6.03.2009

Śnieg topnieje - wody wzbierają

Wczoraj wiał silny, ciepły wiatr z południowego-wschodu, który błyskawicznie "wyczyścił" ze śniegu okolice Jeleniej Góry; temperatura sięgała 14 stopni w cieniu. Do przewidzenia było więc, że zaczną się podtopienia i zalania - jeszcze nie w samym sercu Kotliny, ale tradycyjnie już w Marciszowie. Poziom wody w Bobrze podniósł się w ciągu dwóch godzin o 20 cm. Wójt gminy Marciszów wprowadził alarm powodziowy. Woda przekroczyła stan alarmowy i zalewa w kilku miejscach lokalne drogi. Ewakuowano dwie osoby z domu w Ciechanowicach w gminie Marciszów. Na razie podtopione są w kilku miejscach drogi i łąki. Zalane są też wejścia na niektóre kładki w gminie. Wiele będzie teraz zależeć od tempa topnienia śniegu leżącego na wyżej położonych obszarach.
°°°°°°°
A poza tym zaczyna się szaleństwo Biegu Piastów, po raz pierwszy w serii Worldloppet. Główny "Macher" zwrócił się z przedziwną (acz w świetle warunków parkowania aut, jakie są - a raczej, jakich brak - na Polanie Jakuszyckiej - zrozumiałą) prośbą:
- Apeluję do kibiców, by nie przyjeżdżali - mówi Julian Gozdowski. - Muszę tak apelować, bo będzie bardzo mało miejsca. Bardzo proszę też narciarzy i pieszych, aby nie chodzili w trakcie Biegu Piastów po trasach, bo będą stwarzać niebezpieczeństwo.
Lista startowa obejmuje ponad 3600 zawodników, spodziewanych jest ok. 6000 kibiców (w ciągu 3 dni). Pogoda w Jakuszycach w piątek: w Górach Izerskich jest odwilż. Dzisiaj można biegać praktycznie na wszystkich trasach. Warunki są trudne, śnieg jest miękki i mokry. Pobocze tras miękkie i na poboczach zdarzają się przełomy. Prognoza na sobotę/niedzielę jest dość dobra, Będzie chłodniej i śnieżnie. Na bieżąco miejsce startu można oglądać TU.
°°°°°°
PROGRAM XXXIII. Biegu Piastów 2009
Czwartek - 05.03.2009 r.
  • 10.00 - XXV Karkonoski Bieg Narciarski Dzieci i Młodzieży - Mały Bieg Piastów
  • trening oficjalny na trasie 50km
Piątek - 06.03.2009 r.
  • trening oficjalny na trasie 50km
Sobota - 07.03.2009 r.
  • 10.00 - start do biegu głównego na dystansie 50km stylem klasycznym
  • 10.30 - Wyprawa Polarna Zuchów na dystansie 500m (styl bardzo dowolny);
  • 11.00 - Bieg Przedszkolaka na dystansie 150m (styl bardzo dowolny)
  • 12.30 - start do biegu na dystansie 26km stylem klasycznym;
  • 13.00 - dekoracja zwycięzców biegu głównego.
Niedziela - 08.03.2009 r.
  • 10:00 - start do biegu na dystansie 30km stylem dowolnym (Na trasie będzie założony jeden tor do biegu klasycznego.)
°°°°°°
Dopisek 8 marca 2009 - Wyniki pierwszego dnia: 46 km stylem klasycznym: mężczyźni 1. Stanislav Rezac (Czechy) 2:17.01 2. Tomas Jakoubek (Czechy) 2:21.37 3. Radek Sretr (Czechy) 2:22.39 4. Tomasz Kałużny (Jelenia Góra) 2:25.30 5. Rene Sikora (Czechy) 2:26.28 6. Jens Neuber (Niemcy) 2:26.53 7. Jiri Pliska (Czechy) 2:31.23 8. Piotr Kocoń (Złatna) 2:32.26 9. Bertram Seidel (Niemcy) 2:32.55 10. Jiri Fisnar (Czechy) 2:33.57 kobiety 1. Zuzana Kocumova (Czechy) 2:43.30 2. Klara Moravcova (Czechy) 2:43.43 3. Helena Erbenova (Czechy) 2:44.37 4. Jana Jetmarova (Czechy) 3:01.08 5. Agnieszka Szymańczak (Wilkowice) 3:03.38 6. Radka Tkacikova (Czechy) 3:04.07 7. Helge Bergsvand (Norwegia) 3:05.00 8. Heidi Suchankova (Czechy) 3:09.56 9. Rita Nones (Włochy) 3:21.49 10. Helga Haverstad (Norwegia) 3:22.13 26 km stylem klasycznym mężczyźni 1. Josef Hones (Austria) 1:25.27 2. Jakub Mroziński (Jelenia Góra) 1:25.35 3. Arkadiusz Ogorzałek (Nowa Ruda) 1:25.59 4. Paweł Bagiński (Sosnówka) 1:29.25 5. Thomas Schiffmann (Niemcy) 1:29.52 6. Wiesław Skierka (Kartuzy) 1:33.01 7. David Kucera (Czechy) 1:36.14 8. Josef Gradner (Austria) 1:37.40 9. Frantisek Kratky (Czechy) 1:38.41 10. Andre Schoene (Niemcy) 1:40.24 kobiety 1. Beata Kawulok (Czechy) 1:42.11 2. Lucie Kucerova (Czechy) 2:08.14 3. Palina Kanaszenkawa (Białoruś) 2:09.11 4. Ina Schubert (Niemcy) 2:09.44 5. Veronika Schierova (Czechy) 2:10.39 6. Monika Judka (Lubawka) 2:13.21 7. Anna Stypczyńska (Jelenia Góra) 2:14.18 8. Olga Chorążyczewska (Jelena Góra) 2:14.49 9. Carola Holm (Szwecja) 2:15.24 10. Renate Troesse (Niemcy) 2:18.15
Braciom (i siostrom) z Czech - gratuluję!

