15.11.2010

Wybory samorządowe - Portal Jelonka.com brzydko się chwyta

Do wyborów mniej niż tydzień, więc kręci się kampanijny młyn pełną parą. Kandydaci dyskutują, walczą, faulują się; w mieście nieomal z każdego słupa ogłoszeniowego spoglądają na nas bardziej lub mniej zatroskanym, matczynym/ojcowskim wzrokiem. Normalna, kampanijna codzienność.
A jednak nie wszystko - jak mi się wydaje - mieści się w przyjętych normach. Oto w staczającym się ostatnio coraz bardziej Portalu Jelonka.com (pod względem językowym, jakości informacji i doboru tematów), na tydzień przed dniem wyborów samorządowych ukazuje się... tekst sponsorowany n/t przyznania Jurkowi Pokojowi dofinansowania w wysokości prawie 1,5 mln złotych. 




W tekście zaś zarzut: "Dobrze jednak jak ma się przyjaciół, którzy chętnie oddadzą ci przysługę i załatwią kasę. A zwłaszcza, jeśli są to środki publiczne. Skąd wziąć takich druhów? Wystarczy być w Platformie Obywatelskiej" [...] "Pomógł mu (Jerzemu Pokojowi - przyp. mój) pan Jerzy Łużniak, który jest wiceprzewodniczącym sejmiku, a prywatnie przyjacielem naszego Kowboja. To on mianował ekspertów do niezależnej sejmikowej komisji przyznającej dofinansowania. Prawnych przeciwwskazań oczywiście nie ma, ale niesmak pozostaje". 
Nie wnikam tu w merytoryczność zarzutu, chociaż wielokrotnie i Jurek Pokój i pan Łużniak tłumaczyli już zasadę przyznawania dotacji unijnych. Podejrzenie kolesiostwa może jednak powstawać - to prawda. Ani ze mnie wielki zwolennik "polityka" Jurka Pokoja (którego wszak bardzo wysoko cenię za działalność GOPR-owską), ani sympatyk dupowatego ex-wiceprezydenta miasta, pana Łużniaka, dla świętego spokoju radziłbym obu panom upublicznienie wszelkich dokumentów i procedur, związanych z przebiegiem przyznawania wysokiej dotacji. Bardziej zniesmaczyło mnie jednak postępowanie portalu Jelonka.com. Podawanie zamiast autora/inspiratora przedmiotowej notatki wizytówki "tekst sponsorowany" to brzydka, brudna gra w anonimowe donosy. Czyżby sponsor był na tyle hojny, że opłacił pensyjkę piszącej najczęściej idiotyzmy i to z reguły fatalną polszczyzną Angeli? A może nowy rower naczelnego redaktora Konrada Przezdzięka? Czy to dostateczny argument, by ukrywać tożsamość sponsora? A może należy podejrzewać polityczne kolesiostwo portalu Jelonka.com z przeciwnikami Jurka Pokoja? Nie wiem, ale poczułem się mocno zniesmaczony taką formą agitki wyborczej.
Pełny tekst sponsorowany TUTAJ. (aktualizacja: link nie działa - tzw. 'redakcja' została wyrokiem sądu zmuszona do zdjęcia go z portalu)


Aktualizacja z 18 listopada 2010 r.:
Po przegranej sprawie sądowej "w trybie wyborczym" portal (a właściwie tuba wyborcza Marconiego i kolesiów) Jelonka.com zmuszony został do zamieszczenia następującego tekstu:
Wydawca i redaktor naczelny portalu internetowego Jelonka.com przepraszają panów Jerzego Łużniaka i Jerzego Pokoja za zamieszczenie w dniu 14 listopada 2010 roku tekstu sponsorowanego pt. „Jak dostać 1.495.431, 88 złotych od przyjaciela?” i oświadczają, że zawarte w nim stwierdzenia są kłamliwe, zniesławiające i naruszające dobra osobiste Jerzego Łużniaka i Jerzego Pokoja.
Cóż... wiarygodności "Jelonki" to już nie przywróci, a szkoda. Zaprzepaszczono jednym, nieprzemyślanym tekstem całe lata budowania pozycji jednego z największych portali internetowych (oraz poniedziałkowej niby-gazety) w Jeleniej Górze. Tym bardziej, że dzisiaj ukazał się kolejny mocno podejrzany tekst, a właściwie sondaż, przeprowadzony przez nikomu nieznany Instytut Badań Społecznych (strona internetowa TUTAJ), który - jak z owej strony wynika - zajmował się dotychczas wyłącznie zbadaniem 500 osób pod kątem szczepienia na grypę. Ktoś w Jelonce.com traci głowę i wykonuje ruchy niezborne. Choroba przedwyborcza? Należało więc raczej zapytać wspomniany instytut jak to leczyć...
I jeszcze link do wrocławskiej "Wyborczej".

