje. By uczcić powrót pociągu na trasę, bracia Osipikowie podarowali Muzeum Karkonoskiemu pamiątki kolejarskie po ojcu. Są wśród nich stare rozkłady jazdy, medale i mapy.
Bezpośredni pociąg z Warszawy do Szklarskiej Poręby przez Wrocław, Wałbrzych i Jelenią Górę pojawił się znów na tej trasie wraz z nowym rozkładem jazdy PKP, który dziś wszedł w życie. We wrześniu PKP InterCity skróciło jego bieg i pasażerowie wysiadali we Wrocławiu.
Jeleniogórzanie nie chcieli się w tym pogodzić i rozpoczęli walkę o "Karkonosze". Pomagała w tym także nasza gazeta.
- Pociąg wrócił do rozkładu jazdy. Mam nadzieję, że na stałe - cieszy się Grzegorz Oleś z Komitetu Obrony Dolnośląskich Linii Kolejowych.
W rozkładzie jazdy nie szukajmy jednak pociągu "Karkonosze", bo PKP InterCity zrezygnowało z nazw dla pociągów. Teraz to TKL nr 2340.


Także: Jelonka 

11.12.2009

Zła wiadomość dla narciarzy

Nie dość, że (na razie) w Karkonoszach i Górach Izerskich nie ma śniegu (lada moment jednak może się to zmienić - bo i aura się właśnie zmienia), to ceny idą w górę. Przynajmniej na najnowszym wynalazku transportowym w Świeradowie Zdroju, na Kolei Gondolowej. 

Oto ceny w sezonie 2009/2010:


Link: Kolej Gondolowa Świeradów

Plemię Wierzcholców Karkonoskich - dowody niezbite na jego istnienie!

Zmowa milczenia została przerwana! Wierzcholcy ujawnieni! Dowody są miażdżące! (Superekspres