4.03.2009

Kupujemy wyroby "zDolnego Śląska"

Nowy pomysł na promocję (w tym wypadku - autopromocję) i umacnianie naszego regionu: "Kupujmy wyroby dolnośląskie". Nie jest to nic odkrywczego, już w latach 80-tych usłyszałem od pewnego wykształconego, inteligentnego i dość zamożnego Niemca: "Wprawdzie Mercedesy nie bardzo mi się podobają, ale kupuje te auta, żeby przynajmniej mieć cień nadziei, że w ten sposób przyczyniam się do utrzymania miejsca pracy niemieckiego robotnika". Dzisiaj, w dobie EU-ryzacji i globalizacji pewnie ma to mniejsze znaczenie, ale... chyba jakieś by miało, gdyby akcja zatoczyła szersze kręgi. Portal podaje nawet listę (otwartą, każdy może ją uzupełnić) najlepszych produktów z Dolnego Śląska:
* woda mineralna Staropolanka - Zespół Uzdrowisk Kłodzkich * tonery, tusze atramenty do drukarek - Black Point Wrocław * wyroby czekoladowe - Doti Smolec * szynka dębowa, kabanos wieprzowy i drobiowy extra, szynka zakonna, kiełbasa i pasztet ze strusia - Zakłady Mięsne Tarczyński * czekolady twarde, bomboniery - Cadbury Wrocław * szynka z pieca, kiełbasa, boczek, pasztet - Zakłady Mięsne Niebieszczańscy * gips budowlany - Kopalnia "Nowy Ląd" Niwnice, powiat lwówecki * kleje montażowe i chemia budowlana - Selena Wrocław * sucharki delikatesowe, biszkopt wrocławski - Spółdzielcze Zakłady Piekarski Ciastkarskie "Mamut" we Wrocławiu * pralki, kuchenki, zmywarki - Electrolux w Świdnicy * frytki - MC Cain Strzelin * telewizory LCD, boxy multimedialne, odtwarzacze DVD - ATS Wierzbice pod Wrocławiem * mocno wędzone szynki i kiełbasy z serii staropolskiej z Zakładów Mięsnych Niebieszczańscy z Proszówki (pow. lwówecki) * soczewki do okularów i kontaktowe - Jeleniogórskie Zakłady Optyczne * zastawa stołowa - fabryka porcelany Krzysztof w Wałbrzychu * zeszyty - firma Unipap ze Strzegomia * pościel - Bielbaw w Bielawie
Zauważcie, że z jeleniogórskich "specjalności" jest tylko JZO. Niewiele, a przecież: Mrugały wyroby cukiernicze, z pysznym piernikiem cieplickim na 900 lecie grodu; płytki i kafelki od Marconiego, miody i wyroby miodopochodne z naszych okolic, wyroby lniane chociażby z mysłakowickiego "Orła", papier czerpany z dąbrowickiej papierni, nieekologiczne, ale przydatne artykuły z Jel-Plastu i Jelenia-Plastu, chlebuś zwykły z piekarni w Janowicach Wlk... to przecież asortyment nielichy - a wymieniam tu tylko na gorąco to, co mi w tym momencie przyszło do głowy. Listę tę można uzupełniać - zapraszam do wspólnego autoreklamowania DOBRYCH wytwórców z Kotliny Jeleniogórskiej.

