Ładowanie...

01.11.2014

Filmowa perełka z Kotliny Kłodzkiej

Film zrealizował mieszkający we Wrocławiu, Artur Kowalczyk. Jak mówi Radiu Wrocław, to efekt trzydniowej pracy w wakacje. Zamieszkał w schronisku Pasterka i codziennie od rana do nocy filmował. 
– To był bardzo intensywny czas. Mieliśmy wytypowane wcześniej miejsca, które chcieliśmy pokazać. To jest tak bogaty region, że można byłoby zrobić nawet godzinny film w taki sposób. Materiału nakręciliśmy zresztą znacznie więcej, nie jest wykluczone, że zrobimy drugą część filmu – wyjaśnia. 
Ostatecznie do filmu trafił „zestaw obowiązkowy” z Kotliny Kłodzkiej: Szczeliniec, Karłów, wiadukt w Lewinie Kłodzkim, kaplica czaszek, bazylika w Wambierzycach.  Sporo ujęć poświęconych jest samemu Kłodzku, zresztą filmowane z góry dolnośląskie miasteczka i uzdrowiska robią szczególne wrażenie. Zwłaszcza, że pogoda podczas zdjęć dopisywała
– Zawodowo zajmuje się głównie czymś innym, latanie i filmowanie to jest moje hobby – tłumaczy autor. Nie ukrywa jednak, że i czasowo, i sprzętowo jest to hobby coraz bardziej intensywne.


Klodzko Valley (Poland) Aerial Video from Artur Kowalczyk on Vimeo.

09.10.2014

Barok zasygnalizuję


Szczegóły wkrótce. Dodam tylko, że w tym tygodniu poszło do druku.



27.09.2014

Wybory samorządowe 16.11.2014


Uważam, że to najistotniejsze głosowanie spośród tych, w których przychodzi nam brać (lub i nie...) udział w Polsce po wstąpieniu do UE. Są jak koszula..., nie: jak podkoszulek: najbliższe ciału. To w nich mamy szansę głosować na "ludzi z sąsiedztwa" (nie każdy ma przecież za sąsiada jakiegoś partyjnego bonza, czy innego człeka o sile sprawczo-politycznej na niwie Sejmu), to w nich wybieramy na 4 lata ludzi, którzy tym "naszym podkoszulkiem" będą zarządzać: gminą, miastem, sejmikiem... I wreszcie to w nich nie najważniejsza jest PARTIA, lecz konkretny CZŁOWIEK, nawet jeśli z listy partyjnej startuje. Zgoda: to partie decydują o doborze kandydatów na kandydatów, a później kandydatów "numerują" na liście (mówię tu wszak o tzw. listach partyjnych, są bowiem listy różnych Stowarzyszeń, Klubów Poparcia, a nawet indywidualnych Komitetów Wyborczych Jednego Człowieka), ale też głosy oddajemy bezpośrednio na kandydata. I choć w dalszym ciągu tzw. "Jedynka" ma większe szanse na "wejście" (gdziekolwiek, czasami w zupełnie niespodziewane miejsca), to i "Siódemka" nie jest bez szans. 


Nie wierzę w kandydatów z list pozapartyjnych, ani z list "samozwańczych" tych kandydatów, którzy - mimo członkostwa w Partii - od tej Partii poparcia nie dostali. Ba, uważam, że te ostatnie indywidua to ludzie chorobliwie opętani żądzą pozostania na stanowisku: jeśli nie dotychczasowym, to zbliżonym. Komitety typu Zawiłowego jeszcze bardziej psują tę i tak pokaleczoną demokrację polską. Stąd - mimo mojego zniechęcenia do wszelakich partii na szczeblu ogólnokrajowym - pilnie przeglądam listy partyjne szczebla samorządowego i szukam wśród nich "moich" kandydatów. Ludzi, których znam - czy to osobiście, czy pośrednio poprzez ich dokonania zawodowe, niezawodowe, administracyjne i zwykłe, codzienne. Nie powinno dziwić, że moja uwaga koncentruje się głównie na dokonaniach w sferze - jak to się zwykło banalizować - "szeroko pojętej kultury". Łaknę jej, chcę jej i... (last but not least) czasami czerpię z niej zupełnie przyziemne, materialne korzyści. 

Uważam też, że najważniejszy jest udział w wyborach. Mimo zniechęcenia do tych, którzy przez ostatnie lata dzierżyli (jakąś tam) władzę na (jakimś tam) szczeblu. Mimo zmęczenia wojnami, wojenkami i partyzantką polityczną. Mimo rozczarowań, jakie każdego z nas spotkały w związku z dokonanymi przed czterema laty wyborami. Myślę, że iść trzeba. Wybrać zgodnie z własnym przekonaniem wobec osoby, na którą zagłosujemy. I - jeżeli znów spotka nas rozczarowanie - z otwartą przyłbicą i w pełni praw wyborczych czynnych krytykować. Lub chwalić, gdy działalność naszego kandydata na pochwały zasługuje. Ale 16 listopada 2014 iść na głosowanie mus. 



05.08.2014

Pierwszy Festiwal Legend Śląskich u Darka Milińskiego


PIĄTEK 08-08-2014
20.00 Grupa plastyczna PŁAWNA 9 (najmłodsze pokolenie) / Trzy życia Salvadore Dali / Pławna


SOBOTA 09-08-2014
11.00 Ruphus Raphus - Spektakl interaktywny. Wcielenie klauna Rufi Rafiego
12.30 Teatr NIKOLI / Legenda o dzikim zachodzie / Kraków
13.30 Koncert zespołu Ęzibaba / Pieńsk
14.30 Teatr Rozrywki TRÓJKĄT / Dawno dawno temu / Zielona Góra
17.00 TEATR PLANETA M / Tempus Fugit / Poznań
18.00 Spotkanie z Henrykiem Wańkiem / Izerskie Demony /Warszawa
19.30 Koncert zespołu PARALUZJA
21.00 Teatr NIKOLI / Legenda o św. Kindze/Kraków
22.00 Teatr KLINIKA LALEK / Poemat o słońcu i księżycu / Wolimierz

