- Prof. dr Peter Sprengel z Freie Universität Berlin;
- Prof. dr Wojciech Kunicki z Uniwersytetu Wrocławskiego;
- Dr Antje Johanning z Uniwersytetu w Kownie;
- Dr Przemysław Wiater z Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze;
- Dr Margreet Nouwen z Archiwum Maxa Liebermanna w Berlinie;
- Dr Agata Duda z Biblioteki Śląskiej w Katowicach;
- Henryk Waniek, malarz i pisarz z Warszawy.
19.11.2008
Konferencja Hauptmannowska
17.11.2008
O Dolinie Pałaców i Ogrodów raz jeszcze
Tysiące turystów podróżujących do Karpacza czy Szklarskiej Poręby zwykle mija ten teren, nie wiedząc, że są o krok od niezwykłych miejsc. U podnóża Karkonoszy rozciąga się dolina o niespotykanej w Europie liczbie zabytków, często na średniowiecznych i renesansowych fundamentach. Na całym Dolnym Śląsku znajduje się 25 proc. wszystkich pałaców i zamków w Polsce, a w Kotlinie Jeleniogórskiej widać to najwyraźniej. Jednego dnia objechałam kilka pięknych miejsc o bogatej historii. To ledwie fragment tego, co warto odwiedzić - samochodem lub rowerem - właśnie teraz, kiedy nie ma jeszcze turystów. A zjawią się niebawem, kiedy większość rezydencji odzyska dawny blask. Na razie podróż po dolinie pałaców i ogrodów ma smak pionierskich wypraw. Co parę kilometrów odkrywa się perełki, o których nie wiedzą nawet Dolnoślązacy. Znakomicie znają je natomiast Niemcy - autokary zza zachodniej granicy zjeżdżają tu przez cały rok. STANISZÓW Ile kosztuje bycie panem na pałacu? Najpierw 400 tys. zł na kupno rezydencji, potem wielokrotność tej sumy na niekończący się remont. - Budynek z zewnątrz wydaje się skromny, ale kiedy zobaczyłem park, wiedziałem, że to będzie moje miejsce - mówi Wacław Dzida, od trzech lat pan na pałacu w Staniszowie, gdzie dziś mieści się nieduży hotel. Z wejścia do ogrodu, nad którym tkwi herb von Reussów z 1787 r. rozciąga się widok na polanę, wielowiekowe dęby i czerwone buki, stawy, tarasy różane, fontannę, mostki i alejki. Kiedyś był to jeden z najpierwszych na Śląsku angielskich parków krajobrazowych: z ruinami zamku, sztuczną grotą, pustelnią, wiszącą skałą. Miejsce podziwiała księżna Izabela Czartoryska: "Wybraliśmy się do Staniszowa. Wieś ta stanowi własność hrabiego Reuss. Przyroda tu piękna, położenie zachwycające. Nic nie zostało zepsute i wszystko, co jest dziełem ręki ludzkiej, zdaje się być dziełem natury. W ustronnym lesie stoi na skale mała pustelnia; przed nią skała zawieszona niemal w powietrzu, oparta na krawędzi kamienia, który się tam stoczył". Późnobarokowy pałac książąt von Reuss (w PRL-u sanatorium dziecięce i punkt szkoleniowy straży pożarnej) przetrwał w niezłym stanie. Urzekła mnie mozaika dębowo-mahoniowo-bukowa w sali lustrzanej, bogata stolarka drzwi i okien, schody, sztukaterie i kominki. W kameralnym hotelu pokoje podzielono według miesięcy - stąd chłodny, błękitny wystrój stycznia czy zielono-wiosenny marzec. Do Staniszowa trafiają niecodzienni goście: księżna Schaffgotsch, która przed wojną mieszkała po sąsiedzku w pałacu w Cieplicach i przyjaźniła się z Reussami, czy jeden z książąt von Reuss z rodziną. - Wszyscy Reussowie mieli na imię Heinrich, tylko zmieniały im się numery. Numeracja startowała od nowa z początkiem wieku, ten był jedenasty - śmieje się Wacław Dzida. Po galerii w pałacowej oranżerii oprowadza jego narzeczona Agata Rome, historyk sztuki. - Promujemy twórców regionu - pokazuje prace jeleniogórskich malarzy i ceramików. - Postawiliśmy na młodych