3.03.2009

Będzie połączenie kolejowe Szklarska - Tanvald...???

Wprawdzie jest dzisiaj 3 marca, nie 1 kwietnia, ale informacja ze strony SKPS-u brzmi dla mnie jak najczystszej wody żart primaaprilisowy. Niby nadzieja umiera ostatnia, lecz w przypadku tej konkretnie trasy we mnie już dawno umarła. Pomimo licznych "głosów" w tej sprawie - słyszanych z Urzędu Marszałkowskiego, z powiatu ziemskiego jeleniogórskiego, wreszcie od (bez)Radnych Szklarskoporębiańskich. A także ze względu na (bierny) opór ze strony pana J. Gozdowskiego i - last but not least - chroniczny brak pieniędzy na tego typu przedsięwzięcia. No, ale może to nie żart, a ja czarnowidz jestem...? Poniżej tekst in extenso:
Pociągiem ze Szklarskiej Poręby do Tanvaldu już wkrótce
Po przejęciu i spontanicznej akcji mieszkańców (i miłośników kolei) odkrzaczania torowiska do akcji już niedługo ruszy prawdziwa brygada remontowa.
Pierwszym sygnałem jest ogłoszenie o przetargu na remont trasy do Jakuszyc, które ukazało się na stronach Dolnośląskiej Służby Dróg i Kolei(n). Wg specyfikacji wymieniony ma zostać cały tor od stacji Szklarska Poręba Górna do granicy państwa wraz z odbudową peronów i remontem wszystkich przepustów i mostków na trasie. Prędkość, którą uzyska się po zakończeniu remontu to 40 km/h. Wydawać by się mogło, iż jest to mało jednak urok tej linii podróżni docenia przy niższych prędkościach.
Po ukończeniu remontu i uruchomieniu linii ma kursować na niej do 5 par pociągów na odcinku Szklarska Poręba Górna - Tanvald obsługiwanych czeskimi wagonami motorowymi serii 843.
Pozwoli to na połączenie polskiej i czeskiej sieci kolejowej umożliwiając dotarcie do najciekawszych rejonów całych gór izerskich po obu stronach granicy (a przy specjalnych okazjach np. konkursu skoków narciarskich w Libercu sprawny dojazd pociągiem dla kibiców).
Od roku 2012 obsługę mają przejąć szwajcarskie pojazdy Regio Shuttle firmy Stadler (spełniające normy emisji spalin EURO IV).
W dalszej perspektywie planowane jest także uruchomienie bezpośredniego połączenia Jelenia Góra, Liberec które pozwolą na wygodne i szybkie połączenie tych dwóch ważnych turystycznie i gospodarczo miast.

28.02.2009

Pensjonatu "Arnica" odkrycia wielkopomne

Na marginesie mojej wizyty u Bożenki i Przemka w Domu Carla i Gerharta Hauptmannów: człowiek uczy się całe życie, a dopiero Internet i wesoła twórczość w nim publikowana powoduje, że mimo nauk wszelkich głupim pozostaje. Poniżej tekst ze strony internetowej pensjonatu "Arnica" w Szklarskiej Porębie Średniej, położonego obok słynnej "Szamanówki" i pewnie ze 400 metrów od wspomnianego muzeum.
Podkreśliłem na czerwono fragment, który wprawił mnie w zachwyt i osłupienie. I zadumę nad moją ignorancją - Hauptmannowie więc malowali, a ich syn (ze związku kazirodczo-homoseksualnego najwyraźniej) Wlastimil Hofman (tu dla niepoznaki pisany przez dwa 'f') pisał za nich dramaty, opowiadania i Księgę Ducha Gór. A propos Ducha Gór - jego wystawę, jako ekspozycję stałą, zobaczyć można w muzeum istotnie dość często - nawet w poniedziałki czasami!
¤¤¤
Ktoś się tu lekko skompromitował...? Nic to, najważniejsze, by pensjonariusze przybytku pod nazwą "Arnica" w Dolinie Siedmiu Domów - na jej wierzchołku - byli zadowoleni...

