5.01.2009

Radon truje w Kotlinie Jeleniogórskiej

Nowy Rok wypada zacząć mocnym akcentem (...a później winno być jeszcze ciekawiej - parafrazując Hitchckocka). No to... poczytajmy Gazetę Wrocławską:
Mieszkańcy podkarkonoskich miejscowości muszą częściej wietrzyć swoje piwnice i łazienki. Inaczej mogą zachorować na raka. Z ostatnich badań Polskiego Klubu Ekologicznego we Wrocławiu oraz Instytutu Fizyki Jądrowej w Krakowie wynika bowiem, że mieszkańcy Kotliny Jeleniogórskiej cały czas narażeni są na szkodliwe działanie radonu. Prawie przez cały 2008 rok naukowcy prowadzili badania w ramach projektu "Radon - jak z nim żyć?", finansowanego przez Unię Europejską. Pomiary stężenia tego bezwonnego gazu przeprowadzono w prawie 100 budynkach mieszkalnych i okazało się, że prawie wszędzie stężenie radonu wielokrotnie przekracza średnią krajową. - Stężenie cały czas jest mocno podwyższone, szczególnie w piwnicach i łazienkach - przyznaje dr hab. inż. Włodzimierz Brząkała z Polskiego Klubu Ekologicznego. Tymczasem badania medyczne udowodniły, że radon w mieszkaniach jest przyczyną aż 9 procent przypadków zachorowań na raka płuc oraz 2 procent wszystkich chorób nowotworowych w Europie. Dla osób przebywających w mieszkaniach o podwyższonym stężeniu radonu, a takie jest w kilku miejscowościach Kotliny Jeleniogórskiej, już samo siedzenie w dymie tytoniowym stwarza poważne ryzyko raka płuc, gdyż szkodliwe wpływy się kumulują. - Po odkręceniu kranu z wodą zawierającą radon, kabina prysznicowa zamienia się w komorę gazową, w której radioaktywność kilkadziesiąt razy przekracza dopuszczalne wartości - alarmuje dr Zbigniew Hałat, epidemiolog i prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów. Ludzie żyją w niepokoju, bowiem nie ma przepisów określających dopuszczalne stężenie radonu w powietrzu. - Nikt nas nie informuje, co mamy robić, aby zmniejszyć zagrożenie - martwi się Jadwiga Brzozowska z Przesieki. W Kotlinie Jeleniogórskiej radon występuje głównie w wodach podziemnych, m.in. w okolicach byłych kopalni uranu. Najwięcej jest go w Wojcieszycach, Karpaczu, Przesiece, Radoniowie i Kowarach. Radon występuje też w niektórych ujęciach wody pitnej. Między innymi w Janowicach Wielkich. - Zainstalowaliśmy specjalne urządzenia zmniejszające jego zawartość w wodzie do poziomu, który już nie szkodzi zdrowiu ludzi - zapewnia wójt tej gminy, Jerzy Grygorcewicz. Podobne urządzenia zamontowano także na innych ujęciach. Jednak radonu nie da się całkowicie wyeliminować. - Zalecamy częstsze wietrzenie łazienek i piwnic. To pomoże - uważa W. Brząkała.
3300 Bq/m3 to stężenie radonu w kilku domach w Przesiece. Stan alarmowy to 500 Bq.
Owo wietrzenie łazienek i piwnic rozbawiło mnie do łez. Polak potrafi - przecież w latach 80-tych XX w., gdy "na ostrzu noża" rozgrywał się wyścig zbrojeń atomowych pomiędzy USA prezydenta Reagana i Sowietami mawiano, że w razie ostrzału Polski radzieckimi rakietami SS-20 należy paść na ziemię, przykryć się prześcieradłem i POWOLUTKU czołgać się w kierunku cmentarza. Dlaczego POWOLUTKU? By nie wzbudzać paniki...

