Ładowanie...

03.05.2013

Worpswede 2013 - Biennale Sztuki i Filmu. Część V: ...and action!

Szanowni Czytelnicy!
Relacja z przebiegu "właściwego Biennale" jest fragmentaryczna, wybiórcza, maksymalnie subiektywna i krytyczna. Wszelkie zawarte tu opinie są osobistymi opiniami autora niniejszego bloga i niekoniecznie są w pełni rzetelne, za to szczere aż do bólu. Głównie: do bólu lędźwiowej części kręgosłupa autora, bólu prześladującego go podczas niemal całego Biennale.
Nie ukrywam, że dolegliwość ta niewątpliwie miała wpływ na "ogląd" oraz na moją drażliwość. Wszystkich tych, których udało mi się obrazić – proszę przy ferowaniu wyroku o wzięcie pod uwagę mojego stanu zdrowia. To tyle, Wysoki Sądzie.
®Dieter Röseler
Ab ovo zatem..., a w zasadzie ab preovo: Dla nas, reprezentacji polskiej, Biennale rozpoczęło się... Pre-Openingiem wystawy „Sztuka historyczna z Polski:  Między Odrą a Wisłą – fenomen kolonii artystycznych“ oraz bankietem otwarcia dla wyselekcjonowanych Gości z Polski i Niemiec. Były przemówienia: Haase, Schwenke, Kaufmann... i przy tym ostatnim chciałbym się zatrzymać [Punkt]. Opowiedziała Sigrun historią autobiograficzną o podróży przez DDR do Polski, podróży nie całkiem legalnej, a jednak – w jej wspomnieniach – niezwykłej, cudownej, serdecznej. O ludziach z Polski, których wówczas spotkała, o ich gościnności w warunkach komunistycznej mizerii. O otwartych dla dwojga niemieckich podróżników domach, o prezentach, które zostały im wręczone... Była to opowieść pełna niekłamanej sympatii dla naszego narodu; sympatii, której ja osobiście dzisiaj zupełnie nie podzielam (proszę mi jednak nie imputować, jakobym kochał Niemców). "Gdy dowiedziałam się, że przyjeżdżają polskie wystawy", mówiła Sigrun Kaufmann, "od razu wiedziałam, że jedna z nich MUSI odbyć się w moim muzeum, w Museum am Modersohnhaus".
Przemawia Sigrun Kaufmann, właścicielka Museum am Modersohn-Haus. Moja mina nie wyraża znudzenia: ja po prostu byłem przerażony długością wielokrotnie złożonych zdań, wypowiadanych bez najmniejszej przerwy. I wymyśliłem: gdy kończył się fragment zdania mówiłem spokojnie i głośno: "Sigrun, mach' doch Punkt!". Podziałało. Reszta tłumaczenia poszła jak po maśle.


I tak się też stało: gdy w listopadzie 2012 r. byliśmy z Przemkiem Wiaterem w Worpswede, obiekt przy domu Otto Modersohna od razu wpadł nam..., znaczy: wpadł Przemkowi w oko. By sparafrazować powiedzenie Hauptmanna: Hier wär gut Bilder zeigen (oryginalne zdanie Gerharta Hauptmanna z Buch der Leidenschaft brzmi: Hier wäre gut Hütten bauen).

Po przemówieniu kochanej Sigrun nastąpił One-Man-Show doktora Przemysława Wiatera: miejsca miał dużo, biegał, rękoma wymachiwał, a przede wszystkim – mówił. I to w narzeczu zrozumiałym dla tubylców, więc uznałem, że tłumaczyć tego narzecza na polski nie będę: przecież "nasi" doskonale obracają się w temacie niemieckiej kolonii artystycznej w Schreiberhau oraz polskich kolonii artystycznych okresu przełomu XIX i XX w. – a właśnie tego dotyczy wystawa, i o tym nawijał Przemek. Z sensem.