10.11.2010

Jutro Dzień Niepodległości, dzisiaj "święto" Kitu Założycielskiego PiS

...a pogoda nieomal wrześniowa. Po porannych mgłach, żwawo przemieszczających się z głębi Kotliny Jeleniogórskiej ku Górom Kaczawskim rozpogodziło się wspaniale: nieboskłon aż razi błękitem. Wczesne mgiełki na skraju Góry Szybowcowej tworzyły nieziemski nastrój...

9.11.2010

Sejmik wojewódzki zDolnego Śląska: jak hartuje się nepotyzm

Mocny, niezwykle krytyczny artykuł o Sejmiku Dolnośląskim i kulisach kolesiostwa, układówki i zwykłego, tak kochanego przez wszystkie polskie (de)formacje polityczne nepotyzmu. Tym bardziej warto zastanowić się, kogo poprzeć w nadchodzących wyborach samorządowych. 

("Taki marszałek, jakie sejmiki"; Michał Kokot; Gazeta Wyborcza, dodatek wrocławski)
Czas władzy marszałka Łapińskiego to pełen konfliktów i politycznego handlu stanowiskami sejmik, ale także bardzo dobre wykorzystanie unijnych dotacji
Andrzej Łoś, były marszałek sejmiku, doskonale przypomina sobie, jak przyszedł do niego Zbigniew Chlebowski z prośbą o znalezienie pracy dla swojego zięcia. - Nie tylko on, wtedy przychodziły do mnie całe tabuny lokalnych polityków z takimi żądaniami. Czasami musiałem, niestety, ulec, dlatego zięć Chlebowskiego, Robert Jagła, dostał stanowisko dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Wałbrzychu.
Łoś twierdzi, że głównym powodem odwołania go z funkcji marszałka wiosną 2008 roku przez własną partię było nieuleganie partyjnym działaczom, którzy przyprowadzali kolejnych kolegów z żądaniem ich zatrudnienia. - W pewnym momencie przybrało to taką skalę, że jeden z polityków przyprowadzając znajomego do urzędu, powiedział, żeby go zatrudnić, bo właśnie obchodzi 50. urodziny.
Gdy Łoś został odwołany z funkcji marszałka, a za nim wyszło jeszcze trzech radnych PO, partia zaczęła kupować poparcie wśród radnych opozycji. Marek Dyduch z SLD w nagrodę za poparcie koalicji został członkiem rady nadzorczej w Walcowni Metali Nieżelaznych w Gliwicach koncernu KGHM. Elżbieta Zakrzewska, inna radna lewicy, została dyrektorem szpitala MSWiA w Jeleniej Górze. Wątpliwości radnego PO Erica Aliry, który nie był do końca przekonany, czy poprzeć nowego marszałka, rozwiały się z chwilą, gdy dostał pracę w klubie sportowym Zagłębie Lubin (też KGHM).
Dzielenie stanowisk dla opozycyjnych radnych czasami przybierało wręcz kuriozalny charakter. Julian Golak, który z PiS przeszedł do PO, został członkiem rady nadzorczej spółki Avista Media (znowu KGHM). Prawdopodobnie poza nazwą spółki, którą miał nadzorować, nic więcej o niej nie wiedział. Opowiadając o swoich kompetencjach, tłumaczył "Gazecie", że zna się na jej działalności, bo jest członkiem stowarzyszenia, które wydaje gazetę regionalną. Tyle że Avista Media z mediami nic wspólnego nie ma. Zajmuje się bowiem obsługą konsultancką firm. Radny Golak, który twierdził, że wygrał konkurs na to stanowisko, nawet nie potrudził się, by sprawdzić profil spółki choćby na stronie internetowej.
***
Następca Łosia, Marek Łapiński, nie miał ani takiego doświadczenia samorządowego jak poprzednik, ani charyzmy, ani determinacji w forsowaniu własnych decyzji personalnych. Nie protestował więc, gdy partia instalowała w jego urzędzie i instytucjach mu podległym działaczy i znajomych królika. Gdy media pisały o kolejnych politykach pojawiających się na marszałkowskich posadach obrał wątpliwą taktykę: twierdził, że to nie jego sprawa, a rad nadzorczych spółek. To tylko wzmocniło przekonanie o tym, jak słaba jest jego pozycja polityczna.
Na jednej z pierwszych sesji po wyborze na marszałka Łapiński przedstawił sejmikowi efektowną prezentację multimedialną, która miała tłumaczyć jego strategię na kolejne dwa lata rządów. Wiele było w niej świecidełek, niewiele konkretów. Łapiński tłumaczył, że razem z opozycją chce kreować politykę regionalną i drzwi jego gabinetu będą dla niej zawsze otwarte.
Skończyło się na słowach. W rzeczywistości koalicja Platformy z PSL przegłosowywała, co chciała. Opozycja składająca się z klubu PiS oraz klubu Dolny Śląsk XXI (Andrzej Łoś i byli radni PO) piekliła się, że nie jest w ogóle dopuszczana do głosu. Wbrew początkowym deklaracjom Łapińskiego na sesjach sejmiku nie było merytorycznych dyskusji o polityce regionalnej. Debaty ograniczyły się do połajanek ze strony zarządu województwa pod adresem opozycyjnego klubu z byłym marszałkiem Andrzejem Łosiem na czele. Chodziło głównie o to, że Łoś pozostawił po sobie puste szuflady, a nowy marszałek musiał zakasać rękawy, żeby naprawić błędy poprzednika. Ale w rzeczywistości sam niewiele robił. Sztandarowy projekt Platformy, czyli budowa Dolnośląskiej Sieci Szerokopasmowej, mającej opleść całe województwo szybkim łączem internetowym, jest spóźniony o kilka lat. Przez ponad rok w urzędzie trzymano dyrektora, który był za niego odpowiedzialny, ale nie robił nic.