27.02.2009

"Powierzonym kluczem" drzwi lekko uchylone

No i po promocji, po dyskusji i po przemiłym spotkaniu. Późno już, więc dzisiaj ledwie kilka zdjęć - o książce, emocjach, jakie wywołuje i samej dyskusji - być może kiedy indziej. Pani Kierownik Domu Carla Hauptmanna (i Gerharta tyż oczywiście) - wielkie dzięki za zorganizowanie kolejnego wspaniałego wieczoru, Małgosi Lutowskiej - za cierpliwość i garść anegdot, Gościom - za obecność i zaangażowanie.
Dzięki obecności choćby księdza E. Pecha z Wangu wraz z małżonką, Reginy Chrześcijańskiej z Wydawnictwa AdRem, ale także naszego ukochanego Andrzeja Ahorna udało uchylić się odrobinę drzwi do tajemnego warsztatu Pisarki, o którym opowiadała z dużą dozą humoru. Sporym "wzięciem" cieszył się mini-kwiz na interpretację samego klucza - jakie zatrzaśnięte wrota w istocie otwiera? Regina Chrześcijańska z AdRemu przyznała, że dla celów okładkowych wykorzystała klucz do... własnej piwnicy, natomiast uchylone wierzeje z okładki wiodą do jeleniogórskiego kościoła św. Erazma i Pankracego (nb. niegdyś przez czas pewien współdzielonego przez rzymskich katolików i luteran). Mnie najbardziej odpowiada przedstawiona przez dr Przemysława Wiatera interpretacja, zaczerpnięta od profesora Jana Józefa Lipskiego...:
"Gdy przejmuje się zabytki kultury - można mówić tylko o depozycie. To, co należy do kultury jakiegoś narodu, pozostaje na zawsze jej dorobkiem i chlubą. Depozytariusz zaś bierze na siebie zarazem obowiązki. Po tym, czy je wypełnia, ocenia się jego kulturę; rozliczyć go z tego ma prawo Europa, gdyż i to, co stworzyli Niemcy, i to, co stworzyli Polacy - należy do wspólnej kultury europejskiej."
Dodam od siebie: przez długie lata jako depozytariusze owego klucza, jako kustosze zastanego, niezbyt chlubnie wypełnialiśmy nasze zobowiązania.
Za użyte określenie książki (wyrwało mi się "czytadełko", ale z serca to płynące i ciepła pełne określenie, nie ujma żadna!) Autorkę i Czytelników przepraszam - zresztą: oceńcie sami (po przeczytaniu), na ile adekwatne owo określenie.

26.02.2009

Sanie rogate - Kowary zapraszają (w marcu)

Dotychczasowe edycje były wielce udane. W tym roku - jak się wydaje - warunki śniegowe powinny wyjątkowo dopisać. Warto pojechać, zabawy moc, bardzo fajna, rodzinna atmosfera i śliczne tereny wokół/nad Kowarami. Impreza ma swoją STRONĘ INTERNETOWĄ.
°°°°°°
(Opis imprezy i wyniki TUTAJ)

25.02.2009

Powierzony klucz - Małgorzaty Lutowskiej opowieść o protestantach dolnosląskich

Kolejna już promocja tej niezwykle miłej każdemu jeleniogórzaninowi pozycji. Podczas poprzednich wywiązywały się gorące dyskusje (często, dzięki pewnemu silącemu się na następcę Mistrza Stecia osobnikowi, dość bezsensowne - pozdrawiam "Ahorna"). W domu, w którym tworzył Carl Hauptmann, a który w "Opowieści..." doczekał się wzmianki, wieczór autorski będzie miał szczególną wymowę i atmosferę... Prowadzenie powierzono panu, o którym na stronie 229 "Powierzonego klucza" (ale także na poprzednich) głośno:
"Dom braci C i G. Hauptmannów" stoi w górnej części miejscowości. Krzysztof zwiedza najpierw ciekawą wystawę szkła, potem galerię obrazów Wlastimila Hofmana, mieszkańca Szklarskiej Poręby oraz gabinet poświęcony słynnym braciom - pisarzom. Gdy turysta schodzi na dół, pani macha do niego reka. Krzysztof otrzymuje od niej kilka kartek, dziękuje i jeszcze na koniec pyta o nazwisko autora. Słyszy w odpowiedzi: - Doktor Przemysław Wiater".
Współprowadzącym będzie osobnik, któremu Autorka książki wpisała następującą dedykację: "...choć ma wszystkie klucze do Dolnego Śląska - jeszcze jeden...". Niezależnie od prowadzących - kwiatków do kożucha - warto spotkać i poznać pisarkę, która z wielką miłością i niezwykłą lekkością opisuje "naszą Małą Ojczyznę", fabularyzując jej wspaniałą i pogmatwaną historię.

