3.08.2012

Johann Daniel Hensel: Opis szczegółowy Helikonu w Jeleniej Górze


Innym miejscem rozrywek pod gołym niebem na łonie nieskażonej, niezmienionej, a jedynie przystosowanej natury, którego pomysłodawcą był również ów wielbiciel przyrody (Johann Christoph Schönau), jest Helikon, wzgórze na północny-zachód od miasta, położone za Huasbergiem (Wzg. Krzywoustego), które niegdyś nie miało konkretnej nazwy, a w najlepszym przypadku zwane było Górą Szpitalników lub Lasem Szpitalników[1] (Spitalberg lub Spitalwald), albowiem od najstarszych czasów cała ta okolica należała do przytułku pod wezwaniem Bożego Ciała. W roku 1788, gdy dyrektor miejski Schönau ukończył tworzenie Pflanzenberg (Wzgórze Kościuszki) i dokonywał jedynie od czasu do czasu niewielkich poprawek, podczas licznych wędrówek na te wzgórza, gdy podziwiał widoki z nich się rozciągające, wymyślił sobie nowe zajęcie. W 1787 nakazał  poprowadzenie niewielkiej dróżki do rosnącego tam świerkowego zagajnika. 9. stycznia 1788 roku wystąpił do magistratu o pozwolenie na obsadzenie na własny koszt pustych, jałowych oraz niezabudowanych miejsc tego wzgórza młodymi drzewami, które to pozwolenie otrzymał 11. stycznia. Gdy tylko pogoda na to pozwoliła rozpoczęto nasadzanie drzew oraz budowę tzw. Siedziby Muz, Zagajnika Muz lub Panteonu, który zwany jest dzisiaj najczęściej Helikonem. Miejsce to następnie ogrodzono oraz – tam, gdzie było to niezbędne – obsadzone roślinnością; w październiku przygotowano miejsce pod amfiteatr. Zbyt szczegółowe i bezsensowne byłoby omawianie tego, czego każdego roku dokonywano; w każdym razie wszystko to działo się powoli, a prace nad pewnymi szczegółami trwają nieustannie. Za niemal wszystko zapłacił i płaci Schönau z własnej kieszeni, realizując przedsięwzięcie według własnych planów. Opiszę tu trwający 3 do 4 godzin spacer, podczas którego można zwiedzić wszystkie atrakcje.
Wyruszając z miasta na zachód przez most na Kamiennej do przedmieścia Rosenau napotykamy na drogę prowadzącą w prawo, przez pola, a następnie w kierunku Hausbergu. Zanim dojdziemy do tej góry, droga rozwidla się, jedna odnoga prowadzi wokół Kreuzberg[2] (Góra Krzyżna) ocienioną ścieżką do Przejścia Gracji. Na tej drodze znajduje się tablica z inskrypcją:

O fortunatom nimium
Sua bona si forint
Hirschbergae cives!

Nieopodal znajduje się niewielka altana z ławeczką oraz 3 miejscami dla Gracji (w formie grzybów, jak w większości siedzisk na tym wzgórzu), z której rozciąga się przyjemny widok w kierunku kościoła luterańskiego. Tu droga jezdna skręca lekko w prawo, w las i prowadzi za nim coraz wyżej, a następnie skręca na zachód, dzięki czemu można przez większą część wzgórza przejechać dorożką; a droga dzieli wzgórze na część północną i południową. Przy samej drodze nie ma żadnych urządzeń, czy przyjemnych miejsc odpoczynku. Lepiej więc udać się pieszo inną droga.

Prowadzi ona od owej drogi jezdnej w prawo aż do stóp Hausbergu, a następnie w lewo w dolinę ku Bobrowi do góry Sattler (Siodło, Rymarz), jak nazywa się od najstarszych czasów to miejsce na brzegu Bobru. To tutaj w połowie tego stulecia, tutejszy konrektor o nazwisku Stoppe urządził niewielkie założenie na skale i właśnie tu napisał kilka wierszy, a ich zbiór nazwał Parnas im Sattler (Parnas na Siodle). W nowszych czasach – w roku 1774 – otwarto budyneczek  kręgielni, po którym dzisiaj nie przetrwał nawet ślad. Na tej drodze napotykamy na piękne, znane źródełko o nazwie Źródło Merkela lub Mirakelbrunnen (Cudowne Źródło), odwiedzane od stuleci do dzisiaj i niosące krystaliczną, świeżą wodę, obecnie noszące  imię  Aganippe.
Zamiast schodzić tą drogą można zaraz za Górą Domową wybrać ścieżkę prowadzącą lekko w lewo, przez pole, którego właściciel zezwolił na utworzenie przejścia; a stamtąd w kierunku nieodległych zarośli. Tu ścieżka biegnie prosto, prawą stroną Góry Krzyżnej, płasko po jej zboczu. Z prawej dobiega szum Bobru, a wąska ścieżka prowadzi w dół do Aganippy. Z lewej powyżej znajdują się stoły, ławy i małe miejsca na ogniska, utworzone wspólnie przez kilka miejskich rodzin, które poniosły w związku z tym niewielkie koszty. Założenia te są ocienione, albowiem południowa część wzgórza jest porośnięta wysokimi świerkami; pomiędzy którymi dostrzec można płynący pomiędzy skałami Bóbr. Dalej znajduje się jeszcze kilka tego rodzaju założeń obsadzonych jodłami i bukami, wyposażonych w stoły, drewniane ławy i trawiaste siedziska. [...]

