25.03.2009

Josephinenhütte - secesja, Art Déco, modernizm

Huta Józefiny (Josephinenhütte)
Bogu - co boskie, cesarzowi - co cesarskie, a pani doktor Stefanii Żelasko oddać należy, co jej należne: wielki szacunek za tę benedyktyńską robotę. W 2005 r. nakładem Glasmuseum Passau ukazała się ważna i piękna pozycja jej autorstwa pt.: "Gräfliche Schaffgotsch'sche Josephinenhütte - Kunstglasfabrik in Schreiberhau und Franz Pohl 1842 - 1900" z podtytułem "Ein Beitrag zur Kulturgeschichte des Hirschberger Tales" [ISBN 3-927218-94-4] (niestety tylko w języku niemieckim i angielskim). Wkrótce zaś - jak dowiedziałem się od Autorki - na rynku pojawi się kontynuacja tej pracy - zamieszczam więc odpowiedni komunikat, bo rzecz warta jest i lektury i łakomych oczu spojrzeń na owe szklane cudeńka, wspaniale sfotografowane i opisane. Przyznać jednak muszę, że nie jestem znawcą szkła artystycznego, raczej jego oglądaczem, może nawet „podziwiaczem” , a z pewnością dość wiernym użytkownikiem (szczególnie tych bardziej filigranowych wyrobów o pojemności do 100 gram). Dla obiektywizmu opinii przedstawię więc fragmenty recenzji pióra pana Marka Kordasiewicza (otrzymałem na to pozwolenie od Autora, ze wskazaniem, że pełny tekst recenzji ukazał się także w "Roczniku Jeleniogórskim", tom XXXIX 2007, str. 303) pierwszej ze wspomnianych prac pani dr Żelasko, który nie popada w tak bezkrytyczny zachwyt nad książką, jaki w samouwielbieniu demonstruje jej Autorka. Pełny tekst znajduje się również w formacie PDF na stronie Paperweights.
Uwagi o publikacji „Gräflich Schaffgotsch’sche Josephinenhütte”
Marek Kordasiewicz
W 2005 r. nakładem wydawnictwa Georg und Peter Höltl, Glasmuseum Passau ukazała się niemieckojęzyczna publikacja „Gräflich Schaffgotsch’sche Josephinenhütte. Kunstglasfabrik in Schreiberhau und Franz Pohl 1842-1900” autorstwa Stefanii Żelasko. Jest to obecnie najobszerniejsza praca poświęcona hucie szkła Josephinenhütte° i pierwsza próba całościowego ujęcia działalności huty i jej twórcy Franza Pohla w latach 1842-1900. [...] Jak deklarowała Autorka podczas swoich wystąpień poprzedzających ukazanie się książki, publikacja ta jest efektem jej pracy doktorskiej. Można więc było oczekiwać naukowego podejścia do tematu i bardzo bogatego udokumentowania przedstawionych informacji i wywodów. […] Autorka starała się udowodnić odrębność stosowanej w Josephinenhütte technologii szklarskiej na podstawie dokumentów archiwalnych i wyrobów szklarskich prezentowanych w katalogu na ponad 300 fotografiach. [...] Uwagę zwraca jednak brak dokumentacji na poparcie tak dokładnych atrybucji. Jeżeli o pochodzeniu szkła z Josephinenhütte można jeszcze wnioskować z przesłanek takich jak forma, zastosowana charakterystyczna technika czy specyficzny rodzaj masy szklanej, to już podawanie autorstwa projektu czy osoby szklarza wykonującego dany przedmiot wymaga jednoznacznego udokumentowania. W przytaczanych materiałach na które powołuje się Autorka brak jest jednak takich dowodów. Podstawa wywodów i jednoznaczność atrybucji dokonanych przez Autorkę budzi więc w tej materii duże wątpliwości. Czytelnik zadaje tu sobie pytanie, czy istnieją jakieś źródła archiwalne znane Autorce, które