24.02.2009

Zima w płynie odrobinę

W tym sezonie na zimę narzekać nie można, mimo wszelkich utrudnień, jakie ze sobą niesie: odrabia straty z ostatnich 3 - 4 lat. Wprawdzie od wczoraj w ciągu dnia temperatury w Jeleniej Górze raczej powyżej zera w ciągu dnia, ale już około 22.00 słupek rtęci spada poniżej kreski "0". Śniegu w strupickim lesie jest dużo, przeciętnie powyżej "pół łydki", w zaspach udało mi się zapaść do połowy uda. W górach trzyma mróz niewielki, na Śnieżce około 9 stopni poniżej kreski. Warunki narciarskie są dobre, natomiast wędrowania odradza i GOPR i Rozsądek. Zagrożenie lawinowe spore. W tej chwili nad Kotlinę nasunęły się obłoki mgły... Szaro-mlecznie się zrobiło, z bielusieńkim tłem.
Zdjęcia z południowego spaceru w lesie pod Górą Szybowcową.

21.02.2009

Kulturalne bagienko Obrębalskiego i spółki

Nie jestem fachowcem od teatru, nie lubię teatru (wstyd się przyznać? Chyba nie, wstyd raczej udawać, że jest się wielkim znawcą - jak pan pRezydent O.). Natomiast coraz bardziej irytuje mnie koteria jeleniogórska, której wydaje się przewodzić pan pRezydent - zresztą kolejny już, z tym że zmienia się sitwa. Po wielu miesiącach batalii o Wojtka Klemma (szacuneczek!), brudnych podchodów i podkładania sobie świń - dalej sprawa brzydko pachnie. Pozwolę sobie in extenso przytoczyć artykuł z Wyborczej na ten temat - bez komentarza, bo ten zdaje się być zbyteczny. No, a podczas przyszłych wyborów samorzadowych może wreszcie warto zrezygnować z głosowania na listy partyjne, może warto zachęcić fachowców do przejęcia sterów w Ratuszu - najlepiej takich fachowców spoza Jeleniej Góry... Prezydent wybieralny, ale na kontrakcie menedżerskim.
Sposób, w jakim dokonuje się zmiana dyrekcji teatru w Jeleniej Górze, to precedens niebezpieczny, bo może podsunąć władzom lokalnym narzędzia i pomysły, jak cenzurować sztukę i promować "swoich ludzi" Dolny Śląsk to polskie epicentrum napięć na linii władza - artyści. Gwałtowne spory (ocierające się nawet o sąd) toczyły się wokół Teatru Modrzejewskiej w Legnicy i Teatru Polskiego we Wrocławiu. Kolejny ma miejsce w Jeleniej Górze. 27 stycznia radni gminy dokonali poprawek w statucie tamtejszego teatru. W ich wyniku zmienił się m.in. udział władz gminy w radzie artystycznej: dotychczas prezydent miasta miał w niej dwóch przedstawicieli, teraz może mieć ich zarówno prezydent, jak i rada miejska (po skreśleniu słówka "dwóch", nie wiadomo ilu: po jednym? po szesnastu?). Zlikwidowany został podział na dyrektora naczelnego (p.o. dyrektora jest na dziś Ryszard Pałac) i artystycznego (Wojciech Klemm). Jeśli do 27 lutego marszałek dolnośląski nie zakwestionuje tego pomysłu, teatr będzie zarządzany jednoosobowo. Taka praktyka sprawdza się m.in. w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku, legnickiej Modrzejewskiej, wrocławskim Współczesnym. Na czym więc polega problem? Chodzi o warunki stawiane nowemu dyrektorowi, przede wszystkim zaś - o moment, w którym dokonały się zmiany. 1 stycznia Teatr Jeleniogórski, Scena Animacji i Dramatyczna im. Cypriana Kamila Norwida został podzielony na dwa ośrodki. Zlikwidowano funkcjonujący od 2002 r. sztuczny konglomerat teatru lalkowego i dramatycznego. Wojciech Klemm pozostał na stanowisku dyrektora artystycznego sceny dramatycznej. Prezydent miasta Marek Obrębalski (PO) ogłosił konkurs na dyrektora naczelnego. Poszukiwano specjalisty o wykształceniu menedżerskim i humanistycznym, z pięcioletnim doświadczeniem kierowniczym. Jednak na skutek decyzji rady menedżer pokieruje nie tylko sprawami finansowymi, ale też całym teatrem. Ta korekta eliminuje z udziału w konkursie Klemma, za którego dyrekcji scena jeleniogórska stała się jednym z ciekawszych centrów artystycznych w kraju. W dodatku prawo zadziałało tu wstecz. Warunki konkursu zmieniono już po jego rozpisaniu (!!!!!!!!!! - wykrzykniki moje - krkonos). - To niezręczność, a nie niezgodność z prawem - mówi Hubert Papaj, przewodniczący rady miejskiej Jeleniej Góry. - A zmiany były konieczne, by przerwać ciąg animozji między dyrektorami. By ktoś wziął jednoosobową odpowiedzialność za teatr, który w obecnej formule nie funkcjonował zgodnie z naszymi nadziejami. Radni od dawna nie kryli niechęci do linii programowej Klemma (!!!!!! - jak wyżej, radni, k... teatromany!). Spektakle Michała Zadary, Natalii Korczakowskiej, Łukasza Kosa, Pawła Demirskiego i Moniki Strzępki nie trafiały w ich gust (większość przyznaje, że żadnego z nich nie widziała, "ale słyszeli " !!!!!!!!!! jak wyżej - na badanie słuchu, pajace!). Wiele wskazuje też na to, że nie trafiły do przekonania mieszkańcom miasta. Frekwencja spadła, bo w Jeleniej Górze, gdzie brak środowiska akademickiego, nie ma publiczności dla teatru, który eksperymentuje, włącza się w nurt globalnych dyskusji politycznych i artystycznych. Rada miejska jako organ założycielski teatru ma prawo oczekiwać, że będzie on dostosowany do lokalnych warunków. Ale dlaczego zamiast otwarcie sformułować zarzuty, majstruje przy przepisach, zamiast dyskutować, kreuje atmosferę walki z "samozwańczym guru"? W liście otwartym do artystów protestujących przeciwko zmianom w statucie radny Jerzy Lenard (PO) pisał m.in.: "Jeżeli chcecie tworzyć swoje wizje z wymiocinami, ekskrementami i wulgaryzmami, to róbcie je, proszę, gdzie indziej i za własne pieniądze". Wymiocin i ekskrementów nigdy na scenie nie było. Na argument, że spektakle są wysoko oceniane w prasie ogólnopolskiej, radny odpowiadał: "Może niektórzy zainteresowaliby się, w jaki sposób część z tych recenzji powstaje?". Aktorom odpisał: "Państwo jesteście tylko i aż, ale jednak pracownikami tej jednostki. Nie jesteście współudziałowcami, którzy mieliby prawo do współdecydowania o zasadach funkcjonowania". Radnym wtóruje lokalny tabloid internetowy www.jelonka.com. Buduje wizję "krnąbrni pseudoartyści" kontra "przywracający normalność i porządek urzędnicy". Gdy Klemm został kilka miesięcy temu pobity przed teatrem przez trójkę napastników, portal pisał, że to on wszczyna burdy. Na forum tabloidu Klemma i broniącego go Krystiana Lupę (który w Jeleniej Górze realizował swoje pierwsze ważne spektakle) nazywa się żydowsko-homoseksualnym lobby. Klemm dostał od prezydenta miasta polecenie zlikwidowania działającego przy teatrze klubu "Krytyki Politycznej". Wymusili to na prezydencie SLD-owscy radni, którzy uważają "KP" za "organizację trockistowską". A p.o. dyrektora naczelnego zabronił aktorom protestów na terenie teatru. Wojciech Klemm nie jest pierwszym dyrektorem teatru, którego chcą się pozbyć władze samorządowe. W 2006 roku z gdańskiego Teatru Wybrzeże musiał odejść Maciej Nowak oskarżany przez marszałka Pomorza Jana Kozłowskiego (PO) o zadłużenie teatru na kwotę 1 mln zł. Co prawda Nowakowi udało się zredukować dług do 200 tys. zł, marszałek jednak decyzji nie cofnął. Doniósł za to na dyrektora do prokuratury, która po roku umorzyła dochodzenie. W Legnicy prezydent z SLD Tadeusz Krzakowski prowadzi od lat wojnę z dyrektorem Teatru im. Modrzejewskiej Jackiem Głombem. Najpierw zarzucał mu, że teatr za mało zarabia. Potem nasłał komornika, który zablokował konto teatru pod pretekstem niespłaconego długu z połowy lat 90. A kiedy dyrektor zorganizował w proteście satyryczny happening, straż miejska podała Głomba do sądu grodzkiego. Ten uniewinnił dyrektora. Również prokuratura nie dała wiary doniesieniom prezydenta i tak jak w Gdańsku umorzyła postępowanie. We Wrocławiu zarząd województwa dolnośląskiego już dwukrotnie próbował usunąć Krzysztofa Mieszkowskiego, dyrektora Teatru Polskiego. Urzędnicy zarzucali mu spowodowanie straty 1,4 mln zł, przemilczając, że z tej kwoty 820 mln zł to amortyzacja budynku. Wśród zarzutów znalazł się zakup do spektaklu markowego biustonosza za 80 zł oraz brak numeracji na egzemplarzu reżyserskim jednej ze sztuk. Gdyby nie pomoc ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego i głos środowisk artystycznych (m.in. Jerzy Jarocki i Krystian Lupa), Mieszkowski nie utrzymałby się na stanowisku. Wszędzie zarzutom finansowym towarzyszyła mniej lub bardziej jawna krytyka założeń programowych, nowych środków wyrazu i współczesnej dramaturgii. I tak w Gdańsku zarzucano Nowakowi, że wystawia za mało klasyki, gdy tymczasem to właśnie realizacje klasyki były jego specjalnością ("H." wg "Hamleta", "Fantazy", "Wesele", "Tytus Andronicus"). W Legnicy prezydent miał pretensje, że teatr zbyt często gra w przestrzeni miasta. Krzysztofowi Mieszkowskiemu zarzucano, że