i utalentowanych. KARPNIKI Niepozorna szopa z solidnymi drzwiami obłożona brzozowymi gałązkami i brzozową korą to lodownia. Trzymano tu wyrąbane w stawie bryły lodu, w których chłodzono połcie surowego mięsa. Budynek gospodarczy należy do Dębowego Dworku w Karpnikach, trzykondygnacyjnej eklektycznej willi (architekt Ende Böckmann) z 1875 r., pięknie wkomponowanej w leśne tło i Góry Sokole. Ostatnia właścicielka Austriaczka Anna Aichinger wyjechała stąd dopiero w latach 80. Sprzedała budynek i - jak twierdzą miejscowi - wywiozła dwa wagony mebli. W XIX wieku był tu myśliwski domek barona Ulricha de Tamneux von Saint Paul, marszałka dworu księcia Hesji. Liczne podróże i botaniczna pasja barona zaowocowały pierwszym na Śląsku ogrodem botanicznym. Wokół willi posadził rododendrony, magnolie, lilie, tulipanowce, surmie, cyprysy, brzozy o wielkich liściach (część zachowała się do dziś). W oknach efektowne witraże z motywami marynistycznymi, bo baron był adiutantem admirała Adalberta von Preussen. Stąd także kotwica w kracie na drzwiach i nietypowy sufit - wygląda jak odwrócony kadłub statku. Myśliwski charakter nadają wnętrzu żyrandole z poroży, sceny z polowań na tkaninach. W starannie wykończonych salach uwagę przykuwa potężne lustro ze śladem po kuli. - Kiedy weszli tu Sowieci, szybko trafili do dobrze zaopatrzonej piwniczki. Pijaństwo skończyło się awanturą i stąd ślady po strzelaninie - opowiada Antoni Wójcikiewicz, stróż dworku. Opiekuje się nim pod nieobecność właściciela, biznesmena z Wrocławia, który jeszcze w tym roku otworzy tu luksusowy pensjonat. PAULINUM Pałac, choć położony w Jeleniej Górze, nie ma charakteru rezydencji miejskiej. Przeciwnie - zajmuje wzgórze na obrzeżach miasta, schowany w bogatej zieleni, sprawia wrażenie kompletnego ustronia. Nazwa Paulinum pochodzi od imienia Paula Kottinga, pierwszego superiora zakonu jezuitów, który kupił majątek w 1655 r. W XIX w. nabył go jeleniogórski fabrykant Richard von Kramst. To on zlecił założenie parku i wzniósł rezydencję (projektu architekta Kurta Spite) na specjalnie uformowanej skarpie. Przed wojną pałac zajęła NSDAP jako ośrodek szkoleniowy. Przez ostatnie pół wieku służył oficerom za kasyno, a od miesiąca działa tu elegancki hotel. Na gości czeka apartament różany z kwiatową polichromią na suficie, słoneczny pokój generalski z widokiem na Śnieżkę, pokój secesyjny, apartament biedermeierowski z efektowną okrągłą sypialnią, dwupoziomowe pokoje na poddaszu, pokój Ludwika Filipa i apartament kolumnowy. Każde wnętrze urządzono oryginałami lub kopiami antyków w innym stylu. Z biureczkami, toaletkami i sofami współgrają XIX-wieczne litografie pałaców i dworów Kotliny Jeleniogórskiej. Duże wrażenie robi wyłożona kaflami sala myśliwska (dziś bilardowa), gdzie kiedyś rozbierano upolowaną zwierzynę. Oszałamia Sala Gdańska - przestronne mroczne pomieszczenie z masywnymi meblami i mieniącą się złotem mozaiką na sklepieniu. W dawnej siedzibie rodu Kramstów zadbano nie tylko o staranną renowację tego, co stare i cenne. W przyziemiu jest centrum rekreacyjne z saunami, jacuzzi, grotą solną, osobne wejście i winda dla osób na wózkach. Po wojnie pałac zamieniono w centralną składnicę dzieł sztuki odnalezionych na Dolnym Śląsku. Ośrodkiem, w którym wypoczywali także historycy sztuki i muzealnicy, kierowała Barbara Tyszkiewicz. Jej córka, Beata, wspomina w swojej autobiografii Marię Dąbrowską, Annę Kowalską, Kazimierza