20.04.2009

Pałac Łomnica, Pałac Wojanów

°°°
U Elżbiety Küsterowej doroczne spotkanie pod nazwą "Mała Wielkanoc" tym razem wypadło dokładnie w pierwszy dzień Wielkiej Nocy prawosławnej. Pogoda iście majówkowa - nie sposób było więc nie "być". O Pałacu w Łomnicy pisałem już kilkakrotnie, pisała o nim także "Zielona Szkoła", również imponująca rezydencja wojanowska była tematem na blogach, jednak nie sposób obiektów tych pominąć. Gdy siedzieliśmy przy kufelku Plznenskeho Prazdroju na tarasie restauracji Pałacu Wojanowskiego, usłyszałem z ust gości, którzy również przybyli tu (najwyraźniej ze stolicy regionu) w celach rodzinno-rekreacyjnych, komplement ogromny dla naszej Doliny Pałaców i Ogrodów; krótkie zdanie, wypowiedziane w zachwycie, lecz bez emfazy: "Dlaczego [te pałace] nie leżą bliżej Wrocławia?". Toż to kwintesencja sloganu reklamowego!!! Ech, pomarzyć...: szybka szosa łącząca Kotlinę ze stolicą Dolnego Śląska, szybkie połączenie kolejowe... i oto nasza Dolina Pałaców i Ogrodów byłaby znacznie bliżej Wrocka... Na Zabobrze wróciliśmy z Frodą pieszo - kwietniowe słońce było takie kuszące.
Pałac Łomnica
Pieskie zabawy nad Bobrem
Pałac Wojanów od strony Łomnicy
Ludowo
Froda pałacowa (zdjęcie od autorki blogu "Na zielonej...")
Zdobienie jaj artystyczne (zdjęcie od autorki blogu "Na zielonej...") Wieś sielska, anielska... (zdjęcie od autorki blogu "Na zielonej...") Na Żwirowni (Dąbrowica) Jeleniogórski terminal szybowcowy Odremontowana kamienica przy JZO

18.04.2009

Malarstwo na szkle w Muzeum Karkonoskim

W Muzeum Karkonoskim wielka wystawa "Malarstwo na szkle" (Hinterglasmalerei), złożona głównie z eksponatów znajdujących się w posiadaniu jeleniogórskiego muzeum (cała kolekcja liczy 1359 obrazów) oraz z obiektów wypożyczonych z innych zbiorów. Bardzo ważnym elementem wystawy jest wspaniały katalog przedstawiający wszystkie obrazy na szkle z XVIII i XIX w., znajdujące się w zbiorach w Jeleniej Górze. To bodaj pierwsze tak kompleksowe usystematyzowanie kolekcji, którego podjęła się (i dokonała) pani Halina Słomska, szefująca Działowi Etnologii. Na wystawie przedstawione zostały również zakupione do zbiorów w 2008 roku obrazy wykonane przez wybitnych twórców z Podhala i Orawy i dwa obrazy XIX wieczne pochodzące ze Słowacji, regionu dotychczas nie reprezentowanego w kolekcji. Na obecnej wystawie znalazły się także prace Marty Walczak Stasiowskiej, jednej z ciekawszych współczesnych malarek na szkle, zachowujących tradycyjne kanony obowiązujące w tej dziedzinie sztuki ludowej. Dla mnie dość zaskakujące było, że pośród licznych Świętych, których malowano na szkle, tak rzadko pojawia się postać św. Jadwigi, patronki Piastów śląskich, Śląska i archidiecezji wrocławskiej. Pośród przedstawionych eksponatów znalazłem tylko jedną Jej podobiznę. Natomiast nie dziwi fakt, że na szkle bardzo często malowano św. Floriana, o którego opiekę modlono się szczególnie żarliwie ("Św. Florjanie, miej ten dom w obronie, niechaj płomieniem od ognia nie chłonie!", Niemcy czynili to mniej finezyjnie: "Heilig Florian, schütze mein Haus und zünde das andere an!"), nie tylko na Dolnym Śląsku. Warto odwiedzić Muzeum Karkonoskie dla tej szczególnej wystawy, pamiętając, że prezentowana jest bodaj największa kolekcja malarstwa na szkle w Polsce.

17.04.2009

Setna notatka - "...bo Polacy nie gęsi..."

