Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wybory samorządowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wybory samorządowe. Pokaż wszystkie posty

27.09.2014

Wybory samorządowe 16.11.2014


Uważam, że to najistotniejsze głosowanie spośród tych, w których przychodzi nam brać (lub i nie...) udział w Polsce po wstąpieniu do UE. Są jak koszula..., nie: jak podkoszulek: najbliższe ciału. To w nich mamy szansę głosować na "ludzi z sąsiedztwa" (nie każdy ma przecież za sąsiada jakiegoś partyjnego bonza, czy innego człeka o sile sprawczo-politycznej na niwie Sejmu), to w nich wybieramy na 4 lata ludzi, którzy tym "naszym podkoszulkiem" będą zarządzać: gminą, miastem, sejmikiem... I wreszcie to w nich nie najważniejsza jest PARTIA, lecz konkretny CZŁOWIEK, nawet jeśli z listy partyjnej startuje. Zgoda: to partie decydują o doborze kandydatów na kandydatów, a później kandydatów "numerują" na liście (mówię tu wszak o tzw. listach partyjnych, są bowiem listy różnych Stowarzyszeń, Klubów Poparcia, a nawet indywidualnych Komitetów Wyborczych Jednego Człowieka), ale też głosy oddajemy bezpośrednio na kandydata. I choć w dalszym ciągu tzw. "Jedynka" ma większe szanse na "wejście" (gdziekolwiek, czasami w zupełnie niespodziewane miejsca), to i "Siódemka" nie jest bez szans. 


Nie wierzę w kandydatów z list pozapartyjnych, ani z list "samozwańczych" tych kandydatów, którzy - mimo członkostwa w Partii - od tej Partii poparcia nie dostali. Ba, uważam, że te ostatnie indywidua to ludzie chorobliwie opętani żądzą pozostania na stanowisku: jeśli nie dotychczasowym, to zbliżonym. Komitety typu Zawiłowego jeszcze bardziej psują tę i tak pokaleczoną demokrację polską. Stąd - mimo mojego zniechęcenia do wszelakich partii na szczeblu ogólnokrajowym - pilnie przeglądam listy partyjne szczebla samorządowego i szukam wśród nich "moich" kandydatów. Ludzi, których znam - czy to osobiście, czy pośrednio poprzez ich dokonania zawodowe, niezawodowe, administracyjne i zwykłe, codzienne. Nie powinno dziwić, że moja uwaga koncentruje się głównie na dokonaniach w sferze - jak to się zwykło banalizować - "szeroko pojętej kultury". Łaknę jej, chcę jej i... (last but not least) czasami czerpię z niej zupełnie przyziemne, materialne korzyści. 

Uważam też, że najważniejszy jest udział w wyborach. Mimo zniechęcenia do tych, którzy przez ostatnie lata dzierżyli (jakąś tam) władzę na (jakimś tam) szczeblu. Mimo zmęczenia wojnami, wojenkami i partyzantką polityczną. Mimo rozczarowań, jakie każdego z nas spotkały w związku z dokonanymi przed czterema laty wyborami. Myślę, że iść trzeba. Wybrać zgodnie z własnym przekonaniem wobec osoby, na którą zagłosujemy. I - jeżeli znów spotka nas rozczarowanie - z otwartą przyłbicą i w pełni praw wyborczych czynnych krytykować. Lub chwalić, gdy działalność naszego kandydata na pochwały zasługuje. Ale 16 listopada 2014 iść na głosowanie mus. 



4.02.2012

Impotencja władzy lokalnej. Umysłowa.

Niemoc władzy (każdego szczebla) jest tyle fatalna, co zniechęcająca. Oczywiście owa "niemoc" to eufemizm i  wyraz mojej ciągle jeszcze tlącej się, naiwnej wiary w to, że politycy, samorządowcy i decydenci różnego szczebla władzy w zasadzie CHCĄ zrobić coś dla społeczeństwa, społeczności, na rzecz których działać powinni z definicji. Gdy bowiem nieracjonalną wiarę na moment wyłączam, widzę, że wszystkim owym politykierom chodzi o dobro własne, kasę własną, ewentualnie własną popularność i sławę (to bardzo problematyczne) i realizację najczęściej chorobliwych ambicji. Patologicznym tego przykładem jest Jarosław Kaczyński, jednak ostatnie wydarzenia pokazały, że wkrótce to Donald Tusk będzie dzierżył palmę pierwszeństwa w tej konkurencji, doganiając Prezesa równie efektownie, jak Justyna Kowalczyk goni Marit Bjørgen w Pucharze Świata.

Gówno mnie jednak obchodzi polityka krajowa - pogodziłem się z tym, że demokracja (przecież w przypadku klinicznego już przykładu pod nazwą "ACTA" widać, że Tuskowi demokracja zwisa i powiewa) obecnego typu Polsce szkodzi, ale - cóż - niczego lepszego nie wymyśliliśmy. Natomiast do głębi drażni mnie niemoc, tumiwisizm i obłuda samorządowych władz jeleniogórskich z panem prezydentem miasta na potylicy... A może jednak na czele?  Przykładów na wyrażony powyżej pogląd (na temat władzy w moim mieście i powiecie; jak już mówiłem: polityka na szczeblu krajowym przestała mnie obchodzić; co nie znaczy, że wskutek nieudolności kolejnych rządów - PiSuarowych czy POtwarzowych - nie odczuwam co raz większego dyskomfortu, mieszkając w tym kraju) o nieróbstwie władz mojego miasta i powiatu można by podawać bez liku. 

Ja "bulwersuję" się jedną, wcale nie najważniejszą sprawą, jakże jednak dobrze ilustrującą indolencję, bezwład i niechęć władzy lokalnej w większości spraw "niedochodowych" (dla magistrackich urzędników). 
Wyraz szczerego zdziwienia jeleniego pyska - bezcenny!
Oto mamy sobie byłe koszary, była szkołę wojskową przy ulicy Podchorążych. Tam zaś - siedzibę licznych przedsiębiorstw, instytucji i (last but not least) mieszkania z koszarowych budynków przerobione. I mamy tam ulicę, nazwaną (jak sądzę - za zgodą władz miasta) imieniem pułkownika Wacława Kazimierskiego (to pierwszy komendant WOSR). Nie umiem opisać stanu nawierzchni tego czegoś - przypuszczam, że pan Kazimierski byłby niezmiernie dumny, ze oto JEGO ulica jest w takim stanie. To chwała niebywała: być patronem wykrotów! Na szczęście troskliwe władze miasta wybrnęły w swoim mniemaniu z konfuzji: obok tablic z imieniem pana pułkownika ustawiono tablice ostrzegawcze, zdobne wielce, i wielce czytelne, co widać na zdjęciu.
Niemoc władz miasta opisana została w sposób aluzyjny w artykule w Nowinach Je-leniogórskich, z którego przytoczę, co poniżej (całość TUTAJ):
"Po tym, jak kilka lat temu miasto zakomunikowało podpisanie porozumienia z Agencją Mienia Wojskowego, miała nastąpić naprawa ulic. [...] Małgorzata Golińska, rzeczniczka Agencji Mienia Wojskowego wyjaśnia, że AMW pięciokrotnie organizowała przetargi na remonty dróg na terenie osiedla, ale nie zgłosił się żaden oferent. [...] - Miasto domaga się od AMW przynajmniej przywrócenia stanu dróg do stanu z dnia podpisania porozumienia. Wysłaliśmy takie stanowisko Agencji i czekamy na odpowiedź – informuje Jacek Praszczyk, naczelnik wydziału geodezji i gospodarki nieruchomościami urzędu miasta w Jeleniej Górze. [...] Szacunkowy koszt prac to około 6-8 milionów złotych." 