NIEDZIELA 10-08-2014
11.00 Ruphus Raphus - Spektakl interaktywny. Wcielenie klauna Rufi Rafiego
12.00 Teatr Rozrywki Trójkąt / Kot w butach / Zielona Góra
14.00 TEATR PLANETA M / Bajarka Marynia i gadający kogucik / Poznań
16.00 TEATR ANIMACJI / Legendy Zamku Chojnik / Jelenia Góra
17.00 Koncert zespołu Ęzibaba / Pieńsk
18.00 Teatr KLINIKA LALEK / Księga Gór / Wolimierz
Grodem rycerskim tego dnia zawładnie Łużycka Drużyna Łucznicza z Lubania

A także: koncerty muzyczne, warsztaty teatralne, ceramiczne, graficzne.
W przerwach między spektaklami czytanie legend przez aktorów.
Show rzeźbiarskie -Grzegorz Pawłowski ,Maciej Wokan, Piotr Jagielski.
Stragany promujące lokalnych rękodzielników.

Informacyje przeróżne:

29.05.2014

Dr Alfred Koeppen o domostwach kolonii artystycznej

Na teksty dra Alfreda Koeppena powołuje się całe grono piszących o Szklarskiej Porębie przełomu wieków XIX i XX. Czyni to wielokrotnie także Przemek Wiater, choćby w tekstach na portalu Karkonosze i Sudety. Wszyscy ograniczają się do przydatnych wyimków, tymczasem tekst w całości (chyba) nie został przetłumaczony na polski. Przynajmniej ja się nie dogrzebałem. Czynię więc to poniżej, korzystając z oryginału z miesięcznikz "Schlesien" z roku 1909. 


Szklarska Poręba i jej kolonia artystyczna
Wśród mieszkańców wielkich miast artysta zajmuje pozycję wyjątkową. Ma on tutaj wprawdzie wykazane w rejestrach meldunkowych stałe miejsce zamieszkania, w istocie wszakże jest w mieście i w swoim mieszkaniu wyłącznie azylantem. Jest mu ono niezbędne, by prowadzić własne studia, pielęgnować kontakty towarzyskie, zdobywać publiczność i rynek zbytu. Jednak większą część roku spędza on w plenerze, w podróżach studyjnych lub przenosi się do kolonii artystycznej. Dewiza Horacego „odi profanum [wulgus] et arceo” (nienawidzę ciemnego motłochu i unikam go) stała się dziś wezwaniem dla artystów; ich muzy unikają metropolii, uciekając w doliny i zacisza środgórskie. 

Kolonia artystyczna! Dla amatora pobrzmiewa w tym pojęciu coś uroczystego. Jakieś oderwanie od świata, wywyższenie i wyciszenie. Kojarzy się z klasztornym odosobnieniem. 

Z wielką czcią wymawia sie takie nazwy, jak Barbizon, Fontainbleau; z czułością – Dachau; z największą powagą – Worpswede. To były niegdyś lub są do dziś kolonie malarskie. I to właśnie głównie artystów malarzy kojarzono dotychczas z pojęciem kolonii artystycznej.

Oto rodzi się coś nowego! Kolonia, która jednoczy różnorodne osobowości artystyczne, bardziej zbiorowisko wysublimowanych estetów, którzy rozwijają swoje odmienne dziedziny sztuki, trwając wszak we wzajemnym szacunku i wymieniając się ideami, radując sie sztuką i dokonaniami innych, wzbogacając się wzajemnie. Jeden tworzy kolorem, inny słowem i dźwiękiem, kolejny odbudowuje świat z ruin przeszłości i rozpatruje zagadkę wiecznego żywota, jeszcze inny wyśpiewuje swojemu „Carpe diem” pieśń wielobarwną, kolejny zaś niczym usłużny brat spotyka się ze wszystkimi. Zewsząd przybywają i wędrują tu artyści i miłośnicy sztuki, by wśród tej zbiorowości i w tym właśnie miejscu doznać odnowy. Szczęśliwe to miejsce na Ziemi, które z radością nazywać mogę swoim własnym – szczęśliwa Szklarska Poręba!

Nie w tym rzecz, jak wspomniane miejsca odkryto. Piękno krajobrazów karkonoskich opisywane było od zarania ludzkości. Jednak ośrodkiem kultury stało sie ono ledwie przed dekadą.

Leży Szklarska Poręba w dolinie Kamiennej, która swe źródła bierze nieopodal Schroniska Na Hali Szrenickiej  (Neue Schlesische Baude), na karkonoskim grzbiecie. Żwawo spływa ów wodopełny strumień, pieniąc się na tarasowo poukładanych głazach, szemrząc wśród potężnych granitowych skał, tworząc kaskady i wodospady, a w czas powodzi pędząc z ogłuszającym hukiem. Na obu jego brzegach wznoszą się zbocza pełne świerków, jodeł i sosen, wypiętrzają się zwietrzałe skały, przyjmujące kształty kamiennych fortec lub zwieńczone ostrymi stożkami. Niżej rozciągają się wielobarwne, kwieciste łąki z wyciągającymi się ku błękitnemu niebu jasnymi brzozami o lśniąco białych pniach i drżących koronach listowia. Pomiędzy skalnymi ścianami malowniczo wije się wzdłuż zakoli Kamiennej wiejska droga. Po obu jej stronach, na długości 20 kilometrów, rozciąga się wieś Szklarska Poręba, największa wieś pruska, podzielona na część Górną, Średnią i Dolną. 

Podczas gdy Szklarska Poręba Górna stanowi bramę prowadzącą na grzbiet Karkonoszy, miejsce spotkań przyjezdnych z eleganckiego świata tak latem, jak i zimą, to środkowa część wsi trwa w spokojnym odosobnieniu. 