pozwoliły na tak jednoznaczne atrybucje, a które nie zostały w publikacji ujawnione? Mogłyby to być jedynie oryginalne wzorniki z huty lub inne publikacje ilustrujące konkretne wyroby. Niestety, źródła na które się powołuje Autorka w przeważającej mierze nie mają takiego charakteru. W większości prezentowanych w książce szkieł trudno jest podważyć lub potwierdzić podane przez autorkę atrybucje. Jednak w przypadku wąskiej grupy niezwykle istotnych technologicznie wyrobów z karkonoskich hut szkła°, w tym Josephinenhütte możliwa jest jednoznaczna weryfikacja twierdzeń Autorki. Chodzi tu o szkła w technice filigranu i millefiori, gdzie z uwagi na postęp badań w tym zakresie i dostępne publikacje z tego tematu dysponujemy niezbędną wiedzą do prawidłowej atrybucji przedstawionych szkieł i materiałów. [...] Analiza szkła millefiori może być doskonałym narzędziem do prawidłowej atrybucji wielu wyrobów z niego wykonanych. Niezbędna jest tu jednak rzetelna wiedza i doświadczenie. W przypadku niniejszej publikacji i przedstawionej bibliografii widać, że Autorka swą wiedzę na temat millefiori czerpała głównie z pozycji „The Encyclopedia of Glass Paperweights” Paula Hollistera, nie uwzględniając najnowszych materiałów z tej dziedziny. „Encyklopedia” jest co prawda dziełem sztandarowym, zawiera dużo podstawowych i do dzisiaj aktualnych informacji na temat szklanych przycisków do papieru i technik w nich stosowanych. Jednak oparcie się głównie na lekturze nawet tak znakomitej książki nie daje wystarczającej wiedzy niezbędnej do naukowych analiz przedmiotu. [...] Przytoczone fakty zmuszają niestety do krytycznego podejścia do niniejszej książki. Na obronę Autorki można zaliczyć chęć przywrócenia należnej pozycji hucie Józefiny w świetle dotychczasowych publikacji z dziedziny szkieł z obszaru Karkonoszy. Jednakże forsowane przez Autorkę nieuprawnione teorie sprawiły, że cała publikacja straciła wiarygodność i powinna być krytycznie oceniana przez fachowców i miłośników XIX-wiecznego szkła. Świadomy tego Czytelnik będzie w stanie właściwie skorzystać z analizy archiwalnych materiałów, które mimo wszystko są wartością tej książki. Pozostaje mieć nadzieję, że w następnych publikacjach Autorki zwycięży jednak naukowa rzetelność. ° Proponowane i wprowadzone przez Autorkę określenie „huta Josephine” zamiast potocznego spolszczenia „huta Józefina” również jest nieścisłe – prawidłowo powinno być „huta Józefiny”, gdyż tak brzmi nazwa własna huty w tłumaczeniu na język polski. ° Przed powstaniem Josephinenhütte po śląskiej stronie Karkonoszy działały dwie, mające duży wpływ na odrodzenie i rozwój techniki filigranu i millefiori huty w osadach Hoffnungsthal i Carlsthal. Tam również w czasie istnienia Josephinenhütte wytwarzane były szkła we wszystkich zaawansowanych technikach. Również huty po czeskiej stronie Karkonoszy produkowały szkła filigranowe, inkrustowane i millefiori. Pamiętać należy, że w większości źródeł z 1 połowy XIX wieku dotyczących działalności tej huty jej oryginalna nazwa brzmi „Carlsthal”. Autorka natomiast wprowadziła w całej publikacji nazwę „Karlstal”, spotykaną czasem w materiałach XX-wiecznych, kiedy huta w tej osadzie już nie istniała.

