3.07.2009

Szalona woda lipcowa w Kotlinie Jeleniogórskiej

Czerwiec i początek lipca w rejonie jeleniogórskim: codzienne opady, podtopienia i wreszcie wystąpienie rzek i strumieni z koryt. Kotlina nasza wprawdzie nie ucierpiała tak bardzo, jak Hrabstwo Kłodzkie, czy Małopolska, jednak i tutaj z wolna ziemia nie chce przyjmować takiej ilości opadów...
Niebo nad jeleniogórskim osiedlem Zabobrze 2 lipca 2009
Wczoraj w Karkonoszach, na zboczach Śnieżki, obsunęła się część rumowiska, zasypując (i niszcząc?) 20-metrowy odcinek Drogi Jubileuszowej. W Czarnym Kotle doszło do oberwania chmury, także Jelenia Góra przeżyła krótkotrwały potop. Od trzech dni z zalaniem walczą Karpniki i Strużnica - tam wezbrane potoki wyrządziły poważne szkody. Waldemar Chądzyński z zarządzania kryzysowego gminy Mysłakowice powiedział, że „we wsi Strużnica jest strasznie”: - Wszystkie mosty są pozrywane, nie ma dojazdu od strony Kowar - mówił. - Możemy tylko powiedzieć, że straty są ogromne. Zamknięto czasowo kilka szlaków turystycznych w górach, między innymi jeden z najpiękniejszych w kierunku Równi pod Śnieżką, przez Dolinę Łomniczki oraz szlak niebieski od Domku Myśliwskiego do Schroniska Samotnia. W piątek, 3 lipca, opady mają zanikać, w sobotę ma być pięknie, słonecznie i bezdeszczowo, jednak w niedzielę pogoda znowu ma się "pogorszyć". Kilka linków do informacji o wylewających rzekach: Na Jelonce.com - serwis (podobno) aktualizowany W Nowinach Jeleniogórskich - galerie zdjęć

1.07.2009

Czy Michael Jackson ciągle żyje?

Uważam, że plotki i domysły (nadzieję???), że Jackson (podobnie jak Presley) ciągle jeszcze żyje w stu procentach i bez najmniejszych wątpliwości wyjaśnia strona:

29.06.2009

Hohenzollern wraca do Erdmannsdorf - Zillerthal

Już słyszę ("uszami wyobraźni"), jak szczękają miecze polskiej prawicy oraz wykolejeńców w rodzaju pana "pożal-się-boże-i-maryja" profesora Jerzego Roberta Nowaka: oto chcą Mysłakowice przypomnieć królewski epizod, który zdarzył się w historii ich miejscowości, i wykorzystać go turystycznie. Najpierw według Nowaka rozlała się w stolicy Śląska "regermanizacyjna fala": "Efekty przeglądania materiałów na temat ekspansji niemczyzny we Wrocławiu są wręcz przerażające. Okazało się, że Wrocław szybko dogania Opolszczyznę i Szczecin w działaniach regermanizacyjnych typu: przywracanie niemieckich nazw kosztem dotychczasowych polskich, otaczanie szczególnym pietyzmem różnych pamiątek niemieckiej przeszłości. Wielce ponurą rolę w tym względzie odgrywają miejscowe sprzedajne pseudoelity, zwłaszcza naukowcy gotowi do wielbienia Niemiec na klęczkach w zamian za wysokie granty, honoraria, wykłady, stypendia, nagrody i odznaczenia".
Pałac Królewski w Mysłakowicach
Teraz na zgubną drogę prusofilii wkraczają Mysłakowice: "Królewski pałac, królewski park i królewska droga w podjeleniogórskiej gminie Mysłakowice mają być gruntownie odrestaurowane. (...) - Prowadzimy rozmowy z trzema inwestorami. Chcemy, żeby wybrana przez nas firma zbudowała nową szkołę. W zamian oddamy jej pałac - tłumaczy wójt Mysłakowic. Wkrótce rozpoczną się też prace przy renowacji parku. Na początek odrestaurowane zostanie 3,5 hektara ogrodu i między innymi kaskady, które niegdyś łączyły dwa znajdujące się tam nieduże stawy" (cały tekst w Gazecie Wrocławskiej).
Fryderyk Wilhelm III Hohenzollern
A ja się tam cieszę i życzę wójtowi Zdzisławowi Pietrowskiemu (oraz mieszkańcom Mysłakowic) powodzenia w realizacji projektu. Z pewnością liczyć będą mogli na współpracę, a a może nawet pomoc Fundacji Doliny Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej, której plany zapierają dech w piersi (a ich realizacja powolutku postępuje). Z Mysłakowicami byłem związany emocjonalnie przez wiele lat, podczas niezliczonych spacerów w okolicach odkrywałem ślady wspaniałej i fascynującej przeszłości tej wsi i gminy (to przecież także Tyrolczycy, potężne niegdyś Królewskie Zakłady Lniarskie, pałace w Bukowcu, Łomnicy, Wojanowie, Dąbrowicy, Karpnikach, schronisko Szwajcarka i wiele innych wspaniałości) i rósł we mnie podziw dla austriackich i niemieckich (pruskich) architektów i inwestorów... Marzyłem, by kiedyś dane było mi ujrzeć chociaż w części przywrócone do stanu używalności obiekty i założenia krajobrazowe. Powoli tak się dzieje: Łomnica i Wojanów są przepiękne, w Karpnikach zrealizowano rewaloryzację Pałacu Dębowego, pałac królewski tamże oraz pałac w Bobrowie i w Dąbrowicy czekają na lepsze czasy (lepszych inwestorów), ale i one nie leżą odłogiem.
Fryderyk Wilhelm IV Hohenzollern
No, a że to wszystko "dobra poniemieckie"? Tak chciała historia. My, Polacy, przez 60 lat naszej bytności w Kotlinie Jeleniogórskiej wybudowaliśmy Zabobrze i osiedle XX-lecia w Cieplicach, moc hipermarketów, zdewastowaliśmy secesję jeleniogórską, potrafiliśmy przesłonić Chojnik bryłą zakładów PolColorit w Piechowicach, doprowadzić do spalenia się i ruiny dominium w Bukowcu, rozpieprzyć dokumentnie Hutę Józefiny w Szklarskiej Porębie... Mamy się czym chwalić? Nie bardzo, więc zachowajmy chociaż to, cośmy w spadku po Austriakach, Prusakach i Niemcach otrzymali.