31.12.2008

To już jest koniec... 2008

Kolejny rok dobiega końca, rok przestępny, olimpijski, a więc dłuższy o jeden lutowy dzień od „normalnych”, a w zasadzie o 24 godziny i jedną sekundę, która dodana zostanie do upływu czasu w celu synchronizacji z „niezmierzonym wszechświatem”.
×××
Dziwny to rok na świecie – ale do tego powoli się przyzwyczajamy: bo cóż w naszym świecie jest jeszcze „normalne”?
×××
Był (no, jeszcze jest..., ale niedługo) to rok wielu wydarzeń w mojej „małej ojczyźnie” – terminem tym określam nie tylko obszar geograficzny, zamykający się granicami Kotliny Jeleniogórskiej, a przede wszystkim wydarzenia, przeżycia, niespodzianki i przykrości, które mnie dotyczyły i które stały się moim udziałem w ciągu mijających 12 miesięcy, związane wszak z tym przepięknym zakątkiem Polski.
×××
Subiektywnie najbardziej znaczącym wydarzeniem jest decyzja o sprawieniu sobie psa, naszej słodkiej Frodki. Zdarzenia, które do tego doprowadziły, opisywałem w listopadzie, więcej „fotoinformacji” znaleźć można TU. Natomiast panna Frodka prezentuje się TU.
×××
W sferze społeczności lokalnej wydarzeniem wielkiej rangi winny były się stać obchody 900-lecia Jeleniej Góry (nie kłóćmy się proszę o zasadność przyjętego jako pretekst do świętowania roku 1108). Powinny, ale nie stały się – zawiedli włodarze miasta z „gadającą głową” Marka Obrębalskiego na czele, totalnego „ciała” dała naczelniczka Wydziału Promocji i Polityki Informacyjnej Urzędu Miasta (nb. mam wrażenie, że – skądinąd miłe dziewczę – jest na tym stanowisku nie mniejszym nieporozumieniem, niż niejaki Krzysztof Mróz w roli radnego, stojącego na straży czystości seksualnej nazewnictwa zaułków w Jeleniej Górze). W moim odczuciu totalną klapą okazały się niezręczne, nietrafione próby promowania miasta na arenie ogólnopolskiej w oparciu o jubileusz (spoty reklamowe w TVN, które ukazały się PO zakończeniu wszelkich jubileuszowych imprez), niewiele lepiej przedstawia się hucznie reklamowany program tych obchodów w samym mieście.
×××
Nie obyło się "wokół mnie" bez zdarzeń tragicznych, mnie mocno poruszyła śmierć Szymona Kempisty w marcu bieżącego roku.
×××
Moje osobiste osiągnięcia zawodowe to w pierwszej mierze ukazanie się „Wspomnień” Hugo Seydela i drugiej kroniki jeleniogórskiej autorstwa J. K. Herbsta.
×××
Głośną sprawą była zmiana na stanowisku dyrektora Muzeum Karkonoskiego – i nie chodzi przecież o sam fakt wymiany kadr, ale sposób i atmosferę, w jakiej on nastąpił.
×××
Ogromną wagę (globalną, lecz nie bez wpływu na życie także tutaj, w „małej ojczyźnie”) miał krach na giełdzie nowojorskiej 23 października – i rozpoczynająca się od niego światowa recesja gospodarcza. To wydarzenie zdeterminuje na wiele miesięcy także rok 2009.
×××
Wiele innych wydarzeń należałoby wymienić, jednak wpis taki nie miałby końca. Poprzestanę takoż na owych kilku subiektywnie wybranych... Za 4 godziny trwać już będą sylwestrowe bale, rauty, zabawy, imprezy i prywatki. My tym razem wybraliśmy „białą salę”, telewizor i komputer, głównie ze względu na Frodę, ale także dlatego, że przez ostatnie dwa lata miałem wątpliwą przyjemność (choć niewątpliwą kasę za to) odstawiania „wodzireja” na balach dla niemieckich gości. Dobrze jest pobyć w domu – tym bardziej, że w Nowy Rok nie ominie błogostan pracy.
Życzę więc wszystkim wspaniałej zabawy, spełnienia i wypełnienia, uzupełnienia i... odpowiedniego dopełnienia. Politykom (komunalnym i tym z "wyższej półki") zaś, by zaczęli mówić ludzkim głosem (nie tylko w Wigilię) oraz myśleć na ludzki sposób. I o ludziach.

17.12.2008

Gondola ruszyła!