IMGW na temat Śnieżki

Biuro prasowe IMGW wydało następujący, długi komunikat:
Stan prac na Śnieżce
20 marca br w WOM Śnieżka odbyło się spotkanie zespołu złożonego z przedstawicieli nadzoru budowlanego, prokuratury rejonowej, zespołu ekspertów z Politechniki Wrocławskiej oraz Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Zespół ten dokonał oględzin obiektu i podjął decyzję o udostępnieniu pracownikom IMGW części środkowego i dolnego dysku. Została także wydana wstępna zgoda na przeprowadzenie, przez specjalistyczne ekipy, demontażu urządzeń i wyposażenia znajdującego się w i na uszkodzonym górnym dysku oraz na przystąpienie do rozbiórki górnego dysku po opracowaniu i zatwierdzeniu projektu rozbiórki. Szczególnie pilne jest usunięcie i zabezpieczenie ruchomych elementów, które w przypadku wystąpienia silnego wiatru mogą stanowić zagrożenie dla osób przebywających w budynku i w jego otoczeniu oraz powodować dalszą destrukcję obiektu. Równolegle z ww. zespołem pracowały na Śnieżce (w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych) ekipy IMGW, które: 1. instalowały nową automatyczna stację MAWS w ogródku meteorologicznym z deszczomierzami (obok WOM Śnieżka); 2. uruchamiały transmisję z MAWS poprzez dataloger SUTRON do komputera stacyjnego; 3. instalowały nowe retransmitery do utrzymania łączności cyfrowej i głosowej ze stacjami pomiarowymi; 4. podjęły próbę zestawienia kanału łączności z WOM, dla przekazywania depeszy SYNOP. Prace, o których mowa w pkt. a i b zostały z powodzeniem zakończone w dniu 20 marca br. i w wyznaczonych pomieszczeniach WOM (sala muzeum) uruchomione zostało tymczasowe stanowisko obserwatora meteorologicznego. W oparciu o zainstalowaną stację MAWS są obecnie prowadzone pełne pomiary i obserwacje synoptyczne. Dane cyfrowe z MAWS są dostępne w Systemie Telemetrii i Systemie Hydrologii z częstotliwością raz na godzinę. W dniu 21 marca 200r. stwierdzono, że destrukcja górnego dysku budynku WOM nie postępuje, przynajmniej wizualnie i wg opinii pracujących tam pracowników IMGW. Cały obiekt jest okryty szadzią, której miąższość znacznie zwiększyła się w ostatnich dniach. Budynek jest otoczony liną z zawieszonymi na niej tabliczkami zakazującymi wstępu w pobliże budynku. Podobną liną otoczony jest ogródek meteorologiczny i zainstalowana tam stacja MAWS. Na szczycie Śnieżki i w otoczeniu budynku WOM gromadzą się licznie, docierający tu ze strony czeskiej i polskiej, turyści. Cześć z nich łamie zakaz podchodzenia w pobliże budynku, głównie w celu wykonania zdjęć. Stacja MAWS pracuje normalnie i obserwatorzy meteorologiczni wykonują swoje rutynowe prace. Dziennik spostrzeżeń meteorologicznych prowadzony jest na bieżąco. W dniu 21 marca 2009r. do WOM Śnieżka dotarła nowa zmiana obserwatorów, którzy wymienili zespół tam pracujący od 2 tygodni. W WOM Śnieżna nadal pracuje ekipa pracowników Ośrodka Serwisu Systemu Telemetrii dla uruchomienia nowych retransmiterów i łączności z WOM Śnieżka. Pracownicy ci natrafili na poważne trudności w wyszukaniu odpowiedniego miejsca na montaż anten radiowych. Dotychczasowe anteny zainstalowane były na tarasie pomiarowym nad górnym dyskiem. Ściany WOM są bardzo grube i jest w nich stalowa konstrukcja, a wymienione w 2008 roku okna bardzo silnie tłumią sygnał radiowy. Miejsce na instalację anten zostało w dniu 21 marca br. znalezione i zostały one zainstalowane za oknem dolnego dysku, a kable przeprowadzono poprzez otwory wywiercone w ościeżnicy okna. W dniu 22 marca 2009 roku w godzinach porannych (3:00) zostały zakończone prace związane z przeniesieniem i uruchomieniem nowych retransmiterów zapewniających łączność cyfrową i głosową ze stacjami pomiarowymi na terenie województwa dolnośląskiego. Tego samego dnia w godzinach popołudniowych (18:00) obserwatorzy z Wysokogórskiego Obserwatorium Meteorologicznego na Śnieżce rozpoczęli przekazywanie depeszy SYNOP, poprzez Stację Hydrologiczno - Meteorologiczną w Jeleniej Górze. Zatem należy uznać, że WOM Śnieżka, pomimo zaistniałej sytuacji, pracuje już w normalnym trybie, a dzięki zaangażowaniu obserwatorów oraz pracowników serwisów obserwacje i pomiary nie zostały przerwane. Równolegle zostały uruchomione prace programistyczne, dla stworzenia specjalizowanej wersji oprogramowania wspierającego obserwatora synoptycznego pozwalającej na kontynuowanie tworzenia cyfrowej bazy danych oraz półautomatycznej edycji depeszy SYNOP. W dniu 24 marca 2009 roku prace rozpocznie zespół zajmujący się opracowaniem projektu rozbiórki górnego dysku WOM Śnieżka oraz będą kontynuowane negocjacje z ekipą mającą przystąpić bezzwłocznie do demontażu aparatury, urządzeń i ruchomych elementów górnego dysku.
I jeszcze: bardzo ciekawy pogląd pani Elżbiety Kocowskiej na kwestię odbudowy (lub rozbiórki) śnieżkowych talerzy... Aktualne zdjęcia ze Śnieżki na stronie IMGW oraz aktualny stan prac na Śnieżce