U jej wezgłowia wypiętrza się górotwór, niczym podługowaty potwór, u stóp gór i w dolinie leżą zaś zdobne siedliska i gospodarstwa, niezmienne od wieków. Można tu mówić o kulturze mocno osadzonej na ziemi – jak w częściach Fryzji Wschodniej, czy na Hallige – wyspach u zachodnich wybrzeży Szlezwiku-Holsztynu. Chłopskie domy są proste i skromne. Kamień granitowy, znaleziony podczas budowy, jest łupany – powstaje z niego cokół, na którym wspiera się zbudowany z granitu i cegły dom, czasami z elementami konstrukcji ryglowej. Niezbyt stromy dach wyraźnie wystaje poza obrys dłuższych ścian. Rozmieszczenie pomieszczeń we wnętrzu jest proste. Najczęściej przez środek domu prowadzi wykładany cegłą korytarz, po jego jednej stronie izba kamienna, używana latem, po drugiej – izba drewniana: ciepłe mieszkanie zimowe. Za nimi kuchnia i spiżarnie. Do izb mieszkalnych przylega stajnia, nad którą znajduje się strych na siano, ze szczytem przykrytym dwuspadowym dachem. To połączenie białych i szarych kamieni, lekko zmurszałego drewna, szarego dachu z łupka, niewielkich okienek ze skrzynkami kwiatów nadaje wsi sielski charakter. Gdaczące kury i kiwające się na boki kaczki dopełniają tego obrazu.  Niekiedy domy w swej tylnej części wspierają się o wznoszące się zbocze, umieszczona tam rampa pozwala wygodnie dostać się na strych. Wokół domu zwykle rozpościera się zadbany ogródek, a stuletnie lipy ocieniają dach. Próżno szukać architektonicznych ozdobników. Z rzadka natkniemy się na zdobne rzeźbienie, ornamentalny motyw, czy drewnianą figurkę. Niczym maciupka kopia górskiego grzbietu trwa taka budowla, szukając ochrony u swojego pierwowzoru, przytulona do zbocza lub skały. Wszystko zdaje się być odwieczne: skały, drzewa, domy – zrośnięte ze sobą, zjednoczone zmiennymi losami, nierozerwalnie złączone. 

Niektórym z domów grozi zagłada. Burze i niepogody pomierzwiły ich dachy, mrozy i deszcze poszarpały ich granitowe podmurówki, pioruny rozłupały przyległe drzewa. 

Ten krajobraz to klejnot ogniskujący wszelkie piękno: wypłaszczenia, szerokie ukwiecone łąki, bagna, wzgórza, ciemne lasy i sceneria górska pełna zmieniających się obrazów, które ożyły w postaci Rübezahla i w kręgu legend stworzonych wokół starego Dominus Johannes.

Pochodzący ze Śląska bracia Carl i Gerhart Hauptmann byli pierwszymi, którzy się tu osiedlili, by z dala od gwaru wielkiego świata realizować swoje marzenia. Za nimi przybyli inni. Hermann Hendrich stworzył tu Sagenhalle, ożywiając ducha i sens kosmologicznych legend w bajecznie kolorowych obrazach. Stała się ona ośrodkiem kolonii.

To wokół niej osiedlać poczęli się artyści. Jedni remontowali stare chłopskie domostwa, inni wznosili wiejskie rezydencje.

Te dawne chałupy należą teraz do najpiękniejszych. Dom Carla Hauptmanna, w którym pierwotnie mieszkał razem z bratem Gerhartem, leży tuż przy wiejskiej drodze, u stóp stromego zbocza, które dzięki zadbanym ścieżkom, ukwieconym upłazom i zasadzonym grupom drzew przemieniło się w spory park. Stara chałupa została przebudowana na wygodny dom mieszkalny. Pod cieniodajnymi lipami, rosnącymi po stronie obu szczytów, dom pobłyskuje w słońcu i sprawia wrażenie, że wraz ze swoim właścicielem śni o dawnych czasach, o ludzkim szczęściu i bólu. 

Równie pięknie położony, pełen uroku, może odrobinę bardziej „pański” dzięki wysuniętym tarasom i podmurówkom, jest Dom Fechnera, znanego portrecisty i malarza. Jego oddana sztuce małżonka, pisarka Cilla Overbeck-Fechner, wyposażyła dom w piękne, stare śląskie meble. Nie utracił on nic ze swojego dawnego uroku. Ze zgrzytem otwierają się stare, drewniane drzwi z wyrytym na futrynie rokiem 1713, wchodzimy do środka. W miejscu, gdzie jeszcze przed kilku laty chłopska rodzina popijała w drewnianej izbie przy zniszczonym stole kawę, dzisiaj zgromadziła się rodzina artysty. Miejsce brzuchatego, wielobarwnie malowanego dzbanka na kawę zajął samowar – poza tym izba zachowała swój charakter. Pośrodku izby stoi stary piec z kominem, na ścianie zegar z wznoszącymi się i opadającymi obciążnikami jak dawniej miarowo odmierza czas. Rzecz jasna, nastąpić musiały niewielkie zmiany: dawny strych na siano zmienił się w jasną pracownię malarską. 
Izba kuchenna w domu Fechnera
W niewielkim, odpornym na niepogody domku mieszka również Wilhelm Bölsche. Nieco zbyt modernistyczna przeszklona weranda mocno zaszkodziła zabytkowemu charakterowi chałupy, jednak we wnętrzu, szczególnie w izbie mieszczącej pracownię poety, odczuwa się ów dawny czar chłopskiej izby z zachowanymi starymi, zdobionymi naiwnymi malunkami szafami, stojącymi przy niskich ścianach. 

W innym wiejskim domu, noszącym dziś dumną nazwę „Dom Wolności” (Haus der Freiheit) i zaprawdę będącym kwintesencją tego stylu, mieszka John Henry Mackay, delikatny liryk. 

Artyści ci uratowali te przepiękne domy przed zagładą i zachowali charakter tego krajobrazu, co niewątpliwie jest ich zasługą wielką.

