20.09.2009

Wiadomość kolejowa bardzo optymistyczna

Nie, nie zgłupiałem: PKP ze swoimi bękartami "Intercity" i "Przewozy regionalne" to dla mnie w dalszym ciągu firma do rozstrzelania - ramię w ramię z PZPN. Informacja, jaką znalazłem, cieszy mimo wszystko:

Data dodania: 2009-09-15 09:28:11,

Ponad 4 mln euro na rewitalizację linii kolejowej Szklarska Poręba – Harrachov
8 września przedstawiciele Województwa Dolnośląskiego i Republiki Czeskiej podpisali w Pradze umowę o dofinansowanie zadania pod nazwą „Rewitalizacja linii kolejowej Szklarska Poręba - Harrachov”. Dolny Śląsk otrzymał na ten cel aż 3,6 mln euro. Przyznane na rewitalizację linii dofinansowanie pochodzi ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, z Programu Operacyjnego Współpracy Transgranicznej Republika Czeska - Rzeczpospolita Polska 2007-2013. Łącznie, z Unii udało się pozyskać na projekt 4,3 mln euro (co stanowi 85% środków kwalifikowalnych przeznaczonych na rekonstrukcję linii kolejowej) z czego Województwo Dolnośląskie otrzyma dofinansowanie w wysokości 3,6 mln euro, a pozostała kwota przypadnie stronie czeskiej. Wniosek o dofinansowanie przedsięwzięcia został złożony jeszcze w październiku ubiegłego roku, a zatwierdzony przez Komitet Monitorujący w marcu 2009. Przypomnijmy, że prace rewitalizacyjne na linii Szklarska Poręba - Harrachov trwają już od maja 2009 roku. Zakończenie remontu przewidziano na listopad tego roku.

Poranek pod Górą Szybowcową

Wczoraj wędrowaliśmy w Górach Kaczawskich po północno-wschodniej stronie Galgenbergu, zwanej Szybowiskiem - przez Skibę (563 m), Leśnicę (685 m) do Przełęczy Chrośnickiej (561 m) i dalej przez Płoszczynę Górną na Górę Szybowcową. Pięknie było, wrześniowo-słonecznie, pusto i cicho. Szlaków niewiele na Grzbiecie Południowym, ale leśnych duktów moc.

Dzisiaj rano Strupice powitały Frodę (i mnie) takimi oto obrazkami: I jakże tu nie kochać wrześniowych poranków...?

17.09.2009

Rocznica agresji sowieckiej, Kaczyński macha szbelką

Pierwszego września Kaczyńskiemu L. nie wyszło: w świat poszła wiadomość, że to "premier rządu RP zaprosił, przyjął i ugościł...". Cóż czynić? Najlepiej na grzbiecie kolejnej tragedii państwa i narodu polskiego z roku 1939 wymachiwać szabelką w kierunku putinowskiej Rosji. Gratuluję pomysłu! Zresztą groteskowego: karzeł z szabelką*)???

Nie mam zamiaru poddawać w wątpliwość faktu, że Sowieci napadli na Polskę podstępnie, że zbrodnią (lecz nie ludobójstwem...) był Katyń.

Nie zgadzam się także z obecnymi próbami "nowej interpretacji" historii, która najwyraźniej na zlecenie Kremla dokonuje się w Rosji. Prawda jest jedna (albo - jak nazwaliby to dwaj nieudani bliźniaczy politycy - "oczywista"), jednak jej ogląd bywa różny. Każdy naród, każde państwo dąży do wybielania się w oczach świata, ale przede wszystkim we własnych oczach. Nie brakuje na to przykładów także w naszej historii: los jeńców sowieckich wojny 1919-1921, Bereza Kartuska, pogrom bydgoski, Volkslisty pełne "patriotów", Jedwabne...

Nasze stosunki z Niemcami, obciążone fatalnym bagażem krzywd historycznych, z wolna (bardzo powoli) się normują. Częściej spoglądamy we wspólną (pokojową?) przyszłość, pomimo działań różnych Steinbachów i neonazistów znad niemiecko-polskiej granicy. I chociaż dziś mało kto o tym pamięta, pierwszy, jakże ważny krok w tym kierunku uczynili 18 listopada 1965 r. polscy biskupi w "Orędziu do niemieckich braci w Chrystusowym urzędzie pasterskim".

Działania pana Lecha Kaczyńskiego - tak gwałtownie broniącego wartości chrześcijańskich i polskiego, obecnie bardzo zdegenerowanego katolicyzmu - są ewidentnie sprzeczne z duchem owego sławnego pisma biskupów. O krzywdach, o prawdach historycznych pamiętać trzeba bezwzględnie. Jątrzenie i trwanie w poczuciu krzywdy bez umiejętności wybaczenia wzajemnego - to cecha ludzi maluczkich (nie tylko wzrostem).