Nie wiem, ile rodzin mieszka na osiedlu, szacuję, że więcej, niż 50. Tuż przy "arterii" mieści się Archiwum Państwowe, kilka kroków dalej: część urzędów Starostwa Powiatowego. Ponadto jest tu baza Kry-Chy, czy innego Ro-Ko, jakiś sklep,  hurtownia etc. Miasto od LAT nie potrafi rozwiązać kwestii naprawy nawierzchni na długości (znów szacuję) 250 metrów. Bo nie jego to ulica, a Agencji Szabrowników Mienia Wojskowego. Tyle, że to dla mnie żadne tłumaczenie: od tego jest całkiem nieźle opłacany prezydent ze sztabem sowicie wynagradzanych darmozjadów... oj, przepraszam: fachowców od doradzania, by w przeciągu 3 miesięcy (najpóźniej pół roku) znaleźć takie rozwiązanie prawne i finansowe, które umożliwi natychmiastowy remont tej ulicy. Niemożliwe? Kłamstwo! To wyłącznie niechęć i ignorancja, a także bezczelność i arogancja władzy. Bowiem sposobów jest kilka, tyle ze nie ma woli ich wdrożenia. Bo trzeba byłoby pogłówkować, popracować... postarać się. A za to dodatkowo nikomu nie płacą (a i przy znanych mi sposobach nie byłoby skąd urwać "w łapę"). 
Z prawej strony - siedziba Archiwum Państwowego
Wyjaśnię na koniec: nie mieszkam "Pod Jeleniami", nie mieszka tam też nikt z mojej rodziny. Bywam natomiast "klientem" Archiwum, przyjeżdżam tam czasem z gośćmi - i trochę mi wstyd. Ale coraz mniej: przecież nie nazywam się Zawiła...

14.10.2011

Ulica Wojska Polskiego - kolejne rewitalizacyjne podejście

Ta niezwykle niegdyś reprezentacyjna aleja stała się najwyraźniej najbardziej ulubionym tematem obietniczo-politycznym w Jeleniej Górze. Pamiętają Państwo niejakiego Obrębalskiego, Marka, naszego rodzimego Obrębamę? Otóż wszystko zaczęło się za jego kadencji: na moim starym blogu poświeciłem ówczesnej obietnicy dwa wpisy i kilka komentarzy przy innych okazjach (Rewitalizacja jednej ulicyUlica Wojska Polskiego przed obiecaną rewitalizacją). Na niniejszym blogu wspominałem o projekcie już jako o kolejnej bajce naszej eks-prezydenckiej Obrębajki (Wybory samorządowe - "Rozum" dla Jeleniej Góry?). Wojska Polskiego straszy zaniedbaniem miejskim jak straszyła - geniusze przyrody chcieli jeno wyrwać kilka chwastów...; przepraszam: wyciąć kilka drzew starych, jak rozumiem: w ramach "witalizacji". 

No i mamy podejście kolejne:
- Mogę powiedzieć z całą pewnością, że w przyszłym roku rozpocznie się rewitalizacja (ulicy Wojska Polskiego - przyp. mój). Pierwotnie przewidywaliśmy, że pracami będzie objętych 5 – 6 budynków, po ostatnich spotkaniach mamy deklaracje aż 16 wspólnot, które chcą się do tego włączyć.
Kto to mówi? Nowo "wypieczona" posyłanka do warszawskiego bundestagu, pani Zofia Czernow, słynąca przecież ze skutecznej i nieodwracalnej "rewitalizacji" choćby jeleniogórskiego Aniluxu. W tym wypadku taka zapowiedź jest dla "niezatapialnej Zośki" całkowicie bezpieczna: jej obecność we władzach miasta zakończy się wraz z zaprzysiężeniem w stołecznym cyrku z ulicy Wiejskiej, a gdy po 3-4 latach na Wojska Polskiego nie zadzieje się nic, będzie miała pani Rewitalizatorka gotową odpowiedź: "chciałam, ale byłam przecież w Warszawie". Przypomnę więc pani posyłance, że w Warszawie przy Wojska Polskiego mieszka pan prezes Kaczyński. Oby się pani Zofia nie pomyliła w tej stolicy, i nie rozpoczęła rewitalizacji tamtej, skądinąd pięknej alei. Powiem tak: czernow to widzę...


Cytat i źródło: Portal NJ24.pl - "Będzie rewitalizacja alei Wojska Polskiego".

17.12.2010

Wybory samorządowe - cała władza w ręce PO-Rad

Nawybieraliśmy się samorządowców, w Jeleniej Górze nawet dwukrotnie, teraz konsumujemy nasze wybory, a przynajmniej to, co nam na politycznym talerzyku podaje ekipa nowego prezydenta, Marcina Zawiły. Spełniły się moje obawy co do upartyjnienia (monolitycznego) samorządu Jeleniej Góry: w mieście rządzi (na całe szczęście - nie absolutnie) ekipa platformiana. Na swoich zastępców Zawiła wybrał Zofię Czernow (odważnie i wbrew "głosowi ulicy") i Huberta Papaja (to IMHO całkowita porażka i sztandarowy przykład kolesiostwa partyjnego). Oboje złożyli rezygnację z mandatów radnych, ich miejsce zajmą Janusz Wojtas oraz Janusz Grodziński. 
W Radzie Miasta - której przewodniczyć będzie ekswiceprezio miasta, pan Jerzy Lenard wraz z panią Anną Ragiel - karty rozdano jak następuje: komisją finansów i budżetu pokieruje Grażyna Pawlukiewicz-Rehlis, komisją sportu i turystyki - Piotr Miedziński, komisją oświaty - Ewa Duziak, komisją gospodarki komunalnej - Andrzej Grochala, komisją rewizyjną - Józef Gajewski, komisją prawa i spraw społecznych - Jerzy Pleskot, komisją rozwoju - Wiesław Tomera, komisją statutowo-organizacyjną - Rafał Szymański. 
Wyniki głosowania na wiceprzewodniczącego rady miejskiej oraz szefów komisji wskazuje wyraźnie, że PO nie chce wchodzić w żaden koalicje. I choć na szczęście nie ma absolutnej większości w Radzie Miasta  (brakuje jej dwóch głosów), to może przegłosować większość uchwał. 
Ciekawy jestem, jak długo ten monopartyjny układ przetrwa? Uważam tę sytuację za niezbyt szczęśliwą, wielokrotnie wypowiadałem się przeciwko upartyjnianiu władz lokalnych. Przez pierwszy okres rządów magistrackich Marcin Zawiła z ekipą będzie mógł skorzystać z niewątpliwych zasług pana Obrębalskiego (mam na myśli rozpoczęte, nie zawsze trafione inwestycje, zdobyte fundusze na kolejne działania etc.). A później zaczną się schody... Ale to gdzieś około roku 2012, więc na razie możemy spać spokojnie. I partyjni włodarze miasta również...