Sam tytuł notki jest dwuznaczny: czyżby chodziło o wpis humorystyczny? "Setnie" można się ubawić, to prawda, jednak tym razem o naukę przez zabawę chodzi, niekoniecznie związaną z leitmotivem tego bloga. A jednocześnie jest to 100. publikacja na blogu pod tym adresem.
Otóż w dniach 19-22 kwietnia zasłużone wielce Wydawnictwo Naukowe PWN organizuje "Narodowy Test z Języka Polskiego". Cytuję za stroną "Akademii Języka Polskiego":
Każdy może w nim wziąć udział i przekonać się, jak dobrze mówi po polsku. Test nie sprawdza naszych umiejętności oratorskich ani bogactwa słownictwa, ale pozwala się zorientować, czy radzimy sobie z pułapkami ortografii i gramatyki, czy znamy związki frazeologiczne, a także staranną wymowę. Test składa się z 44 zadań, za każde można otrzymać jeden punkt. Po rozwiązaniu testu każdy jego uczestnik dowie się, ile punktów zdobył i jaki stanowią one procent maksymalnego wyniku. Po zakończeniu testu opublikujemy wyniki zbiorcze. W ten sposób okaże się, jak dobrze mówimy po polsku.
Polecam test wszystkim, którym nasz Język (Ł-)Ojczysty leży na sercu ("język na sercu"...? - niechaj już tak zostanie), w szczególności piszącym (nie tylko blogi) humanistom: doktorom, dyrektorom, burmistrzom (resp. prezydentom - nie tylko miast), kierownikom oraz najzwyklejszym zjadaczom (polskiego) chleba. I życzę dobrej zabawy...

Kajakarstwo górskie w weekend

Mimo, że prognoza pogody na weekend nie jest już tak optymistyczna, może warto wybrać się nad rzekę zwaną Kamienna, na której na odcinku od ujścia Szklarki do hotelu Las rozgrywane będą Mistrzostwa Polski w kajakarstwie górskim. Oto krótki program sobotnich wydarzeń:
Sobota, 18 kwietnia: 11:00 - 11:30 - otwarcie Mistrzostw i odprawa 12:00 - rozpoczęcie zawodów 16:00 - rozpoczęcie II etapu zawodów 17:00 - gorący poczęstunek w Hotelu "Las" (zawodnicy i uczestnicy biesiady)
***
20:30 - ogłoszenie oficjalnych wyników 22:00 - biesiada przy gitarze i beczce piwa
W piątek od godziny 12.00 trwać będą treningi (równie widowiskowe). Szczegółów dowiedzieć się można ze strony internetowej Mistrzostw. Poniżej zaś kilka zdjęć z lat ubiegłych... (natomiast przepiękne zdjęcia z bieżącego roku na JELONCE)

15.04.2009

Bożenka zaprasza do Domu Carla (i Gerharta) Hauptmannów

Wprawdzie nic nie wiem o Artyście i Jego sztuce (Bożenka lakonicznie dość - pewnie w ramach oszczędności, które nakazem złych czasów są - informuje o wernisażu), ale polegam na artystycznym znawstwie pani Kierownik Najpiękniejszego Domu Muzealnego w Karkonoszach i propaguję anonsowane (późno...!) przez Nią wydarzenie. Post scriptum: Bożenka rzuciła jednak ze dwie (ale pełniutkie, że hej!) garście informacji, a moja "znajomość" opisana poniżej okazała się ze wszech miar trafna. Jeno pokolenia mi się nieco pomerdały. Mimo opisywanych w Jej informacji fatalnych warunków dojazdu do Domu Carla (i Gerahrta) Hauptmanna - warto się przedrzeć... Bo do TEGO Domu zawsze jest warto przyjechać! Znany mi jest inny pan Stefan Dybowski (na zdjęciu poniżej - pierwszy z prawej), były minister kultury i sztuki w rządzie Józefa Cyrankiewicza w latach 1947-52, jednak nie przypuszczam, by ów ludowiec do dzisiaj "mieszał" w sztuce (bo w kulturze nigdy za wiele nie namieszał...).