No... szacuneczek! Obiecali na Boże Narodzenie, ruszyli przed terminem. Portal Miejski Świeradowa Zdroju (Grodu Flinsa) donosi dzisiaj, a więc z datą 17.12.2008:
Właśnie otwarta została Kolej Gondolowa w Świeradowie-Zdroju. Od godz. 13.30 można już kupować bilety i wjeżdżać na szczyt Stogu Izerskiego. Pierwszym klientem Kolei był sam Burmistrz Świeradowa-Zdroju - Roland Marciniak.Szanowni Państwo! Informujemy, że Kolej Gondolowa Świeradów Zdrój otwarta jest dla ruchu pasażerskiego.W momencie poprawienia się warunków śniegowych, uruchomiona zostanie także trasa zjazdowa. Do momentu otwarcia trasy zjazdowej dla ruchu narciarskiego, kolej czynna jest w godzinach 9.00-16.00. Serdecznie zapraszamy! Oficjalne otwarcie z wielką fetą odbędzie się 10 stycznia 2009 r.
A oto ceny na sezon zimowy 2008/2009:
* Bilety jednorazowe - bilety w obie strony (góra/dół) - 25 zł normalny, 20 zł ulgowy. - bilet w jedną stronę góra - 19 zł normalny, 15 zł ulgowy - bilet w jedną stronę dół - 15 zł normalny, 12 zł ulgowy * Bilety czasowe - bilet przedpołudniowy 9.00-12.30 - 65 zł normalny, 52 zł ulgowy - bilet 12.00-16.30 - 60 zł normalny, 48 zł ulgowy - bilet 13.00 - 16.30 - 55 zł normalny, 44 zł ulgowy - bilet wieczorny 18.30 - 21.00 - 45 zł normalny, - bilet 3 godzinny - 60 zł normalny, 48 zł ulgowy * Karnety czasowe - dzienny - 85 zł normalny, 68 zł ulgowy - 2 dniowy - 160 zł normalny, 128 ulgowy - 3 dniowy - 230 zł normalny, 184 zł ulgowy - 6 dniowy - 390 zł normalny, 312 zł ulgowy - 7 dniowy - 440 zł normalny, 352 zł ulgowy * Karnety wieloprzejazdowe - 3 przejazdy - 45 zł normalny, 36 zł ulgowy * Bilety dla grup (pow. 20 osób) - 10% rabatu Bilety ulgowe obejmują: - dzieci i młodzież do 18 lat (rocznik 1991 i młodsi), - osoby niepełnosprawne i ich opiekunowie, Dzieci do 4 lat nie płaca za przejazd. Karnety wieloprzejazdowe utrzymują ważność przez cały sezon zimowy.

14.12.2008

Wiktor Staszak i jego prace "Ab ovo"

¤ WIKTOR STASZAK ¤
Pisałem już o wernisażu w Domu Carla (i Gerharta) Hauptmannów w Szklarskiej Porębie - wernisażu artysty niezwykłego, Wiktora Staszaka. Tłum był wielki, nieomal wszyscy pracownicy Muzeum Karkonoskiego stawili się karnie (ale dobrowolnie) na otwarciu tej wystawy - Wiktor sam przecież pracuje jako aranżer wystaw w Muzeum w Jeleniej Górze. Zjawili się także przyjaciele, znajomi i rodzina. Wspaniałym pomysłem było umieszczenie obok obrazów Wiktora - obrazów, które nie posiadają samodzielnych tytułów - kartek, na których zwiedzający mogli "doimpretować" własny tytuł do każdego z tych dzieł. Zresztą - spójrzcie sami na te perełki z jajem jako motywem przewodnim.
"Wielkie żarcie" wernisażowe - na pierwszym planie Staszek Wilk i Adam Łaciuk

Dwa wernisaże w dwa dni

Pisałem o tym już w poprzednim poście - i udało mi się wziąć udział w dwóch wernisażach pod auspicjami Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze. W czwartek o godzinie 17.00 otwarcie wystawy pt. UNIKATY w siedzibie głównej Muzeum przy ulicy Matejki 28. Pod kuratelą pani dr Stefanii Żelasko pokazane zostały dzieła... no, może raczej prace współczesnych artystów-szklarzy z lat 2007/2008. Poniżej kilka widoczków z wernisażu.
W dolnej sali Muzeum nie zabrakło akcentów bożonarodzeniowych - w sobotę, 13.12 odbyło się malowanie bombek. Zdaje się stawać to nową "świecką" tradycją świąteczną. Ale tradycją miłą. Na zdjęciu bombki przygotowane do "upiększenia" przez twórców. Natomiast w piątek w Szklarskiej Porębie swój wernisaż przeżywał Wiktor Staszak, o którym również już pisałem. Zdjęcia z tego wydarzenia i fotografie "Jaj Wiktora" (wbrew nazwie - bez odniesień pornograficznych) w kolejnym poście, albowiem są one warte oddzielnego rozdziału.

