Poszła moja Połowinka na spacer z Frodą, poszła do lasu, nad
strumień…
Wróciły we trzy… Połowinka, Froda i… Koko. Kim jest ta
ostatnia? Pięciotygodniowym kocięciem, które błąkało się koło Jelni. Ufne, z
psami zaprzyjaźnione, do ludzi lgnące. Porzucone? Wywiezione do lasu? Zbiegłe z
pobliskich działek? Nie wiemy.
Wiemy, że jest u nas, na przechowanie. Wiemy, że ma ok. 5 tygodni, waży 400
gram, że jest zdrowa, a na wszelki wypadek dostała od weta Adama środek na
odrobaczanie (wraz z 4 saszetkami karmy Royal dla – to brzmi dumnie! – Young Femal
Cat). Przez 2-3 dni będzie u nas na obserwacji, w końcu wygodnie jest mieć
weterynarza vis-à-vis, i praktycznie.
![]() |
U weterynarza w 4-łapach |
Ale już teraz grzecznie, nienatarczywie, acz z desperacją
pytam:
Czy może ktoś z Państwa zechciałby przygarnąć przemiłą Koko?
U nas zostać nie może; nie te warunki lokalowe, no i sunia nasz, Froda…
Wprawdzie przyjaźń rozkwitła „od pierwszego wejrzenia”, ale kilka poważnych
obaw jest, w tym ta główna: o wywołanie u suki ciąży urojonej… Więc jeśli ktoś,
to ja bardzo proszę! Bardzo pilnie!
A póki co, będę Państwa zanudzał codziennymi porcjami
doniesień „z życia Koko”, ze zdjęciami oczywiście…