9.04.2009

Dr J.K.E. Hoser o rdzennych mieszkańcach Karkonoszy

Czytam właśnie pewną książkę o rozbudowanym tytule:
"Góry Olbrzymie w statystyczno-topograficznym i ilustrowanym przeglądzie, z uwagami objaśniającymi i instrukcją, w jaki sposób w górach tych najlepiej podróżować"
autorstwa doktora Johanna Karla Eduarda Hosera, medyka cesarsko-królewskiego, osobistego lekarza Jego Królewskiej Wysokości, księcia Karola (Wiedeń, Baden, Triest, 1804 r.). W niej zaś taki oto opis rdzennych mieszkańców naszych okolic (tu we fragmentach jedynie):
Pośród niezwykłości Gór Olbrzymich największą chyba są ich mieszkańcy; w swojej wspaniałej różnorodności oraz pod względem cech indywidualnych stanowią ogromne pole do obserwacji. Ich wychowanie, sposób zarobkowania, panujące pośród nich stosunki społeczne, ich polityczne przekonania stanowią aspekty, które dają obserwatorowi ciekawy i pouczający materiał.
Wychowanie mieszkańców Gór Olbrzymich
Fizyczne wychowanie mieszkańców Karkonoszy było jeszcze przed ćwierćwieczem w dużej mierze dziełem natury, a w niektórych przypadkach również dziełem dobrego przykładu i nawyków. Obecnie jednak zmieniło się to i dotyczy wyłącznie poszczególnych przypadków. Utworzone instytuty edukacyjne wiele zmieniły w ludnych dolinach sudeckich. Synowie są obecnie z reguły lepiej wykształceni, niż ojcowie, często w wielu sprawach lekceważą zdanie starszego pokolenia. Coraz częściej w góry przybywają ludzie wykształceni, dzięki instytucjom kultury oraz rzemiosłu, dzięki zmysłowi handlowemu i szukaniu zysków zmieniły się sposoby zarobkowania, a tym samym zmienił się czysty, nieskażony charakter ludzkiej natury, a przedstawicieli starszej tradycji spotkać można jeszcze wyłącznie w najwyżej położonych wsiach. Lud tutejszy być może pozyskał nowe umiejętności, a także brzęczącą monetę, utracił jednak naturalność i niewinność. Codzienne życie mieszkańca Gór Olbrzymich dowodzi, jak niewiele potrzeba człowiekowi do szczęścia. W prosty sposób wyraża on i zaspokaja swoje potrzeby i dzięki temu bliski jest ideałowi „szczęśliwego człowieka”, który Rousseau tak bardzo chciałby narzucić całej ludzkości, a który – jeżeli w ogóle istnieje – możliwy jest wyłącznie u ludów pasterskich górskich regionów któregoś z krajów. Nigdzie indziej w takim stopniu, jak tutaj, dzieciństwo jest nieomal dokładnym, acz pomniejszonym odbiciem późniejszego dorosłego życia. Od urodzenia przywiązany do ziemi pięknej raczej, niż łagodnej, człowiek nie może mieć tutaj nadziei, że zbierze plony tam, gdzie nie posiał. Już dziecięce zabawy noszą znamiona późniejszego mozołu i wysiłku. Nieustannie będzie musiał toczyć walkę z surowym klimatem – cała postawa „małego człowieka” nacechowana jest od samego początku gotowością do walki ze swoimi największymi wrogami: wodą i zimnem. Odporność i cierpliwość wobec wybryków aury to dwie podstawowe umiejętności, jakie przekazywane są w fizycznym wychowaniu dzieci. Można by rzec, że mieszkańcowi Gór Olbrzymich nie dane jest przeżywanie prawdziwego czasu chłopięcego, że nie zna on owego szczęśliwego okresu, zwanego beztroskim dzieciństwem. A jednak rzadko kto jest tak szczęśliwy, jak on: przy swoich ograniczonych perspektywach i niewielkich potrzebach, przy jego jedynie częściowym rozwoju intelektualnym – dorosłe życie stanowi niejako przedłużenie dzieciństwa. [...] Charakterystyczna prostota mieszkającego w wyższych górach mieszkańca Sudetów objawia się w szczególności poprzez sposób zarabiana na życie, ubierania się i konstruowania domów. Na powszechne i nieomal codzienne