Michałowskiego, Władysława Tatarkiewicza, Aleksandra Gieysztora („w którym kochałam się na zabój") czy Stanisława Dygata, którego oblała z góry na dół w lany poniedziałek („za karę musiałam przez tydzień przepisywać »Trybunę Ludu «"). Kilka lat temu Paulinum kupiła prywatna spółka założona przez miłośników i konserwatorów zabytków i perfekcyjnie odrestaurowała zeszpecony budynek. CZARNE Nie wiadomo, czy zostałby tu kamień na kamieniu, gdyby nie pasja architekta Jacka Jakubca, który 20 lat temu zaczął się opiekować renesansowym dworem w Czarnem. Renesansowe korzenie ma większość rezydencji w Kotlinie, ale też większość była potem przebudowywana. W Czarnem zachował się dziedziniec i galerie, choć nie ma już renesansowych szczytów. Kamienna budowla z połowy XVI w., otoczona murami obronnymi z wieżą-bramą i fosą, należała do Schaffgotschów. Wielokrotnie zmieniała właścicieli - ostatni niemieccy mieszkańcy wyprowadzili się w 1946 r., zostawiając dwór w niezłym stanie. Dopiero decyzja o powstaniu PGR-u doprowadziła rycerską siedzibę do fatalnego stanu. Dziś powoli odzyskuje dawną świetność m.in. dzięki środkom unijnym. Remont wciąż trwa, ale warto zatrzymać się w dawnej podmiejskiej wsi, przejść przez most, zajrzeć na dziedziniec, poprosić o możliwość wejścia do komnat z oryginalnymi belkami i resztkami renesansowych polichromii. Mieści się tu Fundacja Kultury Ekologicznej, która planuje stworzenie ośrodka szkoleniowego, z restauracją i salą wystaw. Ma też powstać wszechnica rękodzieła tradycyjnego - Polacy, Niemcy i Czesi specjalizujący się w kamieniarce, ciesielce i konserwacji mebli będą się uczyć od siebie.
ŁOMNICA - Dla mnie to było odkrycie na miarę Kolumba - Elisabeth von Küster wspomina pierwszą wizytę w Łomnicy w 1991 r. - Wspaniała panorama Karkonoszy, malownicze wsie, słodki krajobraz. I tak blisko Berlina! W Berlinie studiowała wtedy prawo, razem ze swoim chłopakiem, dziś mężem. To Ulrich von Küster namówił ją, żeby odwiedzili posiadłość, gdzie urodził się i wychował jego ojciec i skąd w 1945 r. jego rodzina uciekła z kilkoma walizkami w ręku. Zastali pegeerowską ruinę, drut kolczasty i tabliczkę "Zakaz fotografowania". Zawiązali spółkę polsko-niemiecką i kupili rodzinne włości. Zaciągnęli kredyty ("banki uważały nas za ekscentryków, a Polskę za niebezpieczny kraj"), sprzedali porcelanowy ślubny serwis, żeby kupić cement, a tradycją świąteczną stała się zrzutka na kolejne belki stropowe. Historia tego miejsca sięga średniowiecza. Łomnica należała do rycerskiej rodziny von Zedlitz, potem m.in. do Kristiana Mentzla, zamożnego handlarza lnem, w końcu do dyplomaty pruskiego Carla von Küstera. Pałac (architekt Albert Tollberg) i tzw. Dom Wdowy, barokowa rezydencja dla seniorów rodu, otaczał wspaniały park ciągnący się wzdłuż rzeki. Dziś jest tu centrum konferencyjno-wystawiennicze, a w Domu Wdowy przytulny hotel, z rodzinną atmosferą (na tych, którzy zamówią pobyt romantyczny, czeka szampan, róże w pokoju i kolacja przy świecach). Z Berlina Küsterowie przenieśli się do Goerlitz, bliżej Łomnicy. Rodową posiadłością opiekuje się Elisabeth. Zbiera dokumentację o okolicy, robi wystawy o dziedzictwie regionu. Jej kuchnia słynie z placków z makiem i kruszonką, które - jak twierdzi - są tutejszą specjalnością. Tydzień po Wielkanocy zaprasza do pałacu na wielki świąteczny jarmark regionalnych twórców. 6 maja (2005 r.) zostanie tu otwarta polsko-niemiecka wystawa "Dolina zamków i ogrodów".