Powódź i Po-PiSy Politykierów

Dramat powodzian z Kotliny Kłodzkiej, z Małopolski i innych zalanych regionów obserwujemy na ekranach TV (TVN 24 zalewa nas - nomen omen - dwoma rodzajami informacji: wysoką wodą i odumarciem Michaela Jacksona). Woda jak widać na pokazywanych zdjęciach i w reportażach gorsza jest od ognia... Jest wysoka woda jednak również okazją (jakież wyczucie sytuacji!) dla polityków PiS i PO do przerzucania się kolejnymi oskarżeniami, bardziej lub mniej uzasadnionymi oraz dla wszystkich macherów politycznych szansą, by "zaistnieć" (z urzędowo zatroskaną twarzą, chociaż głupkowaty, przyrośnięty do gęby uśmiech Schetyny raczej trudno nazwać "troskliwym") w mediach ogólnopolskich i lokalnych. Wyjątkowo więc zgadzam się z panem posłem Brudzińskim, który wyjazd wicepremiera Schetyny do Kotliny Kłodzkiej nazwał wizerunkowo-kabaretowym. Zawsze mnie zastanawiało, czego politycy szukają (poza wyżej wymienionymi "bonusami") na terenach dotkniętych klęską, czy też w miejscach ludzkich tragedii (vide pożar w Kamieniu Pomorskim). Szczególnie wobec faktu, że obie ekipy polityczne nie podjęły większych prób, by zapobiec przynajmniej na niektórych obszarach rozmiarom klęski:
– Poprzedni rząd nigdy nie przygotował antypowodziowego programu – ripostował w programie Adam Szejnfeld (PO), wiceminister gospodarki. – Tuż przed wyborami w 2007 r. rząd PiS przyjął program antypowodziowy dotyczący górnej Wisły zlecony jeszcze przez szefa MSWiA Ludwika Dorna – prostuje w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Grażyna Gęsicka (PiS), była minister rozwoju regionalnego. – My zrobiliśmy pierwszy krok, przeznaczyliśmy pieniądze, przyszła minister Elżbieta Bieńkowska i wszystko poskreślała. Nowa minister rozwoju regionalnego 1 lutego 2008 r. skreśliła z listy indykatywnej 108 inwestycji. – Tylko na Podlasiu odpadło 18 projektów, które miały chronić środowisko – mówi „Rz” Krzysztof Putra, wicemarszałek Sejmu z PiS. Zniknął m.in. projekt budowy zbiornika wodnego Myscowa-Kąty na Podkarpaciu. – Nie ma szans, by z pieniędzy unijnych został zrealizowany w perspektywie lat 2007 – 2013 – tłumaczyła minister Bieńkowska w kwietniu 2008 r. w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”. Zaniechano też budowy zbiornika wodnego w Świnnej Porębie koło Wadowic. W lutym poseł SLD Stanisław Rydzoń ostro skrytykował za to rząd. Inwestycja ciągnie się od 1986 r. – Rząd PO wstrzymał też renowację zbiornika wodnego na Nysie Kłodzkiej, na którą w 2007 r. przeznaczyliśmy środki – mówi Gęsicka. – Rozjeżdża się w nim dno. Jest zagrożenie, że dziesięciometrowa fala zaleje Nysę. – Lista projektów kluczowych została zweryfikowana, ponieważ większość z nich okazała się całkowicie nieprzygotowana – twierdzi Anna Konik-Żurawska, rzeczniczka minister Bieńkowskiej. Dowód? – Po weryfikacji niektórzy beneficjenci nie wystąpili o ponowne wpisanie na listę.
Szanowni Państwo politykierzy: ludziom koło "Pisi" lata czy to zaniedbanie tej, czy tamtej pani minister, czy pana sekretarza... Ludzie oczekują działań widocznych i efektywnych, a nie kosztujących dziesiątki tysięcy złotych przelotów na tereny objęte katastrofą pożal się Boże wicepremiera, czy wiceszefa kancelarii prezydenta. W tej samej "Rzeczpospolitej" ciekawa rozmowa na ten temat z Erykiem Mistewiczem, konsultantem politycznym:
RZ: Ani prezydent, ani premier nie pojawili się u powodzian – wysłali tam tylko swoich współpracowników. Premier Grzegorza Schetynę, a prezydent Władysława Stasiaka. Czyżby doszli do wniosku, że z katastrofami nie jest im do twarzy? Eryk Mistewicz: Zarówno Donald Tusk, jak i Lech Kaczyński doskonale pamiętają, co się działo po pożarze hotelu socjalnego w Kamieniu Pomorskim. Obraz gonitwy na zgliszczach budził niesmak. Prześciganie się w tym, kto będzie pierwszy, kto na lepszym tle pokaże się mediom. Z tego niepotrzebnego medialnego show politycy wyciągnęli, jak sądzę, wnioski.
Deklaruje pan Schetyna 60 milionów złotych pomocy i zapewnia, że ma jeszcze kolejnych 100 milionów zaskórniaków. Powinien powiedzieć: "Panie krkonosz, panie Kowalski, panie Malinowski - z WASZYCH pieniędzy chciałbym przekazać powodzianom określoną sumę pieniędzy" - i przypuszczam, że wobec tego ludzkiego nieszczęścia nikt by się nie sprzeciwił. I powonien pan wicepremier także dodać: "W przyszłym roku poproszę państwa o większą zrzutkę (czytaj: płacenie wyższych podatków), bo przecież muszę mieć kasę na przeloty helikopterem w rejony zagrożone, a żona pana prezydenta - nasza Pierwsza Duma, czy Dama - na przelot prezydenckim helikopterem na wczasy...". Ja przynajmniej czułbym się lepiej - niczym okradziony przez złodzieja-dżentelmena, Arsena Lupina. Co z tego, że kasę wcięło - przynajmniej było miło.
Tymczasem patrzę na prognozy pogody i na niebo nad Kotliną Jeleniegórską (jak dotychczas Karkonosze i ich "podstopie" uniknęło powodzi, chociaż od przynajmniej tygodnia słońce zza chmur do nas nie wyjrzało) i z całego serca życzę wszystkim powodzianom poprawy pogody i sprawnego działania ekip ratunkowych, porządkowych, a przede wszystkim szybkich decyzji władz lokalnych w sprawie odszkodowań.
Zdjęcia z portalu TVN24
PS: Czytam właśnie w "Dzienniku": Tusk jedzie do powodzian z pieniędzmi. I co? będzie łaził z kasą od domu do domu i wrzeszczał "Zdurniałem, forsę rozdaję!"? Żeby tak chociaż były to jego własne pieniądze... No, i z pewnością taki premier wie lepiej, niż władze lokalne, komu się należy i ile... Ot - Polska samorządowa...