Nie każdy jest stworzony do tego, by ratować wrak i przywracać ruinę do życia, nie zawsze jest to także możliwe. Tak więc powstały tu nowe posiadłości wiejskie. Ich budowniczy starają się jednak zachować charakter tego krajobrazu i sprostać wymogom panującego tu stylu budowlanego. Odrobinę Norwegii wprowadziła w dolinę Kamiennej malarka Sabine Reicke, małżonka burmistrza Berlina i poety Georga Reicke, dopasowując architekturę z okolic Lillehammer tutejszej. Powstał więc drewniany dom zrębowy, posadowiony na niskim, granitowym cokole. Pod jednym dachem scaliły się tu różne konstrukcje, doskonale wyróżnić można część mieszkalną i część sypialnianą: ta druga stanowi pierwsze piętro, nadstawione poprzecznie nad tylna część parteru. Zwykle zewnętrzne schody, stanowiące komunikację pomiędzy poziomami, tu ukryte zostały we wnętrzu domu. Całość sprawia wrażenie skromności i prostoty i świetnie wpasowuje się w istniejące tu typy domów, bowiem również w starych chałupach wiejskich nie brakuje występów i skrzyżowań poszczególnych elementów budowli. 
Dom G. Reicke
Prawdziwym domem twórczym jest Dom Hendricha: architekt Paul Engler, wzorując się na stylu miejscowym i uwzględniając otoczenie, stworzył coś bajecznie czarownego. Szachulcowa konstrukcja obita drewnem, lśni ciepłymi, żółtymi kolorami, wznosząc się wysoko nad drogę i wyglądając zza murku ze zwietrzałych kamieni. Słupki pomalowane w kolorach czerwono-brunatnych, wyraźnie wystający wykusz, nordyckie paszcze smoków i ornamenty oraz świetlista gra czerwieni i błękitu ożywiają budowlę, podobnie zresztą, jak i w przypadku Sagenhalle. Sporo zdobień znajduje się od strony podwórka. To reprezentacyjna fasada domu wyjątkowej oryginalności. Futrynę drzwi prowadzących do dolnych pomieszczeń zdobi wymodelowana majolika; nad porożem jelenia obraz ze św. Hubertem. Dwa niedźwiedzie strzegą wejścia na schody, zaś ścianę przy schodach zdobią głowa Wotana i dwa kruki. Na piętrze wchodzi się przez sień, w której stoją wazy, świeczniki i wiszą szkice, do pracowni artysty. Cenne dywany wyściełają podłogi, przy ścianach stoją fryzyjskie szafy z końca XVII w. Przed sztalugami ustawiono norweski tron królewski. Pomieszczenie nastraja do zadumy i marzeń pośród wywieszonych na ścianach starszych i nowych dzieł artysty. Pełne artyzmu są również pozostałe pomieszczenia. Wielbiąca życie małżonka artysty ze smakiem dobrała ich wyposażenie. Sentyment do holenderskich wnętrz, wśród których wzrastała, wziął górę. I tak jest kuchnia prawdziwą holenderską perełką. Domostwo, dzięki swojej kolorystyce i dekoracyjności, oddaje w pełni to wyczucie piękna, jakim charakteryzują się również dzieła Hendricha. 
Dom Hendricha - od podwórka
Ostatni dom (autora niniejszego tekstu - przyp. mój) to niewielka chatynka z wysokim dachem, powstała w oparciu o projekt architekta Bruno Möhringa. Została bardzo zgrabnie wkomponowana we wznoszący się na zboczu las. Panuje tu bajkowa atmosfera, od tyłu dom wygląda jak chatka z piernika z baśni o Jasiu i Małgosi. Z elementów miejscowej architektury pojawia się tu połączenie granitu i drewna oraz wystający nad obrys ścian, stromy dach. Jednak układ pomieszczeń jest nowatorski, dopasowany do życzeń inwestora. Jednak i tu dawny duch tutejszych budowniczych widoczny jest w nowej, bardziej kolorowej szacie.

Przyszłość ma wnieść do kolonii nowe elementy. Chce ona przywrócić do życia śląskie tradycje rzemiosła artystycznego. Pierwszym darem, jaki podczas wycieczki Zrzeszenia na rzecz zachowania niemiecki zamków i pałaców prof. Hanns Fechner wręczył hrabiemu Schaffgotschowi i pozostałym uczestnikom ekskursji, był Medal Rübezahla. W charakterze broszki może on być w przyszłości noszony przez zapalone wędrowczynie górskie. [...]

Cicha dolina Szklarskiej Poręby Średniej stała się dla tej garstki twórców krynicą młodości, źródłem sił twórczych; tutaj podczas wędrówek w dolinie, w lasach i na grzbiecie górskim znaleźli swoje inspiracje, tutaj – w ciszy i odosobnieniu pośród lasów – mogą oddać się spokojnej pracy, przygotowywać swoje dzieła, by zimą wyruszyć z nimi w szeroki świat.  

Zbiory Hochbergów powrócą do Książa


- Zamiast trzymać dzieła należące do rodziny Hochberg von Pless w magazynach, wolę je pokazać w ich naturalnym środowisku – mówi Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu. – Wręcz poczuwam się do obowiązku przywrócenia ich do zamku.

Wielki szacunek za te słowa, szanowny Panie Doktorze! Gdy słowa przemienią się w czyny – mój szacunek wzrośnie niepomiernie. 

A jednocześnie nieśmiało napomknę o zbiorach Schaffgotschów z Cieplic i o pocysterskim kompleksie, w którym dzisiaj Muzeum Przyrodnicze, a zupełnie spokojnie znalazłoby się w nim miejsce na eksponaty, niegdyś tu obecne. Odwagi, Panie Doktorze!

Cały tekst na stronie wroclaw.pl.
O dawnych zbiorach cieplickich na stronie Muzeum Przyrodniczego.