posiłki składają się – obok chleba, mleka sera i odrobiny masła – kapusta kiszona, rzepa i ziemniaki; o wiele rzadziej, a pośród mieszkańców wyższych partii nieomal wcale, występują w jadłospisie warzywa strąkowe, groch, czy proso. Kartofle spożywane są najczęściej z solą, rzadziej okraszone masłem. Popularną potrawą jest tzw. Sauerkübel, przygotowywany z kwaśnej maślanki, mąki lub zakwaszonego ciasta, masła i soli; natomiast w dolinach – chleb, pieczony z wysuszonymi, startymi na proszek kwaśnymi jabłkami. W najbardziej odświętne dni bogatsi mieszkańcy boud pozwalają sobie na luksus spożywania kleiku ugotowanego z mąki lub kaszy manny na mleku, zwanego przez nich papką lub – jeżeli posypana zostanie tartym piernikiem i upieczona w piecu na blasze wysmarowanej masłem lub tłustą, kwaśną śmietana - „Fliesel”. Mięso u tych ubogich górali pojawia się na stole nie częściej, niż raz w roku, przeważnie tylko w Boże Narodzenie. Jedynie tak niezwykłe wydarzenia, jak wesele, stanowią dość ważny powód, by gospodarz przyjął gości mięsem z zarzniętej świeżo kozy lub kupiona z tej okazji wołowiną. Nie ma większej różnicy między śniadaniem, obiadem i kolacją, poza tą, że w porze obiadowej je się chleb, który zwykle jest zbyt drogi dla tych mieszkańców gór, którzy nie mogą go sami wypiekać, stąd nie stanowi on pożywienia codziennego. Górale gaszą pragnienie wodą źródlaną, która płynie – zimna i czysta, niczym płynny kryształ – obok jego domostwa; czasami wypije szklanicę maślanki lub odtłuszczonego mleka. Ubiór mieszkańców Sudetów nie różni się zbytnio od ubioru ich sąsiadów ze Śląska czy z Czech. Sukienny płaszcz, sięgający zazwyczaj do połowy uda, rzadziej do kolan, w kolorze granatowym, rzadziej zielonym lub szarym, kamizelka z takiegoż materiału, skórzane, krótkie spodnie w kolorze czarnym lub brudnożółtym – ani za wąskie, ani za szerokie – w sam raz, by były wygodne; niebieskie, szare lub białe pończochy z wełny, buty i prosty, trójkątny kapelusz filcowy – to typowy ubiór męski do prac pod gołym niebem i w zimnej porze roku. W domu lub w letnim upale miejscowi chodzą boso, bez płaszcza i kamizelki. Jeżeli w swoich sprawach wybiera się taki w góry, wspomaga się długim, prostym, długim na pięć czeskich stóp i grubym na półtora cala kijem świerkowym, ozuwając stopu w obuwie o grubej podeszwie, nabijanej ćwiekami. Podczas gołoledzi używa raków, a na świeżym śniegu okuć śniegowych. Kobiety noszą szarą lub kolorową spódnicę, sięgającą od bioder nieomal do pięt z materiału wełnianego i gorset z tkaniny, którego przednia część, rodzaj honorowego pancerza, sztywna i płaska, zakrywa biust – jego obyczajowe znaczenie z pewnością nie rekompensuje fizycznych szkód, jakie wyrządza. Koszula o rękawach sięgających połowy ramienia, spinana jest pod szyją szpilką, a szyja i dekolt zakrywa chusta z drukowanego płótna lnianego. Panny chodzą zazwyczaj z gołą głową, zaplatając włosy w kilka warkoczy, które tworzą na czubku głowy rodzaj gniazda, a najgrubszy z nich spływa z głowy na plecy. Mężatki noszą czepce z białego lub zadrukowanego płótna lnianego; często zarówno mężatki, jak i dziewczęta zakładają na głowę do prac domowych ze względu na higienę farbowaną lniana lub bawełniana chustę. Strój uzupełniają buty i wełniane pończochy, a także „jakla”, zazwyczaj z czarnego lub kolorowego materiału o kilku fałdach. Czerń to w ogóle obowiązujący kolor dla tej płci.
Przeciekawa to lektura, chociaż przebija z niej wyczuwalne, jednak nie obraźliwe poczucie wyższości Wiedeńczyka nad prostym ludem górali karkonoskich...