Oto na spotkaniu z cyklu „Obserwatorium Karkonoskie” w jeleniogórskim BWA padły pierwsze chyba w oficjalnym obiegu słowa na temat prasłowiańskiego plemienia Wierzchloców Karkonoskich. A nie były to puste słowa: Jan Stolarczyk, który rozpoczął spotkanie swoim kompetentnym wykładem, wspomniał swoją karkonoską wędrówkę z Tymoteuszem Karpowiczem sprzed 10 nieomal lat, podczas której poeta niejako mimochodem (panowie szli pieszo) zadał jakże brzemienne w skutki pytanie: „A o historii ludu Wierzcholców pan słyszał?”. Pan Jan – znawca i wielbiciel Karkonoszy i ich dziejów – zaskoczony i przyłapany na niewiedzy, jak na gorącym uczynku, obrócił rzecz całą w żart, odpowiadając pytaniem: „Mistrz ma z pewnością na myśli Wiersz-Kolców?”, zaś Karpowicz wątku nie kontynuował.
Niezwykłym zbiegiem okoliczności dziesięć lat wcześniej, około roku 1990, pan Andrzej Więckowski wszedł w czasowe posiadanie fragmentu pewnego rękopisu w języku niemieckim, datowanego najprawdopodobniej na połowę XIX wieku. Nudna zrazu transkrypcja, a następnie tłumaczenie nagle odkryło przed nim swą sensacyjna treść: oto w poetycki sposób, choć prozą, autor (kto wie, czy nie był nim sam Joseph Karl Benedikt Freiherr von Eichendorff) opisuje przygodę, jaka spotkała go podczas wędrówki w Karkonoszach ze współtowarzyszem (być może ze starszym o dwa lata bratem Wilhelmem). Pojawia się w niej motyw obrzędu, czy też uroczystości, jaka odbyła się gdzieś pośród karkonoskich skał i lasów, najpewniej w okolicach niegdysiejszej kolonii Forstbauden (Budniki). Autor stał się jej mimowolnym uczestnikiem, a główni jej aktorzy w wyraźny sposób swoją fizjonomią, ubiorem, językiem tajemnym i obyczajowością różnili się od zwykłych mieszkańców podkarkonoskich wsi i miasteczek, w tym także Kowar. Sam manuskrypt został zwrócony właścicielowi, natomiast Andrzej Więckowski zachował jego tłumaczenie, które – niczym ogonem diabelskim przykryte – przeleżało pośród innych dokumentów... 20 lat!
Iwo Łaborewicz, kierownik jeleniogórskiego oddziału Archiwum Państwowego, zadał sobie trud wyszukania jakże skąpych i nielicznych wzmianek o pradawnym słowiańskim plemieniu karkonoskim w dostępnych dokumentach w Polsce i Europie. Opierając się na analizie fragmentów Geografa Bawarskiego (nota Descriptio civitatum et regionum ad septentrionalem plagam Danubii, niecenione wczesne źródło informacji o plemionach Słowian Zachodnich), Rocznika Świętokrzyskiego, oraz regestu Dagome iudex – wykazał, że w dokumencie występuje często zniekształcana nazwa owego góralskiego plemienia, odczytywana jako „Vieziholci”, „Vierhe” czy „Wiezhyam”. O tym nielicznym ludzie czytamy także w bohemskiej kronice Dalimila (Kronika tak řečeného Dalimila).
Stanisław Firszt – archeolog, historyk z zamiłowania i dyrektor Muzeum Przyrodniczego w Cieplicach – przyznał, że ze względu na (jak się okazuje teraz – niesłuszne) założenia, iż w Karkonoszach ludy w zasadzie nie osiedlały się powyżej umownej granicy 500 m n.p.m., nie prowadzono istotniejszych prac wykopaliskowych w wyższych partiach gór, a pojedyncze, przypadkowe odkrycia (Tomasza Miszczyka Pański Dom w Karpaczu) tezy tej nie obalają. Jednocześnie jednak potwierdził, że w trakcie prac archeologicznych na terenie Kotliny Jeleniogórskiej niejednokrotnie znajdowane były wyroby ceramiczne, które w żaden rozsądny sposób nie dają się sklasyfikować, czy przypisać do znanych powszechnie kultur, a przecież noszące znamiona lokalne (materiał, z jakiego były wyrabiane; specyfika wytwarzania itp.).
Wspomniał też o fragmentach murów, które przebiegają przez niektóre wysokie rejony Gór Izerskich. – Widać je na zdjęciach lotniczych, ale trudności z dostępem i brak środków uniemożliwiły dokładne przebadanie tych ziem. Potrzeba by armii archeologów i potężnych pieniędzy, aby takie działania sfinansować – zaznaczył Stanisław Firszt.
Z kolei Romuald Witczak przedstawił notatki, na jakie natknął się podczas swoich – całkowicie niezależnych – badań nad tajemnym ludem karkonoskim między innymi w Internecie. Tu pojawia się wątek Laborantów Karkonoskich, a nawet Walonów: oto w języku niemieckim plemię to zwane było niekiedy „Würzholz” (od ‘Würze’ – przyprawa lub ‘Wurzel’ – korzeń i ‘Holz’ – drewno) i słynęło z wytwarzania podróbek znanych w całej Europie mikstur leczniczych prawdziwych Laborantów (co stało się jedną z przyczyn zakazu działalności Laborantów w Karkonoszach, gdyż owe podrabiane substancje trafiły również na dwór królewski, gdzie mistyfikację odkryto).
Wobec tak przytłaczających dowodów na istnienie Wierzcholców dyskusja z udziałem słuchaczy została zdominowana kolejnymi świadectwami, potwierdzającymi pośrednio lub bezpośrednio istnienie owego ludu. Olga Danko – znawczyni piśmiennictwa Mistrza Stecia – przypomniała, że działalność publicystyczna Tadeusza Stecia zakończyła się nagle i niespodziewanie na początku lat 60-tych ubiegłego wieku, niewątpliwie na skutek dotarcia przez Autora do namacalnych przesłanek, potwierdzających obecność owego ludu. Pan Tadeusz nigdy nie chciał mówić o tej sprawie (zresztą jak o wielu innych frapujących historiach, które stały się Jego udziałem), a naciskany – w sposób szorstki przerywał dyskusje na temat Wierzcholców.  
Jerzy Nalichowski przypomniał sobie, że we wczesnym dzieciństwie słyszał opowieści o nieznanych osobnikach, którzy zamieszkiwali ongiś opuszczoną po 1945 roku część Kowar - Budniki. Tomasz Pryll, tłumacz języka niemieckiego, znalazł w „Kronice Kowar” Eisenmängera wzmiankę, że niejaki Vierholz (być może „Würzholz”) był postacią, którą w okolicach Kowar straszono niegrzeczne dzieci, tak jak w innych częściach Karkonoszy czyniono to postacią Ducha Gór Rübezahla.
I jedynie Agata Rome-Dzida, pani na Pałacu Staniszowskim (to ten od Hrabiego Rolls-Reußa, przemysłowca, konstruktora słynnych automobili), stanowczo żądała bardziej naukowych, namacalnych dowodów na istnienie wspaniałego, choć przecież biednego i prostego ludu wierzcholczego. Andrzej Więckowski obiecał tedy (a być może zagroził?), że temat będzie kontynuowany, a uczestnicy panelu zapewnili, że w swoich dziedzinach nieustannie poszukiwać będą dalszych materiałów historycznych, które rzucą światło na kolejna tajemnicę Karkonoszy.