uprawia teatr jednego, młodego pokolenia, chociaż zaprosił także do współpracy Krystiana Lupę. Trzeba przyznać, że część winy za konflikty wokół teatrów ponoszą sami twórcy. Niektórzy w niefrasobliwy sposób przekraczali budżety, licząc na zwiększenie dotacji. Jednak główna odpowiedzialność spada na lokalnych polityków i urzędników od kultury. Nie ma znaczenia, czy należą do SLD, PO czy LiD, czy wyznają liberalizm, czy są zwolennikami silnego państwa. Ich polityka wobec teatru jest równie chaotyczna, co anachroniczna. Nie potrafią zdefiniować miejsca teatru w nowoczesnym społeczeństwie, a co za tym idzie - wyposażyć go w odpowiednie środki finansowe. Teatr dla wielu z nich sprowadza się do edukacji i mieszczańskiej rozrywki. Marszałek Pomorza Jan Kozłowski zapytany o to, co jego zdaniem powinien grać teatr, odpowiedział ogólnikowo, że klasykę. Z kolei radni z Jeleniej Góry ubolewali, że do miejscowego teatru nie przychodzą szkoły. Samorządowcy nie dostrzegają w teatrze instytucji modernizacyjnej, która inicjuje zmiany poprzez podejmowanie ryzykownych tematów i eksperymenty z nowymi formami. Powtarzają za ultrasami liberalizmu, że eksperymenty artyści mogą sobie uprawiać za prywatne pieniądze. Zaprzeczają w ten sposób misji publicznej kultury polegającej właśnie na ochronie zjawisk niekomercyjnych, trudnych, wymagających. Gdyby radni Wiklik, Lenard i Papaj (proszę, byście łaskawie zapamiętali te nazwiska... psuje i pieczeniarze: jeden "tramwajarz", jeden "elektryk wodny z fuchą prezesa" i jeden "doradca szczerze odradzany") rządzili w Jeleniej Górze w latach 70., nie byłoby fenomenu Krystiana Lupy, który właśnie w jeleniogórskim teatrze z grupą aktorów tworzył swoje pierwsze przedstawienia. Zamiast myśleć kategoriami społecznymi, lokalni politycy traktują teatry jak przedsiębiorstwa. Ich bożkiem jest frekwencja, jakby chodziło o prywatne teatry na Broadwayu, a nie o jedyne często instytucje wysokiej kultury w mieście. Najchętniej w roli dyrektorów widzieliby gwiazdy znane z telewizji i filmu. Alternatywą dla Mieszkowskiego miał być Zbigniew Zapasiewicz, wcześniej dyrekcję Teatru Polskiego proponowano Wojciechowi Pszoniakowi i Andrzejowi Sewerynowi. Na dodatek urzędnicy nie znają specyfiki pracy teatralnej, o czym świadczą próby usuwania dyrektorów w połowie sezonu lub powoływanie nowych we wrześniu, kiedy reżyserzy mają zapełnione kalendarze. Wszystko to powoduje paraliż i chaos w zespołach, którego byliśmy świadkami w Gdańsku, Legnicy, we Wrocławiu, a wcześniej w Łodzi. Traci na tym nie tylko teatr, traci też wizerunek miast budowany dzisiaj w dużej mierze na kulturze. Jelenia Góra dzięki dyrekcji Wojtka Klemma przypomniała o swoim istnieniu na kulturalnej mapie kraju. Legnica dzięki teatrowi Jacka Głomba awansowała na jeden z najważniejszych ośrodków teatralnych, z własnym festiwalem i transmisjami spektakli w TVP Kultura. We Wrocławiu, który całą swoją strategię promocyjną buduje na kulturze, awantura o Teatr Polski rozpętana przez wojewódzkich urzędników psuje robotę, jaką wykonuje prezydent miasta Rafał Dutkiewicz. Oczywiście są wyjątki. Kiedy niedawno Paweł Łysak, dyrektor bydgoskiego teatru, zdobył Paszport "Polityki" za swoją innowacyjną działalność teatralną, prezydent Bydgoszczy Konstanty Dombrowicz opublikował w największych dziennikach ogłoszenia z gratulacjami. Wicemarszałek Piotr Borys odpowiedzialny za kulturę na Dolnym Śląsku milczał, kiedy Teatr Polski zdobywał kolejne nagrody. Dopiero kiedy "Danton" Jana Klaty został spektaklem roku 2008, a wrocławska scena znalazła się w czołówce rankingów, wydusił z siebie, że... dobrze ocenia teatr Mieszkowskiego. Awantury wokół teatrów są argumentem przeciwko decentralizacji państwa. Pojawiają się głosy, że oddanie samorządom teatrów w latach 90. było błędem. To powinien być dzwonek alarmowy, szczególnie dla Platformy Obywatelskiej, która swój program opiera przecież na idei decentralizacji. Tymczasem to właśnie lokalni politycy Platformy psują kolejne teatry w Gdańsku, Jeleniej Górze, we Wrocławiu, dając przykład innym. To paradoks, że partia, która wygrała ostatnie wybory dzięki głosom młodych, wykształconych Polaków, zwalcza teraz teatr, który jest głosem tej generacji. Joanna Derkaczew