11.12.2008

Karkonoskie (Muzeum) w natarciu

Dwie kolejne imprezy zaplanowało Muzeum Karkonoskie na czwartek i piątek (11 i 12 grudnia):
O 17.00 dzisiaj - wernisaż wystawy 'UNIKATY', której kuratorem jest niemniej unikatowa pani doktor Stefania Żelasko, niewątpliwie jeden z większych polskich autorytetów z dziedziny szkła artystycznego. Zaprezentowane zostaną współczesne rzeźby i instalacje w szkle, wykonane w latach 2007/8 przez artystów związanych z jedyną polską wyższą uczelnią, kształcącą artystów tworzących w tym tyle trudnym, co fascynującym tworzywie - z wrocławską ASP (tu pozdrowienia dla Piesia i Tyśka!). Stefania Ż. o pracach: "Na podstawie naszych ostatnich zakupów śmiało można powiedzieć, że 'Wrocławska szkoła szkła' w niczym nie ustępuje temu, co dzieje się w świecie, a nawet wyznacza nowe trendy w tej kruchej artystycznej dziedzinie". Wystawę oglądać będzie można aż do połowy 2009 r.
¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤
Natomiast w piątek 12 grudnia, również o godzinie 17.00, w Szklarskiej Porębie w Domu Carla (i Gerharta) Hauptmannów odbędzie się wernisaż wystawy prac artysty niezwykłego - Wiktora Staszaka. Mam zaszczyt znać Wiktora osobiście i cenię sobie tę znajomość wielce - bo i człowiek to niezwykły, o wszechstronnych zainteresowaniach, zacięciu maratończyka rowerowego i - wielkim talencie. Jego obrazy - rzadko wystawiane, do obejrzenia właściwie wyłącznie w Szklarskiej Porębie i Muzeum Karkonoskim - po prostu zadziwiają i fascynują. Podobnie zresztą, jak jego osobowość. Zresztą, co ja się będę rozpisywał - to trzeba zobaczyć! Zamieszczam "wycinki" z zaproszenia na wernisaż, jednak prace te trzeba koniecznie oglądać "na żywo"...

10.12.2008

Zeitgeist Google'a

"Zeitgeist" to niemieckie określenie (przejęte wprost przez większość języków europejskich, obecne także w american english) na "ducha czasów", "ducha epoki". Dla Google'a jest to definicja rocznego zestawienia najpopularniejszych haseł, wpisywanych w wyszukiwarkę w ciągu roku. Właśnie opublikowali "Zeitgeist" za rok 2008. Oto, co piszą o naszych rodzimych "Googlarzach":
Polacy w 2008 roku szukali w internecie przede wszystkim… swoich znajomych. Zdecydowanie najczęściej wpisywanym do wyszukiwarki Google hasłem była oczywiście bezkonkurencyjna „nasza klasa". Kogo jeszcze szukamy? Zdecydowanie nie polityków! Królową gwiazd pozostaje Doda, choć ogromną popularność wśród polskich internautów zdobył w tym roku także Jozin z Bazin. Dużym zainteresowaniem, także w internecie, cieszą się programy telewizyjne i seriale, a wśród nich najszybciej na popularności zyskiwał "Mam talent". Jednak nasze poszukiwania to nie tylko rozrywka. Internet pomaga też na przykład znaleźć pracę i zadbać o oszczędności. W tej kategorii najczęściej pytaliśmy o giełdę i kursy walut. Poza informacjami, chętnie szukamy także inspiracji, przede wszystkim tekstów życzeń i przepisów. Zobacz, co w poszczególnych kategoriach najbardziej interesowało polskich internautów i jak wiernym odbiciem "ducha czasu" jest internetowa wyszukiwarka!

Najszybciej zyskujące na popularności (Fastest Rising)

  1. nasza klasa
  2. pudelek
  3. wrzuta
  4. youtube
  5. jozin z bazin
  6. miasto muzyki
  7. pekin 2008
  8. mam talent
  9. ikariam
  10. maciej zientarski

Najczęściej wyszukiwane (Most Popular)

  1. nasza klasa
  2. gry
  3. allegro
  4. youtube
  5. onet
  6. mapa
  7. program tv
  8. forum
  9. warszawa
  10. praca

inspiracje (najczęściej wyszukiwane)

  1. życzenia
  2. przepisy
  3. cytaty
  4. dowcipy
  5. kartki
  6. kawały
  7. imieniny
  8. walentynki
  9. aforyzmy
  10. wierszyki miłosne

finanse i praca (najczęściej wyszukiwane)

  1. praca
  2. zus
  3. giełda
  4. kursy walut
  5. urząd skarbowy
  6. oferty pracy
  7. cv
  8. kredyt
  9. pit
  10. money

sławni (najczęściej wyszukiwane)

  1. doda
  2. feel
  3. harry potter
  4. rihanna
  5. jozin z bazin
  6. madonna
  7. metallica
  8. peja
  9. britney spears
  10. czesio

programy tv (najczęściej wyszukiwane)

  1. milionerzy
  2. you can dance
  3. mam talent
  4. prison break
  5. lost
  6. włatcy móch
  7. taniec z gwiazdami
  8. big brother
  9. m jak miłość
  10. teraz albo nigdy