4.04.2009

Śnieżka - rozbiórka budynku obserwatorium

Już od 5 dni trwa rozbiórka górnego dysku obserwatorium na Śnieżce. Do 15 maja szczyt zupełnie zmieni swe oblicze. Pozostaje pytanie: co dalej... Mimo, że obserwatorium meteorologiczne na Śnieżce przetrwało ponad 35 zim, które przynosiły gigantyczne ilości śniegu i wichury, to jednak uległo zawaleniu dopiero w tym sezonie, który pod względem pogody nie wyróżnia się niczym szczególnym. Budynek o kosmicznym kształcie doświadczył 9 marca 1990 roku huraganowego wiatru o prędkości 346 kilometrów na godzinę. Natomiast 14 i 15 marca 2005 roku musiał wytrzymać pod naporem pokrywy śnieżnej osiągającej wysokość 247 centymetrów. Tej zimy huraganowy wiatr pojawiał się rzadziej niż zwykle, w dodatku nie przekraczał 200 kilometrów na godzinę, a pokrywa śnieżna osiągała maksymalną wysokość 104 centymetrów. Za tydzień minie miesiąc od czasu uszkodzenia budynku. Przez ten czas meteorolodzy przenosili się z budynków po stronie polskiej na stronę czeską, ratowali sprzęt pomiarowy i próbowali zachować ciągłość zbierania danych o pogodzie. Obecnie bazą meteorologów jest jeden z budynków położony po czeskiej stronie szczytu Śnieżki. Co godzinę dokonują oni odczytu stanu atmosfery z urządzeń znajdujących się kilkadziesiąt metrów od uszkodzonego budynku obserwatorium. Tak też będzie wyglądać ich praca przez następne tygodnie, jak nie miesiące, do czasu aż budynek przestanie być zagrożony zawaleniem. Jak wynika z najnowszego komunikatu prasowego IMGW, rozbiórka górnego dysku obserwatorium, którego część urwała się i opadła na środkowy dysk, rozpoczęła się we wtorek (31.03). Zajmuje się nią wrocławska firma alpinistyczna. W środę (1.04) zostały zdemontowane wszystkie urządzenia znajdujące się w pokoju obserwatorów w dolnej części dysku górnego. Zarówno urządzenia (retransmitery, komputery) oraz wyposażenie (piece akumulacyjne, biurka, krzesła, szafy) i anteny mocowane na barierkach tarasu (który uległ osunięciu) bezpiecznie przetransportowano do dysku środkowego i zabezpieczono. W czwartek (2.04) usunięto część podłogi pokoju obserwatorów, zagrażającej bezpieczeństwu ekipy remontowej, oraz podesty na tarasie widokowym i barierki tarasu. Alpiniści za pomocą przymocowanych do budynku lin spuszczają zabezpieczone przedmioty na ziemię. Rozbiórka zakończy się do 15 maja i do tego czasu górny dysk całkowicie zniknie. Części budynku trafią najpewniej za pomocą śmigłowca do Karpacza, gdzie zostaną poddane drobiazgowej analizie. IMGW zapowiada także szybkie podpisanie umowy z firmą, która przeprowadzi pełną ekspertyzę budowlaną pozostałych dysków obserwatorium. Pojawiają się głosy, że szczęśliwie katastrofa budowlana nie nastąpiła jesienią, ponieważ wtedy rozbiórkę trzeba byłoby prowadzić w samym środku zimy w skrajnych warunkach pogodowych. Natomiast obecnie warunki poprawiają się, ponieważ robi się coraz cieplej, a niebo od kilku dni jest pogodne. To jednak również stwarza pewne zagrożenia, gdyż roztapiający się śnieg może doprowadzić do kolejnych uszkodzeń. Polskie szlaki prowadzące na szczyt Śnieżki nadal są zamknięte, jednak sprzyjająca pogoda przyciąga ludzi, którzy na własne oczy chcą zobaczyć jak znika ikona Śnieżki. Na szczycie pomiary meteorologiczne prowadzone są od blisko 200 lat. Pierwsi ludzie weszli na szczyt około 1577 roku, a pierwsi Polacy 100 lat później. Pierwszy budynek obserwatorium powstał w 1900 roku i utrzymał się przez następne blisko 90 lat, kiedy został rozebrany. W międzyczasie w latach 70. ubiegłego wieku wybudowano nowoczesne obserwatorium, które właśnie teraz przeżywa kryzys. Nie można nie wspomnieć o sąsiadującej z obserwatorium kaplicy Świętego Wawrzyńca, która mimo iż powstała 300 lat temu, nadal stoi. Zdania na temat przyszłość obserwatorium są podzielone. Jedni chcą odbudowania górnego dysku, inni rozebrania całego obserwatorium i wybudowania na jego miejscu nowego, znacznie solidniejszego. Decyzja, co dalej zrobić, zostanie podjęta po przeprowadzeniu analizy pozostałych dysków obserwatorium, co nastąpi najpewniej do połowy tego roku.
Tekst za portalem Twoja Pogoda