27.06.2009

Siedmiu śpiących mocno lejących...

W kilku krajach obchodzony jest dzisiaj (27 czerwca) dzień Siedmiu Śpiących (Siebenschläfertag w Niemczech, Sjösofandi w Islandii), który łączy się z legendą o siedmiu wiernych chrześcijanach: Maksymianie, Malchusie, Martynianie, Dionizym, Janie, Serapionie i Konstantym, którzy w czasach cesarza Decjusza, wielkiego prześladowcy nowego podówczas Kościoła, zostali zamurowani żywcem w pieczarze i - zgodnie z podaniami - przespali kolejne 195 lat (według innych przekazów: całe 373 lata), budząc się w zdrowiu, gdy przypadkowo odkryto wejście do pieczary (vide: Siedmiu braci śpiących z Efezu). Z dniem tym związane są również tak zwane pogodowe mądrości ludowe w rodzaju:
  • Wie das Wetter am Siebenschläfer sich verhält, ist es sieben Wochen lang bestellt. (Jaka pogoda w Siedmiu Braci Śpiących, taka przez siedem tygodni następujących.)
  • Das Wetter am Siebenschläfertag sieben Wochen bleiben mag. (Pogoda z dnia Siedmiu Śpiących utrzyma się przez siedem tygodni).
Ponieważ w jeleniogórskiej częsci Dolnego Śląska pada z niewielkimi przerwami już od tygodnia - na razie nie powodując znaczących zniszczeń powodziowych, a w Hrabstwie Kłodzkim od wczoraj mieszkańcy drżą na wspomnienie Wielkiej Wody z lipca 1997 r. (na dzisiaj znów przepowiadane są intensywne opady deszczu) i układają worki z piaskiem na Starym Mieście i na ulicach przylegających do Nysy Kłodzkiej, to proponuję, by szanowni Maksymian, Malchus, Martynian, Dionizy, Jan, Serapion i Konstanty wzięli dupę w troki i wynieśli się czym prędzej do Afryki... "Siać, lać, Alleluja i do przodu!", jak mawia pewien "Łociec-Prać" z Torunia. Łączę się we współczuciu z powodzianami w Małopolsce i na Dolnym Śląsku. Radio Wrocław podało właśnie, że zamknięto autostradę A-4 na odcinku pomiędzy Wrocławiem a Opolem z powodu zalania nawierzchni przez wodę; w Kotlinie Kłodzkiej zalanych jest wiele kilometrów dróg lokalnych.