Od tego więc miejsca wiedzie ścieżka nimf (do której można zaliczyć ostatnio opisywaną drogę) na właściwe Wzgórze Muz lub Helikon, na którym nie ustawiono żadnych posągów. Tu ulotne istoty, jakimi są Muzy, mogły zamieszkiwać wspólnie, z dala od ludzkich oczu.  Po przekroczeniu niewielkiej strugi, po kilku schodkach wspinamy się w gorę i docieramy do ukształtowanych w trawach siedzisk, ma którymi widnieją inicjały M. M., oznaczające  Mater Musarum, miejsce dla matki muz, Mnemosyne. Wiodąca dalej w prawo i ku górze ścieżka prowadzi do Klio, nauczycielki historii; a każdy, kto zawitał w to miejsce, musi właśnie tędy przejść. To miejsce oznaczone jest przytwierdzoną na świerku tabliczką z napisem:

Clio, gesta canens, transactis tempora reddit[3].

Tuż obok znajduje się trawiasta ława, z której rozciąga się widok w prawo, w kierunku Bramy Ulicy Długiej i w lewo na Sechsstätte (okolice ul. Grunwaldzkiej) i leżące w okolicy wsie, zaś w dole pobłyskuje rzeka Bóbr. Widok na miasto przesłania Góra Krzyżna. Szeroka, piaszczysta, obsadzona młodymi drzewami droga prowadzi na zachód ku górze, a gdy za skrętem do Euterpe widnieje tablica z cytatem z Wergiliusza:

Iuvat ire jugis, quo nulla priorum
Castalian molli divertitur orbita clivo[4]

Euterpe rezyduje w pustym, lecz porośniętym zaroślami zagłębieniu i spogląda na widoczne stąd miasto, na piękną równinę pełną łąk, pól uprawnych i wiosek, pośród których najlepiej widać Jeżów, Dziwiszów i Strupice, leżące wzdłuż Bobru; oraz Komarno na oddalonym wzgórzu. Również tu jest miejsce na odpoczynek, opatrzone inskrypcją:

Dulciloquis calamos Euterpe flatibus urget[5]

Dalej, na szczycie skały, znajduje się miejsce całkiem niepoetycko nazwane Gibraltarem, albowiem skała wysuwa się nieco poza zbocze góry, a Bóbr widoczny jest po obu jej stronach, jakby z półwyspu. Jednakże nazwa ta odchodzi coraz bardziej w zapomnienie.

Na południowym zachodzie znajduje się stworzona ku czci muzy sztuki tanecznej Terpsychory polanka, w 1795 r. zbudowano na nim ocieniony parkiet taneczny. Miejsce to ma kształt kolisty, pośrodku znajduje się wyłożony deskami plac, wokół stworzono trzy trawiaste stopnie z dziewięcioma siedziskami muz, obok zaś ustawiono tablicę z inskrypcją:

Terpsichore invitat, duc laeta puella choreas[6]

Po bokach znajdują się liczne drewniane ławy, których budowę sfinansowano poprzez zbiórkę pieniędzy, przeprowadzoną przez mieszczanki – miłośniczki przyrody, a z której nadwyżka za ich pozwoleniem przeznaczona może zostać na opłacenie innych założeń.

Dość szeroka, obsadzona młodymi drzewami, niezbyt uczęszczana i z tego powodu częściowo porośnięta trawą droga prowadzi stąd lekkim łukiem przez zarośla aż do drogi jezdnej, prowadzącej od siedziby gracji i łączącej się powyżej zarośli ze ścieżką gracji (przebiegającą równolegle do drogi jezdnej). Można jednak dojść tam bardziej stromą i wąską ścieżynką. Stąd widać miejsce przeznaczone dla Talii, muzy komedii, opatrzone inskrypcją:

Nostra nec erubuit sylvas habitare Thalia[7]

Obok znajduje się kamienna ławka[8] i okrągłe stóły z napisem:

Qui musas amat impares
Ter termos cyathos petet[9].

Widok stąd jest ładniejszy, niż z poprzednich miejsc, albowiem rozciąga się tu szerokie pole uprawne; z prawej widać część Gór Olbrzymich, na wprost zaś niemal całą panoramę  Jeleniej Góry; a obok po lewej Bóbr, łąki, pola i pobliskie góry w pięknym półkolu. W okolicy tej, na zboczu wzgórza, w nadbobrzańskich zaroślach, przebywając tu we wrześniu 1794 roku, malarz Fischer odkrył niezwykłą skałę, nakrytą kamieniem, niczym kapeluszem lub daszkiem, a nazwaną na cześć odkrywcy Fischerstein. Wejść tam jest niełatwo, jednak wysiłek na pewno się opłaci.

Ścieżką obsadzoną młodymi, tworzącymi rodzaj kulisy teatralnej drzewami, przechodzącą dalej w zwykłą drogę, dochodzimy do Melpomeny, muzy tragedii i poezji smutnej. Nad drewnianą ławą, ustawioną w dość ponurej scenerii, widnieje inskrypcja:

Melpomene tragico proclamat moesta boatu[10]

Okolica jest mroczna ze względu na wysokie drzewa; z jednej strony ze stromym, porośniętym dzikim krzewem zboczem; z przeciwnej - ze skalistym, jałowym, porośniętym rzadkimi drzewami pustkowiem.