24.03.2009

Dziwne meandry finansowania

Na stronie internetowej 'Nowin Jeleniogórskich' (NJ24 - 1 i 2) czytam dwa teksty o pieniądzach. Jeden dotyczy zamku w Bolkowie i kłopotów, jakie ma Adam Łaciuk z utrzymaniem obiektu w stanie "nadającym się do użytku". W drugim tekście pan pRezydent Obrębalski chwali się (który to już raz i który z kolei pRezydent Jeleniej Góry się tym chwali...), że dokona cudów na "Grzybku" (Wzgórze Krzywoustego, dawny Hausberg). Te cuda zdają się być specjalnością PO. Nie o polityce jednak, lecz o cudach finansowych: Oto "na pierwszy etap zabezpieczeń [zamku bolkowskiego] pójdzie 600 tysięcy złotych. (...) Muzeum Karkonoskiemu, które jest gospodarzem obiektu, udało się pozyskać po 300 tysięcy złotych z Ministerstwa Kultury i samorządu wojewódzkiego. Prace budowlane rozpoczną się latem tego roku". Natomiast wieża widokowa na Wzgórzu Krzywoustego - obiekt niekoniecznie tak istotny z punktu widzenia historii - "otrzymała 281 tysięcy euro na renowację. - Przeprowadzimy gruntowny remont, oświetlimy ją – planuje pRezydent Marek Obrębalski". Liczę sobie wg. kursów podawanych przez NBP: fixing na 23.03.2009 to 4.5748 zł za euro. Tak więc 281.000 € uzyskanej dotacji to 1.285.518,80 złotych. Ponad dwukrotnie więcej, niż suma ciężko wywalczona przez Muzeum Karkonoskie. A całościowy koszt projektu to 331 tys. euro (1.514.258,80 złotych). I to na przedsięwzięcie ze wszechmiar komercyjne (Co zostanie zrobione? Remont wieży, iluminacja jej. Wokół teren zostanie oczyszczony, wycięte zostaną też drzewa, które przysłaniają wieżę. Dzięki temu, obiekt będzie się rzucał w oczy z centrum miasta. - Obok „Grzybka” powstanie też kamienna makieta z panoramą Karkonoszy – mówi Obrębalski. Ona także ma być widoczna. Wydany zostanie też folder promujący wieżę). Bardzo się cieszę, że "Grzybek" odzyska dawną świetność, jednak koszt tego przedsięwzięcia jest niewspółmierny do efektów, natomiast po zwaleniu się wleńskich murów, zamek Bolków zdaje się być jednym z ostatnich piastowskich obiektów, nie bedących "wieczną ruiną" - przynajmniej w naszych okolicach. A może z owego 1,5 miliona przeznaczonego na remont wieży widokowej trzeba opłacić o wiele więcej kosztów, niż bezpośrednie wydatki na rewitalizację?
Widok na Jelenią Górę z tarasu kawiarni, znajdującej się niegdyś u stóp wieży widokowej na Wzgórzu Krzywoustego (Hausberg)