Urozmaiceniem (oraz usprawiedliwieniem dla "członu filmowego" w nazwie Biennale) był pokaz znanego i świetnego krótkometrażowego filmu animowanego Tomka Bagińskiego "Historia Polski". Gdym podsłuchiwał później rozmowy niemieckiego audytorium, usłyszałem znamienne "Wygląda to tak, jakby historia Polski składała się głównie wojen i bitew, przeważnie przegrywanych...". Jak dla mnie – cenna i celna uwaga.
Silna grupa polska wędruje do Music Hall, pani kierownik Danielska przodem - jak się należy. Worpswede (a przynajmniej jego centrum) to niewielka wioska. Wszędzie można wygodnie dotrzeć piechotą.
Na godzinę 19.00 przenieśliśmy się do niedalekiej Music Hall, potężnego pubu muzycznego, ulokowanego w ogromnej, starej stodole. Tam odbyło się Właściwe Otwarcie Kunst- und Filmbiennale Worpswede 2013. Dostałem wolne od organizatorów: tłumaczeniem (a w zasadzie moderacją) zajęła się niejaka Celina Muza, Polkoniemka z Berlina. Nie wypada mi oceniać jej występu scenicznego u boku profesora Haase. A negatywnych szeptanek niemieckich słuchaczy i widzów na ten temat przytaczać się nie godzi. Tak więc spuśćmy zasłonę milczenia na ten temat. Ja ów czas wykorzystałem na nawiązywanie kontaktów z naszymi niemieckimi gospodarzami. Tak poznałem autora umieszczonego po preambule do niniejszego tekstu zdjęcia mojej facjaty, Dietera Röselera, faceta niezwykłego. Obsługiwał on zresztą całą imprezę jako artysta-fotograf, a zdjęcia nieźle robi. Głównie robi je w fotoszopie a posteriori. Stąd pogłębiona brzydota mojego pyska: najpierw kazał mi stroić miny różne, a później zmiksował całość i wyszło... jak wyszło. Mi się podoba okrutnie, moja Połowinka kazała fotę wyrzucić. Nie ma mowy: to pierwsze artystyczne foto, jakie kiedykolwiek mi zrobiono. Widać na inny artyzm nie zasłużyłem.
Rozmowę z reżyserem Lechem Majewskim (w środku) prowadził profesor Haase, całość moderowała Celina Muza
Po wspomnianym już Właściwym Otwarciu nastąpiła prezentacja filmu Lecha Majewskiego "Młyn i krzyż", zwieńczona rozmową z reżyserem. Również tę część programu obsługiwała Celina, więc ja moje znajomości pozaformalne pogłębiałem. Z bardzo przyjemnym skutkiem...
Po lewej jedna z "pogłębianych" znajomości (dziś mam wrażenie, że nawet przyjaźni): Deborah Lippold, właścicielka najlepszego hotelu w Worpswede: "Eichenhof". Zajmująca osobowość, o przeciekawym życiorysie; kolekcjonerka i mecenaska sztuki. 
Późny wieczór zakończyliśmy w trójkę: niezwykły Henryk Waniek, Przemek Wiater i ja, zajmując strategiczne pozycje w hotelowym pokoju Przemka. To była świetne, pasjonujące przeżycie, a Henryk okazał się rozmówcą arcyciekawym. Przemek też, ale z nim znamy się jak  nie przymierzając  łyse konie...

Dodam tylko, że przed południem udałem się byłem do lekarza. Dzięki Klaudii Krohn nie zapłaciłem za interwencję ambulatoryjną ani grosza, koszty pokrył Stefan Schwenke z kasy gminy. Einen herzlichen Dank, lieber Stefan! Dzięki 4 zastrzykom (3 w pośladki, 1 w kręgosłup, ten ostatni bardziej bolesny, niż "wypadnięty" dysk) udało mi się niemal bezboleśnie przetrwać dzień i kolejną noc. A następnego przedpołudnia... Ale o tym w kolejnej, VI części "Münchhausenowskich Opowieści o Worpswede".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Flagi

free counters