Ważne linki:
Zdjęcia zaczerpnąłem z artykułu Konrada Przeździęka (TEJO) z w/w źródła.

10.12.2009

Jakuszyce areną Pucharu Świata?

Starania Szklarskiej Poręby o organizację najważniejszych imprez światowych "na biegówkach" być może zostaną zwieńczone sukcesem. Oto: Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) uznała Szklarską Porębę za oficjalnego kandydata do organizacji Pucharu Świata. Swoje poparcie dla miasta wyraził też Polski Związek Narciarski i minister sportu. - Tu są odpowiednie warunki, a sama miejscowość i region zasługują na organizację tak dużej imprezy - przekonuje Andrzej Wąsowicz, wiceprezes PZN [...].


Od Orle Most na Izerze
Arkadiusz Wichniak w stroju walońskim (na Orlu)

Szklarska Poręba chce zorganizować zawody wspólnie z Harrachovem. Pierwszy etap imprezy rozpocząłby się w Czechach, a jego metą byłyby Jakuszyce. Potem narciarze przenieśliby się do Szklarskiej Poręby, by ponownie zakończyć bieg w Jakuszycach. W piątek Arkadiusz Wichniak, burmistrz Szklarskiej Poręby, omawiał szczegóły ze starostą Harrachova. - Czesi są zainteresowani współpracą. Będą się teraz starać o poparcie swojego związku narciarskiego - mówi Wichniak. - Na organizację imprezy potrzeba około 400 tys. euro. Dzięki wspólnej imprezie koszty rozłożymy na pół.
Wprawdzie impreza odbyłaby się dopiero w 2011 r., ale gra warta jest świeczki - w Górach Izerskich w ogóle, a w Jakuszycach w szczególności panują wspaniałe warunki śniegowe (no, dobra - tej zimy meteorologicznej jeszcze nie bardzo...), wkrótce ruszy połączenie kolejowe z Harrachovem, a przy okazji rewitalizacji linii kolejowej można pokusić się o dalsze inwestycje. Zasadne byłoby jednak odrobinę ubezwłasnowolnić pana Juliana Gozdowskiego, który wprawdzie - co zawsze będę podkreślał - ma wielkie zasługi dla Biegu Piastów i popularyzacji narciarstwa biegowego oraz ośrodka w Jakuszycach, jednak w obecnych czasach jawi się coraz częściej jako hamulcowy wszelkich nowych inicjatyw. 
(artykuł w Gazecie Wyborczej - Wrocław)

07.12.2009

Malarze żydowscy przed 1939 r.



Dzisiaj tylko krótki anonsik - z ważną datą: dokładnie za tydzień w Domu Carla i Gerharta Hauptmannów odbędzie się wernisaż wystawy, jakiej u nas jeszcze nie było. Warto więc zjawić się 
14 grudnia 2009 r. (o godzinie 17:00) 
w Szklarskiej Porębie Średniej. Przygotowania do wystawy w pełnym toku - konkrety już wkrótce (U Marianny na blogu więcej).