23.06.2009

Bolków - Dni Kultury Rycerskiej

W zmaczysku bolkowskim impreza się szykuje - zjedzie "Lato z Radiem", zjadą rycerze z Polski całej i Bohemii... Przybywajcie i wy, gawiedzi droga - będzie co podziwiać! Kasztelan Zamku, Imć Adam Łaciuk już Was urządzi... znaczy: ugości! Poniżej zaś program imprezy: 26.06 piątek 17:00 – 24:00 Przyjmowanie i rejestracja uczestników 27.06 sobota 9:00 – otwarcie zamku dla zwiedzających 10:00 – otwarcie wystawy z okazji XV-lecia Bractwa Rycerskiego Zamku Bolków. 11:00 – 13:00 odczyty naukowe poświęcone kulturze średniowiecza. Parter Domu Niewiast (pracownicy muzeum) Prezentacja/odczyt na temat bractwa bolkowskiego i jego piętnastoletniej działalności . 14:00 - Przemarsz do miasta, przekazanie kluczy, powrót na zamek 14:30 - Uroczyste rozpoczęcie Dni Kultury Rycerskiej, prezentacja przybyłych grup, odczytanie Reguły Rycerskiej. 15:00 – Pokaz tańca dawnego w wykonaniu zespołu Gimnazjum im. Rycerstwa Polskiego w Bolkowie „Alter-Ego” - występ zespołu muzyki dawnej „Saltarello” z Borken, - pokazy walk pieszych w wykonaniu Bractwa Rycerskiego Zamku Boków - Rycerze Świętego Grala z Ostrawy – pokaz - pokazy walk pieszych i scenek rodzajowych w wykonaniu bractw i drużyn rycerskich. 16:15 – Występ grupy młodzieżowej „Centrum Uśmiechu Lata z Radiem” 17:15 - Konkurs Lata z Radiem 17:30 - Pokaz kulinarny – Kuchmistrz Lata z Radiem 18:00 - Konkurs Lata z Radiem 18:15 - Krzysztof Tyniec 19:00 - Konkurs Lata z Radiem 19:15 – Umiejętności we władaniu średniowieczną bronią wszelaką zaprezentują dziennikarze i zacni goście zaproszeni. 20:00 – Koncert Jacka Kowalskiego 21:30 - Występ zespołu tańca irlandzkiego „Glendalough” 23:00 - Turniej teatrów ognia. 28.06 niedziela 9:00 Otwarcie zamku i wystaw dla zwiedzających. 12:00 Rozpoczęcie drugiego dnia, prezentacja bractw 12:20 Pokaz w wykonaniu Rycerzy Świętego Grala z Czech i bractw pozostałych 12.30 Turniej kuszniczy 13:00 Turniej par rycerskich (walki piesze). 13:30 Turniej łuczniczy, - występ zespołu tańca dawnego „Alter Ego”. 14:00 - Turniej kuszniczy o tytuł „Wielkiego Łowczego Zamku Bolków” 14:30 Gry i zabawy dla publiczności (z nagrodami/pamiątkami) 15:00 - Plenerowy spektakl teatralny 16:00 - Koncert zespołu muzyki dawnej 17:00 - Zakończenie Dni Kultury Rycerskiej, rozdanie nagród zwycięzcom poszczególnych konkurencji. Sobota , niedziela- warsztaty rzemieślnicze, warsztaty taneczne („Glendalough”). Konkurencje turnieju we władaniu średniowieczną bronią wszelaką. 1. Strzelanie z kuszy historycznej (replika kuszy specjalnie dostosowana do tego typu zabawy). 2. ”Najazd na saracena”. Ekipa pięcioosobowa, jeździec na koniu (drewnianym na kołach) w ręku dzierży kopie, trzy osoby pchają jedna (w specjalnej uprzęży) ciągnie konia. Zadaniem jeźdźca jest trafienie specjalnie przygotowanego „Saracena”. Konkurencja na czas, punkty karne za złe trafienie „Saracena”. 3. „Ścinanie głów”. Ekipa pięcioosobowa. Zadaniem jeźdźca jest ścięcie mieczem „w pełnym galopie” w zmyślny sposób umieszczonych głów (kapusty). Konkurencja na czas, punkty karne za nie ścięte głowy. 4. „Narty Bolka”. Sprawdzian pracy zespołowej. Pięcioosobowe ekipy ścigają się (z pewnymi utrudnieniami) na specjalnych nartach. 5. „Buty Bogusława”. Wyścig drużynowy na mini torze przeszkód w specjalnie przygotowanych „butach”.