Na moje 49 urodziny

(Uwaga! Wpis z elementami wulgarnymi!)
Ostatni raz w moim życiu obchodziłem wczoraj urodziny "przed pięćdziesiątką". Obchodziłem je z daleka... Trochę bawiłem się w "księgowego", usiłując tworzyć wstępny bilans (wychodzi na zero - a przecież wiadomo od dawna, że "bilans musi wyjść na zero!"), a trochę się powkurzałem na rzeczywistość. I przypomniał mi się niezwykle adekwatny do owego wkurzenia wiersz niejakiego Tuwima, Juliana Tuwima, słynącego raczej z twórczości dziecięcej (jakże się mylicie!). Niechaj się stanie ten trafny utworek mottem wczorajszego dnia i hasłem przewodnim dalszej mojej życiowej peregrynacji...
Absztyfikanci Grubej Berty I katowickie węglokopy, I borysławskie naftowierty, I lodzermensche, bycze chłopy. Warszawskie bubki, żygolaki Z szajką wytwornych pind na kupę, Rębajły, franty, zabijaki, Całujcie mnie wszyscy w dupę. Izraelitcy doktorkowie, Widnia, żydowskiej Mekki, flance, Co w Bochni, Stryju i Krakowie Szerzycie kulturalną francę ! Którzy chlipiecie z “Naje Fraje” Swą intelektualną zupę, Mądrale, oczytane faje, Całujcie mnie wszyscy w dupę. Item aryjskie rzeczoznawce, Wypierdy germańskiego ducha (Gdy swoją krew i waszą sprawdzę, Werzcie mi, jedna będzie jucha), Karne pętaki i szturmowcy, Zuchy z Makabi czy z Owupe, I rekordziści, i sportowcy, Całujcie mnie wszyscy w dupę. Socjały nudne i ponure, Pedeki, neokatoliki, Podskakiwacze pod kulturę, Czciciele radia i fizyki, Uczone małpy, ścisłowiedy, Co oglądacie świat przez lupę I wszystko wiecie: co, jak, kiedy, Całujcie mnie wszyscy w dupę. Item ów belfer szkoły żeńskiej, Co dużo chciałby, a nie może, Item profesor Cy… wileński (Pan wie już za co, profesorze !) I ty za młodu nie dorżnięta Megiero, co masz taki tupet, Że szczujesz na mnie swe szczenięta; Całujcie mnie wszyscy w dupę. Item Syjontki palestyńskie, Haluce, co lejecie tkliwie Starozakonne łzy kretyńskie, Że “szumią jodły w Tel-Avivie”, I wszechsłowiańscy marzyciele, Zebrani w malowniczą trupę Z byle mistycznym kpem na czele, Całujcie mnie wszyscy w dupę. I ty fortuny skurwysynu, Gówniarzu uperfumowany, Co splendor oraz spleen Londynu Nosisz na gębie zakazanej, I ty, co mieszkasz dziś w pałacu, A srać chodziłeś pod chałupę, Ty, wypasiony na Ikacu, Całujcie mnie wszyscy w dupę. Item ględziarze i bajdury, Ciągnący z nieba grubą rętę, O, łapiduchy z Jasnej Góry, Z Góry Kalwarii parchy święte, I ty, księżuniu, co kutasa Zawiązanego masz na supeł, Żeby ci czasem nie pohasał, Całujcie mnie wszyscy w dupę. I wy, o których zapomniałem, Lub pominąłem was przez litość, Albo dlatego, że się bałem, Albo, że taka was obfitość, I ty, cenzorze, co za wiersz ten Zapewne skarzesz mnie na ciupę, Iżem się stał świntuchów hersztem, Całujcie mnie wszyscy w dupę !…