***
Obydwu opozycyjnym klubom: PiS-owi i Dolnemu Śląskowi XXI można również wiele zarzucić. Dolny Śląsk XXI na początku kadencji Łapińskiego deklarował, że będzie konstruktywną opozycją. Nic z tego nie wyszło. Skończyło się na słownych pyskówkach, w których celował zwłaszcza radny Dariusz Stasiak. Jego styl działania charakteryzuje sesja omawiająca Wieloletni Plan Inwestycyjny, na której jak zwykle kpił z Łapińskiego: - Jak patrzę na twarz pana marszałka, to nie wiem, dlaczego on ciągle jest uśmiechnięty. Być może naprawdę wierzy w tę Wieloletnią Plajtę Inwestycyjną.
Sala rechotała. Ale to było wszystko. Zero rzeczowej krytyki.
Platforma nie pozostawała dłużna. Gdy opozycja zażądała przedstawienia planu pokazującego, jak marszałek radzi sobie z kryzysem gospodarczym, to Jarosław Charłampowicz (szef klubu PO) dobrze zadbał o to, by takie głupie pomysły jej już więcej do głowy nie przychodziły. Przysłał na sejmik dyrektorów wszystkich departamentów, którzy drobiazgowo przedstawiali działalność podległych im jednostek. Przez to sesja trwała do czwartej nad ranem. Charłampowicz dał popalić wszystkim.
To, że to nie Łapiński będzie rządzić województwem, lecz jego polityczni mocodawcy, było jasne od początku jego kadencji. Na starcie Łapiński ogłosił, że załatwił grunty od Ministerstwa Obrony Narodowej pod rozbudowę wrocławskiego lotniska. W rzeczywistości resort przekazywał je po kolei poszczególnym samorządom. Ale wówczas Platformie zależało na tym, by załatać dziurę po Łosiu i pokazać, że jego następca jest co najmniej równie kompetentny.
W kolejnych miesiącach, gdy między Platformą a prezydentem Wrocławia rozgorzała wojna, partyjna centrala wikłała Łapińskiego w coraz to nowe konflikty z Rafałem Dutkiewiczem. W grudniu 2008 roku Łapiński zażądał dofinansowania przez miasto wschodniej obwodnicy Wrocławia. Marszałek doskonale wiedział, że miasto na ten cel nie przewiduje żadnej kasy, bo to była inwestycja marszałkowska.
Najnowszym punktem sporu jest kwestia połączenia kolejowego do wrocławskiego lotniska. Lotnisko wyłożyło nawet pieniądze na budowę podziemnego zejścia na peron. Pieniądze prawdopodobnie zostały zmarnowane, bo peron pozostanie pusty. Polskie Linie Kolejowe odmówiły bowiem budowy tego odcinka, twierdząc, że nie ma pieniędzy na jego sfinansowanie. Łapiński, który jeszcze kilka tygodni temu ciosał kołki na głowach władz PLK, dzisiaj głównego winowajcy nieudanej inwestycji upatruje w mieście, które to miało nie dogadać się ze spółką.
***
Egzotyczna koalicja radnych w sejmiku, popierająca zarząd Łapińskiego, zawsze była krucha. Dlatego w pewnym momencie kaperowano do niej kogo się dało. Nawet Józefa Pawlaka i Grzegorza Skibę, którzy wcześniej byli członkami Samoobrony. Skiba po partii Leppera wstąpił do Dolnego Śląska XXI i wtedy Platforma kpiła, że to "klub Samoobrony". Natychmiast przestała się krzywić, jak ten sam Skiba zapewnił jej większość.
W rzeczywistości bowiem dla dolnośląskiej Platformy kwestie moralne są zupełnie drugorzędne. Tadeusz Drab, wicemarszałek i prezes dolnośląskiego PSL, został skazany prawomocnym wyrokiem za składanie fałszywych zeznań. Nie poinformował o tym marszałka. Sprawa wyszła na jaw, dopiero gdy napisała o tym "Gazeta". Drab długo ociągał się z ustąpieniem ze stanowiska. Gdy to wreszcie zrobił, Łapiński zgotował mu królewskie pożegnanie. Rozpromieniony mówił do Draba na sali sejmiku: "Otoczyłeś nas ojcowskim ramieniem, pokazując czyhające w samorządzie zagrożenia. Dziś odchodzisz z podniesionym czołem".
Niewątpliwym sukcesem Marka Łapińskiego jest sprawne wykorzystanie środków unijnych. Pod tym względem Dolny Śląsk wypada jako jedno z lepszych województw w kraju. Jest już pewne, że dzięki temu otrzymamy dodatkowe środki z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego. Ale być może sukces wynika stąd, że departamentem, który jest w urzędzie marszałkowskim za to odpowiedzialny, kierują nie politycy, ale od lat sprawdzeni urzędnicy.
Dlatego właśnie tak odstręcza mnie partyjniactwo kandydatów na radnych i burmistrzów miast i gmin. Bo wiem, że ani Zawiła, ani Machałek czy Urbański nie obronią się przed "siłą perswazji" swoich ugrupowań politycznych i będą zatrudniać żony/mężów, siostry/braci, córki/synów i innych pociotków swoich partyjnych kumpli. Dla dobra społeczeństwa oczywiście! Jako, że przykład idzie od góry - z pewnością zauważyliście, jak niezwykle  profesjonalnym ministrem spraw zagranicznych stał się pan Radosław Sikorski (droga przez polityczną scenę niemal tak bogata, jak Rycha Czarneckiego - szmaty od wszystkiego), od kiedy w jego resorcie pracuje niejaka May'a, córeczka jego kumpla z Londynu, Jana Vincenta-Rostowskiego.
Z drugiej strony realia są takie, że kandydat bezpartyjny czy niepartyjny nie ma szans na wbicie się w sparaliżowany układami urząd nadrzędny: czy to będzie szczebel powiatowy, czy wojewódzki, o centralnym nie wspominając. I co - znów wybór mniejszego zła?