*) Karzeł (gospodarczy) to w tym wypadku Polska, chyba nikt nie sądził, że miałem coś innego na myśli...?

PS: Panie Prezydencie - Obama zrezygnował z budowy tarczy. Machanie szabelką bez tarczy to kolejna szarża kawalerii na czołgi. Tego Pan pragnie?

Ad vocem: Piąta władza

16.09.2009

"Grzybek" w rusztowaniach i inne doniesienia

Nazastanawiałem się niegdyś (po próżnicy) nad kwestią sum wymienianych przez pRezydenta Obrębalskiego w kontekście remontu widokowej wieży na Hausbergu, zwanym po polsku Wzgórzem Krzywoustego. Jakby jednak nie było - remont obiektu ruszył. Wprawdzie, gdy poszedłem dzisiaj przyjrzeć się postępowi prac, panowie klasa robotnicza właśnie ogłaszali fajrant (była wszak już godzina 12.15 - a więc tuż po południu...), ale remont trwa: rusztowania piękne stoją, tynki pozbijane, worków z zaprawą zeskładowano moc... Będzie-ci wieża, jako się patrzy!   


Aktualizacja z Portalu Jelonka.com (21.10.2009)




Trwają też intensywne prace przy wznoszeniu Pierwszej Galerii Handlowej Perły Karkonoszy pomiędzy ulicami Grodzką i Jasną. Szczególnie imponujący (wysokością) jest dźwig, zamiatający swoim ramieniem nieomal wszystkie dachy w okolicy. Zaś ksiądz doktor pułkownik kapelan proboszcz prałat Andrzej Bokiej (mam nadzieję, że wymieniłem wszystkie tytuły...?) pokazał światu, gdzie ma swój Punkt Zero - i uwiecznił go na tablicy przed Kościołem Łaski (w 300-lecie jego budowy?). W kościelnym świecie absolutów także i ten punkt jest absolutny. No i dzięki Bogu! I jeszcze taka myśl "mię naszła": czy ulice miasta koniecznie muszą mieć patronów "klasycznych" - Kiepurów, Janów Pawłów Drugich czy Piłsudskich? Maleńka uliczka odchodząca od Poznańskiej na nazwę bajkową, chociaż jest raczej w stanie "wskazującym na zużycie". Ale nazwa przepiękna jest i basta!

Obserwatorium na Śnieżce w intensywnym remoncie

Komunikacik taki czas przytoczyć: ...i znów (kontrowersyjne) talerze w komplecie będą zdobić szczyt Śnieżki... Ad vocem: Gazeta Wyborcza-Wrocław

Prawdy niewygodne, prawdy tragiczne

Indolencja rządu pana Tuska zaczyna już nie uwierać, ale przerażać... Dobór ministrów (Grad, Czuma, Klich, Kopacz...), styl sprawowania przez nich funkcji szefów resortów i sposób traktowania społeczeństwa świadczy, że Tusk i jego zausznik Schetyna całkowicie się pogubili. Obok tragedii Afganistanu pełno jest mniejszych potknięć i faux-pas - a całokształt doprowadzi niechybnie do tego, że władzę przejmą "abarotno" oszołomy z PiS-u z niestrawnymi Kaczorami na czele. Dzisiaj przeczytałem tekst generała (w stanie spoczynku) Waldemara Skrzypczaka. Być może przemawia przez niego urażona trepowska duma, ale pewnych racji nie da się zanegować:

Kto się przyzna do błędów w Afganistanie?

Wczoraj prezydent Lech Kaczyński wręczył mi postanowienie odwołujące mnie z funkcji dowódcy Wojsk Lądowych. Tym samym skończyła się moja przygoda, której poświęciłem 33 lata życia. Zapewne nigdy nie uwolnię się od tematu wojska. Nawet nie chcę, ponieważ wojsko zawsze było treścią mojego życia. W rezerwie będę mógł z dystansu patrzeć na to, co się dzieje w armii, obserwować zmiany i dokonania, których byłem świadkiem od środka przez całą służbę wojskową. A zmiany są konieczne, bo przez ostatnie sześć lat w armii nastąpiły głębokie przewartościowania w świadomości i mentalności żołnierzy, szczególnie tych, którzy mieli bezpośredni kontakt podczas wojny w Iraku i Afganistanie z naszymi sojusznikami z NATO. I nie tylko z nimi. Wszyscy są przeświadczeni o konieczności i celowości tych zmian.