Wystawa nosi tytuł:

'Zostały po Nich tylko obrazy'
Malarstwo Żydów polskich przed 1939 r.




06.12.2009

Szklane unikaty w karkonoskim Muzeum Kolorowym


Największa sala w Muzeum Karkonoskim (którego fasada skąpana w zmieniających barwo światłach - za sprawą Festiwalu Światła - kazała mi zmienić jego nazwę na "Muzeum Kolorowe") wypełniła się po brzegi: przybyła "cała Jelenia Góra". Stefa Żelaskowa prezentowała bowiem wystawę "UNIKATY - Szkło Polskie XXI wieku". Zjawili się Artyści - z Czech, Niemiec i Polski, zjawili się politycy - od posła na Sejm po szeregowego urzędnika Ratusza jeleniogórskiego, obecne były prasa, telewizja lokalna i radio. I złaknieni takich artystycznych wydarzeń Mieszkańcy miasta. Sięgnijmy do pięknego katalogu, który wystawie towarzyszy:
"W ostatnich latach artyści w niewielkim zakresie korzystają z pieca hutniczego. Największy obszar, w którym się dzisiaj poruszają związany jest z ich niezależnością. Tworzą kompozycje w studio obrabiając je 'na zimno' technikami szlifierskimi. [...]

Obecnie artysta sam może zrealizować swoje dzieło, począwszy od projektu aż po efekt końcowy. W szkle artystycznym obserwujemy odejście od form użytkowych na rzecz kompozycji rzeźbiarskich, figuralnych albo abstrakcyjnych. [...]
Jedno o wieków nie uległo zmianie [...]: szkło wymaga uwagi, cierpliwości i wizji artystycznej. Nie da się oszukać. [...]"

W katalogu - oprócz cytowanych słów pani kustosz wystawy - znalazły się sylwetki twórców i fotografie (świetne zresztą) ich dzieł, a także - co stanowi pewien ewenement - kreślone ręką artystów "papierowe" projekty wyjściowe prac. Większość eksponatów powstawała w latach 2006 - 2009. 


Ze swojej strony zauważyć chciałbym jedno: tytuł wystawy jest odrobinę "na wyrost". Otóż prezentuje ona - poza pracami artystów z Czech - właściwie wyłącznie tzw. "szkołę wrocławską" lub - jak kto woli - dolnośląską szklarstwa artystycznego. A przecież świat polskiego szkła artystycznego nie kończy się na Dolnym Śląsku, choć bez wątpienia Akademia Sztuk Pięknych we Wrocławiu (im. E. Gepperta) z jej Wydziałem Ceramiki i Szkła jest w tym zakresie uczelnią w Polsce wiodącą. Zabrakło mi także kilku uznanych nazwisk, jednak ich nieobecność tłumaczy we wstępie do katalogu kustosz wystawy, pani dr Żelasko:
"[...] ze względów na możliwości ekspozycyjne sal wystawowych w grupie prezentowanych artystów nie znaleźli się wszyscy uprawiający tę dziedzinę twórczości. Szkoda, że Stanisław i Paweł Borowscy nie mogli wziąć udziału w wystawie ze względu na wcześniejsze zobowiązania".
Bez wątpienia jednak wystawa jest w najwyższym stopniu godna uwagi, a dla miłośnika sztuki w szkłach zaklętej stanowi wydarzenie, w którym udział wziąć należy.







Reportaż z wernisażu (ze znakomitymi zdjęciami Konrada) w Jelonka.com
Strona kolorowego Muzeum Karkonoskiego

Wystawa trwać będzie do 31 stycznia 2009 r.

02.12.2009

Pałac Łomnica - kiermasz adwentowy 2009

Warto wybrać się w jeden z najbliższych weekendowych dni do Pałacu Łomnica, na adwentowy kiermasz, który stał się już tradycją. Na kiermaszu będzie można podziwiać i kupić mnóstwo pięknych, ręcznie wykonanych produktów, z których każdy jest arcydziełem, zrobionym przez lokalnych twórców. Haftowane serwety, koronkowe ozdoby choinkowe, ręcznie malowane bombki, obrazy, rzeźby, zabawki, ceramika, szklane cuda stworzą kram pełen pomysłów na świąteczne prezenty. 