Wybory samorządowe - (bardzo) Zawiły program dla Jeleniej Góry

Objawił nam Marcin Zawiła, kandydat na urząd Prezydenta Jeleniej Góry, swój program. Poczytać można na stronie kandydata oraz poniżej, w Youpublisher poprzez kliknięcie w obrazek.
Program_Zawily_PO
Pozwolę sobie na kilka uwag, bom przecież deklarował, że skłaniam się do "zakrzyżykowania" Marcina w "akcie wyborczym", aczkolwiek - nie bezwarunkowo.
Już w pierwszym zdaniu widzę pewną nieścisłość: otóż wydaje mi się, że w dobiegającej końca kadencji Jelenia Góra zaprawdę bardzo mocno (za mocno nawet) skorzystała z funduszy europejskich; kwotę różnych dofinansowań Obrębalski określa na pół miliarda złotych. Zapomina Marcin, że co innego jest DOSTAĆ dofinansowanie, a co innego ZREALIZOWAĆ dofinansowywany projekt. By wydać mądrze pieniądze, nie starczy 4-letniej kadencji, wiele projektów trwa dłużej, a na skutek ciągłego wrogiego naszemu miastu przeciągania liny między Urzędem Marszałkowskim (Łużniak, Pokój) a Urzędem Prezydenta (Obrębama) i skomplikowanych procedur przyznawania dofinansowań, cała procedura się jeszcze wydłuża.
Także w akapicie II propaganda gołosłowna aż się ulewa: Jelenia Góra NIGDY nie będzie dolnośląskim liderem „w pozyskiwaniu środków z Unii Europejskiej oraz  z budżetu państwa i województwa”, bo zawsze będzie nim WROCŁAW. Dane za 2009 rok mówią jednak, że nasze miasto pod Obrębalskim zajmuje II miejsce w województwie. [źródło: Rzeczpospolita]