23.05.2014

Budynek poczty głównej w Jeleniej Górze


W czasopiśmie o długim tytule: Illustrierte Zeitschrift für die Pflege heimatlicher Kultur. Zeitschrift des Kunstgewerbevereins für Breslau u. die Provinz Schlesien, w numerze 6 z 15 maja 1913 r., ukazała się notatka (krytyczna) na temat otwartego 2 miesiące wcześniej nowego budynku poczty głównej w Jeleniej Górze. 
Nowy budynek poczty w Jeleniej Górze
26 marca 1913 r. bez żadnej pompy przekazano do użytkowania nowy budynek poczty w Jeleniej Górze na Śląsku. Bardzo tradycyjna architektura budynku robi wprawdzie wrażenie nieco akademickie, ale zupełnie przyzwoite, jednak żałować trzeba, że wybrano formy nawiązujące do niemieckiego renesansu, zamiast dopasować się do staromiejskiego baroku, charakterystycznego dla Jeleniej Góry. Natomiast wnętrze budynku, zaprojektowane przez architekta rządowego Scherlera, pod względem wygody i funkcjonalności nie daje najmniejszych powodów do narzekań, niewątpliwie przygotowane jest do znacznie większego ruchu klientów. 
Nad portalem znajdują się trzy płaskorzeźby  wykonane przez artystę Weylera [rzeźbiarza zamieszkałego w Jeleniej Górze, przy Kaiser Friedrichstraße 15b – obecnie ul. Matejki  przyp. mój] według projektu berlińskiego profesora Giesecke, a przedstawiające sceny z legend o Duchu Gór. Środkowy relief ukazuje postać Rübezahla według obrazu (z 1859 r. Moritza von) Schwinda, z lewej – ucieczkę pięknej Emmy [według I legendy o Duchu Gór wg Musäusa], z prawej zaś – motyw z legendy „Rübezahl i matka Ilse” [według V legendy o Duchu Gór wg Musäusa]. 
Prace budowlane trwały nieco ponad rok. W budynku wyraźnie rozdzielono część związaną z wysyłką listów od części nadawania paczek: korespondencja przyjmowana jest w hali głównej, natomiast paczki nadawać można w przybudówce. Szczególnie interesująca jest duża sala z okienkami dla klientów. Zadbano o to, by urzędnicy nie przeziębiali się i od strony wejścia zamontowano grzejniki, które ogrzewają wpadające z zewnątrz zimne powietrze. Dzięki zainstalowaniu poczty pneumatycznej, nadawane na parterze telegramy natychmiast trafiają na pierwszej piętro do sali telegraficznej. Duże pomieszczenie przeznaczono również na odprawę listów. Dział paczek z osobnym wejściem również dysponuje dużą salą, w której paczki są przyjmowane, a następnie sortowane i przekazywane bezpośrednio na rampę, skąd trafiają do pojazdów pocztowych. Na antresoli znajdują się pokoje służbowe dyrektora urzędu pocztowego, inspektora pocztowego, a także kasa i kancelaria. Na pierwszym piętrze umieszczono stanowiska telegraficzne i salę rozmów zamiejscowych, posiadającą 1600 łączy. Tu znalazło się także pomieszczenie na akumulatory oraz pokoje śniadaniowe dla urzędników pocztowych. 
Na drugim piętrze w budynku głównym mieści się mieszkanie dyrektora poczty. 



18.05.2014

Will-Erich Peuckert wspomina Carla Hauptmanna


Tekst ukazał się w "Wanderer im Riesengebirge" w drugą rocznicę śmierci tego najbardziej karkonoskiego twórcy . 




Prośba, by opowiedzieć Czytelnikom „Wanderera” o Carlu Hauptmannie nieco mnie skonfundowała. Był Hauptmann dzieckiem gór, jego przodkowie – zanim przenieśli się na śląskie pogórze  również wywodzili się z gór; ponad połowę swojego życia spędził w Szklarskiej Porębie, dzięki czemu niemal wszyscy mieszkańcy Karkonoszy i Gór Izerskich znali go osobiście (w jaki sposób niniejsze mało wyraziste słowa miałyby zastąpić tę znajomość?), a przybliżenie osobom trzecim owej niezwykłości tej postaci jest trudne. Starać się będę jednak ze wszystkich sił.
Carl Hauptmann miał poczucie przynależności do gór, zastanawiał się poważnie, czy w jego żyłach nie płynie czeska krew; po okresie nauki i podróży nigdy nie wytrzymywał długo na obczyźnie, a zanim jego ojciec nie kupił obu braciom chaty wiejskiej w Szklarskiej Porębie, całkiem serio nosił się z zamiarem zamieszkania w Budnikach (Forstbauden) tyle tylko, że tam przez długie okresy roku nie widziałby słońca, przez co plan spalił na panewce. 
Gdyby nie wrósł tak całkowicie w tę okolicę, gdyby nie zawładnęła nim magia tych okolic wówczas „całe te przebogate góry - z chmurami, podmuchami wichru, z połyskującymi torfowiskami i migoczącymi słońcem zdrojami, ze skalnymi bułami i nochalami wyłaniającymi się w drodze wśród ciemnej nocy. Z tymi wszystkimi wędrowcami w wytwornych lub żebraczych strojach. Z niezliczonymi krzakami kosodrzewiny i zupełnie nieczułymi na pogodę świerkami. Z płochliwymi wilkami i niedźwiedziami w dawnych wiekach. Z końmi i krowami, kozami i zmierzwionymi kundlami”, jak pisał w swojej Księdze Ducha Gór [tłum. E. Mendyk, P. Wiater, 2008 r., wyd. AD REM] pozostałyby dla niego niepojęte. I nie o same góry chodzi, lecz przede wszystkim – co ważniejsze – o ludzi. Niech będzie mi wolno wspomnieć „Leśnych ludzi”(„Waldleute”) – utwór ukazujący rozpaczliwą walkę pomiędzy kłusownikami, nielegalnymi handlarzami i leśnikami, wojnę, która trwa w najlepsze do dzisiaj; niech wspomnę „Wygnanie” („Die Austreibung”), którego akcja rozgrywa się również w górach; „Ubogich miotlarzy” („Die armseligen Besenbinder”), mieszkających w górnej części śródgórskiej wsi; umiejscowioną we wioskach Kotliny Jeleniogórskiej akcję „Czerwonej Juli” („Rote Jule”), czy choćby mającą swoją premierę w Bolesławcu „Córkę Ephraima” („Ephraims Tochter). Są jeszcze liczne opowiadania z gór, jak „Chaty na zboczu” („Hütten am Hange”), „Noce” („Nächte”), „Losy” („Schicksale”) – wreszcie faustowski poemat „Górska kuźnia” („Bergschmiede”), w którym pobrzmiewa magia legend walońskich, czy „Księgę Ducha Gór” (Rübezahlbuch) z nowszymi przygodami Karkonosza. Hauptmann, z wyglądu upodabniający się do Ducha Gór, był silnie związany z górami i z ich mieszkańcami, tak silnie, jak niemal nikt inny (jego brat z czasem bardzo się wyobcował). Na co dzień mówił tutejszym dialektem. Niczym myśliwy podkradał się do starców o pomarszczonych twarzach, w których kryły się setki opowieści (w taki właśnie sposób pewnego razu w karczmie na Orlu zasadził się na starego Hanshennera z Wielkiej Izery). Był z tymi ludźmi zżyty do tego stopnia, że zawsze pomagał im w biedzie, choć sam do bogatych z pewnością nie należał, czy to niewielką sumą pieniędzy, czy dobrym słowem, lub poradą. Gdy hrabia Harrach wygnał mieszkańców Ruben (Rovné) z ich miejsca zamieszkania, Hauptmann wstawił się za nimi i poruszył niebo i ziemię, by zdobyć dla nich pozwolenie osiedlenia się na Węgrzech – co prawda na próżno, albowiem zostali oni oskarżeni o kłusownictwo. 
Swojego obrońcę mieli w nim nie tylko ci prości ludzie niskiego stanu z ich troskami – interesował się wszelkimi przejawami życia w swojej społeczności. Niechże wspomnę tu historię obydwu Pohlów – dyrektora huty Józefiny i właściciela huty na Orlu, których przywrócił pamięci w „Zwei echte Adepten der schönen Glasmacherkunst”.
Potrafił znakomicie wejrzeć w ludzkie dusze. Ludzie garnęli się do niego, przychodzili ze swoimi sekretami; nie mieli żadnych tajemnic przed swoim „Herr Doktorem”. Przypominam tu sobie dwa osobliwe dokumenty: jeden to spisane specjalnie dla niego ludowe pieśni Karkonoszy, drugi – rodzaj autobiografii, spisanej przez robotnicę dniówkową, brulion z którego przebija najprostsza, wzruszająca prawda. Echa ich pobrzmiewały w jego twórczości.
Łatwo jest rzucać wielkie sowa po czyjejś śmierci, maksyma ‘de morituis nil nihil bene’ kusi, by nawet z najbardziej przeciętnego skryby uczynić poetę. Czas będzie sędzią. Carl Hauptmann nie musi się go bać, postać Gerharta nie będzie go – jak się zwykło twierdzić – przytłaczać; przeciwnie: stojąc obok niego (a nie nad nim) będzie Gerhart drogą do zrozumienia i docenienia dzieła swojego brata. A wówczas mówić się o nim będzie, że był tym poetą Karkonoszy, był kwintesencją tych gór z ich torfowiskami, piargami, skalnymi nawisami, z obszarpańcami, zafrasowanymi kobietami, z ich z kamieni płynącą muzyką – on ci tym wszystkim był. I nie będzie już następnego, o którym będzie można tak mówić. 