2.04.2009

Carl Ernst Morgenstern w Górach Izerskich

"Było to gdzieś ze 20 lat temu. Po raz kolejny siedzieliśmy w zacisznym kąciku warsztatu artystycznego na Wilczej Porębie i gadaliśmy. Podziwiano nowe obrazy i szkice Mistrza. Bez wyjątku wszystkie inspirowane były motywami z Karkonoszy. Nieśmiało odważyłem się zadać pytanie, dlaczego Mistrz zupełnie pomija Góry Izerskie: 'Nie macie tam nic godnego uwagi, muszę malować wasz dom zdrojowy?'. Nie, nie musiał, zapytałem jednak, czy był kiedykolwiek tam, u nas. Zaprzeczył, a ja miałem teraz ułatwione zadanie, mówiąc, że nie należy osądzać czegoś, czego się nie zna. Dwa tygodnie później zjawił się u mnie jako gość z całym dobytkiem malarskim – a więc ze stalugami i kuferkiem z przyborami, szybko rozpoczął malowanie. A to rozkładał się koło zamku Gryf, a to na sposób artystyczny chwytał nastrój panujący na torfowiskach izerskich. Buchberg (Bukovec) i odludna dolina Małej Izery stały się motywami licznych studiów. Gdy wracał z Haindorf (Hejnice), ze Stolpichschlucht (wąwóz Štolpišské silnice) i z pałacu Wallensteina w Friedland (Frỳdlant), witał mnie słowami: 'Pan winien był zostać malarzem – pan widzi obrazami!'. Podpowiedziałem mu odpowiednie miejsca na artystyczne ujęcie trzech punktów; natomiast kwestia, czy świat wiele na tym stracił, że nie zostałem malarzem – niechaj pozostanie bez odpowiedzi. […] Wieczory owych dni należą do najmilszych, jakie przeżyłem w moim domu. Siedzieliśmy razem, blisko siebie, rozpostarte na stole leżały artystyczne efekty minionego dnia okraszane niejednym przaśnym żartem pana profesora, który nota bene nie darzył owego tytułu – jak to wyraził „szczególną estymą”. Dziesięć z owych szkiców ukazało się później w formie zbioru widokówek z Gór Izerskich, co zostało dzisiaj, w naszych szybkich czasach nieomal zapomniane. Spędziliśmy również niejedną przemiłą chwilę u Morgensterna. Jego ostatnim odwiedzinom w Górach Izerskich towarzyszyły niemal tragiczne okoliczności. Pewnego dnia wezwany zostałem do Domu Zdrojowego do pewnego pana, który koniecznie chciał się ze mną widzieć, co w zasadzie nie było niczym niezwykłym. Gdy wspinałem się schodami na tarasy, zobaczyłem siedzącego tam, jakby zapadniętego w siebie starego człowieka o blado-woskowej twarzy: Morgensterna. 'No, jak ten mnie od razu rozpoznał, to nie może być ze mną jeszcze tak źle!', powiedział do opiekującej się nim siostrzenicy, a do mnie rzekł: 'Teraz to pan musi przyjść do mnie, ja już do pana nie dam rady dojść'. Źle zrastające się złamanie kości nogi, jakiego doznał w 79 roku życia, przykuło go do fotela, wkrótce potem, w wieku 80 lat ostatecznie zawiesił na kołku paletę malarską i pędzel. W naszych lasach ponownie goreje świecącymi barwami jesień, którą Morgenstern tak często portretował swą wprawną ręką. Z grona uczestników spotkań z czasów, gdy obrazy te powstawały, pozostałem jeszcze tylko ja. Samotnie siedzę czasem nad lśniącą szklanicą – obrazy uśmiechają się do mnie ze ścian, a ja marzę o tamtych chwilach".
Dr Siebelt
(Tekst z "Wanderer im Riesengebirge", listopad 1928 r.)
Carl Ernst Morgenstern (ur. 1847 r. w Monachium; zm. w 1928 r. Wolfshau/Wilcza Poręba)
Malarz, pejzażysta, grafik. W 1884 r. objął we wrocławskiej Szkole Sztuki nowo utworzoną klasę Malarstwa Krajobrazowego, w 1888 r. zorganizował tamże Klasę Grafiki. W 1887 r. otrzymał tytuł profesora. Wykształcił wielu pejzażystów, m.in. E. Burkerta, S. Haertela, A. Nickischa, H. Tüpke, H. Oberländera, G. Wichmanna. W 1915 r. przeszedł na emeryturę i osiedlił się na stałe w Wilczej Porębie w Karpaczu. Swój dom w testamencie przeznaczył na potrzeby śląskich artystów.
Pejzaż wiejski - C. E. Morgenstern
Doktor Josef Siebelt - naczelny lekarz uzdrowiska Bad Flinsberg (Świeradów Zdrój)

