Ładowanie...

23.08.2015

Spacerek do wnętrza Śnieżnych Kotłów

Przyznaję: w Karkonosze chodzę niechętnie, szczególnie w letnie weekendy i do tego z psem. Bo tłum ludzi (a to już końcówka wakacji, więc tłum wzmożony), bo idiotyczne (w porównaniu z czeskimi) przepisy KPN-u w kwestii prowadzania psa na terenie Parku (ale także innych narodowo-parkowych przepisów, które najwyraźniej prowadzić nas mają do Raju do Raja). 
Postanowiliśmy jednak wybrać się (z psem oczywiście) w Śnieżne Kotły, wypada przecież poznać nowo wytyczone przebiegi szlaków, a tak stało się właśnie w Śnieżnych ze szlakiem zielonym. Podjechaliśmy więc do Jagniątkowa; na wielkim, pustawym parkingu porzuciliśmy blaszaka na kołach – i jazda, ku Paciorkom (1050 m) i Rozdrożu pod Śmielcem (1127 m). Nudne i długaśne podejście szlakiem niebieskim z Jagniątkowa wzdłuż potoku Schneegrubenwasser (z niewiadomych mi powodów zwanym po polsku Wrzosówką) dało mi w kość: nie te plecy, co kiedyś (i nie o protekcji piszę). Przyznać trzeba, że sporo robót, związanych z utwardzeniem podłoża (i utrzymaniu ruchu wędrownego w granicach drogi) poczyniono na szlaku. Pierwszy "betoniarz" Karkonoszy, Hugo Seydel, byłby dumny. Postój uczyniliśmy na wysokości Paciorków, których obecnie już ze szlaku nie widać (drzewa wyrosły, krzewy wykrzewiły, zasłaniając te formacje skalne). Wprawdzie na swoich własnych stronach internetowych KPN zachwala widok z Paciorków, no ale jak to tak? Ze szlaku schodzić w parku narodowym? Skały dziewicze Rajowi buciorami brudzić? No, nie wypada... (idiotyzmów w przepisach i działaniu KPN-u jest tyle, że bloga by mi nie starczyło na ich opisywanie...).
Dodrapawszy się do Rozdroża pod Śmielcem, skręciliśmy ku Wielkiemu Kotłowi. Ruch turystyczny gęstniał (dobrze!), prowadzenie psa na smyczy stało się niewykonalne (źle? Wcale nie!). W każdym razie cieszy to, że jeszcze trwa duch wędrowny w narodzie, nie tylko w tym mocno dorosłym: sporo młodzieży na szlakach, w miarę zdyscyplinowanej turystycznie, dużo włóczykijów z Czech (z psami bez smyczy, jak to jest przyjęte w KRNAP).
Kotłów z dołu opisać nie sposób – to natury piękna uosobienie; natury groźnej i pięknej zarazem: przyroda żywa i nieożywiona, dywany kosodrzewiny i strome ściany skalne, potoczki (z Niedźwiadkiem i źródłami Szklarki - Kochel) i przepiękny Stawek Śnieżny (Kochelteichel – nazwa nawiązuje właśnie do niemieckiej nazwy Szklarki). Nad Stawkiem poczyniliśmy przerwę – pośród sporych tłumów, które z tą samą ideą tu dotarły. Zaraz za Stawkiem zaczyna się nowo wytrasowany szlak zielony: widać wysiłek, widać starania, ba: nawet szlak widać (wyraźne znaki, wymalowane trwałą farbką). Wąsko dość, ale wygodnie, przypuszczam, że intencją KPN-u było wyprowadzenie ruchu turystycznego z dna Małego Kotła (Kleine Schneegrube). A dalej już tradycyjnie: przez Gehangweg (Ścieżka nad Reglami) do Schroniska pod Łabskim. Tu nawet nie przystanęliśmy: tłum kłębił się nieprzebrany, o miejscu siedzącym przy stołach nie było co marzyć, nawet miejsca stojące były zajęte. Postanowiliśmy przenieść przerwę spożywczą nad Bystry Potok (Oberkochel) przy szlaku czerwonym, gdzie o wiele piękniej, a i pies mógł pozanurzać się w krystalicznie czystej wodzie. 
Zejście do Jagniątkowa okropnym, kamienistym, zaniedbanym czarnym szlakiem przez Trzy Jawory (Drei Urlen), a później leśnymi duktami (trasy rowerowe) poza szlakiem (panu dyrektorowi Rajowi uprzejmie donoszę, że opuściliśmy już teren KPN) to już rzecz niewarta wzmianki: ot trzeszczące kolana i – w moim przypadku – potęgujący się ból pleców. Dobrze, że są zakazane środki przeciwbólowe: te legalne niestety nie pomagają... 

Kilka zdjęć z trasy, której przejście zajęło nam 8 godzin – przy czym postoje uskutecznialiśmy liczne, wybierając miejsca w miarę bezludne i najpiękniejsze – zamieszczam raczej dla siebie, by pamiętać; niż dla Czytelnictwa szanownego, które przecież takie trasy zna na pamięć...

Jagody się kończą, borówki trwają...

Mchy ufoludzkie

Froda przy Paciorkach: tu jeszcze z szelmowskim uśmiechem. Później była mocno zmęczona.

Na pomostach

Rozdroże pod Śmielcem

Nadajnik z daleka

Wielki Śnieżny Kocioł w krasie przedjesiennej

Śnieżny Stawek (Kochelteichel)

Chłodzenie Frody

Fragment szlaku, który dla Frody był prawdziwym wyzwaniem

"I wdarłam się na skałę pięknej Kaliopy, gdzie dotychczas nie było śladu polskiej stopy".Dobra, poniosło mnie z tym podpisem.

Pod Łabskim i Szklarska w tle.

Przyznaję: pomajstrowałem przy tym zdjęciu. Wyszła cukierkowata widokóweczka.

Pies zmęczony nieco (między Małym Kotłem a schroniskiem pod Łabskim)

Pies zmęczony bardzo (kąpiel w potoku Niedźwiadek - Bärgrund)

Okropne zejście czarnym szlakiem



2 komentarze:

  1. fajna wycieczka. Obiektywnym jest Pan człowiekiem. I pochwali i zgani... Mało takich ludzi dziś. Kilka dni w tym roku spędziłem w KPN i faktycznie widać, że starają się infrastrukturą nadgonić... Na szczęście nie mam psa... Pozdrawiam i zapraszam.
    http://karkonoszepocztowki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Niesamowite, ile to fajnych miejsc jest poukrywanych między zaroślami... Mostek, sama natura... jakby wejście do innego wymiaru. Widać, że piesek wprawiony w różne wędrówki i eskapady, dobrze się bawi.

    OdpowiedzUsuń

Flagi

free counters