01.05.2014

O Domu Carla Hauptmanna w Szklarskiej Porębie - z archiwów wydobyte.

"Wpadło" mi w ręce sprawozdanie n/t Domu Regionalnego (Haus der Heimat) w Szklarskiej Porębie Średniej z 5 maja 1941 r., autorstwa niejakiego Heinricha Rohkama (szklarskoporębianina, Nadinspektora Wydziału Komunikacji, autora publikacji o Szklarskiej Porębie i regionalnych przewodników turystycznych). Oryginał znajduje się w AP Wrocław, Wydział Samorządowy Prowincji Śląskiej; Carl-Hauptmann-Haus. 1386, Bl. 20-25.
No, to przetłumaczyłem. Warto było, jak sądzę...

1) Historia domu
Dom Regionalny (Dom Carla Hauptmanna) pierwotnie zamieszkiwali wspólnie bracia Gerhart i Carl Hauptmann. Zakupiony został ze środków pieniężnych pani Marthy Hauptmann, pierwszej żony Carla Hauptmanna [przyznam, że to zdanie mnie zdumiało, znam inną wersję finansowania zakupu domu - przyp. tłum.]. W tym domu Carl Hauptmann napisał niemal wszystkie swoje dzieła, zaś Gerhart – większość swoich utworów wczesnych, pośród nich między innymi: Fuhrmann Hentschel, Hanneles Himmelfahrt, College Crampton, Elga, Die Weber, Versunkene Glocke. Po wybudowaniu przez Gerharta Hauptmanna własnej rezydencji w Jagniątkowie, dom w Szklarskiej Porębie zamieszkiwał jedynie Carl Hauptmann. Stał się ośrodkiem dużej karkonoskiej kolonii artystycznej i pozostał nim do śmierci Carla w 1921 r. Po rozwodzie pisarza z pierwszą zona Marthą, ta przeprowadziła się do zbudowanej dla niej willi na działce, zwanej Felderbusch (Polny krzew). 
Wkrótce po śmierci Carla, jego druga żona wyszła za znanego profesora literatury. Dom sprzedała rodzeństwu przemysłowców Mahla z Jablonca. Transakcja zapłacona została częściowo w walucie czeskiej. Sprzedaż tę następnie unieważniono, gdyż zgodnie z treścią wpisu do ksiąg wieczystych, Maria Hauptmann, druga żona Carla nie miała prawa samodzielnego dysponowania domem i winna była uzyskać zgodę pani Marthy Hauptmann. Po wieloletnich sporach sądowych bracia Mahla musieli opuścić dom, którego wartość wzrosła znacznie dzięki przeprowadzonym przez nich modernizacjom, w tym montażu centralnego ogrzewania i instalacji wodociągowej. Od kilku lat dom jest nieużytkowany, mieszka w nim jedynie małżeństwo dozorców. 
Zgodnie z życzeniem pierwszej żony pisarza, dom nie miał mieć już charakteru mieszkalnego, a mieścić się miała w nim izba pamięci Carla Hauptmanna i jego przyjaciół, artystów ze Szklarskiej Poręby i służyć jako Dom Regionalny (Heimathaus). Jednak gdy starania te do wiosny 1936 r. nie przyniosły rezultatu, a domowi groziło przywrócenie jego cech mieszkalnych, za zgodą gminy Szklarska Poręba grupa kobiet i mężczyzn postanowiła do chwili ostatecznego wyjaśnienia sytuacji nieruchomości utrzymywać w nim Dom Regionalny. Pośród nich byli Hermann Stehr, Wilhelm Bölsche i dyrektor wydawnictwa List (Paul-List-Verlag). Użytkownikiem domu było Stowarzyszenie Strojów Regionalnych (Trachtenverein) w Szklarskiej Porębie. 