Gdy jednak wspiąć się po kilku trawiastych stopniach i pójść w prawo obok zagłębienia terenu wzdłuż pól uprawnych, dojść można – przechodząc przez kilka uformowanych przez naturę (i nieregularnych) stopni skalnych – do siedziby Polihymnii, opatrzonej inskrypcją:

Signat cuncta manu, loquitur Polyhymnia gestu[11].

Widok stąd nie oszałamia, jest jednak przyjemny, pomiędzy zalesionymi wzniesieniami widać Bóbr, wsie i góry. Na lewo znajduje się siedziba muzy poezji miłosnej Erato. Jej imię widoczne na drogowskazie zwraca uwagę na miejsce, w którym powstała naturalna altana z przeznaczoną dla 2 osób trawiastą ławą i drewnianym stołem, z napisem:  Qui musas amat &c. Ponadto widnieje tu inskrypcja:

Salve! Erato, dulcis nomen amoris habes[12].

Za tą altaną, za ostrymi skałami, nad budzącą grozę przepaścią nad Bobrem, przedzierającym się przez kamienisko, z której skoczyć mógłby zrozpaczony kochanek, znajdujemy słowa:  Heu dira Erato[13]! Od przodu wiedzie Ścieżka Miłości: wąskie, zacienione gęstymi krzewami przejście, łagodnie schodzące w dół, początkowo ku lewej następnie w prawo, w końcu pod ostrym katem ponownie w lewo, prowadząc przez łąkę do Ścieżki Kobiet – wąziutkiej dróżki na zboczu dziko porośniętej góry, spod którą głośno szumią wody Bóbru. Na jej końcu, przy przepływającym tu strumieniu znajduje się napis:

Czemuż ważysz się upiększać naturę sztuką naśladowczą. Mi podoba się zdziczały las, który sama natura uporządkowała według tajemnych zasad harmonii i piękna.

Po drugiej stronie wąskiego strumienia zaczyna się Droga Poetów, bardziej zadbana, ale nierówna, przy której w wielu miejscach znajdują się miejsca do wypoczynku, ale też postrzępione czeluście i wypiętrzone skały; pośród nich jedna z najpiękniejszych – wysoka skała koło Tesqua. Te zbudowane z wielkich, prostokątnych elementów masywy skalne wznoszą się na wysokość od 60 do 80 stóp; górne części wystają poza te, na których spoczywają, sprawiając wrażenie, że lada chwila runą; a zarazem mają tak regularny kształt, jakby były ciosane na wymiar. Przed nimi natura pozwoliła wyrosnąć 3 drzewom w jednakowej odległości od siebie. Mniejsze skały poniżej i służą jako miejsca wypoczynku tym, którzy dotąd dotarli. Na jednym z drzew umieszczono inskrypcję:
Non eadem miramur;
Nam quae deserta & inhospitia Tesqua
Credis, aemoena vacat mecum qui senit[14].
Ze względu na swą surowość, miejsce to nazwane zostało Tesqua. Wąska ścieżynka, po której wędruje się tu zboczem pod oplecionymi bluszczem bukami oraz jabłoniami, krzewami malin i jeżyn, raz w górę, raz w dół, prowadzi w końcu do pięknego Źródełka Beckera, zwanego dziś Hipokrene. Bije ono ze wzgórza, spomiędzy kilku pęknięć skalnych w porośniętym krzewami miejscu, teraz jednak za sprawą Schönaua zostało skanalizowane, a w miejscu wypływu utworzono trawiaste ławy. Po przeciwnej stronie od dawnych czasów stoi małe palenisko z kilku kamieni, które obecnie odbudowano. Stąd porośnięte trawą schody prowadzą w górę, po drodze są możliwości odpoczynku oraz miła panorama wzgórza Sechsstädterberg (Gapy). Tu kończy się północna część Helikonu; wprawdzie i dalej są pewne założenia, do których idzie się około 8 minut, ale o nich później, albowiem należą one do innej części tej okolicy.

Jeśli pójść przy Erato - zamiast Ścieżką Miłości – bardziej w lewo, wzdłuż pól uprawnych koło krzewów na granicy stoku, natknąć się można na małą tablicę z inskrypcją z Lukrecjusza:

Avia Pieridum peragro loca, nullius ante
Trita solo: juvatque novom decerpere flores,
Insignemque meo capite petere inde coronam,
Unde prius uulli velarint tempora musae[15].

Natomiast opodal, na małym wzniesieniu, znajduje się siedziba Kaliope, poetki wzniosłych pieśni, opatrzone inskrypcją:
Descende coelo & dic aye! Libia
Regina longum Calliope, melos[16].
Stąd rozciąga się piękny widok na całe miasto oraz Kunice, Staniszów, a także ponad licznymi wsiami przepięknej kotliny doliny: na Góry Olbrzymie ze Śnieżką. O kilka kroków stąd, po drugiej stronie drogi jezdnej, przebiega trawiasta ścieżka do ogrodzonej Siedziby Muz, czy Panteonu, gdzie na wzniesieniu pomiędzy świerkami stoi stół z 9 siedziskami dla 9 muz, obok zaś pozostawiono wolne miejsce na świątynię. Na małym pagórku 3 siedziska dla Gracji, natomiast na zachód założony na samym początku plac amfiteatralny. Z Siedzby Muz rozciąga się widok na całe miasto, a ponad nim na półkoliście otoczoną górami Kotlinę Jeleniogórską z jej wsiami, polami uprawnymi i łąkami. 300 kroków dalej na zachód rośnie położony wyżej zagajnik, poświęcony Apollo, gdzie twórca tych miejsc ustawił drewniany trójnóg z napisem:

Ligneum pro tempore te facimus
Si tempora juvant, aureus esto[17].