8.12.2008

Znowu "nieregularnie"

Sporo się dzieje wokół mnie (i we mnie), stąd znów przerwa w pisaniu Nieregularnika. Poprawę obiecuję, terminu nie podaję. Dzisiaj tylko krótkich informacji garść:
1. Piszą o Karkonoszach i Górach Izerskich (odnośnik pod logiem)
A także w bardzo fajnym artykule:
2. Od piątku do... no, z pewnością przez dłuższy czas nie będę miał zbyt wiele czasu, by śledzić "na żywo" wydarzenia w Jeleniej Górze i okolicach. Przyczyną tego stanu rzeczy jest niejaka panna Frodka, ma niecałe 7 tygodni i jest niezwykłej urody. Zdjęcie zamieszczam oczywiście!
Przyjechała z Wrocławia w tym właśnie (pożyczonym) koszyku i - jak sądzimy - zostanie u nas na dłużej (na bardzo długo). Myślę, że jej uroda przekonałaby każdego z Was o tym, że warto poświęcić jej dużo czasu... Nasz ukochany znajda, Frodo, wrócił po miesiącu do właścicieli prawowitych, pozostawiając pustkę w naszych sercach, naszym życiu, a także (last but not least) - w mieszkaniu.

26.11.2008

Mocne uderzenie na koniec roku

Ostatnich 5 tygodni roku przynieść ma kilka ważnych wydarzeń - nazwijmy to - kulturalno-historycznych: 27 listopada o godzinie 17.00 w Empiku przy ulicy 1. Maja odbędzie się spotkanie na temat... pisania bajek. Nie chodzi tym razem jednak o kurs dla domorosłych polityków szczebla lokalnego czy ogólnopolskiego (niezależnie od opcji politycznej), lecz dyskusję na temat procesu powstawania bajek i opowiadań dla młodszych Czytelników. Maria Nienartowicz (autorka opowieści dla dzieci i młodzieży, mieszkanka Karpacza, wielbicielka karkonoskiej przyrody i tradycji) przeczyta fragmenty swoich bajek, które w kontekście historyczno-literackim omówi dr Edyta Tuz-Jurecka, mieszkanka Jeżowa Sudeckiego, wykładowczyni akademicka, od kilku lat wykładająca m.in. literaturę dziecięco-młodzieżową w jeleniogórskim Kolegium Karkonoskim. Wstęp wolny.
°°° °°° °°°
Następnego dnia (28.11.) o nietypowej dość porze - o godzinie 11.00 - w Muzeum Przyrodniczym w Cieplicach miejsce mieć bę­dzie promocja kolejnego (chyba trzeciego...) współczesnego wydania przewodnika "Warmbrunn i okolice jego", autorstwa Rozalii Saulson.
°°° °°° °°°
Niezwykle ciekawie zapowiada się wystawa i wydarzenia okołowystawowe, które zapoczątkowane zostaną wernisażami 5 grudnia 2008 r. Pierwszy mieć będzie miejsce w Muzeum Karkonoskim, a temat "Wokół Jeleniej Góry" zobrazowany zostanie dziełami takich artystów, jak Siegfried Beck, Gottlieb Daniel Berger, Theodor Blätterbauer, Gottfried Böhmer, Hermann Budras z Lipska, I. G. Ender, Friedrich Gottlob Endler, Adolf Eltzner, E. Frohnert, O. Gersheim, Kasper Ulrich Huber, Friedrich Iwan, Gottfried Kleiner, F. A. Knabe, Ernst Wilhelm Knippel, Katarina Kosack, G. H. Lau, Carl Theodor Mattis, Alfred Matzker, L. Mayer, Johann Georg Mertz, Wenceslaua Quasnitzka, Albert Henry Payne, Sebastian Carl Christoph Reinhardt, Eduard Johann Eduard Sachse ze Złotoryi, Theodor Sachse, Scholz Dora, Strachowsky Bartholomaeus, Gustav Täubert, Carl Thürmer, Friedrich August Tittel, Friedrich Bernhard Werner, A. Warnemünde, Heinrich Weimann. Współczesna cześć wystawy znajdzie miejsce w salach BWA przy Rynku (zwanym Placem Ratuszowym), gdzie pokazane zostaną prace Edwarda Dwurnika, Eugeniusza Gepperta, Eugeniusz Markowskiego, Henryka Wańka, Janusza Bułgajewskiego, Róży Farbisz-Kijankowej, Tadeusza Kaczmarka, Edwarda Kiczaka, Tadeusza Nodzyńskiego oraz Ewy Andrzejewskiej, Andrzeja Boja Wojtowicza, Urszuli Broll, Zbigniewa Frączkiewicza, Ewy Jonas, Teresy Kępowicz, Mirosława Kulli, Janusza Lipińskiego, Marka Lerchera, Patryka Lewkowicza, Marka Likszteta, Tomasza Mielecha, Mariusza Mielęckiego, Dariusza Milińskiego, Wacława Narkiewicza, Tomasza Olszewskiego, Jerzego Pakulskiego, Lidii Sokal-Trybalskiej, Elżbiety Lewkowicz, Bogumiły Twardowskiej-Rogacewicz, Pawła Trybalskiego, Ryszarda Tyszkiewicza, Jerzego Wiklendta, Elżbiety Wiśniewskiej, Waldemara Wydmucha i Wojtka Zawadzkiego. Wystawy trwać będą do 30 stycznia 2009 r., natomiast przez cały grudzień towarzyszyć będą im prelekcje, odczyty, a także piesze wycieczki po Jeleniej Górze, którym towarzyszyć będzie komentarz m. in. W. Kapałczyńskiego, Staniszława Firszta, Iva Łaborewicza i Konrada Przeździęka.
°°°° °°°° °°°°
Mam spory apetyt na udział przynajmniej w części tych wydarzeń...