Minister obrony narodowej Bogdan Klich mówił niedawno po raz kolejny, że poziom bezpieczeństwa w polskiej bazie w Afganistanie jest przyzwoity. Dał tym samym wyraz swojej wierze w to, że tak jest naprawdę. Jednak każdy dzień pokazuje, że nasi żołnierze w Afganistanie nie są bezpieczni. I nie chodzi tylko o tych zabitych, do których ostatnio dołączył Piotr Marciniak. O tym tak głośno już się nie mówi, ale to fakt - mamy już kilkudziesięciu ciężko rannych żołnierzy. Wielu z nich zostanie kalekami do końca życia. Jak w takich okolicznościach można twierdzić, że w Afganistanie jest bezpiecznie?!

Ile jeszcze trzeba tragedii, żeby to dotarło do świadomości osób odpowiedzialnych za tę misję? Obserwując tę sytuację i wiele zaniechań, można stracić wiarę we wszystko. A sytuacja jest zła. Dochodzi do kolejnych strat w ludziach. W takich realiach, zamiast kreować swój wizerunek i myśleć o propagandzie, wszyscy powinni zadać sobie brutalne pytania: kto ma rzeczywistą kontrolę nad prowincją? Polacy czy talibowie? Czy zasadne jest dalsze utrzymywanie tak małej liczby wojsk na tak wielkim obszarze? Czy dalej ponad wszystko liczy się polityczny prestiż i polska flaga w Afganistanie?

Czas bowiem uświadomić sobie, że politycy myśleli dotąd o tej wojnie tylko w nadziei na dumę i poklask - zapomnieli o bezpieczeństwie i rozsądku. Bo prawda jest taka, że w Afganistanie polscy żołnierze mają wykonać niewykonalne. Prowincja Ghazni jest tak duża jak województwo wielkopolskie, a kontroluje ją jedynie 2 tys. polskich żołnierzy. To jest fizycznie niemożliwe! Tam powinno być co najmniej 6 tys. żołnierzy. W efekcie talibowie kontrolują w naszej strefie kilka dystryktów i to im wystarczy dla zachowania zdolności do działań przeciwko Polakom. Dopiero teraz jednak - gdy dowiadujemy się o kolejnych ofiarach - dla opinii publicznej staje się coraz bardziej oczywiste, że nasza kontrola w Ghazni jest jedynie iluzoryczna. Polegli ostatnio żołnierze zginęli zaledwie kilka kilometrów od naszych baz! Czyli tam, gdzie jest bezpiecznie?

Może już najwyższy czas przyznać, że się przeliczyliśmy i nie podołaliśmy zadaniu. Nie uda się bowiem zwiększyć naszego kontyngentu - chodzi przede wszystkim o pieniądze, ale też o ludzi. Tak naprawdę bowiem mamy w naszym wojsku za mało... wojska. W Polsce jest dużo sztabów, ale brakuje żołnierzy mogących realizować zadania bojowe. Dlatego właśnie, gdy przejmowaliśmy kontrolę w Ghazni, Amerykanie sugerowali nam, że nie damy sobie rady, że powinniśmy się zastanowić. Nie skorzystaliśmy z tych sugestii. Możemy skorzystać z nich teraz. Zrezygnować z polskiej flagi powiewającej nad Ghazni i wrócić do poprzedniego scenariusza, kiedy prowincję kontrolowaliśmy razem ze znacznie lepiej przygotowanymi do walki Amerykanami. Pytanie tylko, czy ktoś będzie miał odwagę, żeby przyznać się do tego błędu?

Wydaje się celowym dokonanie przeglądu politycznego i militarnego w zakresie potrzeb i możliwości realizacji naszej misji w prowincji Ghazni. Jakie są warunki, aby lokalna władza polityczna mogła przy naszym wsparciu i przy wsparciu lokalnych sił bezpieczeństwa skutecznie sprawować władzę? Trzeba przekonać Afgańczyków, że można żyć lepiej, godniej, ale to wymaga środków na infrastrukturę, wsparcie edukacji, opieki zdrowotnej, stworzenie miejsc pracy. Bez tego Afgańczycy nam nie zaufają. Przekonać trzeba przywódców plemiennych i religijnych, że nasza obecność w ich kraju to nie krucjata ani że nie jest to walka z islamem. To bardzo ważne. W końcu trzeba stworzyć warunki polityczne, ekonomiczne i militarne zarówno wokół Afganistanu, jak i w samym Afganistanie, które pozbawią talibów zaplecza logistycznego. Pozbawiając ich tym samym zdolności do działania.

Warto, aby wszyscy przełożeni w kraju zdali sobie sprawę z faktu, że żołnierz prężący się przed nimi na baczność, nie zawsze myśli tak, jak oni by chcieli, by myślał. Warto wsłuchać się w głos młodych, ale już doświadczonych dowódców, którzy rozumieją współczesne pole walki. Irak i Afganistan to wojna, a raczej nowy rodzaj wojny. Nie wszyscy chcą to zrozumieć. Musi zatem upłynąć jeszcze sporo czasu, zanim teoretycy wojskowości dokonają właściwej klasyfikacji. A ja wierzę w to, że tak się stanie.

Za kilka lub kilkanaście lat historia nas oceni. Teraz dla nas nie jest ważne, jak wypadniemy, gdyż żyjemy w przekonaniu, że w słusznej sprawie wypełniamy nasz żołnierski obowiązek. Od jutra nie będę już żołnierzem, jednak w sercu na zawsze nim pozostanę.

gen. Waldemar Skrzypczak były dowódca wojsk lądowych

I jeszcze: Strona o wojnie w Afganistanie

15.09.2009

Polski (a nawet dolnośląski) akcent w finale US Open

Na US Open po finałowym spotkaniu pań zabrzmiały podziękowania po polsku:

Czego nie udaje się dokonać w Polsce (sorry, panno Agnieszko, Twój tenis to - mimo wysokiego miejsca w rankingu - antyreklama dla tego sportu), tego dokonać mogą "sportowi" rodzice w Danii: ojciec Caroline był piłkarzem Miedzi Legnica i Zagłębia Lubin, jej mama - reprezentantką Polski w siatkówce. Caroline Wozniacki zajmuje dzisiaj 6 miejsce w rankingu tenisowym pań - z tendencją wzrostową. Gratulacje i życzenia wspaniałej kariery!

Browar Lwówecki wkrótce nawarzy piwa

Ślinka już cieknie, wspomnienia ożywają... Browar Lwówek (w rekonstrukcji) wydał oświadczenie, które ucieszy każdego piwosza i amatora złocistego trunku z "najstarszego browaru w Europie"
Informacja z zaawansowania prac

8 września 2009

W związku z wieloma pytaniami dotyczącymi uruchomienia Browaru Lwówek 1209, pragnę poinformować o przebiegu prac związanych z ponownym uruchomieniem produkcji. W Browarze nadal prowadzone są prace remontowe i modernizacyjne mające na celu reaktywowanie produkcji w najstarszym Browarze w Europie. Efektem tych prac będzie kontynuacja starej, tradycyjnej metody warzenia, która jednocześnie musi spełniać dzisiejsze wymagania. Postawiliśmy więc sobie zadanie połączenia przeszłości z teraźniejszością, ale musimy również patrzeć w przyszłość. Wszystkie prace modernizacyjne wykonujemy od podstaw, unikamy tzw .”prowizorek”, które mimo że najczęściej okazują się najtrwalsze jednak nie pozwalają ze spokojem patrzeć w przyszłość. Zakupione urządzenia wymagają montażu w pomieszczeniach, które najpierw należy do tego przystosować. W każdym zakątku Browaru rozlega się dźwięk pracującej betoniarki, młota pneumatycznego Warzelnia, fermentownia, leżakownia są już przygotowane na rozpoczęcie produkcji. Na pierwszą warkę i jej degustację z niecierpliwością oczekujemy wszyscy. Pragniemy stworzyć Browar, który swoją atmosferą i wyglądem przekazywałby tradycję piwowarstwa lwóweckiego. Przy tym wszystkim nie możemy zapomnieć o kosztach produkcji. Optymalizując koszty wytworzenia, unikniemy błędów przeszłości. Poprzedni właściciel Browaru - p. Wolfgang Bauer kupując Browar w 1999 roku nie dopuścił do jego zamknięcia. Kontynuował tradycyjną metodę warzenia produkując piwa wysokiej jakości, lecz bardzo wysokie koszty produkcji i dystrybucji doprowadziły zakład do upadłości. Aby uniknąć takiego zagrożenia wprowadzamy ergonomię wykorzystania ciepła, wody, energii elektrycznej oraz surowców piwowarskich. Skupiamy w jednym miejscu całą produkcję, zmniejszamy powierzchnie biurowe. Pragnę zapewnić, że równie niecierpliwie czekam na piwo z Naszego Browaru co Państwo
Irena Galicka

Patrick Swayze (1952-2009)

Smutne...

Flagi

free counters