Jednak okazał się on niezbyt trwały, a strzegący go bóg zbyt słaby: został skradziony pewnej nocy. W miejscu tym powstaje teraz niewielka świątynia, której budowa w roku 1797 osiągnęła wysokość 3 łokci, a w roku 1798 zostanie podwyższona o kolejne 3 i pokryta dachem. Ma 7 metrów długości. Poza funkcją ozdobną ma za zadanie użyczać schronienia tym wędrowcom, których złapie niespodziewany deszcz, co wyprawę tu uczyni wygodniejszą, a przez to również popularniejszą. Widok jest tu prawie tak piękny, jak z Siedziby Muz, choć lekko przesłonięty z lewej strony.

Przez ten gaj i poprzez pole uprawne prowadzi wąska, skręcająca na zachód dróżka, wznosząca się ku szczytowi wzgórza. Tu zamieszkuje Urania, muza wiedzy o niebie. Groteskowa skała ukryta pośród zarośli to jej obserwatorium, zostanie uzupełniona niewielką świątynią. Widać stąd całą kotlinę z wysokimi i niskimi górami, przysłonięte są jedynie Cieplice oraz Chojnik, a a u stóp Helikonu pod tym właśnie wzgórzem przebiega szeroka i ruchliwa droga do Saksonii. Na północny-zachód dostrzec można Siedlęcin, leżący po drugiej stronie Bobru. Siedzibę tej muzy zdobi inskrypcja:

Urania coeli motus serutatur & astra[18].

To w tym miejscu miał stanąć, zgodnie z powszechnym życzeniem, pomnik Fryderyka Wielkiego, wykonany ze śląskiego marmuru. Na razie pozostaje to jedynie pobożnym życzeniem i najpewniej takim pozostanie w przyszłości[19]. Tu też przebiega południowa granica Helikonu. Zachodnią zaś wytyczyć należałoby od Uranii do Hipokrene poprzez zarośla i wzdłuż drogi.
Nie należy więc szukać tu posągów, świątyń i zdobnych, sztucznych ogrodów[20].  Wszystko jest tu naturą, która jedynie przez nasadzenia lub wyrównania dróg została nie tyle upiększona, ile uczyniona bardziej dostępną To ukłon w kierunku miłośników nieskażonej przyrody i antycznej poezji. Wszystko, co tu stworzono wygląda jak na starożytnym, greckim Helikonie, albowiem można znaleźć znaczne podobieństwa między oboma Helikonami. Przy dokładnym, bezstronnym porównaniu – nasz śląski Helikon wypada pod pewnymi względami lepiej od greckiego pierwowzoru. U stóp greckiego leżała mała wioska Askra, tu zaś Kunice i Rosenau. Tam w niewielkiej odległości leżało miasto Thesbia, tutaj: Jelenia Góra, która pod względem położenia, piękna, żywotności i dobrobytu z pewnością może mierzyć się z greckim miastem. Wokół dawnego Helikonu płynęła mała Teremessus: tu Bóbr; tam wypływało słynne źródło Aganippe oraz Hipokrene: u nas źródło Merkela i źródło Beckera; tam jedna strona wzgórza porośnięta była lasem, a druga przeznaczona pod uprawy rolne – jak i u nas; jednak czy z greckiego Helikonu rozciągały się równie piękne widoki, co ze śląskiego?



[1] Od zakonów szpitalnickich i prowadzonego przez jeden z nich przytułku – przyp. tłum.
[2] Gdzie do dziś stoi jeszcze krzyż, a przed laty znajdowała się kaplica św. Wolfganga.
[3] <Klio opiewa czyny i przynosi minione czasy.>
[4] <Miło iść grzbietem gór, gdzie uprzednio na zboczu nigdy nie było drogi muz.>
[5] <Słodkie dźwięki wygrywa Euterpe.>
[6] <Terpsychora zaprasza; wesołe dziewczę niech wiedzie orszak.>
[7] <Nie wstydzi się nasza Talia w lasach zamieszkiwać.>
[8] <Od roku 1795, gdyż stojąca dotychczas, drewniana, została skradziona.>
[9] <Kto kocha muzy nieparzyste niechaj po trzykroć wychyli trzy szklanice.>
[10] <Melpomena wzdycha żałośnie.>
[11] <Polihymnia określa wszystko ręką i mówi gestami.>
[12] <Bądź pozdrowiona! Erato, tyś słodkim imieniem miłości.>
[13] <Ach, okrutna Erato!>
[14] <Nie wszyscy podziwiamy to samo; albowiem co jeden uważa za niezamieszkałą dzicz, ten nazwie pięknem, który odczuwa to samo, co ja.>
[15] <Przemierzam nieprzebyte miejsca muz drogą nigdy nie kroczoną. Jakże miło rwać tu nowe kwiaty i tam pleść wieniec na głowę moją, gdzie muzy nigdy jeszcze wznosiły się ku niczyich skroni.>
[16] <Zstąp z nieba, królowo Kaliope i zagraj pieśń długą na swoim flecie.>
[17] <Uczyniliśmy cię na te czasy z drewna, gdy czasy się zmienią, bądź choćby ze złota.>
[18] <Urania bada ruchy nieba i gwiazd.>
[19] <Któż bowiem jest winny, że wiatry niekorzystne rozwiewają naszych życzeń najpiękniejszą część. Wielands Musariam.>
[20] <Wielu opiewało ten Helikon, choćby w krótkich rapsodiach. Między innymi zasłużony rektor Bauer napisał następujące strofy:
Musarum nullas Helikon habet, ecce! Figura,
Numine nuda vides scamma vacare suo.
Scilicet expectant capias dum Cynthia sedem,
Tu quem usuque tibi ceperis, apta tenes,
Et quamcunque voles lecta tibi cedere sede,
Protinus adstabit laeta ministra tibi.