Manfred Freiherr von Richthofen

Manfred Freiherr von Richthofen urodził się 2 maja 1892 roku w Kleinberg (Borek - dzielnica Wrocławia). W 1911 ukończył berlińską akademię wojskową Gross-Lichterfelde (Berlin). Idąc śladami ojca, Manfred wstąpił do kawalerii w stopniu leutnanta. W chwili wybuchu wojny znajdował się na froncie wschodnim służąc w jednostce rozpoznania kawaleryjskiego, jednakże z chwilą ustalenia się frontu i początkiem wojny pozycyjnej, Manfred poprosił o przeniesienie do lotnictwa. Od czerwca 1915 roku latał jako obserwator na samolotach dwumiejscowych, a po spotkaniu z późniejszym przyjacielem Oswaldem Boelcke zapragnął zostać pilotem. Kurs pilotażu ukończył na Boże Narodzenie 1915 roku. Podczas ich drugiego spotkania otrzymał propozycję wstąpienia do nowo tworzonej eskadry. Początkowo Manfred służył w Jasta 2, której dowódcą był sam Boelcke. Manfred okazł się dobrym obserwatorem, szybko nauczył się podstawowych manewrów bojowych. 17 września 1916 roku Richthofen zestrzelił pierwszy wrogi samolot. Dokonał tego na oczach swego dowódcy. Już 25 października Richthofen miał na koncie 6 zestrzeleń. Dwa dni później w wypadku zginął Oswald Boelcke. Na początku 1917 roku Richthofen mógł pochwalić się już 16 zwycięstwami w powietrzu. Wtedy to został mianowany dowódcą Eskadry 11 (Jasta 11) stacjonującej na lotnisku w Duai. 12 listopada 1917 roku Richthofen został odznaczony Orderem „Pour La Mertie”. Richthofen latał samolotem pomalowanym na czerwono (Albatros, później sławny Fokker Dr1), stąd wziął się jego przydomek "Czerwony Baron" (Roter Baron). Czerwień była barwą elitarnego oddziału pruskiej kawalerii Pułku Ułanów Cesarza Aleksandra III, w którym służył na początku wojny. Osiągnął w sumie 80 zwycięstw powietrznych, co jest światowym rekordem do dzisiaj. 21 kwietnia 1918 roku zginął podczas lotu bojowego.
To kolejna (dolno)śląska postać, która zasłynęła niezwykłymi wyczynami lotniczymi. O Hannie Reitsch z Jeleniej Góry pisałem już wcześniej. "Czerwony Baron" doczekał się własnej strony internetowej, z której zaczerpnąłem zamieszczone tu informacje.

22.06.2009

Życie codzienne w wieży siedlęcińskiej w średniowieczu

O Wieży Rycerskiej w Siedlęcinie (Boberröhrsdorf) pisałem niedawno. Wczoraj, z okazji organizowanego tam pokazu pod tytułem "Życie codzienne w wieży siedlęcińskiej w średniowieczu" wybraliśmy się do Siedlęcina w ramach spaceru z psem. Pogoda lekko barowa, w porywach spacerowo-barowa (nadająca się na spacer do baru), ale co tam...
Przedstawienie grupy Cornu Cervi z Kopańca... smaczne: widzowie współbiesiadują niejako z aktorami, spożywając przepyszną własnej roboty kaszankę i groch z kapusta, racząc się winem z rogu bawołu i słuchając przyśpiewek karczemnych i pogaduszek między... panem, wójtem a plebanem - wszystko to w strojach nieomal z epoki, choć wygłaszane językiem dalece bardziej współczesnym. Spektakl trwa około 80 minut i niezwykle miło "komponuje się" z wnętrzami siedlęcińskiej wieży. Kilka zdjęć ze spaceru i z pobytu w Siedlęcinie poniżej.
"Pociąg ze stacji Jeżów Sudecki do Jeleniej Góry...". My szliśmy w kierunku przeciwnym "Zwierzę pociągowe" na torach, albo parafraza Munka: "Pies na torze" "Pola makowe" między Jeżowem Sudeckim a Siedlęcinem Spotkanie z jaszczurką Bobrowe kąpiele pod wieżą książęcą Spektakl średniowieczy (i średnio dobry) Publika ludzka chłonęła kulturę, Froda zaś zapach kaszanki Dwa zdjęcia z wnętrza wieży: poddasze gospodarcze i sala z freskami Wyrównaj do środka