20.02.2009

Tragedia? Niedopatrzenie? Polskie piekło? A może tylko sport zawodowy...

Nie żyje Kamila Skolimowska. 26 lat. Mistrzyni Olimpijska. Dziewczyna. Dzisiaj wyniki autopsji. W prasie huczy (i słusznie!). W sercach żal. Lech zagrał z czarnymi opaskami na ramionach, odwołano niektóre zabawy. "To skandal, że na zgrupowaniu nie było lekarza lub nie zapewniono opieki lekarskiej" - mówi lekarz olimpijskiej reprezentacji na igrzyskach w Pekinie Robert Śmigielski. "Z całą kilkudziesięcioosobową lekkoatletyczną kadrą pracuje tylko czterech lekarzy". Oszczędzamy, panie ministrze Drzewiecki? Łatwo jest więc mówić: "Bóg się pomylił", i - włażąc w dupę Tuskowi - robić cięcia budżetowe?
Trudno w to uwierzyć, ale Kamila Skolimowska czuła się źle od igrzysk w Pekinie. Wiedziało o tym bardzo wiele osób. Opowieść jednej z naszych lekkoatletek, doskonale znającej Kamilę, jest wstrząsająca. "Prawda jest taka, że Kamilę dusiło już w Pekinie. Nie mogła oddychać. Była tam w fatalnym stanie. Po powrocie z igrzysk chodziła do lekarzy sportowych, pytała, co jej jest" - opowiada koleżanka zmarłej lekkoatletki."Bolały ją a to plecy, a to kolana, ciągle miała problemy z oddychaniem. Przed igrzyskami zdarzało się, że przez te dolegliwości spała na siedząco. Po igrzyskach przeszła operacji przepukliny, nie trenowała, więc przez jakiś czas wszystko było ok. A potem znowu zaczęła mieć duszności, znowu musiała przerywać treningi. Zrobiła rezonans magnetyczny, zrobiła USG. Słyszała różne diagnozy - że żebro uciska płuco, że uciska mięsień. Chyba na obozie w Cetniewie zrobiła w końcu rezonans magnetyczny. Po tym obozie pojechała do lekarza, żeby coś z tym zrobić. Żadnego lekarza akurat nie było, na wczasach byli. K... !" - opowiada lekkoatletka.
W Gazecie czytam:
"Kamila Skolimowska była wielokrotnie badana i nigdy nie stwierdzono, że ma jakąś chorobę, nie było też najmniejszych podejrzeń. Ona sama też dbała o swoje zdrowie - oświadczył dr Marek Prorok, który od 25 lat jest głównym lekarzem Polskiego Związku Lekkiej Atletyki".
Widać 25 praktyki w burdelu, zwanym PZLA, odmóżdża. Panu doktorowi dziękujemy za szczere przyznanie się do braku kwalifikacji.
"Trzeba by się było zastanowić jakością badań, bo pozostawiają one wiele do życzenia", mówi po tragicznej, zaskakującej śmierci Kamili Skolimowskiej były lekkoatleta Paweł Januszewski. "Jesteśmy non-stop badani, ale, proszę mi wierzyć, są to badanie pobieżne".
Coś tu się kupy nie trzyma. Coś bardzo śmierdzi. Brzydko. Kamili wspaniałych rzutów na Olimpie Niebieskim...

Flagi

free counters