Obserwatorium meteo na Śnieżce - kilka faktów

W związku z katastrofą budowlaną, jaka miała miejsce na Śnieżce, w prasie, radiu i telewizji co rusz pojawiał się temat Karkonoszy i "spodków". Powiedziano przy tym moc bzdur o historii powstania tej charakterystycznej, choć kontrowersyjnej budowli. Pozwolę sobie przytoczyć więc artykuł pana St. Firszta ze "Skarbca Ducha Gór" (w oparciu o tekst Marii Jarmolukowej, "Marsjańskie talerze na Śnieżce" w "Roczniku Jeleniogórskim", t. 12, 1974, s. 14-36), napisany w 30 rocznicę powstania tego obserwatorium. W tym roku mija 35 rocznica oddania budynku do użytku.
W październiku 1974 r. zakończono budowę nowego schroniska - obserwatorium na Śnieżce. Było to i jest dotychczas największe przedsięwzięcie budowlane na szczycie Karkonoszy. A wszystko zaczęło się w 1949 r., kiedy to na spotkaniu w schronisku "Samotnia", dr Michał Orlicz, kierownik Obserwatorium PIHM na Kasprowym Wiechu, wysunął myśl zbudowania nowego schroniska i obserwatorium na Śnieżce. Stare budynki, wzniesione z drewna w latach 1899-1900 były już w kiepskim stanie technicznym. Reakcja na ten wniosek była niemal natychmiastowa i już w latach 1952-1955 chciano przystąpić do budowy. Nic z tego wówczas nie wyszło. Postulat budowy nowego schroniska i obserwatorium znalazł się w „Tezach Jeleniogórskich 1958" (pkt 21). I to poskutkowało. W 1960 r. zlecono opracowanie koncepcji zabudowy Śnieżki. Zamyślano zrealizować inwestycję w latach 1962-1965. Projekt opracował zespół pod kierunkiem dr inż. arch. Witolda Lipińskiego, z Katedry Budownictwa Ogólnego Politechniki Wrocławskiej (m. in. dr inż. Andrzej Sokolski, inż. arch. Waldemar Wawrzyniak). Powstały też inne projekty w ciągu 1961 r. Po wielu dyskusjach koncepcja Lipińskiego wygrała ostatecznie w 1963 r. Wielkim propagatorem budowy był Tadeusz Hołdys (1921-1983), kierownik obserwatorium na Śnieżce w latach 1958-1983.
Od 1964 r. zaczęto budowę drogi brukowanej na Śnieżkę, aby umożliwić wjazd ciężkiemu sprzętowi. Zezwolenie na budowę obserwatorium uzyskano w 1966 r. Roboty budowlane zajęły się w 1968 r. Prowadziło je Jeleniogórskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Miejskiego, sławny JPBM. Z różnych przyczyn prace budowlane trwały kilka lat. Dopiero w 1973 r. oszklono cały budynek i przystąpiono do wyposażenia wnętrza. Schronisko - obserwatorium na Śnieżce, popularne "spodki" oddano do użytku faktycznie w listopadzie 1974 r. Fakt ten miała uwieczniać stosowna tabliczka mosiężna. Do jej umieszczenia na budynku nigdy jednak nie doszło. Obecnie znajduje się ona w depozycie Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze.
[Jak donosi nie zawsze wiarygodny portal Jelonka: "Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, gospodarz stacji, wycofuje się z wcześniejszych zapowiedzi, w których deklarował zamiar odbudowy schroniska".]
I jeszcze ad vocem artykuł z GW. A tutaj: raport ze stanu prac ma początek kwietnia
Aktualizacja: wrzesień 2009

22.03.2009

Pierwszy numer "Wanderer im Riesengebirge" (1881 r.)