Kiermasz trwa dwa dni: 5 i 6 grudnia, w godzinach 11:00 - 17:00. 

W ubiegłym roku było tak: 


01.12.2009

Bracia Czesi potrafią!

Jutro w Libercu promocja wspaniałego wydawnictwa, kolejnej obszernej monografii gór czeskich (siłą rzeczy - również polskich). 
Dzisiaj tylko okładka, o promocji i książce wkrótce. 



Aktualizacja: z przyczyn zawodowych nie udało mi się wybrać do Liberca, wiem jednak, że był na promocji jeden ze współautorów albumu, Przemek Wiater. Jak dowiem się od niego szczegółów - z pewnością napiszę.
Publikację można kupić w wydawnictwie Romana Karpaša (1950 koron). 

Uzupełnienie - 8 grudnia 2009 r.:

Oto tekst, jaki otrzymałem od Przemka, na temat wspomnianej wyżej promocji i wydawnictwa: 
Na czeskim rynku księgarskim ukazała się niezwykła książka, a właściwie dzieło, jakiego jeszcze nie było, a zatytułowane „Jizerské hory. O mapách, kameni a vodé”. Jest to pierwsza część monografii poświęconej Górom Izerskim, która zamierzona jako wydawnictwo, będzie składać się z trzech tomów. Pomysłodawcą, autorem przedsięwzięcia i wydawcą jest znany liberecki grafik Roman Karpaš. Od lat zakochany w Górach Izerskich postanowił swojej pasji nadać doprawdy niezwykły, monumentalny wręcz wymiar.
Prace nad czeską monografią Gór Izerskich trwały ponad pięć lat. Wydawca pierwszy tom dzieła, które liczy prawie sześćset stron i tysiąc ilustracji (!) poświęcił dawnej kartografii, granicom państwowo-administracyjnym, szeroko pojętej geologii, meteorologii i hydrografii Gór Izerskich. Autorami poszczególnych rozdziałów są najwybitniejsi znawcy i badacze Gór Izerskich. Ze swej strony redakcja dołożyła starań, aby praca została napisana językiem w miarę przystępnym, wolnym od naukowego ‘zadęcia’.  Na podkreślenie zasługuje fakt zaproszenia do współpracy autorów ze strony polskiej: Hanny Gaczyńskiej – Piwowarskiej z Jawora, dr hab. Cezarego Kabały z Wrocławia, Ivo Łaborewicza z Jeleniej Góry, Mariana Marca z Brzegu, Andrzeja Paczosa i Tomasza Prylla z Jeleniej Góry, Janusza Skowrońskiego z Lubania i dra Przemysława Wiatera ze Szklarskiej Poręby, który ponadto całość prac dotyczących śląskiej strony Izerów koordynował.


 Od lewej: Roman Karpaš i Arkadiusz Wichniak
Monografia „Jizerské hory” jest bogato ilustrowana, zarówno dawną ikonografią, której Roman Karpaš jest znanym kolekcjonerem, jak również współczesnymi zdjęciami i ilustracjami. Lista fotografików, których prace zostały wykorzystane dla zilustrowania książki jest doprawdy długa i zawiera wiele znakomitych nazwisk. Z ciekawostek dla miłośników gór Izerskich, które ta monografia zawiera, przytoczyć choćby można odnalezienie przez Romana Karpaša w Údolí Nadeje nad Izerą (dawna nazwa Hoffnungsthal, Zieleniec 1945-1958) drugiego, identycznego z wysadzonym prawdopodobnie w latach osiemdziesiątych koło Orla mostka, który jest najstarszą taką żelbetową budowlą w Czechach.
Prezentacja monografii „
Jizerské hory” odbyła się 2 grudnia 2009 r. w Libercu - Lidovych Sadách, w po brzegi wypełnionej sali libereckiego Centrum Kultury. Wzięła w niej udział delegacja Szklarskiej Poręby z burmistrzem Arkadiuszem Wichniakiem i radnymi miasta. Książkę można nabyć w czeskich księgarniach, bądź bezpośrednio na stronie wydawnictwa: www.nakladatelstvirk.cz
Pozostaje mieć nadzieję, że ta doprawdy wyjątkowa i jakże potrzebna monografia również i naszych gór zostanie przetłumaczona na język polski.