Z biegiem lat dom popadł w ruinę, niezbędne były więc pokaźne środki pieniężne, by zaadaptować go zgodnie z przeznaczeniem. Zakup obiektów przeznaczonych do wystawienia, związanych z kręgiem przyjaciół wokół Carla Hauptmanna, szklarskoporębskimi pisarzami i artystami oraz z historią Szklarskiej Poręby i jej rzemiosła, w szczególności szklarstwa artystycznego, i tradycjami ludowymi, przyniósł efekty. Ponieważ zakazano zmieniania wyglądu pokojów, przebudowa początkowo nie spełniała wymagań, stawianych współczesnym obiektom muzealnym. Mimo tego udało się zrealizować odpowiednią koncepcję: punktem centralnym domu był odtworzony gabinet Carla Hauptmanna, którego wyposażenie przekazała pani Martha Hauptmann, ówcześnie już nieżyjąca pierwsza żona pisarza. 
Gmina Szklarska Poręba nie posiadała środków na zakup domu, tak więc próbowano zainteresować zakupem inne instytucje publiczne. Wprawdzie zewsząd deklarowano zainteresowanie, jednak starania te nie przyniosły efektu. Użytkujące dom Stowarzyszenie Strojów Regionalnych w Szklarskiej Porębie – po okresie sprawnego i sumiennego zarządzania obiektem – po rozpoczęciu wojny, gdy wielu jego członków zostało powołanych do wojska – nie było w stanie zebrać odpowiednich środków, by utrzymać dom w pełnym zakresie jego funkcjonowania. Wraz ze śmiercią pierwszej żony Carla Hauptmanna sytuacja własnościowa budynku stała się jeszcze bardziej zagmatwana i ponownie groziło niebezpieczeństwo przekształcenia obiektu w dom mieszkalny. Druga żona pisarza zwróciła się o opróżnienie górnego, największego piętra domu do 15 maja 1941 r. (w terminie 11-dniowym), albowiem chciałaby sama zająć te pomieszczenia. 

2. Sytuacja prawna
Prawo do domu rości dla siebie i swojej córki Monony druga żona pisarza, pani Maria Hauptmann, która po rozwodzie z drugim mężem, profesorem Beirichem, powróciła do nazwiska Hauptmann. Roszczenie to jest sprzeczne z wpisem w księgach wieczystych w dziale 2, a mianowicie wpis zabezpieczający panią Marthę Hauptmann w Szklarskiej Porębie Średniej, Felderbusch w kwestii praw do przeniesienia własności na tej nieruchomości. 
Pani Maria Hauptmann wniosła skargę wobec ważności tego wpisu. Sprawa znalazła się w Sądzie Rzeszy w Lipsku, gdzie rzekomo zaginęły jej akta. Starania Stowarzyszenia Strojów Regionalnych w Szklarskiej Porębie, do zawarcia ugody pozasądowej pomiędzy reprezentantami prawnymi stron (ze strony Marii Hauptmann – tajny radca dr Ponfick , Berlin-Charlottenburg 2, Fasanenstr. 77; ze strony spadkobierców zmarłej Marthy Hauptmann – adwokat dr Reier, Jelenia Góra, Adolf Hitlerplatz 6) nie przyniosły skutku. Nie jest więc jasne, czy pani Maria Hauptmann i jej córka istotnie mają prawo do samodzielnego rozporządzania prawem własności. 

3. Obecne wyposażenie i ocena domu
Na parceli znajduje się trzykondygnacyjny dom i ogród o charakterze parku o powierzchni około 6½ ha. W górnej części ogrodu znajduje się wymagający remontu budynek z jednym pomieszczeniem, w którym w swoich młodych latach Gerhart Hauptmann urządził atelier rzeźbiarskie. Przed nim znajduje się łąka, przekształcona przez Stowarzyszenie Strojów Regionalnych w Szklarskiej Porębie w amfiteatr pod gołym niebem dla około 2000 osób, o wyśmienitej akustyce i w naturalnej scenerii. Widownia składa się z przenośnych ław z miejscami dla ok. 800 osób. W dolnej części ogrodu, na południe od domu, znajduje się naturalna łąka rekreacyjna z miejscem dla kilku tysięcy osób. Na tej łące odbywają się festyny ludowe.
Stanowiący równocześnie piwnicę z wejściem od ogrodu, parter domu mieści obok pomieszczeń magazynowych także dużą kuchnię i dużą salę wystawową. Poszczególne pomieszczenia domu wykorzystywane są w następujący sposób:

Parter
Sień: stare obrazy i sztychy z terenów Szklarskiej Poręby
Izba mieszkalna: historyczna izba śląska zagrodnika ze Szklarskiej Poręby z kompletnym wyposażeniem, zbiorami ludowymi itd. Izba urządzona jest tak, że nie sprawia wrażenia martwego muzeum, lecz zachęca do dłuższego pobytu, czy nawet do zamieszkania. 