Tak właśnie wyglądała winieta pierwszego numeru nieregularnika "Stowarzyszenia Karkonoskiego", które w języku polskim przyjęto nazywać "Towarzystwem Karkonoskim" (Riesengebirgs-Verein, RGV). Piszę 'nieregularnik', albowiem pod tytułem „Der Wanderer im Riesengebirge“ czytamy: "Organ Towarzystwa Karkonoskiego. Ukazuje się w dowolnej kolejności numerów (a więc nieregularnie). Dla członków RGV – nieodpłatnie. Cena abonamentowa dla nie - członków – 1 marka za dziesięć numerów". Data ukazania się numeru pierwszego to 3 lipca 1881 r. Czasopismo liczyło wówczas jedynie 8 stron (w późniejszych latach – między 16 a 24), a spis treści inauguracyjnego numeru przedstawia się jak następuje: Na stronie tytułowej: Odezwa do Członków Towarzystwa, autorstwa inicjatora i założyciela RGV, Theodora Donata, księgowego w zakładach lniarskich, napisana w „Erdmannsdorf” (dziś: Mysłakowice, po wojnie także Turońsk) 24 czerwca 1881 r. Strony 2 i 3 zajmuje sprawozdanie Zarządu Centralnego Towarzystwa za rok 1880, z uwagą, że w następnym wydaniu „Wanderera...” wydrukowane zostanie sprawozdanie za rok 1881. Tekst sygnowany jest inicjałami „Th. D.”. Na stronie 4 znajdujemy listę wszystkich istniejących ówcześnie stowarzyszeń i towarzystw górskich – począwszy od angielskiego Klubu Alpejskiego, założonego w 1858 w Londynie. Strona 5 zawiera tekst doktora Adama pt.: „Wędrówki w Górach Izerskich”, wiersz Theodora Donata „Habmichlieb” (regionalna nazwa pierwiosnka malutkiego) oraz pierwszą część sprawozdania z działalności mysłakowickiej sekcji RGV, które kończy się na stronie 6. Tam też wniosek burmistrza miasta Jelenia Góra, Bassenge, dotyczący zmian w statucie RGV, datowany na 16 kwietnia 1880 r. Na tej samej stronie tekst pt,: „Studium kulturowo – historyczne we Flinsbergu” (Świeradowie Zdroju), autorstwa dyrektora gimnazjum w Poznaniu, dr W. Schwarza. Na ostatniej stronie dokończenie owego tekstu i krótkie informacje redakcyjne i dla członków RGV. W stopce czytamy:
Redaktor odpowiedzialny – Th. Donat w Erdmannsdorf. Druk: Wilhelm Pfund w Jeleniej Górze.
Śląski byt wydawniczy „Wędrowca w Górach Olbrzymich” trwał do 1943 r. ; po wojnie znalazł swoją kontynuację w istniejącym do dzisiaj na terenie Niemiec RGV.

O Górze Szybowcowej (Galgenberg, Schieferberg)

Nazwa Góry Szybowcowej padała kilkakrotnie, może więc słów kilka o jej znaczeniu dla Jeżowa Sudeckiego (Grunowa, niem.: Grunau) i szybownictwa w Kotlinie Jeleniogórskiej. Opieram się na artykule Janusza Ptaszyńskiego ze SKARBCA DUCHA GÓR nr 3/1988.
Jeżów Sudecki, położony około 5 km od Jeleniej Góry, posiada Górę Szybowcową (niem. Galgenberg) o wysokości 561 m n. p. m.
Przegrana przez Niemców I wojna światowa zaowocowała Traktatem Wersalskim, który m. in. zabraniał Niemcom posiadania lotnictwa wojskowego i szkolenia w tym kierunku młodzieży. Jednak już w 1922 r. powstała w ówczesnym Grunau Szkoła Szybowcowa, założona przez pilota Espenlauba i Schneidera, przy czym ten ostatni jednocześnie uruchomił warsztaty szybowcowe. W 1924 r. Niemcy utworzyli tu oficjalną Państwową Szkołę Szybowcową, dla szkolenia pilotów lotnictwa cywilnego. Od tej chwili rozpoczęło się wielkie zainteresowanie szkoleniem szybowcowym, skąd był już tylko krok do wyszkolenia kadry lotników bojowych. W 1933 r. pilot Wolf Hirth odkrył istnienie tzw. „Karkonoskiej Fali". Powodował ją wiatr południowy i południowo-zachodni, zwany popularnie halnym (poprawnie: fenem), który dając potężne zafalowanie powietrza, umożliwiał osiągi wzlotów nawet do 11 tys. metrów, nigdzie indziej niespotykane.
Wtedy właśnie Grunau zwrócił uwagę władz wojskowych i nastąpił gwałtowny rozwój szybownictwa. Warsztaty Schneidera nie nadążały za popytem. Jeden z bardziej udanych wyprodukowanych tu typów, zwany GRUNAU - BABY, osiągnął ilość 15 tysięcy egzemplarzy.
Pilot Wolf Hirth wprowadza jako napęd do startu liny gumowe, naciągane przez ośmiu ludzi lub konie. Zwalniany z zaczepu szybowiec startował niczym wyrzucony z procy. (Dopisek mój: w 2008 r. wybudowano krótki pas startowy skierowany ku południu, ku Zabobrzu i pasmu Karkonoszy. Być może już w tym roku znowu z Góry Szybowcowej startować będą szybowce "na gumach", albo przy pomocy innych środków technicznych).
Rozwój lotniska na Górze Szybowcowej po 1933 r. następował niemal błyskawicznie. Powstały 3 duże hangary, wieża portowa i budynek kasyna. Pod hangarem głównym wybudowano stajnię dla koni, które potrzebne były nie tylko do naciągu lin gumowych, lecz także do transportu szybowców po wylądowaniu, na szczyt wzniesienia. Łamiąc postanowienia Traktatu Wersalskiego, w 1937 r. Niemcy utworzyli w Grunau Główny Ośrodek Szkolenia pilotów Luftwaffe.
Ostatnie lata wojny w Jeleniej Górze, stały się głośne dzięki uroczystościom, jakie miały miejsce właśnie na Górze Szybowcowej w Jeżowie Sudeckim. Otóż mieszkanka Jeleniej Góry Hanna Reitsch została w marcu 1941 r. odznaczona przez Hitlera Żelaznym Krzyżem II klasy. Było to pierwsze w historii nadanie kobiecie tak wysokiego odznaczenia. W imieniu führera dekoracji Hanny Reitsch dokonał wrocławski Gauleiter Hanke, w asyście Kreisleitera (starosty powiatowego) Stumpe i nadburmistrza miasta Blasiusa. Miejsce to wybrano specjalnie, gdyż tu we wczesnej młodości Hanna stawiała pierwsze kroki w lataniu.
Fragment książki telefonicznej Jeleniej Góry z 1939 r. z nazwiskiem ojca Hanny, Willy'ego Reitscha (doktora, specjalisty od chorób oczu), zamieszkałego na Adolf-Hitler-Straße 11 (dzisiaj: ul. Bankowa, a przed przemianowaniem za czasów hitlerowskich - "Promenade")