Sobieszów uszczknie sławy Jakuszycom?


Pani redaktor Katarzyna Wilk najwyraźniej wilkiem patrzy na dawny Hermsdorf u. Kynast (po naszemu: Sobieszów pod Chojnikiem), pisząc:

Sobieszów, zaniedbana, peryferyjna dzielnica Jeleniej Góry, leżąca u podnóża zamku Chojnik, ma dużą szansę, by stać się królestwem narciarzy i piechurów.
Jednak najbardziej zajmująca jest owa informacja o planach narciarsko-biegowych pięknego Sobieszowa:
Ma tam powstać 40 kilometrów tras narciarskich. Będzie to możliwe dzięki pomocy sąsiedniego, czeskiego Jablonca nad Nysą. To partnerskie miasto Jeleniej Góry, z którym stolica Karkonoszy wspólnie stworzyła plan rewitalizacji ośrodków sportowych. Samorządy napisały wniosek o dotacje unijne. Podpisały także porozumienie o inwestycji. Czekają teraz na zatwierdzenie unijnych dotacji.
Plan przewiduje, że u stóp zabytkowego zamku Chojnik, przy ul. Bronka Czecha w Jeleniej Górze, powstanie nowoczesne centrum sportowe z szatniami, toaletami, miejscem do sędziowania i specjalnym punktem startowym.
Projekt obejmuje wytyczenie czterdziestu kilometrów ścieżek rekreacyjnych na terenie nadleśnictw i Karkonoskiego Parku Narodowego. Będzie z nich można korzystać nie tylko zimą, do uprawiania narciarstwa biegowego, ale też latem. To idealne miejsca dla miłośników nordic walking. Zmęczeni turyści będą mogli odpocząć na ławeczkach z zadaszeniem.

To naprawdę bombowa wiadomość, a przez wzgląd na to, iż w przyszłym roku kończy się kadencja obecnych władz miejskich, śmiem twierdzić, że dzięki temu szanse realizacji przedsięwzięcia rosną niebywale!
Zastanawiam się wszakże, czy pan dyrektor Raj - mając na uwadze kapryśne zimy ostatnimy laty - zezwoli na sztuczne dośnieżanie tras narciarskich, czy muflony z radością powitają ratraki, robiące ślady biegowe, i czy będą zachwycone natłokiem narciarzy i nordic-walkerów? Ile hektarów KPN wydzieli na parkingi (rozumiem, że wybetonowane/wyasfaltowane - po ewropejsku ma być!), czy ktoś pomyśli, by nie sprzedawać jedzenia i napojów w pojemnikach jednorazowych, które przecież (zgodnie z narodową tradycją) "uświetnią" wygląd Góry Chojnik? 
To nie jest malkontenctwo z mojej strony - ja naprawdę chciałbym, by powstało Sobieszowskie Centrum Narciarstwa Biegowego. Chciałbym jednak również, by pomyślano kompleksowo i kompetentnie o tym, że Rezerwat Góra Chojnik stanowi część integralną (już nie enklawę) Karkonoskiego Parku Narodowego.

Traktat z Lizbony wszedł w życie




W życie weszły dzisiaj postanowienia TRAKTATU Z LIZBONY. W ten sposób jesteśmy "pełną gębą" w Unii Europejskiej. W nowej unii, która - podobnie jak powyższa flaga - jest w permanentnej budowie.


Osobiście mam mieszane uczucia - Unia Europejska w obecnym kształcie jest tworem chorym, niewydajnym, niezdolnym do szybkiego i wspólnego działania. A od kiedy tzw. ministrem spraw zagranicznych została komunizująca Angielka - także niebezpiecznym. 
Czasy rozsądnej Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej już nie wrócą, a jak się nie ma co się lubi...

Z treścią Traktatu Lizbońskiego można zapoznać się tutaj (uwaga: lektura dla wytrwałych)

Flagi

free counters