Fakt, że wielki szpenio Obrębajka też dał ciała kilkakrotnie (a pewnie za niżej opisaną indolencję awans otrzymał pan Łuzniak):
Jelenia Góra nie może się również pochwalić sukcesami w zdobywaniu środków z Regionalnego Programu Operacyjnego. Miasto straciło 8,8 mln zł unijnej dotacji na budowę drogi, łączącej ul. Spółdzielczą z Lubańską w Cieplicach.
Wiceprezydent Jeleniej Góry Jerzy Łużniak tłumaczy, że w urzędzie nie wiedzieli o nowych wytycznych, dotyczących dokumentacji środowiskowej. - Wszystkiemu winien bałagan legislacyjny. Odwołamy się od decyzji urzędu marszałkowskiego - zapewnia Łużniak.
Jednak gdy w urzędzie marszałkowskim zapytaliśmy o losy odwołania Jeleniej Góry, wyszło na jaw, że i w tej sprawie władze gminy okazały się ignorantami. Odwołanie złożono dwa dni po terminie. Nie będzie ono rozpatrywane. Władze Jeleniej Góry zapowiadają, że to nic straconego, bo złożą ponownie wniosek jesienią, do drugiego naboru. Na razie jednak w urzędzie marszałkowskim nic nie wiedzą o jesiennym naborze, bo nie ma na niego pieniędzy. (źródło)
Punkt 1.3 programu jest mi bliski i – nie ukrywam – dla mnie jeden z najważniejszych. Tyle, że inwestycje choćby na kanale Młynówka rozpoczął Obrębalski, idą pełną parą (a dokąd zajdą – to zupełnie inne pytanie). Natomiast walka ze śmieciarzami, wysypiskami i ogólna czystość miasta to sine qua non dla Jeleniej Góry, jeżeli ciągle jeszcze chce mieć (moralne) prawo używania przydomka „Stolica Karkonoszy”: jest u nas odstraszająco brudno. Mam jednak wrażenie, że jedno- lub kilkurazowe akcyjne sprzątanie miasta niewiele da, jeżeli w pierwszym rzędzie nie wyeliminuje się chamstwa ‘śmiecących gdzie popadnie’, a ponadto nie rozwiąże kompleksowo kwestii wywozu śmieci od „dawców” indywidualnych – i to tak, by nie opłacało im się wysypywać odpadów do rowów i do lasów. Wątpię, czy jakikolwiek prezydent Jeleniej Góry jest w stanie w okresie jednej, czy dwóch nawet kadencji wyedukować społeczeństwo jeleniogórskie, które w bardzo znacznej części jest pod tym względem niereformowalne. Zaś „segregacją odpadów” zajmuje się juz – dość skutecznie – ZGK (w Ściegnach), u nas należy przemyśleć kontrakty miasta z SIMEKO oraz ustalić bardzo dotkliwe kary dla podmiotów (prawnych i fizycznych) za BRAK umowy o wywóz odpadów.
W punkcie 1.4 PO i Zawiła będą więc robić to, o co już stara się (z lepszym lub gorszym skutkiem) obecna ekipa ratuszowa. Efekty jej działań widoczne będą najwcześniej za rok, a więc za następnej kadencji. Czy Zawiła przypisze sobie zasługi Obrębalskiego? 
Punkt 1.5 i „Błonia pod Grzybkiem” to pomysł świetny, ale też nie całkiem autorski. Jednak którykolwiek prezydent miasta dokona realizacji – zapisze się dobrze w pamięci mieszkańców, szczególnie tych zmęczonych głośnymi koncertami na Rynku (zwanym Placem Ratuszowym).
Punkty 2.1 i 2.2 streścił Zawiła podczas debaty, o której w poprzednim wpisie, słowami: „przedsiębiorcom przede wszystkim nie przeszkadzać!”. Jeśli zaś chodzi o upraszczanie pewnych rzeczy dla inwestorów i przedsiębiorców, to zacząć należy od kwestii podstawowej: ukrócenia decydentnych urzędników w ich apetycie na – nazwijmy to – apanaże nieformalne. Pewnych patologii w kraju takim jak Polska nie da się wyplenić, ale bezczelność i pazerność niektórych urzędów, a właściwie pracujących tam funkcjonariuszy samorządowych i państwowo-administracyjnych w naszych okolicach jest zastraszająca (autopsja).  Jak również ich tępota i nieuctwo w zakresie funkcji sprawowanych. Punkt 2.4 jest – jak mawia pewien obłąkany polityk szczebla centralnego – „oczywistą oczywistością”. I – jak widać po działaniach ekip dotychczasowych różnej partyjnej maści – mrzonką. 
Punkt 3.0 w całości jak najbardziej słuszny – i pewnie ze sztambucha każdego poważnego kandydata (ja wyłączam z tego grona panią Matiasz i pana Prystroma). Sprawa Zameczku, w pobliżu którego mieszkam, jest bulwersująca i chora. Naprawdę najlepszym rozwiązaniem byłoby nabycie go i zagospodarowanie przez miasto, mimo kosztów z tym związanych. Powtarza tu Zawiła & consortes z PO kwestię chodników, remontów jezdni i ich oświetlenia (było już w punkcie 2.0). Tyle, że na te obietnice trzeba sporych pieniędzy, a budżet jeleniogórski będzie raczej notował postępujący deficyt, niż zyski. Trudno tu mówić o WINIE ekipy Obrębamy: pan Marek postawił na inwestycje, a te kosztować muszą. Skąd jednak u liberalnego (?) PO-wca taka troska o „słabych”? Szef partii i jednocześnie szef rządu wprawdzie z liberałami ma obecnie tyle wspólnego, co ja z Aborygenami dajmy na to, ale o ubogich się nie troszczy za bardzo: podatki podnosi równo (baaaardzo liberalna metoda zarządzania kryzysem budżetowym państwa, którego w Polsce głównym autorem jest niejaki Jan Vincent, ojciec Mai), a wraz z tymi podwyżkami podnosi dotacje dla partii politycznych, bo - znamy? – „rząd i politycy się wyżywią”. Furda ze słabymi jednostkami, liczy się moc!