21.03.2009

Trochę wiosny w Kotlinie Jeleniogórskiej

Narciarze w Karkonoszach mieli dzisiaj powody do zadowolenia: słońce i błękit nieba przez cały dzień, warunki śniegowe znakomite (lekki mróz). Równie pięknie musiało być na Orlu podczas Izerskiego Biegu Retro (Uwaga, są już zdjęcia ze wspaniałej imprezy!). W Kotlinie zaś, w okolicach Dziwiszowa - wiosna! Podczas, gdy Śnieżka wygląda tak (kaplica św. Wawrzyńca)...:
(BTW: Górny talerz obserwatorium meteorologicznego zostanie rozebrany, a gdy odpuści zima - przeprowadzone zostaną dokładne badania konstrukcji całości budowli. Wówczas też zapadnie decyzja, co dalej z "Latającymi Talerzami". IMGW zarzeka się, że obserwatorium na Śnieżce będzie!)
....to wokół Jeleniej Góry, w kierunku Dziwiszowa na polach, łąkach i w lasach już pachnie wiosną...:
Piękna to była zima, śnieżna, często pogodna, niezbyt mroźna... Jednak z wolna wszyscy jesteśmy Nią zmęczeni. Czas na zmiany!

20.03.2009

Wiosenny paradoks

Dwa zdjęcia Góry Szybowcowej: pierwsze w ostatnim dniu astronomicznej zimy i drugie - dzisiaj, w pierwszym dniu astronomicznej wiosny. Różnica doprawdy... astronomiczna...!
Ostatni dzień zimy
Pierwszy dzień wiosny
(Prosimy nie regulować odbiorników! Zdjęcia noszą właściwe podpisy!)

19.03.2009

Bitwa zimy z wiosną

W Kotlinie Jeleniogórskiej i w okalających ją górach trwa zażarte siłowanie się słabnącej zimy z niedojrzałą jeszcze wiosną. Rübezahl, zwany przez Czechów Krakonoš, przygląda się w tym roku owym zmaganiom z niezwykłą mu cierpliwością, nie reagując. On bowiem, "kiedy unosi się w potężnej chmurze burzowej, nie musi się nikogo bać, bo oto zapragnął przecież uciec w siną dal. Wkrótce będzie można się przekonać, że on jedynie rozłożył się na szczytach w postaci białej waty ogromnej chmury okrywając kamienie i rozpadliny niczym delikatna wełna*". To siłowanie zimy z wiosną pięknie dzisiaj widać było ze zboczy Góry Szybowcowej. Nie mogę się powstrzymać przed wklejeniem tu kilku zdjęć z tego widowiska.
*) Fragment "Księgi Ducha Gór" C. Hauptmanna w tłumaczeniu Emila Mendyka, przy współpracy dr. Przemysława Wiatera.

