Ładowanie...

27.08.2012

Dobków, warsztaty

Dwa dni, dwa festyny (Dobków i Paszowice), dwa zamki w rozsypce (Lipa i Świny), piękniejące miasto (Jawor) z olśniewającym Kościołem Pokoju. I jakże pozytywna, budująca dawka optymizmu: że można, że to potrzebne, że jest na tego typu imprezy zapotrzebowanie. Że nie trzeba zasłaniać swojej bezradności i braku umiejętności w zarządzaniu miastem/gminą tłumaczeniami bezsensownymi: “Nie ma pieniędzy” (burmistrz Wlenia), “Nie ma możliwości” (prezydent miasta Jelenia Góra). Ja w tych tłumaczeniach widzę prostą zasadę osiągania własnego, najwyższego stopnia niekompetencji: “Nie mam ochoty i zdolności, ale stołka – k… wasza mać! – nie oddam!”.

Po kolei jednak. W sobotę pojechaliśmy do Dobkowa, “wsi najpiękniejszej na Dolnym Śląsku” w roku 2011 według jurorów konkursu pod tymże wezwaniem. Tam odbywały się już siódme Kaczawskie Warsztaty Artystyczne. Program imprezy, mojej Połowinki i moje plany z wydarzeniem związane opisywałem w poprzednim poście. Trochę zmodyfikowane wypaliły jednak ku obopólnej satysfakcji w stu (i jednym) procencie. Przyjechaliśmy do Dobkowa nieco wcześniej, by pospacerować po okolicznych wzgórzach. Kilka samochodów już stało na przygotowanych miejscach parkingowych, strażacy pożarni ruchem dyrygowali sprawnie, spory plac przed domem kultury (przewspaniała sala, nota bene) z wolna wypełniał się ludźmi: widzami i wystawcami.
My przeszliśmy się najpierw na Kapliczną, wzgórze nad wsią górujące, z niewielka wotywna kapliczka i krzyżem, skąd widok piękny na Góry Kaczawskie, ale nie na Dobków. Ten leży skryty w głębokim wąwozie Bukownicy, z góry widać jeno część dzwonniczej wieży kościoła św. Idziego. Do góry wchodzi się lipową aleją, choć lipy młode jeszcze, więc od słońca nie chronią.
 Do05_pSpodKaplicznej
Z Kaplicznej zeszliśmy leśną ścieżką z powrotem do Dobkowa, gdzie właśnie zaczynała się oficjalnie Warsztatowa Impreza. Tłum zrobił się spory, przybyło samochodów na parkingach, a wokół straganów gromadziło się coraz więcej ciekawskich, ale i aktywnie w warsztatach uczestniczących, głównie dzieci. Układanie mozaik z kostek graniowych i (chyba) bazaltowych, których “produkcja” odbywała się na miejscu, zgromadziło dobry tuzin wschodzących mistrzów kamieniarstwa artystycznego. I te zafascynowane buzie: już dla tego widoku warto się natrudzić przy organizacji takiej imprezy
DoF10_Mozaiki
Tuż obok – spory budynek, o którym czytamy: W Sudeckiej Zagrodzie Edukacyjnej – bo tak ma się nazywać ośrodek – nie będzie nietykalnych eksponatów, a dzieci będą się uczyć poprzez eksperymentowanie i zabawę. Budynek przyszłego centrum – jeden z bardziej okazałych we wsi – do niedawna był jeszcze zamieszkany. Ma szczęście – jak wiele innych tego typu domów nie popadnie w ruinę, lecz stanie się być może reprezentacyjnym obiektem Dobkowa. Sudecka Zagroda Edukacyjna to bowiem bardzo ambitne przedsięwzięcie”. Wewnątrz trwają prace adaptacyjne, co nie przeszkadza w wykorzystywaniu pomieszczeń na wystawy, zajęcia i prezentacje. Mnie najbardziej ujął najzwyklejszy kredens kuchenny, przywołał wspomnienia dzieciństwa, zupełnie innej krainy i całkiem innych, zapomnianych niemal czasów1. Kredens babciny…
DoF14_Kredens
Na parterze – jak to u Niemców bywało – pod jednym dachem, acz od części mieszkalnej korytarzem oddzielona stajnia. Przypuszczam, że już wkrótce to tutaj będą odbywać się w niepogody spotkania, wystawy, dyskusje, warsztaty przeróżne.
Do18_Stajnia
Wprawdzie z planowanych zajęć ceramicznych Połowinka moja nie skorzystała (żal było zabierać przejętej twórczością glinianą dzieciarni miejsce przy kole garncarskim), ale za to błyskawicznie nauczyła się sztuki nowej: tworzenia z krepiny barwnej… krokusów. Tu także zainteresowanie rękodziełem przemiłej pani było ogromne.
 DoF30_Ceramika
DoF30_KwiatDoF31_Zainteresowanie
Z atrakcji – poza występami artystycznymi śpiewaczych grup z Dobkowa, gmin sąsiednich i odległych – wymienię (ciurkiem): tworzenie ogromnych baniek mydlanych, warsztaty haftu i szydełkowania, malowanie Krtečka na stoisku zaprzyjaźnionej gminy z Czech, wystawę starych fotografii z czasów tuż-powojennych (dziadkowie wnuczętom pokazywali i opowiadali, jak wyglądały te pionierskie lata na Ziemiach Wyzyskanych) oraz mini-zoo, w którym Froda (nasz dzielny Zwiedzaczek) chciała się zaprzyjaźnić z owcą, ale strach stanął przyjaźni na przeszkodzie. Dodam z lekkim zażenowaniem, że bała się Froda; owca dążyła do zawarcia znajomości, choć obie panie dzieliła siatka.  
DoF21_FroiOwca
No i wreszcie: WYBUCH WULKANU! Wybuchy trzy właściwie: o 16.00, 17.00 i 18.00: pełna władza nad geologiczną aktywnością w Krainie Wygasłych Wulkanów! Pokaz (fachowo przygotowany i sprawnie objaśniony) zgromadził spory tłumek żądnych wiedzy wybuchowej…
DoF29_Wulkan2
Długo można byłoby opowiadać o Kaczawskich Warsztatach Artystycznych, jednak najlepiej jest wyrobić sobie własną opinię, bo już za rok odbędą się kolejne. Warto zajrzeć, posiedzieć, wziąć udział w zajęciach. Zobaczyć ładną wieś, uśmiechniętych mieszkańców i gości. I uczyć się od Dobkowian spontaniczności, zaangażowania, chęci do tworzenia czegoś niezwykłego, nowego – a przy tym wszystkim zasłużonej dumy ze swojego miejsca na ziemi, które aktywnie współtworzą i kształtują. Dodam, by do początku niniejszego tekstu nawiązać: Dobków nie ma złotej żyły, i nie finansuje tych przedsięwzięć ze sprzedaży tego złota na rynkach i poprzez ukochany przez PO AmberGold (wraz z OLT). 
Członkowie Partnerstwa Kaczawskiego pukają do wszelkich możliwych okienek, za którymi kryć może się “kasa”,  pukają cierpliwie i skutecznie; a gdy kasę tę wydębią, nie przeznaczają jej na fanaberie sołtysa (czy w przypadku na wstępie wymienionych miast: prezydenta), lecz w tego typu przedsięwzięcia ku pożytkowi ogółu inwestują. Że się nie opłaca? Jeśli panowie zarządzający miastami nie widzą w tym społecznej opłacalności wysokiego stopnia, to naprawdę czas najwyższy, by zmienili profesję. Natychmiast!