6.06.2009

Obserwatorium na Śnieżce - reaktywacja

Latające spodki takie jak dawniej...? Opublikowano ekspertyzę komisji badającej przyczyny zawalenia się części górnego dysku Obserwatorium Meteorologicznego na Śnieżce w Karkonoszach. Według ustaleń ekspertów głównym powodem katastrofy budowlanej było niewłaściwe wykonanie spoin w prętach konstrukcyjnych budynku. Mogło się to stać tylko z jednego powodu, a więc użycia przy budowie obserwatorium zbyt słabych materiałów, które nie były w stanie wytrzymać nacisku jaki powodowały gigantyczne masy śniegu zalegające na szczycie Śnieżki. Ze względu na to, że tegoroczna zima nie przyniosła wcale bardzo dużych ilości śniegu w porównaniu z ubiegłymi latami, to najprawdopodobniej uszkodzenia pojawiły się już wcześniej, ale dopiero w marcu się ujawniły. Teraz będzie trzeba wzmocnić konstrukcję nowymi materiałami, które spełniają wszelkie normy względem budynków znajdujących się na znacznych wysokościach i będących pod stałym wpływem ekstremalnych warunków pogodowych. Podjęto decyzję o odbudowie dolnej części górnego dysku obserwatorium w niezmienionej formie, co oznacza, że turyści nie zauważą różnicy w wyglądzie konstrukcji, ale będzie się ona różnić użytymi materiałami. Koszt odbudowy balustrady wyniesie około 600 tysięcy złotych. Mimo iż górna część obserwatorium jest częściowo rozebrana, to w dolnych dyskach funkcjonuje restauracja, pracują tam również meteorolodzy. Eksperci stwierdzili, że dolna część budynku jest solidnie wykonana i wszyscy pracownicy mogą się czuć bezpiecznie. Obserwatorium Meteorologiczne na Śnieżce przetrwało ponad 35 zim, które przynosiły gigantyczne ilości śniegu i wichury. Budynek o kosmicznym kształcie doświadczył 9 marca 1990 roku huraganowego wiatru o prędkości 346 kilometrów na godzinę. Natomiast 14 i 15 marca 2005 roku musiał wytrzymać pod naporem pokrywy śnieżnej osiągającej wysokość 247 centymetrów. Tej zimy huraganowy wiatr pojawiał się rzadziej niż zwykle, w dodatku nie przekraczał 200 kilometrów na godzinę, a pokrywa śnieżna osiągała do czasu katastrofy maksymalną wysokość 104 centymetrów. Na szczycie pomiary meteorologiczne prowadzone są od blisko 200 lat. Pierwsi ludzie weszli na szczyt około 1577 roku, a pierwsi Polacy 100 lat później. Pierwszy budynek obserwatorium powstał w 1900 roku i utrzymał się przez następne blisko 90 lat, kiedy został rozebrany. W międzyczasie w latach 70. ubiegłego wieku wybudowano nowoczesne obserwatorium.

5.06.2009

Nowa kolej linowa na najwyższy szczyt w Czechach

Na portalu regionalnym Trutnovinki wyczytałem, ze Bracia Czesi planują budowę nowej "lanovky" na Śnieżkę. Prace mogłyby rozpocząć się już w przyszłym roku, a eksploatacja - jesienią 2011 r. Jak stwierdził Hetman Hradeckiego Kraju, poczynione zostaną starania o dofinansowanie projektu (i budowy) ze środków UE, argumentując to bardzo słusznie: "Lanovka na nejvyšší horu má nadregionální, celostátní význam, protože toto zařízení slouží turistům z celé České republiky". Planowana jest kolej gondolowa z cteroosobowymi kabinami, a przejazd skróciłby się do 15 minut (z obecnych 25). Pojawiła się również wiadomość, że stary budynek poczty (zastąpiony przez nowoczesne ohydztwo) zostanie zachowany, jednak nie na szczycie Królowej Karkonoszy, lecz w Czeskim Merano, na Javorovou skálu. "Obchoduji s realitami, a tak jsem několik měsíců sledoval snahu majitelky starou poštovnu prodat. V té době mi bylo jen líto, že se tento historický objekt musí ze Sněžky přestěhovat a přemýšlel jsem, kde a s jakým využitím najde svůj nový domov. Když jsem později zjistil, že o poštovnu není zájem a hrozí její likvidace, tak jsem se do toho rozhodl jít sám", powiedział Tomáš Trnka, który odkupił obiekt od Poczty Czeskiej.
Powyżej stara siedziba placówki pocztowej, pod spodem nowy obiekt

Flagi

free counters