Gwara z Karkonoszy - Gebirgsschlesisch

Dzisiaj, gdy już odeszliśmy od dosyć pretensjonalnego uzasadniania naszej polskiej obecności na Dolnym Śląsku po 1945 r. Piastami i pra-polskością tych ziem, poczęto interesować się tradycjami tego regionu - tradycjami ludowymi, ze wszech miar niemiecko-dolnośląskimi. Czynione są próby "wprowadzania" na tych terenach "naszych" tradycji (dr. Wiater), co dla mnie jest dość karkołomne - tradycji nie da się zadekretować, ona musi powstawać na przestrzeni pokoleń. W naszych okolicach owa tradycja - ze zrozumiałych względów - nie mogła się zakorzenić (jeszcze?). Ale nie o tym tutaj... Jednym z nośników lokalnych tradycji jest język, a w przypadku języka niemieckiego - lokalna gwara. Jak wynika z licznych przekazów (ustnych i pisemnych), gwara podsudecka (Gebirgsschlesisch) była niezwykle zróżnicowana. Oto mieszkańcy wsi podjeleniogórskich niejednokrotnie z trudem porozumiewali się z mieszkańcami wsi podwałbrzyskich, kłodzkich (dialekt Glätzisch) czy nawet podlubańskich - różnice w wymowie i różnice znaczeń tych samych wyrażeń były spore. Dialektami Gebirgsschlesisch mówiono w całych Sudetach, z wyjątkiem Gór Łużyckich i Kotliny Kłodzkiej, również po czeskiej stronie gór w okolicach Trutnova (Riesengebirgisch), a także na północnych Morawach i Morawach śląskich. Gebirgsschlesisch posiada liczne wspólne cechy leksykalne z niemieckimi dialektami środkowo- i południowo-zachodnimi (Ostmitteldeutsch), zawiera ponadto zapożyczenia z języków zachodniosłowiańskich (głównie ze polskiego i czeskiego). Poniżej próbka "bywszego" dialektu z okolic Jeleniej Góry - i jego tłumaczenie na niemiecki język literacki. Różnice są widoczne doskonale. Melodia tego dialektu była również niepowtarzalna... Była... Ludzie posługujący się tą odmianą języka właściwie już nie żyją...
A Freitich vir der Huchzet, doo hulla se's Brautfuder bei der Braut an foorn's zum Breitch'n; dos häßa se's Fuderfihrn. De Braut ies nee derbeine, die bleibt derhäme. An doo wird a grußer Tollmolt gemacht. Doo waarn de ganza Schränke an olls, wos de Braut asuu brengt, off an grußa Letterwoorm uhfgelodt. Doo hoot's drei, vier Monnsvelker derbeine an a poor Bettfraun an au an Huchzetbieter. Doo wird a gruus Assa gemacht an techtich getronka Bier an Branntwein. An doo komma jonge Maadel an soorn Getechte, der Braut äs an äs 'n Breitch'n. An doo hoan se aalt Toopzeig zum Polterobende ei an Saak gesackt an schmeißa's a poormol uhf, doo wird a recht Gekrache an a Gelache. Do giht's laabhoftichzu, an do wird gesonga an getanzt off daan Urte bis zum friha Murja. Am Freitag vor der Hochzeit, da holen sie das Brautfuder* bei der Braut und fahren es zum Bräutigam; das heißt Fuder führen. Die Braut ist nicht dabei, die bleibt daheim. Und da wird ein großer Tumult gemacht. Da werden die ganzen Schränke und alles, was die Braut auch so bringt, auf ein großen Leiterwagen aufgeladen. Da hat es drei, vier Männer dabei und ein paar Bettfrauen und auch ein Hochzeitbieter. Da wird ein großes Essen gemacht und tüchtig getrunken Bier und Branntwein. Und da kommen junge Mädel und sagen Gedichte, der Braut eins und ein dem Bräutigam. Und da haben sie altes Topfzeug zum Polterabend in einen Sack gesackt und schmeißen es ein paar mal auf, da wird ein recht Gekrache und ein Gelache. Da geht es leibhaftig zu, und da wird gesungen und getanzt auf dem Orte bis zum frühen Morgen. *) Brautfuder - wiano

Flagi

free counters