I piętro:
Hall: obrazy malarzy ze Szklarskiej Poręby, gobeliny autorstwa Wandy Bibrowicz z jej okresu szklarskoporębskiego, zbiór czepców. 
Ogród zimowy: współczesne szkło artystyczne ze Szklarskiej Poręby.
Pomieszczenie 1 i 2: malarstwo, reprodukcje i spuścizna literacka malarza ze Szklarskiej Poręby, profesora Hannsa Fechnera
Pomieszczenie 3 i 4: Gerhart Hauptmann. Portrety z młodości i czasów późniejszych. Różne wydania dzieł pisarza. Ilustracje licznych artystów niemieckich do dzieł Gerharta Hauptmanna.
Pomieszczenie 5 i 6: Historyczne szkło artystyczne ze Szklarskiej Poręby. Najważniejsi artyści-szklarze ze Szklarskiej Poręby. Modele starych szkieł. Dzieje hutnictwa szkła w Szklarskiej Porębie. Kącik poświęcony dwóm wielkim obywatelom Szklarskiej Poręby: Josephowi Partschowi – kartografowi i Karlowi Partschowi – twórcy współczesnej stomatologii. 
Schody: stare obrazy i sztychy z okolic Szklarskiej Poręby.

II piętro:
Pomieszczenie 1: gabinet Carla Hauptmanna.
Pomieszczenie 2: obrazy, książki i pamiątki po Carlu Hauptmannie. 
Pomieszczenie 3: obrazy, książki i pamiątki po Hermannie Stehrze i Wilhelmie Bölsche.
Pomieszczenie 4: obrazy, książki i pamiątki po pisarzach z kręgu przyjaciół domu Hauptmanna lub mieszkających niegdyś i obecnie w Szklarskiej Porębie.
Hall: Obrazy Carla Hauptmanna, pamiątki po kompozytorce Annie Reichmöller [Uwaga: taka pisownia nazwiska w oryginale. Prawidłowo powinno być: Anna Teichmüller – przyp. tłum.], inne.  

4. Użytkownicy domu i dotychczasowa administracja
Gdy wiosną 1936 r. Stowarzyszenie Strojów Regionalnych w Szklarskiej Porębie przejęło budynek, zobowiązało się do remontu i utrzymania domu i parku, przejęcia obciążeń i podatków oraz do zapłacenia odszkodowania w wysokości kwoty obciążającej hipotekę. Jako instytucja kultury obiekt był od tej chwili zwolniony z podatku, gmina Szklarska Poręba zrezygnowała z poboru opłat za wodę. Pozostawało więc spłacanie odsetków hipotecznych i utrzymanie domu i ogrodu. W pierwszym okresie na ten cel przeznaczone zostały znaczne środki, albowiem stan budynku był zły. Środki te pozyskiwano z biletów wstępu – zainteresowanie społeczności Domem Regionalnym było ogromne, odwiedzających było więcej, niż w Muzeum Sudeckim w Jeleniej Górze [Uwaga: Muzeum Towarzystwa Karkonoskiego w Jeleniej Górze (Riesengebirgsverein-Museum, obecnie: Muzeum Karkonoskie) w 1938 r. przemianowane zostało na „Sudetenmuseum”  – przyp. tłum.]. Zainteresowanie to nie malało, albowiem dążeniem organizatorów było stworzenie żywej instytucji, a nie martwego muzeum regionalnego. Odbywały się więc tutaj odczyty i koncerty, w ogrodzie wystawiano sztuki i organizowano festyny ludowe, na które przychodziła liczna publiczność.
Poza udostępnieniem sypialni dla jednego strażnika i jego niewielkim wynagrodzeniem, wszelkie prace wykonywane były przez członków Stowarzyszenia i przez przyjaciół domu nieodpłatnie (społecznie) – a więc sprzątanie, nadzór, kontrola itd. Na skutek tych działań oraz dzięki uniknięciu konieczności płacenia wynagrodzeń, dom i ogród (przez ponad 20 lat ten ostatni zdziczał całkowicie) zostały doprowadzone do takiego stanu, że obecnie nie występują istotne braki. Dokonano licznych zakupów wyposażenia. 
Zbiory w większości nie są własnością użytkownika. Zostały wypożyczone przez liczne osoby. Duża część wypożyczonych eksponatów opatrzona jest warunkiem, że jeśli dom nie zmieni przeznaczenia, a jego przyszłość zostanie zapewniona, staną się jego własnością. Najważniejszymi darczyńcami są:
  • Pani Martha Hauptmann, pierwsza żona Carla Hauptmanna (gabinet pisarza, obiecano dalsze wypożyczenia)
  • Tajny Radca, Nadradca Budowlany Fischer (zbiory folklorystyczne/etnograficzne)
  • Huta Józefiny (szkło współczesne)
  • Wydawnictwa List i Dietrich (pierwsze wydania i in.)
  • Gmina Szklarska Poręba (obrazy i in.).
Ogromna część wypożyczonych eksponatów jest własnością marszanda sztuki Oltmannsa ze Szklarskiej Poręby Średniej [Olly Oltmanns prowadził przy ul. Dolnej niekiepski antykwariat, o czym doniósł mi Przemek Wiater – przyp. tłum.], który – dysponując zasobami finansowymi – kupował dzieła sztuki związane ze Szklarską Porębą, zgodnie ze wskazówkami i na prośbę użytkownika domu. Wszelkie dzieła sztuki przekazywał bezpłatnie jako eksponaty, a wraz z całą rodziną niejednokrotnie społecznie pracował na rzecz domu. 

W przeciwieństwie do innych wypożyczeń, które najprawdopodobniej staną się w przyszłości nieodpłatnie własnością Domu Carla Hauptmanna, obiekty zakupione przez Oltmannsa użytkownik domu będzie musiał od niego odkupić. Część wydawnictw również będzie miało status wypożyczenia.
Od początku zamiarem prowadzących instytucję było stworzenie domu o żywym charakterze. Nie tylko przez to, że organizowane są przy szczególnych okazjach imprezy specjalne (np. z okazji tygodnia książki, nieodpłatnie), ale również dlatego, że dom stał się miejscem pracy Stowarzyszenia Strojów Regionalnych w Szklarskiej Porębie, którego członkowie spotykają się tutaj co tydzień. Duża sala na parterze została więc urządzona jako miejsce spotkań. 

Wyposażenie, utrzymanie i prowadzenie obiektu do jesieni 1940 r. finansowano wyłącznie z biletów wstępu. Przez 4,5 roku udawało się to, bez pozyskiwania środków z innych źródeł. 

Flagi

free counters