Jak Henryk Waniek po Gerharcie pojechał…


…czyli na Konferencji Hauptmannowskiej wykład krytyczny. Pozwolę sobie przytoczyć tekst nieomal w całości, albowiem wykazał się pan Henryk wspaniałym poczuciem humoru (jak zwykle) i niemałą odwagą, by referat ów wygłosić wobec faktycznych tzw. Hauptmannologów niemieckich. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, tak więc „głos” oddaję panu Wańkowi... 


Od małego rzeźbiarza do wielkiego pisarza

Na wstępie uderzę się w pierś i wyznam dwukrotne nadużycie, zawarte w samym tytule moich wywodów. Są to nadużycia, które – mam nadzieję – znajdą usprawiedliwienie w finalnej konkluzji: 1º - Określenie przymiotnikiem „mały” młodzieńczych aspiracji Gerharta Hauptmanna, które pchnęły go ku rzeźbie artystycznej, jest nadużyciem o tyle oczywistym, że w samej rzeczy nie znam (i w ogóle są – o ile mi wiadomo – nieznane) jego prac rzeźbiarskich z okresu nauki we wrocławskiej Kunst- und Gewerbeschule. Jedynym świadectwem jest często publikowana fotografia przedstawiająca G. Hauptmanna, romantycznie upozowanego na tle nieukończonego glinianego reliefu o trudnej do zidentyfikowania treści, być może mitologicznej. Bez wątpienia widzimy na niej atelier rzeźbiarskie i nieco sztucznego adepta sztuki. Fantastyczny jest rodzaj kitla, jaki włożył na tę okazję, kto wie czy nie pożyczonego od bardziej rosłego kolegi, w każdym razie niewygodnego dla celów zawodowych. Aktor tej sceny z pewnością nie został pochwycony w ferworze pracy. Raczej oddaje się marzeniu czy rozmyślaniom, niż pilnej działalności artystycznej. W prawej ręce trzyma narzędzie, jakby tylko sięgnął po nie ze względu na obecność fotografa. Nie jest to żadna z wielu szpatułek, używanych do modelowania gliny. Ponadto, nie tak się ją trzyma. Wniosek wydaje się oczywisty: rzeźbiarz nie pracuje tak. Można podejrzewać, że przedstawiona tu osoba raczej pragnie za rzeźbiarza uchodzić, niż nim de facto jest; zresztą zgodnie z wyznaniami Hauptmanna w Das Abenteuer meiner Jugend, gdzie jest niewiele o zmaganiach się z artystycznym warsztatem, natomiast dużo rojeń o byciu artystą na mocy nieudokumentowanych marzeń i młodzieńczych porywów duszy. Psychologicznie rzecz biorąc, jest to syndrom dość znany w praktyce nauczania artystycznego, identyczny z powszechną skłonnością do pisania wierszy u młodych, niespokojnych duchów – przemijająca z czasem choroba wieku dojrzewania. Możliwe, że zaczyn reliefu przed którym siedzi młodzieniec, jest pracą samego Hauptmanna, choć może to być wytwór kogoś innego, użyty jako scenograficzne tło dla romantycznej sceny. Jeśli pisane po latach, a wydane w 1937 roku Das Abenteuer meiner Jugend uznamy za źródło wiarygodne, to o samym studiowaniu rzeźby jest tam stosunkowo niewiele. Prawie nic. Hauptmann stawia tam siebie w centrum szkolnych wydarzeń, ale tylko dwa konkrety mówią o jego edukacji: zajęcia ze sztukatorstwa, polegające na kopiowaniu rzeźbiarskich ornamentów, oraz krótkotrwałe (w czasie, gdy był relegowany jako student) półprywatne nauki u profesora Haertla („Nawilżałem ogromny posąg Dürera, nad którym mistrz teraz pracował, kiedy pojawiał się profesor, zdejmowałem osłony, a kiedy opuszczał pracownię, znów starannie je nakładałem”). Relegowanie miało miejsce 7 stycznia 1881, zatem – w najlepszym razie – cała „poważniejsza” część jego studiów rzeźbiarskich trwała niewiele ponad rok. W takim