16.11.2008
Park Kulturowy w Kotlinie oznakowany

15.11.2008
Zamknęli (chwilowo) Wikipedia.de
"Na podstawie tymczasowego zarządzenia sądu krajowego w Lubece z 13 listopada 2008 na wniosek Lutza Heilmanna, posła do Bundestagu z ramienia Lewicy (Die Linke) zabrania się Stowarzyszeniu Wikimedia Deutschland e.V. „przekierowywania adresu internetowego 'wikipedia de' na adres 'de.wikipedia.org'”, do czasu, gdy pod adresem 'de.wikipedia.org' „publikowane będą określone wypowiedzi na temat Lutza Heilmanna”. Z tego względu oferta na „wikipedia.de” zostaje zawieszona w swojej dotychczasowej formie.
Stowarzyszenie Wikimedia Deutschland e.V. złoży zażalenie na to postanowienie".
Wino marki "wino"
Nie miałem pojęcia, że ciągle jeszcze trwa produkcja tego "ślachetnego" trunku. Nie chciało mi się wierzyć, że w dalszym ciągu znajdują się jego amatorzy. Widać tradycja w narodzie nie ginie, a przemysłowi jabolowemu nie straszne kapitalizmy i wolne rynki!14.11.2008
Seidensticker odpowiada
"Polen muss endlich begreifen, dass es kein Opfervolk ist. Diese Sichtweise ist ein Märchen! Wahr ist, dass die ponischen Eroberer Schlesiens, Pommerns und Ostpreussens, viele Deutsche bestialisch umgebracht haben. Die meisten deutschen Friedhöfe wurden von Polen verwüstet und geschändet. Wie passt das mit dem von den Polen so offensiv nach aussen getragenen Katholizismus zusammen? Gar nicht! Ebensowenig passt dazu, dass man es in Polen nicht für notwendig hält, sich bei den Deutschen zu entschuldigen, bei all denen, deren Seelen Schaden genommen haben, durch polnische Grausamkeiten! Dazu passt ebensowenig die Tatsache, dass deutsche Spuren getilgt und verleugnet werden.
Von Deutschland aus rufe ich den Polen zu: Steht zu Eurer Vergangenheit, steht zu Euren Verbrechen und begreift, dass das Land in dem ihr wohnt,den Deutschen völkerrechtswidrig geraubt wurde! Deshalb sind die deutschen Häuser, Höfe, Felder auch immer noch das Eigentum der ehemaligen Bewohner und deren Nachkommen. Wir Deutschen sind zur aufrichtigen Freundschaft bereit, wenn Polen damit beginnt, die Wahrheit zu akzeptieren!
Freundliche Grüße
Lars Seidensticker"Powyższy tekst otrzymałem pocztą elektroniczną 14.11. 2008 o godzinie 11.27
"Polska musi wreszcie zrozumieć, że nie jest narodem ofiar. Ten punkt widzenia włożyć należy między bajki. Prawdą jest, że po(l)scy zdobywcy Śląska, Pomorza i Prus Wschodnich zabili bestialsko wielu Niemców. Większość niemieckich cmentarzy została zniszczona i zhańbiona przez Polaków. Jak przystaje to do tak ofensywnie obnoszonego na zewnątrz przez Polaków katolicyzmu? Wcale! Nie przystaje do tego również, że w Polsce nie uważa się za konieczne, by przeprosić Niemców, wszystkich tych, których dusze ucierpiały z powodu polskiego okrucieństwa. Równie mało pasuje do tego fakt, że niszczy się i zaprzecza niemieckim śladom (historycznym). Wzywam z Niemiec Polaków: nie wstydźcie się swojej przeszłości, przyznajcie się do waszych zbrodni, że ziemie, na których mieszkacie, zostały zrabowane Niemcom w sposób sprzeczny z prawami człowieka! Dlatego niemieckie domy, gospodarstwa rolne, pola są ciągle jeszcze własnością byłych mieszkańców i ich potomków. My, Niemcy, jesteśmy gotowi do szczerej przyjaźni, jeżeli Polska zacznie akceptować prawdę! Uprzejme pozdrowienia Lars Seidensticker"
Ratujmy jakoś Dom Gwarków!