2.08.2012

Spacer po Helikonie jeleniogórskim

Zaproszenie na spacer krajoznawczy wystosował Tadek Siwek, prezes Towarzystwa Karkonoskiego. Pomysł był taki: zainteresować jak najszerszy krąg “cośmogących” w naszym mieście koncepcją ograniczonej rewitalizacji byłego założenia parkowo-krajobrazowego na wzgórzach Siodło (Rymarz) i Krzyżyna Góra, znanego pod nazwą Helikon. W zaproszeniu zaś: Trasę o średnim stopniu trudności od 1,5-2 godzin marszu poprowadzi pasjonat Jeleniogórskich Archiwaliów Pan Eugeniusz Gronostaj. W spotkaniu uczestniczyć naszym zdaniem powinny osoby od początku zainteresowane i wspierające odbudowę tradycyjnych walorów turystycznych Jeleniej Góry i Powiatu. […] Do wszystkich wysłaliśmy zawiadomienia. Celem wyprawy jest zapoznanie Włodarzy Jeleniej Góry z tradycjami uprawiania turystyki z oczekiwanym efektem w postaci przyciągnięcia ruchu turystycznego.

O Helikonie we wstępie do Kroniki miasta Jelenia Góra pisał J. D. Hensel: “Zarówno w mieście jak i na jego przedmieściach wybudowano wiele nowych domów z dobrym gustem; wokół miasta, na Hausbergu (dzisiejszym Wzgórzu Krzywoustego) i Helikonie powstały nowe urządzenia dla ogólnej, a nawet duchowej rozrywki”. Bardzo dużo o tym, niegdyś najpewniej przepięknym miejscu, pisał w swojej Kronice Johann Karl Herbst, więc poniżej przytoczę długaśny fragment z tej Kroniki, którą miałem honor tłumaczyć. 

Dzisiaj po pięknych, lecz podupadłych zupełnie jeszcze w czasach niemieckich, lub zatartych przez bujną tutaj  florę nie ma w zasadzie śladu: ot drzewo (Dąb Królewski), resztki platformy widokowej (z osią widokową zasłoniętą przez dość młode, 50-letnie drzewa), powykrzywiane granitowe słupki-drogowskazy z wykutymi nazwami ścieżek lub celów, do których prowadzą. 

Rozmowy z Marcinem Zawiłą, z obecną również na wycieczce panią Agnieszką Łętkowską, zastępczynią dyrektora Dolnośląskiego Związku Parków Krajobrazowych, z wszechwiedzącym Eugeniuszem Gronostajem napawają mnie umiarkowanym, realizmem przepojonym optymizmem: wydaje mi się, że odtworzenie w ograniczonym zakresie szlaków spacerowych z dojściami do (wyremontowanych i zabezpieczonych) punktów widokowych, odsłonięcie osi widokowych z nich się rozciągających jest możliwe. Z taką koncepcją zresztą zgadza się prezydent miasta: na rewitalizację założenia w kształcie takim, w jakim burmistrz Schönau zaplanował i zrealizował je w XIX w. nie ma dobrego czasu. Od siebie dodam: nie ma również takiej potrzeby. Mierzmy siły na zamiary, a zamierzenia dostosujmy do rzeczywistości.


Kilka zdjęć ze spaceru, a pod nimi obszerny fragment z “Kroniki Miasta Jelenia Góra na Śląsku – do roku 1847” autorstwa Johanna Karla Herbsta.
Eugeniusz w swoim żywiole: nareszcie pokaże Marcinowi Zawile prawdziwą Jelenią Górę...!
Na resztkach jednej z platform widokowych...
...prezydent musiał odpowiadać na pytania "reżimowej" telewizji.
Pani Agnieszka Łętkowska (dyrektor DZPK) byłaby skłonna zaangażować się
w realizację naszych planów
Jeden z nielicznych "otwartych" widoków z Helikonu
Marcin Biegający... forma fizyczna prezydenta znakomita!
Po spacerze (pies oczywiście był ze mną!) Froda z lubością chłodziła się w Bobrze


Z Kroniki Miasta Jelenia Góra na Śląsku – do roku 1847 autorstwa Johanna Karla Herbsta.
Schönau (burmistrz):
Niestety założenie parkowe w pobliżu Helikonu uległo dewastacji. Większość swoich przedsięwzięć (burmistrz Schönau) realizował na własny koszt, zachęcając innych do inwestowania w nie. Po wspaniałym i spełnionym życiu zmarł zagadkową śmiercią w roku 1802 w topieli Bobru.

Helikon 

Bezpośrednio obok Hausberg (Wzgórza Krzywoustego) prowadzi droga w górę na polanę, na której pośród rzadkich drzew stoi wybudowana w greckim stylu świątynia. Wzgórze to nazywa się Helikon, roztacza się z niego jeszcze piękniejszy widok, niż z Hausberg. Gdy niezmordowany Schönau zakończył prace na Wzgórzu Kościuszki, zbudował prowadzącą tu drogę i – ponownie na własny koszt – rozpoczął przeistaczanie tutejszego lasu w gaj muz. Tu znalazły swoje miejsce wszystkie muzy; był to prawdziwy świat w miniaturze, albowiem znalazło się tu miejsce i dla Elizjum i dla Tartaru ze swoim Cerberem. Niezliczone łacińskie inskrypcje oznaczały każde miejsce, wszystkie jednak znikły, nie ma już śladu po wspaniałych założeniach parkowych. Jeden z tych napisów zasługuje jednak na wspomnienie, nie odnosi się on do mitologicznych fantazji, lecz przypomina mieszkańcom Jeleniej Góry o nich samych i o wielkim dobru, jakim mogą się cieszyć – i czyż nie byłoby to wspaniałym mottem kroniki?! Brzmi on:

O fortunatis nimium, sua si bona norint, 

Hirschbergae cives!

Dokładny opis tej niegdysiejszej siedziby muz znajduje się w kronice Hensela* na 22 stronach. W miejscu, gdzie niegdyś stał Panteon postanowiono wznieść z śląskiego marmuru pomnik Fryderyka Wielkiego na koniu. Plan ten nie został zrealizowany, jednak ówczesny radca wojenny i rolny Geier wybudował tu wspomnianą świątynię i opatrzył ją na frontonie następującą inskrypcją: 

FRYDERYKOWI NAJWIĘKSZEMU 

Wewnątrz znajduje się sześcian z napisem: Niech mu będą dzięki. Całość została silnie zębem czasu i zniszczona przez wandali. W roku 1840 wdowa po fundatorze przekazała świątynię miastu, które przeprowadziło remont do stanu, w jakim znajduje się ona po dziś dzień. Z pewnością miejsce to zasługuje na wyróżnienie, albowiem widok stąd na kotlinę jest jednym z najpiękniejszych i najpełniejszych.  
Kilkaset kroków dalej za Helikonem na zachód, w niewielkim gaju znajduje się niewielka świątynia poświęconą Apollu, którego imię przypomina jeszcze czasy, gdy okolica ta poświęcona była Apollu i muzom. 


Siodło

Idąc dalej drogą pomiędzy Kapliczną a Wzgórzem Kościuszki dochodzi się do Bobru i Cudownego Źródełka, toczącego świeżą i czystą wodę (Schönau nazwał je Aganippe). Stroma góra po lewej stronie Bobru nazywa się Sattler (Siodło). W tych czasach, gdy Jelenia Góra pozbawiona byłą jakichkolwiek miejsc rozrywek i publicznych promenad, gdy nie myślano nawet o Kavalierberg i Helikonie, okolica ta nawiedzana była przez miłośników natury często, zbudowano tu nawet publicznie dostępne miejsce do gotowania. Sposób, w jaki wówczas się bawiono, opisuje doskonale ówczesny konrektor Daniel Stoppe we wstępie do swoich wierszy pod tytułem „Parnas im Sattler” (Parnas na Siodle), gdzie czytamy: „Przy pięknej pogodzie spotkać można niekiedy trzecią część tutejszych mieszkańców w tym górzystym lesie. Tu rozłożyło się niewielkie towarzystwo dwóch, trzech, może czterech osób, przy niewielkim ognisku podsycanym świeżymi szyszkami; w innym miejscu siedzą inni przy podobnym ognisku. Wszędzie widać unoszący się pomiędzy strzelistymi świerkami dym. Od czasu do czasu spotyka się miłych ludzi i dobrych przyjaciół, z którymi wśród zieleni można wypalić fajkę tytoniu. Obcy, który po raz pierwszy tu przybędzie, winien traktować Siodło jak publiczną kawiarnie, w której wykształceni i niewykształceni spotykają się w łączących się i rozchodzących grupach i już to siedząc pod dającymi cień drzewami, już to spacerując wzdłuż zielonego brzegu rzeki, rozmawiają ze sobą i żartują. Gdy ktoś jednak woli samotność, znajdzie tu dość miejsca, by w spokoju oddać się własnym rozmyślaniom. Ta wesoła okolica ma w sobie niezwykły czar. Szczególne wrażenie robi szum przepływającej w głębi rzeki. Wyżej zasłuchać się można w przepiękny śpiew ptaków leśnych, które niczym latające flety dźwięczą w całym lesie. Tu można zaczerpnąć świeżego powietrza, niezbędnego poezji. Gdy mam oto recytować nowe wiersze, a brak mi ku temu ochoty, mogę jedynie przyjść tu, a wówczas wszystko udaje się jak po maśle”. Owe rozrywki na Siodle musiały ustąpić pola o wiele wygodniejszym miejscom na Hausberg i Kavalierberg. Ciągle jeszcze jednak okolica ta jest licznie odwiedzana, albowiem droga tu prowadzi przez wcięty pomiędzy wysokie wzniesienia wąwóz, którym Bóbr toruje sobie swoją drogę pośród licznych skał. O wiele przyjemniejsza byłaby to ścieżka, gdyby nie wiodła przez większą część lasem, lecz prowadziła bezpośrednio wzdłuż rzeki. Dolinę Bobru zamyka zespół groźnych skał, przez które przepływa Bóbr, by zniknąć po lewej za ostatnią z nich. Miejsce to zwane było w poetyckich czasach Elizjum, jednak teraz powrócono do starej nazwy Weltende [Koniec Świata].


*Tekst wspomnianego Hensela zamieszczę w osobnym wpisie - przyp. aut. 

29.07.2012

Nowe możliwości blogowe

Nie korzystałem nigdy z zewnętrznych aplikacji, by umieszczać tu wpisy. Nowy system operacyjny, który nabyłem (z sercem ciężkim, ale – po kupnie – z lekkim portfelem) i zainstalowałem taką możliwość oferuje. Nie wiem, czy będę stale korzystał z owego "Windows Live Writera”, warto jednak przeprowadzić próbę. Wprawdzie na jakość (albo jej brak) wpisów nie ma ów programik żadnego wpływu, ale może będzie stanowił jakieś ułatwienie…?

Proszę traktować wpis niniejszy z pobłażaniem; jest jedynie testem nowych, wspaniałych możliwości… Oj, to się rozpędziłem!

25.07.2012

Plakatowo - Festiwalowo - Rozdwojeniowo

Oczywiście o skoordynowaniu terminów nie pomyślał nikt. Tak więc 11.i 12. VIII trzeba będzie z ciężkim sercem wybierać. Banda debili organizacyjnych...

Strona z programem (nie linkuję do miasta za debilizm wyżej wspomniany):

Strona z programem (debilizm koordynacyjny wyżej wspomniany wcale nie mniejszy): Cygańska Wyspa

7.07.2012

Szklarska Poręba: szklane sny i rocznica linii kolejowej


Niemal cały dzień wczorajszy spędziłem w Szklarskiej Porębie (w Średniej i Górnej). Bazę główną zainstalowałem w najukochańszym muzeum świata (mi znanego, muzealnego), w Domu Carla i Gerharta Hauptmannów. Wizyta wcale nie była czysto towarzyska, a wszyscy merytoryczni pracownicy (tłum ich: sztuk dwie!) w obliczu nawału pracy (to naprawdę nie kpina) związanej z wernisażem, wielkimi projektami realizowanymi wspólnie z miastem i partnerami zagranicznymi i mniejszymi, acz nie mniej istotnymi wydarzeniami wokółmuzealnymi (o których niebawem) Bożena i Przemek nie mieli nawet czasu, by przysiąść...
Przed wernisażem wybrałem się więc na dworzec kolejowy w Szklarskiej Porębie Górnej: tam pierwszy dzień uroczystych obchodów 110-lecia Kolei Izerskiej (skręca mnie, gdy tą nazwą określać muszę linię kolejową oznaczoną numerem 311). Wprawdzie najważniejsze wydarzenia odbędą się w sobotę i niedzielę, ja niestety muszę ograniczyć się do krótkiej fotorelacji z piątku (6.VII.2012). 

Nie tylko święto szlaku 311, ale także Święto Kolei Dolnośląskiej
Dworzec kolejowy Szklarska Poręba Górna i plac, na którym odbywać się będzie festyn
Piękna wystawa warszawskiego Muzeum Kolejnictwa w budynku dworca
Od strony peronów
Widok w kierunku jazdy do Jakuszyc i Harrachova
[aktualizacja: warto przeczytać także: 110 lat Kolei Izerskiej]


No, a później powlokłem się pieszo z powrotem do Hauptmannów. Niełatwy to spacer z ciągle dającą o sobie znać dolegliwością nerwu kulszowego, w każdym razie po przyjściu do muzeum miałem troszkę dość.

Ale warto było!
Na wernisażu zjawili się artyści, miejscy rajcowie z burmistrzem Grzegorzem Sokolińskim; zabraknąć nie mogło kuratora festiwalu E-Glass 2012 i sztukmistrza szklanego, dra Mariusza Łabińskiego; słowem wstępnym uraczyła nas także małżonka prezydenta miasta Jelenia Góra, pełniąca funkcję dyrektora Muzeum Karkonoskiego.
No i te cuda szklane... Okrutnie trudno je fotografować, szczególnie amatorowi takiemu, jak ja. Starałem się z całych sił, proszę mi wierzyć. Jednak prawdziwą urodę tych szkieł trzeba poznać "na żywo", więc namawiam do wizyty w Domu Carla i Gerharta Hauptmannów.
Przed wernisażem: ostatnie intensywne przygotowania (Bożena Danielska i Przemysław Wiater)
Część oficjalna: otwarcie wernisażu
Przed Muzeum - Domem Carla i Gerharta Hauptmannów: artyści czescy i polscy









Poczęstunek dla Gości wernisażu

4.07.2012

Dzwon z Kowar w Emsdetten (Ahlintel) - ciąg dalszy

W styczniu to było, niemal pół roku temu, gdy z panem burmistrzem Kowar, Mirkiem Góreckim, pojechaliśmy do Emsdetten, by obejrzeć dzwon w kościele św. Konrada w dzielnicy Ahlintel (pisałem o tym tu: Dzwon z Kowar w Emsdetten - historia przemieszczania).
Po powrocie, wobec wielu pytań, na które brakowało jakiejkolwiek rozsądnej odpowiedzi, wystosowałem pismo do archiwum Biskupstwa w Monastyrze (Münster), ale zapadła cisza. Ponieważ ani Burmistrz, ani ja nie liczyliśmy na wiele, o sprawie odrobinę zapomnieliśmy.
Jakieś 2 tygodnie temu zadzwonił Mirek, prosząc, bym podał mu adres do Biskupstwa Monastyrskiego, bo spotkać się miał z naszym biskupem legnickim i chciał poprosić go o pomoc. Postanowiłem więc ponowić pismo do biskupstwa w Münster... i oto dzisiaj niespodziewanie nadeszła odpowiedź. Pozwolę sobie przytoczyć jej fragment (pomijając formułki grzecznościowe i marginalia): 
W księdze księży Biskupstwa Münster z 1974 r. na temat wspomnianego przez Pana księdza znajdujemy:
Haunschild, Wilhelm, ksiądz archidiecezji wrocławskiej (Erzdiözese Breslau),
- ur. 1 lutego 1891 w Leobschütz (Głubczyce)
- święcenia kapłańskie 10. czerwca 1917 r.
- 1917: posługa w kaplicy zamkowej w Hermsdorf k./ Glogau (Jerzmanowa k. Głogowa)
- 1918: kapłan w Reichenbach i Eule (Dzierżoniów w G. Sowich - tu błąd w kartotece, albowiem nie powinno być "und Eule", lecz "unter der Eule" - pod Wielką Sową)
- 1921: kapłan w Nysie, kośc. św. Jakuba
- 1925: prefekt w arcybiskupim konwencie gimnazjalnym  w Nysie i nauczyciel religii w tamtejszym gimnazjum
- 1930: proboszcz w Schmiedeberg im Riesengebirge (Kowary)
- 1946: nauczyciel religii w szkole realnej i zawodowej w Gronau i duszpasterz w tamtejszym szpitalu
- 1949: duszpasterz w Ahlintel
- 1968: duszpasterz w stanie spoczynku w Ahlintel.
Wilhelm Haunschild zmarł 19 maja 1982 r.
Do maila załączona była fiszka osobowa z archiwum, która poniżej.
O historii kowarskiego dzwonu autor maila nic nie potrafił powiedzieć, ale podał mi namiary na panią doktor Fleck, która być może wiedzieć będzie więcej. No, to będziemy pisać...

2.07.2012

Pożegnanie z Koko...

Dzisiaj przed południem  ruszamy do Wrocławia. Koko spędziła swoją ostatnią noc w Jeleniej Górze, wprawdzie nie w swoim pudełku (śpi z nami w łóżku), ale już rankiem, gdy zasiadłem przy monitorze, wdrapała się po mojej nodze na krzesło, hycnęła na stół, zjadła pierwsze przedśniadanie i wlazła do pudełka. Po chwili spała snem sprawiedliwej...


Była z nami przez tydzień z okładem. Od początku wiedzieliśmy, że musimy ją oddać, koniecznie do Domu Dobrego (Dom zły w rachubę nie wchodził). I pomimo tej świadomości i takiej decyzji, rozstanie wcale nie przychodzi nam łatwo. Jednak rozum musi przeważyć nad uczuciem, a nowy adres zamieszkania pięknej Koko nie mógłby być lepszy...

To już najpewniej ostatni kokowy wpis na blogu (być może spłynie w przyszłości jeszcze jakieś zdjęcie z Nowego Domu panny Koko, to zamieszczę). 

Niech Ci się, mała Koko, powodzi (to słowo ma we Wrocławiu dość złowieszcze drugie dno), niech Ci się muzealni, niech Ci ludzie będą przyjaciółmi. I nie daj się zrobić eksponatem - nawet za cenę Whiskasa...!

1.07.2012

Koko-Story with happy end

Koko przemieszkała u nas 8 dni. Ukradła nam po kawałku serca (Frodzie chyba również). Pozostawiła ślady trwałe i takie, które się zagoją: choćby zadrapania na rekach i nogach. Ożywiła nasz dom, wniosła doń kocia energię i sporą porcję kociego humoru. A w poniedziałek nadejdzie czas rozstania: Koko znad Strumienia Jelnia wyjeżdża do Wrocławia, do Pałacu Królewskiego. Tam będzie jej nowy dom, na stałe. Czyż nie jest to awans społeczny równy opisywanemu w bajce o Kopciuszku?!

Napisał ktoś na Fejsbuku, że nie jesteśmy w stanie uratować życia wszystkim bezdomnym (porzuconym) zwierzętom. To prawda. Ale prawdą jest, że dla każdego uratowanego, przygarniętego zwierzaka zaczyna się nowe życie. Taka... druga szansa. I mam wrażenie, że te zwierzaki to czują. I odwdzięczają się swoim ratownikom miłością, oddaniem, zabawą, radością... OK, być może opisuję coś, co chciałbym widzieć. A jednak...


Koko w pudełku sypialnianym





Koko - nieustraszona prowokatorka, w misce Frody.
Tu się śpi najlepiej
Modelka...
Przyjaciółki
Koko na Picasa

Flagi

free counters