czasie nawet osoba wybitnie utalentowana nie osiąga mistrzostwa. Tym bardziej ktoś, kto – jak to samokrytycznie określa autor Przygód mojej młodości – „zostałem przyjęty do Szkoły Plastycznej, chociaż próbne szkice, jakie musieliśmy wykonać, demaskowały mnie jako kompletnego żółtodzioba i z pewnością nie uzasadniały tej decyzji”. („Ich wurde in die Kunstschule aufgenommen, obgleich die Probeblätter, die wir zu zeichnen hatten, mich als blutigen Anfänger zeigten und diesen Beschluß gewiß nicht rechtfertigen”) Pod przywołaną tu fotografia w różnych publikacjach Hauptmann jest określony jako student (Breslauer Kunstschule?), już to als Bildhauer in Rom. To ostatnia nie wydaje się wiarygodne. Po niespełna dwuletnim raczej pobycie niż studiowaniu w szkole wrocławskiej, 15 kwietnia 1882 roku Hauptmann kończy artystyczne terminowanie ze średnim wynikiem. W roku 1883 przez jeden semestr jest studentem historii uniwersytetu jenajskiego, by latem – przez Berlin i Hamburg – udać się w podróż po morzu śródziemnym. Można się domyślać, że z końcem tego roku i kilka miesięcy następnego występuje w Rzymie jako rzeźbiarz. Także z tego okresu nie zachowały się obiekty świadczące o jego rzeźbiarskiej sprawności. Tylko jeden szczegół przemawia za tym, że rzeczywiście jest to zdjęcie zrobione w Rzymie między rokiem 1883 a 1884: widać na niej obuwie Hauptmanna. I nie są to jedyne jakie miał we Wrocławiu, aż dwukrotnie wspomniane w Das Abenteuer... półbuty, z błyszczącą, metalową klamrą. Niezależnie od tego, co sam pisze, można przyjąć, że w Rzymie znalazł zatrudnienie jako pomocnik w podrzędnym warsztacie rzeźbiarskim i wtedy pozował do wspomnianej fotografii. Jeśli tak było, możnaby zrozumieć dlaczego w roku następnym chciał swoje umiejętności artystyczne pogłębić, studiując latem i jesienią w drezdeńskiej klasie rysunku Królewskiej Akademii. Wydaje się jednak, że w ciągu czterech lat ostatecznie wywietrzała z głowy Hauptmanna myśl o poświęceniu się plastyce. We wrażeniach z pobytu Petera Suhrkampa w Wiesenstein (7 sierpnia 1942) jest jedna wzmianka o rzeźbiarstwie Gerharta Hauptmanna. Opisując dom, Suhrkamp wspomina małą, wykafelkowaną jadalnię, którą zdobiło wymodelowane przez gospodarza woskowe przedstawienie dwunastoletniego syna Benvenuto. Siedziba pisarza w Jagniątkowie była bogatą kolekcją artystycznych obiektów, wskazującą na jego żywy kontakt z osobistościami świata sztuki. Wśród przewaga rzeźb wszelkiego rodzaju. Trudno wykluczyć, że były wśród nich również próby rzeźbiarskie samego Hauptmanna. Ale wobec tego zagadnienia poprzestać muszę na tezie – być może kontrowersyjnej – że w świetle pisarskiej pomyślności Hauptmann pozostał rzeźbiarzem adolescentnym (dorastającym) i małym, cokolwiek to znaczy. 2º – Przymiotnik „wielki” w odniesieniu do pisarstwa Hauptmanna gruntownie potwierdza samo factum oraz trwałość jego miejsca w historii literatury niemieckiej. Nie chciałbym tu nadużywać argumentu, że jako trzynasty otrzymał literacką nagrodę Nobla. Brak uhonorowania Noblem w żaden sposób nie pomniejszyło wielkości wielu pisarzy. I odwrotnie – wielu noblistów, dziś jest ledwo obecnych w świadomości publicznej. Wielkość Gerharta Hauptmanna odniósłbym przede wszystkim do jego pracowitości wyrażającej się dorobkiem pisarskim. Znaczenie ma też rezonans czytelników oraz publiczności teatralnej na jego pisarstwo. Nadużyciem