Linki ważne:
Dobków
EkoMuzeum w Dobkowie
Partnerstwo Kaczawskie

I na koniec; panoramka skromna pięknych Gór Kaczawskich... Ech, ukochanych pagórków moich!

2 komentarze:

  1. Bardzo dziękujemy za wspaniały tekst.
    Pozdrawiamy :)
    Robert Maciąg

    www.dobkow.eu
    www.ku-sloncu.org

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziękowania winniśmy MY, lekko stetryczali wskutek marazmu jeleniogórskiego Wędrowcy. I wprawdzie Połowinka moja jest wleńska, więc jak najbardziej tutejsza, to ja - przewrotnie nawiązując do Waszego zawołania na stronie "Ku Słońcu" - ja jak najbardziej JESTEM z Warszawy. Bez żalu i bez skrupułów porzuciłem tamto miasto dla najpiękniejszych okolic w granicach Polski (zastrzegam: uznaję w pełni zasadę: "de gustibus non est disputandum"), od z górą 15 lat mieszkam w Kotlinie Jeleniogórskiej (ostatnio w samej Jeleniej), a zachwyt mój nie maleje. Pomimo gorzkich słów krytyki pod różnymi adresami: to nie przyrodę, piękno, historię tych ziem, lecz nieudacznych udzielnych władców... no: włodarzy krytykuję.
    Żałuję, że w sobotę nie natknęliśmy się na Was w Dobkowie: każda rozmowa ubogaca, a ciekawi ludzie są jak milowe kamienie na ścieżce, którą kroczymy. Będę miał może szansę na powrócenie do kamienia milowego z tabliczką "Maciągowie". Niekoniecznie dopiero w przyszłym roku. Pożyjemy..., się zobaczy.
    Raz jeszcze dziękuję (także i Wam) za Dobków, za Partnerstwo Kaczawskie, za Kaczawskie Warsztaty. Tworzą je ludzie. Tacy jak Wy, pozytywnie zakręceni (kołem od roweru?). I z najdalszych Indii wraca się do DobkOjczyzny, Kaczawszczyzny z miłością i wytęsknieniem.

    OdpowiedzUsuń

Flagi

free counters