A sobotnie spotkania z prezydentem proponuję przekształcić w fajne imprezki, co tydzień w innej dzielnicy, niekoniecznie mocno alkoholowe – i to byłoby dopiero novum na skalę krajową!


P.S.: Ten "wredny odszczepieniec" (partyjny) Obrębalski zabrał Zawiłowemu kandydatowi kolejny pomysł: "Kto wybuduje centrum rekreacji na Zabobrzu"

8.11.2010

Wybory samorządowe - debata prezydencka

Jak wybory - to musowo debata z udziałem szóstki (tak, tak!) kandydatów. No, a jacy kandydaci - taka debata. 

Zapis długiej debaty (w dwóch częściach) znaleźć można na stronie "Telewizji KarkonoszePlay" (część 1, część 2) - ostrzegam jednak, że całość trwa około 120 minut! Treści zaś, takiej merytorycznej, jest może na 20 minut.

Mamy oto więc 3 kandydatów partyjnych (z PiS, z SLD i z PO), obecnego Prezydenta (niedawnego PO-wca) oraz dwoje kandydatów "nie z tej ziemi": Elżbietę Matiasz i Roberta Prystroma. Ta pierwsza z wielkimi problemami formułuje poprawne zdania, ba..., nie bardzo potrafi dokończyć myśl; ten drugi - nic się nie zmienił od lat, ciągle niezaspokojona pazerność na władzę i prymitywna polszczyzna (nie tylko polszczyzna zresztą u niego prymitywna...) są dla mnie dyskwalifikujące. 

Wstyd przyznać, ale najlepsze wrażenie zrobiła na mnie pani Marzena Machałek z PiS-u, aktualnie posłanka na Sejm i mieszkanka Kamiennej Góry, której najwyraźniej pomyliły się miasta. Ale mówiła spokojnie, rzeczowo, bez zbędnych ozdobników (jak Zawiła) i bez cholerycznego zacietrzewienia (jak Obrębalski). 
Podobały mi się również wystąpienia Urbańskiego (SLD), gdyby nie maniera mówienia o sobie w trzeciej osobie, a głównym jego argumentem było: "bo się urodziłem w Jeleniej Górze". Jak dla mnie - maławo...

Dwaj główni pretendenci niczym nie zaskoczyli: Obrębalski chwalił swoją kadencję (zrozumiałe), ale też deprecjonował w sposób chamski swoich poprzedników. Zapomniał widać Obrębajka o tym, ze nie jest Jezusem i czas w Jeleniej Górze nie będzie liczony "przed prezydenturą Obrębalskiego" (p.p.O.) i "po prezydenturze Obrębalskiego" (też p.p.O., bo aż tak wielkich zmian sam nie dokonał).

Zawiła - jak zwykle w sposób gawędziarski i powieściowy - ale bez większych konkretów. Zresztą brak konkretów to cecha wszelkich spotkań tego typu, nie tylko na szczeblu samorządów lokalnych. 

Przemęczyłem się, obejrzałem i wysłuchałem i... poczekam. Do dnia krzyżykowego jeszcze trochę czasu. Można się głęboko zastanowić. Czego i Państwu życzę...

6.11.2010

Na definitywne pożegnanie lata

Jesień rozgościła się w Kotlinie już na dobre; fakt, że wyjątkowo ciepła i - jak dotąd - bezdeszczowa. W Internecie znalazłem taki oto filmik mistrza Patryka, z obrazami sierpnia 2010. Więc wrzucam z odpowiednimi linkami - i polecam letnio-wspomnieniowo. Na weekend jak znalazł.

3.11.2010

Rozbieranie Gołębiewskiego, czyli nagość władz i urzędów

O hotelu Gołębiewski w Karpaczu pisałem 2 tygodnie temu, tytułując post "Miasto w mieście". Dzisiaj w "Rzeczpospolitej" czytam wiadomość "wstrząsającą": 
Stowarzyszenie Ochrony Krajobrazu i Architektury Sudeckiej (SOKiAS) doniosło do inspektora nadzoru budowlanego. Powód? Hotel Gołębiewski powstaje niezgodnie z projektem.
Według pozwolenia na budowę z 2007 r. hotel miał mieć: 630 pokojów, pięć apartamentów, 100 tys. mkw. powierzchni, siedem kondygnacji, 28 metrów wysokości i dach z łupków. Tymczasem w wykańczanym budynku przybyło nie tylko pomieszczeń i powierzchni. Wysokość wzrosła do 42 metrów, a na dachu zamiast łupków leżą blacha i dachówki. Budynek "rósł" w obie strony. Od dołu dodano dwie kondygnacje. Inwestor odkopał bowiem skarpę i zamienił podziemne pomieszczenia gospodarcze na kilkadziesiąt pokojów. Wybudował też podziemny garaż na 600 samochodów. [...]
Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego (PINB) Jacek Radwan został zawiadomiony o samowoli budowlanej na początku października. Czeka na zwrot dokumentacji inwestycji z prokuratury (przejęła ją, gdy latem na budowie doszło do katastrofy – zawalił się mur oporowy) i zapowiada kontrolę.
O rozbieżnościach pomiędzy zapisem w planie o dopuszczalnej wysokości a jej rzeczywistą wartością dowiaduje się od "Rz". – Burmistrz mówił mi o 30 cm, 5 metrów to poważne odstępstwo od projektu i planu zagospodarowania. Jeśli to prawda, wstrzymam budowę i na pewno nie zezwolę na odbiór budynku, choćby częściowy – zapowiada Radwan.[...]


A tekst cały warto przeczytać, mierząc wzrokiem przestrzenie między wierszami. Bo to właśnie te przestrzenie są dla mnie wstrząsające. Pozwolę sobie na nieobiektywne zestawienie fragmentów artykułu (o "międzywiersze" muszą się Szanowni Czytelnicy zatroszczyć sami):
1. O panu Radwanie (PINB): "Ten sam nadzór budowlany, prowadząc latem kontrolę po katastrofie na budowie, nie zauważył jednak, że obiekt ma dziewięć, a nie siedem kondygnacji".
2. Wiceburmistrz Karpacza Ryszard Rzepczyński: "Budynek jest wyższy od projektowych założeń zaledwie o kilkadziesiąt centymetrów". (Tymczasem nawet sam inwestor, pan Gołębiewski, przyznaje: "Hotel zbudowano też zbyt wysoki – o 4 – 5 metrów").
3. Wojciech Kapałczyński, szef jeleniogórskiej delegatury dolnośląskiego konserwatora zabytków: "Zgodziłem się po licznych naciskach". Po protestach SOKiAS "naciski" okazały się niewystarczające, bo (uwaga!) TERAZ "uważa, że warunki, by jak najlepiej wkomponować hotel w obszar chronionego krajobraz naruszono".
4. Burmistrz miasta Bogdan Malinowski przekonywał radnych do potrzeby "ujednolicenia zapisów dotyczących wysokości obiektów". A w projekcie nowego planu wpisano wprost, że chodzi o zwiększenie kondygnacji do dziewięciu, wysokości budynku z 28 do 42 m i o podwyższenie rzędnej kalenicy (czyli wzniesienie górnej krawędzi dachu nad wybranym poziomem) do 803,6 m nad poziomem morza.

STOP!
Więcej wyliczał nie będę.

Przytoczę jeszcze tylko (za "Rzeczpospolitą") słowa pana Tadeusza Gołębiewskiego:
"Za komuny wiedziałbym, gdzie pójść i jak to załatwić, ale w wolnym kraju mamy tryby odwoławcze i z tych korzystam".
Panie Tadeuszu! Nie wierzę, że utracił Pan tę cenną wiedzę nabytą w okresie słusznie minionego systemu na temat tego, dokąd pójść. Wiadomo też, że dżentelmen nie udaje się z wizytą z pustymi rękami: kwiaty jakieś, bomboniera - albo co tam komu fantazja do głowy przyniesie... 


O hotelu "Gołębiewski" piszą również Bracia Czesi

Wyborcze Kabaretowe Plakatowanie Miasta

Ze słupów, ścian, okien wystawowych, płotów, a nawet rynien zaczynają spoglądać na nas coraz liczniej wzrokiem ojcowskim (ojców miasta...) Kandydaci... O najśmieszniejszych kandydatach do Rady Miasta (oj, jest kilku takich..., jeden z komików chwali się nawet, że jest "z Zabobrza"!) przy kolejnej okazji. Dzisiaj króciutko na temat "product placement":
Obrębalski do wynajęcia? Obrębalski ma lokal?
Urzędującego jeszcze prezydenta facjata straszy na ul. 1. Maja z witryny opustoszałego lokalu do wynajęcia. Pasuje jak ulał do zagrywki pana Obrębalskiego: wynająłby się diabłu, byleby tylko zachować krzesełko prezydenckie w Ratuszu. 

A tu plakat wprawdzie niekoniecznie wyborczy, ale jakże pasujący do narracji większości kandydatów, startujących w wyborach samorządowych:


P.S.: Przepraszam przefajną instytucję, jaką jest KRAINA BAJEK w Jeleniej Górze (przy ulicy Klonowica, opodal cerkwi) za wplątanie plakatu w całkiem inną baśń; ale tak świetnie opisuje on tzw. programy wyborcze kandydatów. Strona internetowa tej całkiem realnej KRAINY BAJEK  jest TUTAJ.
A tu zaproszenie... zresztą: poczytajcie na stronie internetowej...

31.10.2010

Wybory samorządowe - Klepsydra Wyborcza Zawiły

Pocztą wrzutową do skrzynki dostał się druk oszczędny wyborczy ugrupowania politycznego PO. W pierwszej chwili (bez okularów) z przerażeniem pomyślałem, że nagle zmarł Marcin Zawiła, kandydat na prezydenta Jeleniej Góry. Po chwili dopiero zrozumiałem, że najpewniej w ramach oszczędności pozornych, czynionych przez partię jeszcze w Polsce rządzącą (PSL jak wiadomo to ino dodawajka taka, troszcząca się raczej o posady intratne, niż o politykę, czy - nie daj Bóg! - o Polskę), kandydat Platformy postanowił ograniczyć się do druków komputerowych. Na przyszłość proponuję jednak ciut inną formą graficzną, bo ta zastosowana - szczególnie w przeddzień Wszystkich Świętych - kojarzy się dość makabrycznie, nie tylko tym, którzy do czytania  muszą nakładać na nos  okulary.


Wobec opisanej w poście poniżej "Gazety Wyborczej" Obrębalskiego (nie, nie: Adaś Michnik może spać spokojnie...!), w której obecny prezydent miasta - człowiek całkowicie pozbawiony umiejętności spójnego i interesującego wysławiania się - opisuje swoje wątpliwe i niewątpliwe dokonania, taka zawiłowa "klepsydra" nie ma szans. Jednak to właśnie Zawiła jest urodzonym gadułą, ciekawym narratorem i niezłym bajarzem. Jeżeli uda mu się ściągnąć do  świetlicy "Związkowca" ludzi, będzie potrafił ich  zwerbować. Byleby tylko nie przesadzał z tramwajami, a postarał się o trochę konkretów, choćby dla Zabobrza. O godzinie osiemnastej? Postaram się być!

Flagi

free counters