1.04.2009

Uderz w stół przyciskiem (do papieru), a odezwie się Wyrocznia

Wpis całkowicie nie primaaprilisowy
Motto:
Doigrałem się! Przepadłem w środowisku znawców szkła artystycznego oraz muzealników! Wkrótce spodziewam się zakazu wstępu do Muzeum Karkonoskiego oraz jego rozsianych po całym Dolnym Śląsku 3 filii! A także do wszelkich hut szkła, łącznie ze znajdującą się w stanie upadłości Hutą „Krosno”. Nie będę już mógł napić się piwa z „Piesiem”, Wiater odsunie się ode mnie, jak od trędowatego, pan Henryk Łubkowski nie wpuści na teren „Huty Leśnej”. Wszystko za sprawą tego, że ŚMIAŁEM przedstawić we wpisie „Josephinenhütte - secesja, Art Déco, modernizm” opinię inną (acz nie swoją), niźli obowiązująca u de-facto-dyrektor Muzeum Karkonoskiego, pani doktor Stefanii Żelasko (pani G. Zawiła zapewne - jak wnioskuję ze słów JEDYNEJ SŁUSZNEJ Wyroczni w stopniu doktora i jej gróźb niekaralnych - bo pierwszokwietniowych - pełni tę funkcję jedynie de iure)... Ale po kolei: Odebrałem telefon, który był najwyraźniej skutkiem wspomnianego wyżej wpisu, od samej Pani Doktor, która oburzona była, że śmiałem zamieścić we fragmentach tekst pana Marka Kordasiewicza. Oto takim „nieodpowiedzialnym zachowaniem” mieszam Szanownym (i pleni titulo) Czytelnikom w głowach, promuję ignorantów i nieuków, sam przy tym nie mając pojęcia o materii, w której się wypowiadam. „Żadna Huta Józefiny!”, brzmiało w słuchawce; „to wymysł człowieka, który niemieckiego nie zna!”. „Taki [pan - dopisek mój] Kordasiewicz nie będzie kwestionował atrybucji, jakie przedstawiłam [w swojej pierwszej książce]”. I argument przedostatni – widać bardzo istotny dla mojej rozmówczyni - „Środowisko naukowe nie kwestionuje wyników moich badań […] zbieram wyłącznie pozytywne opinie”. Na koniec rozmowy zaś sugestia, bym dokonał kolejnego, tym razem „praworządnego” wpisu na ten temat, gdyż w przeciwnym razie - UWAGA! - Muzeum Karkonoskie „zastanowi się nad tym, czy będę otrzymywał dalsze zlecenia [tłumaczeń]” (to ostatni argument mojej rozmówczyni). Wpis niniejszym czynię – zgodnie z sugestią, lecz nie na skutek gróźb pani doktor. Nie jestem w stanie ocenić, gdzie istotnie leży racja. Natomiast wiem, że Muzeum Karkonoskie i jego Dział Szkła Artystycznego (spersonifikowany przez panią doktor Ż). nie ma monopolu na prawdę, tak, jak nie ma jej Radio Maryja w kwestiach wiary i polityki. A z pewnością – póki jeszcze w tym kraju nie rządzi Radio Maryja wespół z JEDYNIE SŁUSZNĄ Wyrocznią Muzealną w stopniu doktora – nie będę cenzurował własnego bloga. Szanuję dokonania pani doktor Żelasko, podziwiam jej wiedzę i z wielkim zainteresowaniem czytam jej publikacje. Jednak wbrew temu, co sama sądzi – nie jest jedynym autorytetem w „szklanych sprawach” - ani w Polsce, ani w Europie. I nie jedynym „doktorem od szkła” na Dolnym Śląsku (wspomnę tu ku przeciwwadze raz jeszcze choćby pana doktora Mariusza Ł.). Nie jest nim również pan Kordasiewicz, facet jednak przynajmniej potrafi wyartykułować swoje odmienne zdanie w sposób dość przekonujący, a przynajmniej chwytliwy. Czego życzę również pani doktor Żelasko. A jeśli chodzi o kwestię – jak to wyraziła szanowna pani doktor Ż.: „już teraz zastanawiają się [kto??? Nazwiska, adresy, marki samochodów!], czy nie uciąć ci zleceń z muzeum”, to pragnę wyjaśnić, że da się bez nich żyć. Przecież nie są to granty z Ministerstwa Kultury (oraz Dziedzictwa Narodowego)…
Ech, Szklana Pogoda...
Linki skojarzone tematycznie: 1. O to poszło... 2. Wyrocznia dyrektorem...? 3. Direktorin des „Schlesischen Museums Jelina Gora“ (niemiecki) 4. Ważna publikacja - artykuł (niemiecki, plik PDF)

Flagi

free counters