Bezcenny zabytek, najstarszy drewniany budynek na Dolnym Śląsku, może nie przetrwać kolejnej zimy.
Dach pochodzącego z 1601 r. Domu Gwarków w Jeżowie Sudeckim, koło Jeleniej Góry, zupełnie już się rozpadł i do wnętrza leje się woda. Jego właścicielem jest rolnik Czesław Kozubski. Nie ma pieniędzy, więc tylko prowizorycznie okłada deski folią i starymi wykładzinami. O państwowe fundusze na ratowanie obiektu nie zamierza się starać, bo wcześniej ministerstwo kultury dwukrotnie odmówiło mu dofinansowania. Dlaczego? Brakowało pieniędzy, a wniosek zawierał błędy. Według ówczesnych przepisów prywatni właściciele mogli starać się o publiczne pieniądze na remont jedynie wówczas, gdy obiekt służył celom publicznym. Tymczasem z Domu Gwarków korzysta jedynie Kozubski - trzyma w nim siano. Przepisy ograniczające przydział publicznych pieniędzy na remonty prywatnych zabytków już zmieniono. - Istnieje możliwość uzyskania dofinansowania na roboty budowlane przy obiekcie wpisanym do rejestru zabytków, lecz po złożeniu poprawnego wniosku - informuje Tomasz Merta, podsekretarz stanu w ministerstwie kultury. Termin składania dokumentów mija 30 listopada. Jednak zniechęcony odmowami właściciel Domu Gwarków nie zamierza prosić o wsparcie. - Siedem lat się staram. Głupka ze mnie robią, bo ciągle odmawiają - mówi wzburzony. Deklaruje, że odbuduje dach, gdy sprzeda pół hektara pola. Jednak to samo mówił na początku roku i do tej pory nie wykonał żadnych prac. - Nie znalazłem kupca - tłumaczy. Jednocześnie nie chce słyszeć o sprzedaży zabytkowego budynku. Choć teraz nie ma 100 tys. zł potrzebnych na nowy dach, to liczy, że za kilka lat ktoś z jego rodziny zainwestuje wielokrotnie więcej i otworzy tu restaurację. Wojciech Kapałczyński, kierownik jeleniogórskiej delegatury Urzędu Ochrony Zabytków, nie wyklucza, że zostanie wydany nakaz remontu. - Jeśli właściciel go zignoruje, zostanie wywłaszczony. Tak jak w przypadku zabytkowej huty Julia w Szklarskiej Porębie - twierdzi konserwator.Sprawa Domu Gwarków ciągnie się już od lat. Wczoraj rozmawiałem nawet krótko na ten temat z Emilem Mendykiem, działającym aktywnie w Stowarzyszeniu na Rzecz ratowania domów przysłupowych na Łużycach. Nie sądzę jednak, by udało się "podpiąć" Dom Gwarków pod to Stowarzyszenie. Istotnie pan Czesław od kilku lat boryka się z należącym do niego zabytkiem. Być może chce ubić przy okazji własny interes - nie podoba mi się jego stwierdzenie, że nie będzie składał kolejnego wniosku, bo się "zniechęcił"., jednak nie znam ani człowieka ani jego punktu widzenia (gazeta to jednak nie to samo, co rozmowa osobista). Ale z drugiej strony po kij są tacy (pożal się Boże) urzędnicy, jak pan Merta, który metodą palcową wskazuje błędy we wniosku, zamiast odesłać odpowiednio poprawiony wniosek do pana Kozubskiego, by ten zechciał go podpisać i złożyć ponownie. Czy to aż taka filozofia, panie podsekretarzu? Kapałczyński oczywiście swoje - ale na tego pana szkoda już miejsca na tym blogu. Warto chyba pójśc z aparatem do Jeżowa i zrobić pożegnalne zdjęcia Domu Gwarków, o którym pisali i Herbst i Vogt i Hensel w swoich "Kronikach" Jeleniej Góry, który stanowi(ł) architektoniczne świadectwo "górniczego" charakteru wsi Grunau - przynajmniej w niektórych wiekach. Na uratowanie budynku raczej nie liczę...