5.12.2010

Gratulacje prezydenckie!

.
Marcinie! 
Serdecznie gratuluję zwycięstwa w wyborach na urząd Prezydenta Miasta Jeleniej Góry. Miejmy nadzieję, że obietnice przedwyborcze nie okażą się całkowitym pustosłowiem; że choć jakąś ich część uda się spełnić. 
Podziękowania należą się także Szanownemu Konkurentowi za dobrą, miejscami dość ostrą, ale nie przekraczającą granic dobrego smaku walkę!
PKW podaje następujące wyniki głosowania w II turze wyborów:
  • Marcin ZAWIŁA9363 głosów (54,57%)
  • Marek OBRĘBALSKI - 7794 głosów (45,43%)
  • Frekwencja: 25,12%
No, a teraz przed nami kolejne 4 lata... samorządowe. Życzę powodzenia nowemu Prezydentowi z Jelenią Górą, ale także Jeleniogórzanom z nowym Prezydentem.
.

Piechowice wybiorą później

Nieoczekiwanie (a może strategicznie?) z kandydowania w II turze wyborów na burmistrza Piechowic zrezygnował pan Stanisław Ejnik. Dogrywka w tym mieście została na mocy uchwały Miejskiej Komisji Wyborczej przesunięta na 19 grudnia 2010 r., a na kartach wyborczych pojawi się nazwisko pana Witolda Rudolfa (wszelkie pozostałe ustalenia pozostają bez zmian). Znaczy to również, że w Piechowicach nie obowiązuje dzisiaj cisza wyborcza (lokalna).
Treść uchwały Komisji Wyborczej w Piechowicach:

Uchwała
Miejskiej Komisji Wyborczej w Piechowicach
z dnia 3 grudnia 2010 r.
o przeprowadzeniu ponownego głosowania w wyborach
Burmistrza Miasta Piechowice
w dniu 19 grudnia 2010 r.


Na podstawie art. 4 ust. 4, 6 i 7 ustawy z dnia 20 czerwca 2002 r. o bezpośrednim wyborze wójta, burmistrza i prezydenta miasta (Dz. U. z 2010 r. Nr 176 poz. 1191) Miejska Komisja Wyborcza w Piechowicach stwierdza, co następuje:
§ 1
1. W wyborach przeprowadzonych w dniu 21 listopada 2010 r. żaden z 6 kandydatów nie został wybrany na Burmistrza Miasta Piechowice, ponieważ nie otrzymał więcej niż połowę ważnie oddanych głosów.
2. Kandydatami uprawnionymi do udziału w ponownym głosowaniu w dniu 5 grudnia 2010 r. byli następujący kandydaci, którzy otrzymali największą liczbę głosów:
*
EJNIK Stanisław zgłoszony przez Komitet Wyborczy Wyborców Stanisława Ejnika,
*
GRABIAS-BARANOWSKA Zofia zgłoszona przez Komitet Wyborczy Wyborców Zofii Grabias-Baranowskiej.
3. Ze względu na wycofanie zgody na kandydowanie przez kandydata EJNIKA Stanisława kandydatem na jego miejsce jest:
*
RUDOLF Witold zgłoszony przez Komitet Wyborczy Wyborców Wspólnota Jeleniogórska, który w dniu 21 listopada 2010 r. otrzymał kolejno największą liczbę ważnych głosów.
4. W związku ze zmianą kandydata, na podstawie art. 4 ust. 4 ustawy o bezpośrednim wyborze wójta, burmistrza i prezydenta miasta ponowne głosowanie zostanie przeprowadzone w dniu 19 grudnia 2010 r.
Kandydatami na Burmistrza Miasta Piechowice w ponownym głosowaniu są:
*
GRABIAS-BARANOWSKA Zofia
zgłoszona przez Komitet Wyborczy Wyborców Zofii Grabias-Baranowskiej,
*
RUDOLF Witold
zgłoszony przez Komitet Wyborczy Wyborców Wspólnota Jeleniogórska.
5. Głosowanie zostanie przeprowadzone w dniu 19 grudnia 2010 r. w godzinach od 8.00 do 22.00 w tych samych lokalach wyborczych, co w dniu 21 listopada 2010 r.
§ 2
1. Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia i podlega podaniu do publicznej wiadomości przez rozplakatowanie na obszarze gminy.
2. Druk i rozplakatowanie uchwały zapewni Burmistrz Miasta Piechowice.


Przewodnicząca
Miejskiej Komisji Wyborczej
w Piechowicach
Małgorzata Włodarczyk

3.12.2010

Wybory samorządowe - do niedzieli lokalna cisza wyborcza

5 grudnia miejska dogrywka prezydencka. Na placu boju pozostali pan Marek Obrębalski i pan Marcin Zawiła. Po pierwszej turze lekką przewagę ma ten drugi, natomiast przypomnę, ze w wyborach przed czterema laty lekką przewagę po pierwszej turze miał pan Miłosz Sajnog, ale w dogrywce wygrał urzędujący obecnie Marek Obrębalski. 
Przyznaję, że trudny to wybór; tak, wiem - wielokrotnie krytykowałem na tym blogu pana Marka, deklarowałem także wstępnie mój głos dla Marcina Zawiły. Mimo słów krytyki nie sposób jednak nie doceniać tych działań pana Obrębalskiego, które przyniosły i - w najbliższych latach - przyniosą korzyści dla miasta i jego mieszkańców. Pewnie: nie wszystko się udało, a niektóre "zagrania" były głupie, niepotrzebne i szkodliwe. Ale jak powiada porzekadło: "Ten błędów nie robi, kto nic nie robi". Nie podoba mi się w dalszym ciągu (zamierzona czy wrodzona) arogancja Obrębalskiego, jego besserwisserstwo ("ja jako ekonomista...") i nielojalność (koniunkturalność?) wobec politycznych pobratymców.
U Zawiły denerwują mnie jego "idee fixe": jeśli skoncentruje się na górnolotnych marzeniach, szybko zapomni o przyziemnych potrzebach jeleniogórzan. Jednak najbardziej przeszkadza mi upartyjnianie na siłę (ewentualnego) urzędu prezydenta miasta: do Jeleniej Góry zjechały tuzy Platformiane (jaka partia, takie tuzy...), by poprzeć swojego kandydata; z dalekiej Brukseli do głosowania na Marcina Zawiłę wzywał przez radio sam Jerzy Buzek. 
Natomiast imponuje mi skuteczność Marcina, którą wykazał przy realizacji (nie koniecznie swojego) pomysłu Książnicy Karkonoskiej i sposób zarządzania tym przybytkiem kultury. Dużo się tam dzieje - dużo i dobrze. Po prześledzeniu działalności Zawiły w Sejmie mogę ze spokojnym sercem stwierdzić, że wprawdzie jako  poseł z dalekiej (południowo-zachodniej) prowincji nie był szczególnie aktywny, ale wszelka jego aktywność dotyczyła spraw regionu. To wielki pozytyw. 
Przy wyborze prezydenta miasta każdy z nas kierował się będzie swoimi sympatiami, swoimi przemyśleniami, nadziejami i własną oceną. Na myślenie - dla niezdecydowanych - i na podjęcie decyzji zostało mało czasu. Gdzieś ten cholerny krzyżyk trzeba jednak postawić...

25.11.2010

Wybory samorządowe Jelenia Góra - La Grande Finale

PKW - i wszystko jasne! Znamy wyniki wyborów samorządowych: wielkich zaskoczeń brak. Z tych mniejszych, które w naszym regionie się wydarzyły, wymienię porażkę pana Łużniaka (nie wszedł do Sejmiku Dolnośląskiego).
5 grudnia w Jeleniej Górze trzeba będzie dokonać wyboru ostatecznego: Obrębalski albo Zawiła. Aż korci, by stworzyć subiektywne zestawienie zalet i wad każdego z Szanownych Kandydatów, w oparciu o ich dotychczasowe dokonania samorządowo-polityczno-organizacyjne. Zadanie ponad moje siły, może pokusi się o to któraś z gazet lub jakiś portal (byle nie "Jelonka.com", bo znów nabroją fatalnie...). Zrobiłem (już przed pierwszą turą) taki rachunek zysków i strat na własny użytek; wiem, kto "zasłużył" sobie na mój głos w dogrywce.
Maszynka propagandowa w każdym razie już ruszyła: wczoraj w skrzynce pocztowej znalazłem druk, który nieodparcie skojarzył mi się ze ślubem: oto Marcin Zawiła (za pieniądze Komitetu Wyborczego Platformy Obywatelskiej RP, czyli... za moje i Wasze pieniądze) zaprosił mnie i pewnie większość mieszkańców Jeleniogrodu do drugiej tury wyborów. 


W zaproszeniu czytamy m. in.: "Jestem osobą doświadczoną i wiem, że zaraz po wyborach przyjdzie czas codziennej wytrwałej pracy". Pytam więc: co pan poseł i dyrektor książnicy robił i robi teraz? Wypoczywa na Bahamach?
Deklaruje też Marcin, że "nawiążę współpracę ze wszystkimi radnymi, bez względu na to z jakiego komitetu wyborczego się wywodzą" (pisownia oryginału). W tego typu materiałach, w szczególności o tak niewielkiej ilości tekstu, nie należy popełniać błędów gramatycznych: za taki uważam wyrażenie "ze wszystkimi". Może jednak trzeba zapytać profesora Miodka, a może to efekt tych Bahamów...? Zresztą w całym tekściku sporo uchybień interpunkcyjnych. I dlatego wiodące hasło Zawiły "Jestem dla Jeleniogórzan" brzmi ironicznie: jestem, ale tak na pół gwizdka. Nie mam czasu sprawdzić tego, co podpisuję (bo pod tekstem jest faksymile podpisu Marcina Zawiły.
Mimo wszystko - miły pomysł, niezły tekst, a sam druczek wysokiej jakości.

Od pana Obrębalskiego jeszcze żadnego zaproszenia nie otrzymałem. Czekam niecierpliwie...

22.11.2010

Wybory samorządowe Jelenia Góra i okolice - wyniki


Wybraliśmy!

Burmistrzowie i nadburmistrzowie:
[godzina 6:45]
Całkowitą jasność mamy we Wrocławiu: nowym nadburmistrzem miasta (przepraszam: okropnie nie lubię określenia „prezydent miasta”) został stary nadburmistrz, czyli pan Rafał Dutkiewicz, i to już w pierwszej turze. Zdobył niemal 75% głosów: to - po Gdyni - druga najwyraźniejsza wygrana w pierwszej turze w tzw. wielkich miastach.


Źródło: Onet.pl

W Jeleniej Górze 5 grudnia na pewno będzie dogrywka o stanowisko burmistrza, a powalczą w niej Marek Obrębalski i Marcin Zawiła. Po przeliczeniu 1/3 głosów (godzina 5:30) prowadzi Zawiła (33%) przed Obrębalskim (30%).
Dla mnie bardzo niemiłym zaskoczeniem jest przede wszystkim nędzna frekwencja: 36.5% w Jeleniej Górze [aktualizacja: wg PKW oficjalnie frekwencja w Jeleniej Górze wyniosła 39,98%] i nędzne 30.5% [wg PKW oficjalnie frekwencja we Wrocławiu wyniosła 39,40%] we Wrocławiu [aktualizacja: dla całego województwa PKW podaje oficjalnie 49,56%]


[godzina 8:00]
PKW o frekwencji ogólnopolskiej po zatwierdzeniu protokołów z 66,54 proc. komisji (w procentach): 
w wyborach wójtów, burmistrzów i prezydentów miast - 46,67
w wyborach do rad gmin -                                                      46,73
w wyborach do rad powiatów -                                             47,64
w wyborach do sejmików województw -                             43,98


[godzina 9:30]
Po zebraniu wyników z ponad 90 proc. komisji wynika, że pierwszą turę wygrał kandydat PO poseł Marcin Zawiła - 35,5 proc (9442 głosy). Za nim jest urzędujący prezydent miasta Marek Obrębalski - 26,91 proc. (7157głosy). Kolejny wynik osiągnął Robert Prystrom - 15,89 proc., a na czwartym i piątym miejscu są: kandydatka PiS posłanka Marzena Machałek - 11,45 proc. i kandydat SLD Waldemar Urbański - 9 proc. 


[23.11.2010, godzina 16:00]
Ostateczny skład sejmiku dolnośląskiego:
PO (15 mandatów): 1. Jarosław Charłampowicz, 2. Barbara Zdrojewska, 3. Agnieszka Muszyńska, 4. Anna Horodyńska, 5. Marek Łapiński, 6. Jacek Pilawa, 7. Julian Golak, 8. Dorota Gromadzka, 9. Jerzy Tutaj, 10. Zbigniew Szczygieł, 11. Józef Kozłowski, 12. Iwona Krawczyk, 13. Jerzy Pokój, 14. Janusz Mikulicz, 15. Jadwiga Szeląg. 
KWW Rafała Dutkiewicza (9 mandatów): 1. Andrzej Łoś, 2. Ewa Rzewuska, 3. Paweł Wróblewski, 4. Janusz Marszałek, 5. Dariusz Stasiak, 6. Patryk Wild, 7. Marek Obrębalski lub Wiktor Marconi, 8. Robert Raczyński, 9. Rafał Dutkiewicz. 
PiS (7 mandatów): 1. Andrzej Jaroch, 2. Paweł Hreniak, 3. Elżbieta Gaszyńska, 4. Piotr Sosiński, 5. Tadeusz Lewandowski, 6. Dorota Czudowska, 7. Krzysztof Skóra. 
SLD (4 mandaty): 1. Piotr Żuk, 2. Marek Dyduch, 3. Grażyna Malczuk, 4. Michał Huzarski. 
PSL (1 mandat): 1. Stanisław Longawa. 

[godzina 12:00, akt.: 24.11.2010]
Ostateczny skład Rady Miasta Jeleniej Góry:
PO (10): Leszek Wrotniewski, Wiesław Tomera, Ewa Duziak, Piotr Miedziński, Andrzej Grochala, Grażyna Pawlukiewicz-Rehlis, Jerzy Lenard, Anna Ragiel, Zofia Czernow, Hubert Papaj.
SLD (5): Józef Sarzyński, Jerzy Pleskot, Wojciech Chadży, Zbigniew Ładziński, Józef Gajewski.
PiS (4): Rafał Szymański, Ireneusz Łojek, Oliwer Kubicki, Krzysztof Mróz.
Razem dla Jeleniej Góry (3): Danuta Wójcik, Bożena Wachowicz-Makieła, Miłosz Sajnog.
Wspólne Miasto (1): Krzysztof Kroczak. 
Platforma "przybrała", ale nie na tyle, by rządzić samodzielnie (na szczęście). W PiS-ie nastąpiła wymiana jednego furiata na innego nieroba, poza tym po staremu: słynni (lokalnie) Mróz i Łojek rządzą. No i młody lew w szeregach partii Jarosława Obłąkanego, Oliwer Kubicki.
Największym przegranym jest (jak zwykle) Robert Prystrom: nie wyszło z drugą turą w prezydenckich, nie wszedł do Rady Miasta. Niechże Pan Robert sobie wreszcie odpuści, bo osiągnie ten sam stopień śmieszności, co pan Korwin-Mikke na niwie ogólnopolskiej. 
Tak na gorąco: widzę szanse na poprawę komunikacji miejskiej w Jeleniej Górze. Zawiła rozwinie tramwaje (Wiklik ze swoją atrapą pod ratuszem do Rady nie wjechał), a Chadży hożo zajmie się MZK (Miejski Zakład Kry-Cha). Oraz poprawę bezpieczeństwa w akwenach (nawet niestrzeżonych), w których kąpieli zażywają jeleniogórzanie: Zofia Czernow - jako niezatapialna politycznie - zajmie się ich bezpieczeństwem. Cieszę się, że członkiem rady został mój sąsiad, niezniszczalny Józef Sarzyński: bez niego gremium to nie miałoby żadnego wyrazu, szczególnie satyrycznego...


W OKOLICACH
Szklarską Porębą rządził będzie nowy burmistrz, który żadną miarą nie jest nowicjuszem: Grzegorz Sokoliński, dotychczasowy przewodniczący Rady Miasta. Mocne 60% z haczykiem to świetny wynik: Grzegorz, gratulacje. 
Również Karpacz uniknie II tury: dotychczasowy szef miasta, pan Bogdan Malinowski (miłośnik wielkich hoteli, powstających niekoniecznie zgodnie z prawem) rządzić będzie kolejną kadencję. Gratulacje dla Karpacza (to złośliwość zamierzona)!
Dotychczasowy burmistrz Kowar, Mirosław Górecki (40,6% głosów), także powalczy w tym niełatwym do rządzenia mieście w dogrywce: jego konkurent, pan Jerzy Wroński, uzyskał jednak sporo mniej, bo 20,5% głosów. Trzymam kciuki, Mirku!
Stara Kamienica miała dobrego gospodarza i utrzyma go przez następne cztery lata: pan Wojciech Poczynek w I turze zdobył bardzo zacne 70,7% głosów na "tak" (bowiem nie miał kontrkandydata).
Wspaniały wynik pani Anny Latto w Podgórzynie (75,1%) daje jej kolejną kadencję. To chyba dobry znak dla pięknej gminy podkarkonoskiej?
Pan Kamil Kowalski z Trzcińska rządzić będzie w gminie Janowice Wielkie. 36-latkowi zaufało 51,6% wyborców.
Jeżowie Sudeckim konieczna będzie dogrywka pomiędzy "starym" wójtem i mocną kandydatką z PO: pan  Jan Dudek otrzymał ponad 44% głosów, pani Anna Konieczyńska - ponad 40% głosów.
Gmina Mysłakowice gra dalej: wójt Zdzisław Pietrowski powalczy z Krzysztofem Korzeniem. Wynik pierwszej rundy: 45,5% do 34% na korzyść dotychczasowego szefa gminy.

Jednak podkreślić chciałbym wynik urzędującego burmistrza przepięknie rozwijającego się Świeradowa Zdroju: Roland Marciniak uzyskał 80,1% głosów. Wiele miast (w tym Jelenia Góra, ale w szczególności Karpacz) winno zazdrościć grodowi Flinsa takiego szefa! Startował tu także ex-wiceprezydent Jeleniej Góry, pan Zbigniew Szereniuk - i przepadł z kretesem (na szczęście!), zdobywając ledwie 8,6% głosów.

15.11.2010

Wybory samorządowe - Portal Jelonka.com brzydko się chwyta

Do wyborów mniej niż tydzień, więc kręci się kampanijny młyn pełną parą. Kandydaci dyskutują, walczą, faulują się; w mieście nieomal z każdego słupa ogłoszeniowego spoglądają na nas bardziej lub mniej zatroskanym, matczynym/ojcowskim wzrokiem. Normalna, kampanijna codzienność.
A jednak nie wszystko - jak mi się wydaje - mieści się w przyjętych normach. Oto w staczającym się ostatnio coraz bardziej Portalu Jelonka.com (pod względem językowym, jakości informacji i doboru tematów), na tydzień przed dniem wyborów samorządowych ukazuje się... tekst sponsorowany n/t przyznania Jurkowi Pokojowi dofinansowania w wysokości prawie 1,5 mln złotych. 




W tekście zaś zarzut: "Dobrze jednak jak ma się przyjaciół, którzy chętnie oddadzą ci przysługę i załatwią kasę. A zwłaszcza, jeśli są to środki publiczne. Skąd wziąć takich druhów? Wystarczy być w Platformie Obywatelskiej" [...] "Pomógł mu (Jerzemu Pokojowi - przyp. mój) pan Jerzy Łużniak, który jest wiceprzewodniczącym sejmiku, a prywatnie przyjacielem naszego Kowboja. To on mianował ekspertów do niezależnej sejmikowej komisji przyznającej dofinansowania. Prawnych przeciwwskazań oczywiście nie ma, ale niesmak pozostaje". 
Nie wnikam tu w merytoryczność zarzutu, chociaż wielokrotnie i Jurek Pokój i pan Łużniak tłumaczyli już zasadę przyznawania dotacji unijnych. Podejrzenie kolesiostwa może jednak powstawać - to prawda. Ani ze mnie wielki zwolennik "polityka" Jurka Pokoja (którego wszak bardzo wysoko cenię za działalność GOPR-owską), ani sympatyk dupowatego ex-wiceprezydenta miasta, pana Łużniaka, dla świętego spokoju radziłbym obu panom upublicznienie wszelkich dokumentów i procedur, związanych z przebiegiem przyznawania wysokiej dotacji. Bardziej zniesmaczyło mnie jednak postępowanie portalu Jelonka.com. Podawanie zamiast autora/inspiratora przedmiotowej notatki wizytówki "tekst sponsorowany" to brzydka, brudna gra w anonimowe donosy. Czyżby sponsor był na tyle hojny, że opłacił pensyjkę piszącej najczęściej idiotyzmy i to z reguły fatalną polszczyzną Angeli? A może nowy rower naczelnego redaktora Konrada Przezdzięka? Czy to dostateczny argument, by ukrywać tożsamość sponsora? A może należy podejrzewać polityczne kolesiostwo portalu Jelonka.com z przeciwnikami Jurka Pokoja? Nie wiem, ale poczułem się mocno zniesmaczony taką formą agitki wyborczej.
Pełny tekst sponsorowany TUTAJ. (aktualizacja: link nie działa - tzw. 'redakcja' została wyrokiem sądu zmuszona do zdjęcia go z portalu)


Aktualizacja z 18 listopada 2010 r.:
Po przegranej sprawie sądowej "w trybie wyborczym" portal (a właściwie tuba wyborcza Marconiego i kolesiów) Jelonka.com zmuszony został do zamieszczenia następującego tekstu:
Wydawca i redaktor naczelny portalu internetowego Jelonka.com przepraszają panów Jerzego Łużniaka i Jerzego Pokoja za zamieszczenie w dniu 14 listopada 2010 roku tekstu sponsorowanego pt. „Jak dostać 1.495.431, 88 złotych od przyjaciela?” i oświadczają, że zawarte w nim stwierdzenia są kłamliwe, zniesławiające i naruszające dobra osobiste Jerzego Łużniaka i Jerzego Pokoja.
Cóż... wiarygodności "Jelonki" to już nie przywróci, a szkoda. Zaprzepaszczono jednym, nieprzemyślanym tekstem całe lata budowania pozycji jednego z największych portali internetowych (oraz poniedziałkowej niby-gazety) w Jeleniej Górze. Tym bardziej, że dzisiaj ukazał się kolejny mocno podejrzany tekst, a właściwie sondaż, przeprowadzony przez nikomu nieznany Instytut Badań Społecznych (strona internetowa TUTAJ), który - jak z owej strony wynika - zajmował się dotychczas wyłącznie zbadaniem 500 osób pod kątem szczepienia na grypę. Ktoś w Jelonce.com traci głowę i wykonuje ruchy niezborne. Choroba przedwyborcza? Należało więc raczej zapytać wspomniany instytut jak to leczyć...
I jeszcze link do wrocławskiej "Wyborczej".

9.11.2010

Sejmik wojewódzki zDolnego Śląska: jak hartuje się nepotyzm

Mocny, niezwykle krytyczny artykuł o Sejmiku Dolnośląskim i kulisach kolesiostwa, układówki i zwykłego, tak kochanego przez wszystkie polskie (de)formacje polityczne nepotyzmu. Tym bardziej warto zastanowić się, kogo poprzeć w nadchodzących wyborach samorządowych. 

("Taki marszałek, jakie sejmiki"; Michał Kokot; Gazeta Wyborcza, dodatek wrocławski)
Czas władzy marszałka Łapińskiego to pełen konfliktów i politycznego handlu stanowiskami sejmik, ale także bardzo dobre wykorzystanie unijnych dotacji
Andrzej Łoś, były marszałek sejmiku, doskonale przypomina sobie, jak przyszedł do niego Zbigniew Chlebowski z prośbą o znalezienie pracy dla swojego zięcia. - Nie tylko on, wtedy przychodziły do mnie całe tabuny lokalnych polityków z takimi żądaniami. Czasami musiałem, niestety, ulec, dlatego zięć Chlebowskiego, Robert Jagła, dostał stanowisko dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Wałbrzychu.
Łoś twierdzi, że głównym powodem odwołania go z funkcji marszałka wiosną 2008 roku przez własną partię było nieuleganie partyjnym działaczom, którzy przyprowadzali kolejnych kolegów z żądaniem ich zatrudnienia. - W pewnym momencie przybrało to taką skalę, że jeden z polityków przyprowadzając znajomego do urzędu, powiedział, żeby go zatrudnić, bo właśnie obchodzi 50. urodziny.
Gdy Łoś został odwołany z funkcji marszałka, a za nim wyszło jeszcze trzech radnych PO, partia zaczęła kupować poparcie wśród radnych opozycji. Marek Dyduch z SLD w nagrodę za poparcie koalicji został członkiem rady nadzorczej w Walcowni Metali Nieżelaznych w Gliwicach koncernu KGHM. Elżbieta Zakrzewska, inna radna lewicy, została dyrektorem szpitala MSWiA w Jeleniej Górze. Wątpliwości radnego PO Erica Aliry, który nie był do końca przekonany, czy poprzeć nowego marszałka, rozwiały się z chwilą, gdy dostał pracę w klubie sportowym Zagłębie Lubin (też KGHM).
Dzielenie stanowisk dla opozycyjnych radnych czasami przybierało wręcz kuriozalny charakter. Julian Golak, który z PiS przeszedł do PO, został członkiem rady nadzorczej spółki Avista Media (znowu KGHM). Prawdopodobnie poza nazwą spółki, którą miał nadzorować, nic więcej o niej nie wiedział. Opowiadając o swoich kompetencjach, tłumaczył "Gazecie", że zna się na jej działalności, bo jest członkiem stowarzyszenia, które wydaje gazetę regionalną. Tyle że Avista Media z mediami nic wspólnego nie ma. Zajmuje się bowiem obsługą konsultancką firm. Radny Golak, który twierdził, że wygrał konkurs na to stanowisko, nawet nie potrudził się, by sprawdzić profil spółki choćby na stronie internetowej.
***
Następca Łosia, Marek Łapiński, nie miał ani takiego doświadczenia samorządowego jak poprzednik, ani charyzmy, ani determinacji w forsowaniu własnych decyzji personalnych. Nie protestował więc, gdy partia instalowała w jego urzędzie i instytucjach mu podległym działaczy i znajomych królika. Gdy media pisały o kolejnych politykach pojawiających się na marszałkowskich posadach obrał wątpliwą taktykę: twierdził, że to nie jego sprawa, a rad nadzorczych spółek. To tylko wzmocniło przekonanie o tym, jak słaba jest jego pozycja polityczna.
Na jednej z pierwszych sesji po wyborze na marszałka Łapiński przedstawił sejmikowi efektowną prezentację multimedialną, która miała tłumaczyć jego strategię na kolejne dwa lata rządów. Wiele było w niej świecidełek, niewiele konkretów. Łapiński tłumaczył, że razem z opozycją chce kreować politykę regionalną i drzwi jego gabinetu będą dla niej zawsze otwarte.
Skończyło się na słowach. W rzeczywistości koalicja Platformy z PSL przegłosowywała, co chciała. Opozycja składająca się z klubu PiS oraz klubu Dolny Śląsk XXI (Andrzej Łoś i byli radni PO) piekliła się, że nie jest w ogóle dopuszczana do głosu. Wbrew początkowym deklaracjom Łapińskiego na sesjach sejmiku nie było merytorycznych dyskusji o polityce regionalnej. Debaty ograniczyły się do połajanek ze strony zarządu województwa pod adresem opozycyjnego klubu z byłym marszałkiem Andrzejem Łosiem na czele. Chodziło głównie o to, że Łoś pozostawił po sobie puste szuflady, a nowy marszałek musiał zakasać rękawy, żeby naprawić błędy poprzednika. Ale w rzeczywistości sam niewiele robił. Sztandarowy projekt Platformy, czyli budowa Dolnośląskiej Sieci Szerokopasmowej, mającej opleść całe województwo szybkim łączem internetowym, jest spóźniony o kilka lat. Przez ponad rok w urzędzie trzymano dyrektora, który był za niego odpowiedzialny, ale nie robił nic.
***
Obydwu opozycyjnym klubom: PiS-owi i Dolnemu Śląskowi XXI można również wiele zarzucić. Dolny Śląsk XXI na początku kadencji Łapińskiego deklarował, że będzie konstruktywną opozycją. Nic z tego nie wyszło. Skończyło się na słownych pyskówkach, w których celował zwłaszcza radny Dariusz Stasiak. Jego styl działania charakteryzuje sesja omawiająca Wieloletni Plan Inwestycyjny, na której jak zwykle kpił z Łapińskiego: - Jak patrzę na twarz pana marszałka, to nie wiem, dlaczego on ciągle jest uśmiechnięty. Być może naprawdę wierzy w tę Wieloletnią Plajtę Inwestycyjną.
Sala rechotała. Ale to było wszystko. Zero rzeczowej krytyki.
Platforma nie pozostawała dłużna. Gdy opozycja zażądała przedstawienia planu pokazującego, jak marszałek radzi sobie z kryzysem gospodarczym, to Jarosław Charłampowicz (szef klubu PO) dobrze zadbał o to, by takie głupie pomysły jej już więcej do głowy nie przychodziły. Przysłał na sejmik dyrektorów wszystkich departamentów, którzy drobiazgowo przedstawiali działalność podległych im jednostek. Przez to sesja trwała do czwartej nad ranem. Charłampowicz dał popalić wszystkim.
To, że to nie Łapiński będzie rządzić województwem, lecz jego polityczni mocodawcy, było jasne od początku jego kadencji. Na starcie Łapiński ogłosił, że załatwił grunty od Ministerstwa Obrony Narodowej pod rozbudowę wrocławskiego lotniska. W rzeczywistości resort przekazywał je po kolei poszczególnym samorządom. Ale wówczas Platformie zależało na tym, by załatać dziurę po Łosiu i pokazać, że jego następca jest co najmniej równie kompetentny.
W kolejnych miesiącach, gdy między Platformą a prezydentem Wrocławia rozgorzała wojna, partyjna centrala wikłała Łapińskiego w coraz to nowe konflikty z Rafałem Dutkiewiczem. W grudniu 2008 roku Łapiński zażądał dofinansowania przez miasto wschodniej obwodnicy Wrocławia. Marszałek doskonale wiedział, że miasto na ten cel nie przewiduje żadnej kasy, bo to była inwestycja marszałkowska.
Najnowszym punktem sporu jest kwestia połączenia kolejowego do wrocławskiego lotniska. Lotnisko wyłożyło nawet pieniądze na budowę podziemnego zejścia na peron. Pieniądze prawdopodobnie zostały zmarnowane, bo peron pozostanie pusty. Polskie Linie Kolejowe odmówiły bowiem budowy tego odcinka, twierdząc, że nie ma pieniędzy na jego sfinansowanie. Łapiński, który jeszcze kilka tygodni temu ciosał kołki na głowach władz PLK, dzisiaj głównego winowajcy nieudanej inwestycji upatruje w mieście, które to miało nie dogadać się ze spółką.
***
Egzotyczna koalicja radnych w sejmiku, popierająca zarząd Łapińskiego, zawsze była krucha. Dlatego w pewnym momencie kaperowano do niej kogo się dało. Nawet Józefa Pawlaka i Grzegorza Skibę, którzy wcześniej byli członkami Samoobrony. Skiba po partii Leppera wstąpił do Dolnego Śląska XXI i wtedy Platforma kpiła, że to "klub Samoobrony". Natychmiast przestała się krzywić, jak ten sam Skiba zapewnił jej większość.
W rzeczywistości bowiem dla dolnośląskiej Platformy kwestie moralne są zupełnie drugorzędne. Tadeusz Drab, wicemarszałek i prezes dolnośląskiego PSL, został skazany prawomocnym wyrokiem za składanie fałszywych zeznań. Nie poinformował o tym marszałka. Sprawa wyszła na jaw, dopiero gdy napisała o tym "Gazeta". Drab długo ociągał się z ustąpieniem ze stanowiska. Gdy to wreszcie zrobił, Łapiński zgotował mu królewskie pożegnanie. Rozpromieniony mówił do Draba na sali sejmiku: "Otoczyłeś nas ojcowskim ramieniem, pokazując czyhające w samorządzie zagrożenia. Dziś odchodzisz z podniesionym czołem".
Niewątpliwym sukcesem Marka Łapińskiego jest sprawne wykorzystanie środków unijnych. Pod tym względem Dolny Śląsk wypada jako jedno z lepszych województw w kraju. Jest już pewne, że dzięki temu otrzymamy dodatkowe środki z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego. Ale być może sukces wynika stąd, że departamentem, który jest w urzędzie marszałkowskim za to odpowiedzialny, kierują nie politycy, ale od lat sprawdzeni urzędnicy.
Dlatego właśnie tak odstręcza mnie partyjniactwo kandydatów na radnych i burmistrzów miast i gmin. Bo wiem, że ani Zawiła, ani Machałek czy Urbański nie obronią się przed "siłą perswazji" swoich ugrupowań politycznych i będą zatrudniać żony/mężów, siostry/braci, córki/synów i innych pociotków swoich partyjnych kumpli. Dla dobra społeczeństwa oczywiście! Jako, że przykład idzie od góry - z pewnością zauważyliście, jak niezwykle  profesjonalnym ministrem spraw zagranicznych stał się pan Radosław Sikorski (droga przez polityczną scenę niemal tak bogata, jak Rycha Czarneckiego - szmaty od wszystkiego), od kiedy w jego resorcie pracuje niejaka May'a, córeczka jego kumpla z Londynu, Jana Vincenta-Rostowskiego.
Z drugiej strony realia są takie, że kandydat bezpartyjny czy niepartyjny nie ma szans na wbicie się w sparaliżowany układami urząd nadrzędny: czy to będzie szczebel powiatowy, czy wojewódzki, o centralnym nie wspominając. I co - znów wybór mniejszego zła?

Wybory samorządowe - (bardzo) Zawiły program dla Jeleniej Góry

Objawił nam Marcin Zawiła, kandydat na urząd Prezydenta Jeleniej Góry, swój program. Poczytać można na stronie kandydata oraz poniżej, w Youpublisher poprzez kliknięcie w obrazek.
Program_Zawily_PO
Pozwolę sobie na kilka uwag, bom przecież deklarował, że skłaniam się do "zakrzyżykowania" Marcina w "akcie wyborczym", aczkolwiek - nie bezwarunkowo.
Już w pierwszym zdaniu widzę pewną nieścisłość: otóż wydaje mi się, że w dobiegającej końca kadencji Jelenia Góra zaprawdę bardzo mocno (za mocno nawet) skorzystała z funduszy europejskich; kwotę różnych dofinansowań Obrębalski określa na pół miliarda złotych. Zapomina Marcin, że co innego jest DOSTAĆ dofinansowanie, a co innego ZREALIZOWAĆ dofinansowywany projekt. By wydać mądrze pieniądze, nie starczy 4-letniej kadencji, wiele projektów trwa dłużej, a na skutek ciągłego wrogiego naszemu miastu przeciągania liny między Urzędem Marszałkowskim (Łużniak, Pokój) a Urzędem Prezydenta (Obrębama) i skomplikowanych procedur przyznawania dofinansowań, cała procedura się jeszcze wydłuża.
Także w akapicie II propaganda gołosłowna aż się ulewa: Jelenia Góra NIGDY nie będzie dolnośląskim liderem „w pozyskiwaniu środków z Unii Europejskiej oraz  z budżetu państwa i województwa”, bo zawsze będzie nim WROCŁAW. Dane za 2009 rok mówią jednak, że nasze miasto pod Obrębalskim zajmuje II miejsce w województwie. [źródło: Rzeczpospolita]



Fakt, że wielki szpenio Obrębajka też dał ciała kilkakrotnie (a pewnie za niżej opisaną indolencję awans otrzymał pan Łuzniak):
Jelenia Góra nie może się również pochwalić sukcesami w zdobywaniu środków z Regionalnego Programu Operacyjnego. Miasto straciło 8,8 mln zł unijnej dotacji na budowę drogi, łączącej ul. Spółdzielczą z Lubańską w Cieplicach.
Wiceprezydent Jeleniej Góry Jerzy Łużniak tłumaczy, że w urzędzie nie wiedzieli o nowych wytycznych, dotyczących dokumentacji środowiskowej. - Wszystkiemu winien bałagan legislacyjny. Odwołamy się od decyzji urzędu marszałkowskiego - zapewnia Łużniak.
Jednak gdy w urzędzie marszałkowskim zapytaliśmy o losy odwołania Jeleniej Góry, wyszło na jaw, że i w tej sprawie władze gminy okazały się ignorantami. Odwołanie złożono dwa dni po terminie. Nie będzie ono rozpatrywane. Władze Jeleniej Góry zapowiadają, że to nic straconego, bo złożą ponownie wniosek jesienią, do drugiego naboru. Na razie jednak w urzędzie marszałkowskim nic nie wiedzą o jesiennym naborze, bo nie ma na niego pieniędzy. (źródło)
Punkt 1.3 programu jest mi bliski i – nie ukrywam – dla mnie jeden z najważniejszych. Tyle, że inwestycje choćby na kanale Młynówka rozpoczął Obrębalski, idą pełną parą (a dokąd zajdą – to zupełnie inne pytanie). Natomiast walka ze śmieciarzami, wysypiskami i ogólna czystość miasta to sine qua non dla Jeleniej Góry, jeżeli ciągle jeszcze chce mieć (moralne) prawo używania przydomka „Stolica Karkonoszy”: jest u nas odstraszająco brudno. Mam jednak wrażenie, że jedno- lub kilkurazowe akcyjne sprzątanie miasta niewiele da, jeżeli w pierwszym rzędzie nie wyeliminuje się chamstwa ‘śmiecących gdzie popadnie’, a ponadto nie rozwiąże kompleksowo kwestii wywozu śmieci od „dawców” indywidualnych – i to tak, by nie opłacało im się wysypywać odpadów do rowów i do lasów. Wątpię, czy jakikolwiek prezydent Jeleniej Góry jest w stanie w okresie jednej, czy dwóch nawet kadencji wyedukować społeczeństwo jeleniogórskie, które w bardzo znacznej części jest pod tym względem niereformowalne. Zaś „segregacją odpadów” zajmuje się juz – dość skutecznie – ZGK (w Ściegnach), u nas należy przemyśleć kontrakty miasta z SIMEKO oraz ustalić bardzo dotkliwe kary dla podmiotów (prawnych i fizycznych) za BRAK umowy o wywóz odpadów.
W punkcie 1.4 PO i Zawiła będą więc robić to, o co już stara się (z lepszym lub gorszym skutkiem) obecna ekipa ratuszowa. Efekty jej działań widoczne będą najwcześniej za rok, a więc za następnej kadencji. Czy Zawiła przypisze sobie zasługi Obrębalskiego? 
Punkt 1.5 i „Błonia pod Grzybkiem” to pomysł świetny, ale też nie całkiem autorski. Jednak którykolwiek prezydent miasta dokona realizacji – zapisze się dobrze w pamięci mieszkańców, szczególnie tych zmęczonych głośnymi koncertami na Rynku (zwanym Placem Ratuszowym).
Punkty 2.1 i 2.2 streścił Zawiła podczas debaty, o której w poprzednim wpisie, słowami: „przedsiębiorcom przede wszystkim nie przeszkadzać!”. Jeśli zaś chodzi o upraszczanie pewnych rzeczy dla inwestorów i przedsiębiorców, to zacząć należy od kwestii podstawowej: ukrócenia decydentnych urzędników w ich apetycie na – nazwijmy to – apanaże nieformalne. Pewnych patologii w kraju takim jak Polska nie da się wyplenić, ale bezczelność i pazerność niektórych urzędów, a właściwie pracujących tam funkcjonariuszy samorządowych i państwowo-administracyjnych w naszych okolicach jest zastraszająca (autopsja).  Jak również ich tępota i nieuctwo w zakresie funkcji sprawowanych. Punkt 2.4 jest – jak mawia pewien obłąkany polityk szczebla centralnego – „oczywistą oczywistością”. I – jak widać po działaniach ekip dotychczasowych różnej partyjnej maści – mrzonką. 
Punkt 3.0 w całości jak najbardziej słuszny – i pewnie ze sztambucha każdego poważnego kandydata (ja wyłączam z tego grona panią Matiasz i pana Prystroma). Sprawa Zameczku, w pobliżu którego mieszkam, jest bulwersująca i chora. Naprawdę najlepszym rozwiązaniem byłoby nabycie go i zagospodarowanie przez miasto, mimo kosztów z tym związanych. Powtarza tu Zawiła & consortes z PO kwestię chodników, remontów jezdni i ich oświetlenia (było już w punkcie 2.0). Tyle, że na te obietnice trzeba sporych pieniędzy, a budżet jeleniogórski będzie raczej notował postępujący deficyt, niż zyski. Trudno tu mówić o WINIE ekipy Obrębamy: pan Marek postawił na inwestycje, a te kosztować muszą. Skąd jednak u liberalnego (?) PO-wca taka troska o „słabych”? Szef partii i jednocześnie szef rządu wprawdzie z liberałami ma obecnie tyle wspólnego, co ja z Aborygenami dajmy na to, ale o ubogich się nie troszczy za bardzo: podatki podnosi równo (baaaardzo liberalna metoda zarządzania kryzysem budżetowym państwa, którego w Polsce głównym autorem jest niejaki Jan Vincent, ojciec Mai), a wraz z tymi podwyżkami podnosi dotacje dla partii politycznych, bo - znamy? – „rząd i politycy się wyżywią”. Furda ze słabymi jednostkami, liczy się moc!

A sobotnie spotkania z prezydentem proponuję przekształcić w fajne imprezki, co tydzień w innej dzielnicy, niekoniecznie mocno alkoholowe – i to byłoby dopiero novum na skalę krajową!


P.S.: Ten "wredny odszczepieniec" (partyjny) Obrębalski zabrał Zawiłowemu kandydatowi kolejny pomysł: "Kto wybuduje centrum rekreacji na Zabobrzu"

Flagi

free counters