jednak jest określanie jego literatury jako wielkiej z pozycji czytelnika polskiego. Bo – niezależnie od podejmowanych obecnie wysiłków wydawniczych – Gerhart Hauptmann jest ledwo widoczny na polskim horyzoncie literatury powszechnej. Sam wyznać muszę, że znam jego twórczość fragmentarycznie. Nie mówię tu o nieprzełożonych na język polski jego utworach, które – z mniejszym lub większym trudem – zdołałem sobie przyswoić. Co zastanawiające, polskie tłumaczenia Hauptmanna największą ilość święciły w latach 1889-1911. Wtedy aż 15 utworów, we większości teatralnych, przełożono na polski. Niektóre nawet, jak 'Woźnica Henschel' czy 'Dróżnik Thiel' z jedno lub dwuletnim opóźnieniem w stosunku do oryginalnej publikacji. Po roku 1918 ukazały się w Polsce tylko trzy lub cztery tłumaczenia jego utworów. Nie mogę wypowiadać się kompetentnie o jakości przekładów, ale o niektórych można powiedzieć, że z pewnością są niskiej jakości, a przede wszystkim przestarzałe. Ponawia się apele o przywrócenia go świadomości współczesnych czytelników polskich. W 50 rocznicę jego śmierci ukazała się znana praca Mirosławy Czarneckiej i Jolanty Szafarz, której przedmiotem jest życie prywatne pisarza, jego intensywna twórczość literacka i teatralna, aktywność publiczna od roku 1914 aż do śmierci w 1946, oraz recepcja jego dorobku w Polsce po roku 1918. Zaś w 60. rocznicę śmierci Uniwersytet Śląski wydał zbiór esejów o postaci i twórczości pisarskiej Hauptmanna, mający – jak to ujmuje redaktorka książki Grażyna Szewczyk – ożywić zainteresowanie pisarzem nie tylko jako osobistością literatury niemieckiej, ale i atrakcją dla badaczy niemiecko-śląsko-polskich zjawisk kulturowych. Problem Hauptmanna podejmowały też filmy telewizyjne, szczególnie zajmujące się okolicznościami jego śmierci. Ale są to tylko pojedyncze krople zamiast ulewy i jak na razie, mimo wysiłków wrocławskiego wydawnictwa EUROPA, postulat ten zachowuje ważność. Nic w tym jednak dziwnego, skoro podobną intencję deklarowali autorzy książki wydanej z okazji wystawy w Theatermuseum München w roku 1966 dla uczczenia 20. rocznicy śmierci Hauptmanna. Nie bez znaczenia był fakt, że jednoaktówka Der Spuk (Die schwarze Maske) w 1986 roku (40. rocznica śmierci) posłużyła za libretto do jednej z bardziej udanych oper Krzysztofa Pendereckiego. Naturalnie, dla kultury niemieckiej jest to kwestia bardziej zasadnicza i nic w tym dziwnego. Ale Hauptmann, choćby w repertuarze teatralnym, jest stale obecny. Sam w roku 2000 obejrzałem w Schauspiel Frankfurt 'Ein Glashüttenmärchen – Und Pippa tanzt' z Nicole Kersten w roli Pippy. Przymiotnik wielkości w odniesieniu do dzieł Hauptmanna może w tym miejscu być nadużyciem również w świetle oceny, jaką jego dziełu wystawiają literaturoznawcy. Powołam się na wyważony sąd, który cytuję za posłowiem do Księgi namiętności (wydanej razem z Im Wirbel der Berufung, którą internetowe księgarnie opatrzyły tytułem 'W wierze' (zamiast „wirze”) powołania: „Pisarz nigdy nie był zbyt wielkim stylistą, wiele mogliby o tym powiedzieć redaktorzy w wydawnictwie Samuela Fischera, którzy wkładali dużo wysiłku, aby teksty Hauptmanna nabrały należytej giętkości i barwy.” Może zatem nie powinienem mówić o „małym”, ani o „wielkim”, tylko ograniczyć się do bogactwa życiowej przygody Gerharta Hauptmanna, której spełnienie znalazło wyraz w jego pisarstwie.

Flagi

free counters