13.11.2008
Link do artykułu
Wraca stare (w Niemczech), czyli "w koło Helmucie"
No żesz...! Kolejny głos wpisujący się w powiedzenie mojej Babci: "Jak świat światem nie będzie Niemiec Polakowi bratem". Tym razem wprawdzie jedynie z ust lokalnego polityka, jednak nie łudźmy się: pod tym artykułem i pod wypowiedziami Seidenstrickera podpisałoby się wcale niemałe grono Niemców i bardzo liczni politycy szczebla federalnego... Przy tym stosuje on tu zarówno demagogię, manipulację faktami jak i relatywizację zbrodni. W kilku miejscach mija się z prawdą. O tzw. "Krwawej Niedzieli" w Bydgoszczy-Szwederowie (rodzinnym mieście mojego Ojca) dyskutowano wiele (vide: TU i TU), udział w panelowych debatach brałem niegdyś i ja. O rozliczaniu się Niemiec ze zbrodniczą przeszłością w kraju tym dawno już zapomniano (we wschodnich Niemczech neonaziści są członkami rad miejskich, a nawet parlamentów krajowych). O tym, że ludzie niekoniecznie lubią, gdy mówi się im nieprzyjemną prawdę o swoim narodzie, uświadamiają mi niemieccy turyści podczas mojej pracy w charakterze przewodnika wycieczek niemieckich (a nie staram się unikać drażliwych tematów, raczej przeciwnie...). Wydaje mi się jednak istotne, by ten tekst znalazł się w polskim tłumaczeniu dostępny dla moich "Współplemieńców": niekiedy nieufność Braci Małej Kaczki wobec naszych zachodnich sąsiadów wcale nie jest aż taka niezrozumiała... Nie mam ochoty na merytoryczne "niszczenie" pana Seidenstrickera - za niski poziom jak na moje potrzeby. Ale jako mawiał Mały Rycerz: "memento mori"...
- Akurat Polska!
- Pokojowe mocarstwo Niemcy
- Polska zawdzięcza niepodległość przede wszystkim Niemcom
- W jaki sposób Polska wykorzystała odzyskaną wolność?
- Wystąpienia przeciwko Niemcom
- O czym Merkel nie mówi gazecie „Fakt“
- Hańbiący występ
- Romantyka zbójecka zamiast przyznania się do winy
- Lars Seidenstricker (rocznik 1971) - dolnosaksoński polityk lokalny, członek Zarządu Federalnego Inicjatywy Obywatelskiej „pro Deutschland” (Bürgerbewegung pro Deutschland ) i przedstawiciel Związku Właścicieli Wschód (Eigentümer-Bund-Ost)
11.11.2008
Dlaczego 11 listopada?
Przerażające jest, jak mało moi Rodacy wiedzą o dniu 11 listopada 1918 roku, o wydarzeniach dzień ten poprzedzający i o dniach następnych. W tym roku częściej słyszałem określenie "długi weekend", niźli "Święto Narodowe" czy też "Święto Niepodległości". Garść faktów więc - ku przypomnieniu...

Nowe europejskie państwo nie było pupilkiem polityków, ani ze wschodu, ani z zachodu. O Polsce wyrażali się wówczas (i później):11 listopada 1918 r. - w Compiegne we Francji podpisano zawieszenie broni będące kapitulacją Niemiec i kończące I wojnę światową.
Rada Regencyjna natychmiast, tj. w dniu 11 listopada, przekazała w ręce Józefa Piłsudskiego - jako tymczasowego naczelnika państwa - całą władzę cywilną i wojskową, a następnie rozwiązała się. Tym sposobem władza polska w Warszawie nie wyłoniła się z porozumienia polskich stronnictw, jak to się prowizorycznie stało poprzednio w Galicji i jak to próbował w Warszawie przeprowadzić Głabiński. Nie wyłoniła się nawet z jednostronnego, lecz bądź co bądź samowładnego zamachu, jak rząd lubelski powstała ona pośrednio, ale w prostej linii - z nominacji niemieckiej.
Warszawa - Dekret Rady Regencyjnej do narodu polskiego o przekazaniu władzy wojskowej Józefowi Piłsudskiemu Wobec grożącego niebezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego, dla ujednostajnienia wszelkich zarządzeń wojskowych i utrzymania porządku w kraju, Rada Regencyjna przekazuje władzę wojskową i naczelne dowództwo wojsk polskich, jej podległych, Brygadierowi Józefowi Piłsudskiemu. Po utworzeniu Rządu Narodowego, w którego ręce Rada Regencyjna, zgodnie ze swymi poprzednimi oświadczeniami, zwierzchnią władzę państwową złoży, Brygadier Józef Piłsudski władzę wojskową, będącą częścią zwierzchniej władzy państwowej, temuż Rządowi Narodowemu zobowiązuje się złożyć, co stwierdza podpisaniem tej odezwy. Dano w Warszawie, dnia 11 listopada 1918 roku. Aleksander Kakowski Józef Ostrowski Zdzisław Lubomirski Józef PiłsudskiWarszawa - Pismo Rady Regencyjnej do Naczelnego Dowódcy Wojsk Polskich Józefa Piłsudskiego składającego w jego ręce władzę państwową Do Naczelnego Dowódcy Wojsk Polskich Józefa Piłsudskiego. Stan przejściowy podziału zwierzchniej władzy państwowej, ustanowiony odezwą z dnia 11 listopada 1918 roku, nie może trwać bez szkody dla powstającego Państwa Polskiego. Władza ta powinna być jednolita. Wobec tego, kierując się dobrem Ojczyzny, postanawiamy Radę Regencyjną rozwiązać, a od tej chwili obowiązki nasze i odpowiedzialność względem narodu polskiego w Twoje ręce, panie Naczelny Dowódco, składamy do przekazania Rządowi Narodowemu. Dano w Warszawie, dnia 14 listopada 1918 roku. Aleksander Kakowski Zdzisław Lubomirski Józef Ostrowski
Mołotow nazwał ją "potwornym bękartem traktatu wersalskiego". Stalin mówił o niej jako o "przepraszam za wyrażenie, państwie".
Dla J. M. Keynesa, teoretyka współczesnego kapitalizmu, była "ekonomiczną niemożliwością, której jedynym przemysłem jest żydożerstwo".
Lewis Namier (lewicowy polityk brytyjski) uważał, że jest "patologiczna".
E. H. Carr (brytyjski polityk wielbiący Rosję) nazwał ją "farsą".
David Lloyd George mówił o "defekcie historii", twierdząc, że "zdobyła sobie wolność nie własnym wysiłkiem, ale ludzką krwią" i że jest krajem, który "narzucił innym narodom tę sama tyranię", jaką sam przez lata znosił. "Polska", powiedział, jest pijana młodym winem wolności, które jej podali alianci", i "uważa się za nieodparcie uroczą kochankę środkowej Europy". W 1919 roku Lloyd George miał podobno powiedzieć, że prędzej oddałby "małpie zegarek" niż Polsce Górny Śląsk. W 1939 roku oświadczył, że Polska "zasłużyła na swój los"'
Hitler nazywał ją "państwem, które wyrosło z krwi niezliczonych niemieckich pułków", "państwem zbudowanym na sile i rządzonym przez pałki policjantów i żołnierzy", "śmiesznym państwem, w którym (...) sadystyczne bestie dają upust swoim perwersyjnym instynktom", "sztucznie poczętym państwem", "ulubionym pokojowym pieskiem zachodnich demokracji, którego w ogóle nie można uznać za kulturalny naród", "tak zwanym państwem, pozbawionym wszelkich podstaw narodowych, historycznych, kulturowych czy moralnych".I jeszcze mapa ze świetnym i autentycznym komentarzem z czasów początków II Rzeczypospolitej:

